Dodany: 2021-11-22 20:23|Autor: KrzysztofOpiekun BiblioNETki

Czytatnik: Zapiski

3 osoby polecają ten tekst.

Parę zdań o książce Listowieść


Przyznam się do oporów przed napisaniem tego tekstu. Odkąd ukazały się moje książki, nie lubię pisać krytycznych uwag o książkach innych autorów, bo wytykać wady jest nieporównywalnie łatwiej niż napisać tekst bez wad. Dlatego najczęściej wybieram milczenie, ale tutaj uznałem, że nieco krytyczny głos takiego Ktosia jak ja autorowi na pewno nie zaszkodzi, jak mrówka nie zaszkodzi słoniowi.

Czytając pochwały wynoszące powieść w okolice zajmowane przez arcydzieła, inaczej ją sobie wyobrażałem. Spodziewałem się… nie wiem, czego. Zadziwienia, olśnienia? Właśnie tego. Jeszcze oryginalnej i zapadającej w pamięć fabuły. Zadziwiony byłem głównie grubością książki, olśnień nie przeżyłem, a fabuła? Dobra, tylko dobra.
Tak też oceniam całą powieść, może dodam jeszcze plus, ale do arcydzieła sporo jej brakuje. Przeczytałem wiedziony ciekawością zakończenia i nadzieją na odkrycie przyczyn jej popularności. Teraz wiem, że mieszczą się one poza treścią książki, jak to często bywa, zwłaszcza w obecnych czasach.
Już w trakcie czytania uznałem, że powieść znacznie by zyskała, gdyby straciła ze dwieście stron. Za dużo jest wątków. Mogąc niewiele czasu poświęcić lekturze w ciągu jednego dnia, czytałem powieść przez blisko miesiąc, czasami parę dni nie zaglądałem do niej, a gdy wracałem do lektury bywało, że musiałem sprawdzać na przeczytanych stronach kim jest osoba, o której czytam; w powieści jest około dziesięć postaci głównych.
Ich losy, początkowo samodzielne, później się wiążą, chociaż niekoniecznie bezpośrednio. Znalazłem tutaj podobieństwo do pomysłu na fabułę „Babel”, dobrego filmu, a mało jest tak ocenianych przeze mnie obrazów filmowych. Książka jednak przegrywa w tym zestawieniu. Równie dobrze można by napisać nie dziewięć, a pięć albo piętnaście wątków, wobec nie zawsze przekonywających ich związków.
Styl jest… hmm, nierówny. Nieco razi mnie nowoczesnością czy amerykańskością. Z jednej strony dobre miejsca, umiejętności operowania słowami i tworzenia odpowiedniej atmosfery skąpą ich ilością, z drugiej słowa ordynarne, ale te skłonny jestem zaakceptować, właśnie dla atmosfery, natomiast porównania i przenośnie bywają udziwnione i sztuczne, a nawet niezrozumiałe. Wśród porównań ostatniego gatunku zwłaszcza te naszpikowane nazwiskami i faktami nieznanych powszechnie zdarzeń historycznych są liczne. Autor przywołuje też postaci z reklam, filmów albo gier.
Jako przykład podam „okulary w stylu Clarka Kenta.” Sporo jest takich porównań, także odniesień do nieznanych lub mało znanych faktów. Nie wiem, czy są najwłaściwsze. Mam trudności z ich zaakceptowaniem.
”Pocieszający jak powrót Buda.”
W wyjaśnieniu na dole strony czytam:
„Aluzja do reklamy piwa Bud’s Light, będącej z kolei aluzją do Gry o tron, w której występuje The Bud Knight.”
No i teraz już wszystko jasne!
Przepiszę kilka porównań z grupy określonej jako udziwnione i sztuczne.
„Wyglądają (rzeźby z drewna – wyjaśnienie moje) jak dzieła autystycznego panteisty z epoki neolitu.”
„Znowu coś wskazuje tym długim renesansowym palcem.”
Albo te słowa, o sekwoi:
„To nie ogrom go powala, a w każdym razie nie tylko on, lecz ta żłobkowana dorycka doskonałość czerwonobrunatnych kolumn, które spomiędzy paproci sięgających ludzkiego ramienia, zmszystego dna lasu strzelają prosto w górę, nie zwężając się ku końcowi, niby rdzawa skórzasta apoteoza.”
Skórzasta apoteoza neolitycznego panteisty z renesansowym palcem. Może w USA takie słowa są akceptowane, może nawet zrozumiałe, mające jakiś sens, w moim odczuciu to dziwadła. Jeśli autor silił się na oryginalność, to niepotrzebnie, skoro niewątpliwie potrafi pisać; jeśli natomiast pisał tak, żeby podobało się czytelnikom, to dziwię się ich gustom. Nota bene, dziwny jest ten przymiotnik „zmszystego”. Prawdopodobnie pominięto tutaj spację.

Dla równowagi i sprawiedliwości zaznaczę, że nie brakuje w powieści myśli ciekawych, trafnych i ładnie wyrażonych.
„Ale ludzie nie mają pojęcia, czym jest czas. Myślą, że to linia wysnuta z punktu położonego o trzy sekundy za ich plecami, która równie szybko znika w trzech sekundach mgły tuż przed nimi. Nie wiedzą, że czas to koncentryczne kręgi, rozrastające się ku obrzeżu, a cieniutka skórka Teraźniejszości zawdzięcza swoje istnienie ogromnej masie wszystkiego, co już obumarło.”
Porównania mające ułatwić nam wyobrażenie sobie milionów lat ewolucji przez przeliczenie jej czasu na okres jednej doby, a takie jest na stronie 589, są mi znane, ponieważ mam za sobą wiele książek o ewolucji. Nie filmików na You Tube z ulizanym gościem „Kto-ty-jesteś”, ale książek napisanych przez naukowców, więc wiedza zawarta w tej książce w większości znana mi jest skądinąd, i z tego powodu specjalnego wrażenia nie wywarła. Przyznaję jednak, że nawet proste fakty naukowe autor potrafi podać w ciekawej formie, i nie tylko wspomniane wyżej zgrabne porównanie czasów mam na myśli.
„(…) rośliny stwarzają sens, tworzą znaczenie równo łatwo, jak robią cukier i drewno z niczego, z powietrza, słońca i deszczu.”
Rośliny „(…) tworzą powietrze i jedzą słońce.”
Albo ładnie napisane zdanie o drzewie, które wyjadło z powietrza dwa kilo węgla i dodało do swojej masy; nie cytuję, bo nie zanotowałem strony.

Na ostatnich stronach powieści opisane jest układanie przez jednego z głównych bohaterów wielkiego napisu z pni drzew i gałęzi gdzieś na północnym odludziu. Ma być widoczny z kosmosu i czynić wrażenie. Podobnego zdania są Indianie, którzy mu pomagają. Jakiż to napis? Jedno słowo: „wciąż”. Zakładam, że jest w nim ukryty jakiś wielki sens zdolny ukoronować koniec tej obszernej powieści, ale ja go nie znajduję. Może przesłanie jest czytelne w oryginale amerykańskim? Jeśli tak, to lepiej byłoby zostawić je nieprzetłumaczone.
Tłumacz nie miał łatwego zadania, to widać po tekście zawierającym, jak się domyślam, fragmenty nie nadające się do dobrego przełożenia na nasz język, ale też i zdarzało się mu popełniać błędy.
„… pożar, który poczynił szkody na sumę siedmiu miliardów dolarów…”
Ludziom miliony, miliardy i biliony mylą się często, niewykluczona jest jednak przesada autora.

„Jakim cudem wyrąb miałby ustać? Nie udaje się go nawet spowolnić. Umiemy tylko iść naprzód. Coraz dalej i szybciej. Dalej i szybciej niż w zeszłym roku. Aż do krawędzi urwiska i jeszcze poza nią. Nie ma innej możliwości.”
Wymowa tej powieści wydaje się jednoznaczna: ludzie są rakiem toczącym Ziemię, i prędzej czy później ją zniszczą, bo inaczej nie potrafią. Wszystko ma być ich i chcą mieć więcej niż mają, a z roku na rok są liczniejsi.
Nie wiem, czy takie są poglądu autora, może tylko tak napisał, ja w ostatnich latach obserwuję u siebie stopniowe zbliżanie się do takiego poglądu, zgadzam się więc z wymową powieści.
Jesteśmy szkodnikami Ziemi. Niszczymy ją i w końcu zniszczymy, o ile nie zmienimy się w porę. Jest jednak we mnie nadzieja, chociaż w gorsze swoje dni myślę, że w ten sposób po prostu się bronię przed takimi katastroficznymi wizjami:
„Życie się zagotuje; morza wzbiorą. Całej planecie wyrwie płuca. A prawo do tego dopuści, bo akurat to zagrożenie nigdy nie wydawało się wystarczająco bezpośrednie. Kiedy jego bliskość mierzy się ludzką miarą, przegapia się chwilę, gdy jeszcze można było je zażegnać. Prawo musi mierzyć bezpośredniość zagrożenia według czasu drzew.”
Zwraca uwagę celne i lapidarne wyjaśnienie przyczyny nie dość zdecydowanego zapobiegania katastrofy.
To jedne z najtrafniejszych słów w tej powieści, tylko czy trzeba było zapisać ponad sześćset stron, by je ułożyć?
PS
Cytaty zaznaczyłem cudzysłowami. Tekst publikuję jako czytatkę, nie recenzję, bo nie lubię pisać tego całego uzbrojenia w odnośniki, a poza tym czy jest on recenzją? Chyba nawet nie wiem, jak się pisze tekst tego rodzaju.
Spisałem tylko swoje wrażenia i wyraziłem opinie.

Listowieść (Powers Richard)

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 280
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 5
Użytkownik: fugare 2021-11-23 11:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Przyznam się do oporów pr... | KrzysztofOpiekun BiblioNETki
"Parę zdań" stworzyło bardzo ciekawą i obiektywną recenzję, bo krytyczne uwagi zostały sprawiedliwie zrównoważone docenieniem innych elementów.

Wielokrotnie mam taki dylemat, czy wyrażać swoje negatywne opinie, czy zachować je dla siebie. W przypadku książek myślę, że można jednak pozwolić sobie na to pierwsze. Zawsze jest szansa, że znajdą się również entuzjaści, którzy naszą krytykę zbalansują, a jeśli nie, to być może, po prostu mieliśmy rację.
Użytkownik: KrzysztofOpiekun BiblioNETki 2021-11-23 18:42 napisał(a):
Odpowiedź na: "Parę zdań" stworzyło bar... | fugare
Dziękuję, Fugare. Także za odczuwaną ulgę dziękuję, bo wiem, że książka ma wielu fanów, a ja wypisuje o niej jakieś uwagi...
Z tytułami mam problem, ponieważ przy ich wymyślaniu miewam głowę bardziej pustą niż zdarza się być pusta przy pisaniu. Nierzadko zapominam o nim, a tak właśnie było przy publikacji tego tekstu. Po prostu zobaczona rubryka przypomniała mi o potrzebie wpisania tytułu, więc napisałem pierwsze słowa, jakie przyszły mi do głowy.
Powinienem napisać w tekście o potrzebie wydawania takich książek. Każdy sposób jest dobry i potrzebny dla uświadomienia ludziom ważności ochrony drzew. W samej tematyce tej powieści tkwi więc duży jej plus. Podejrzewam (to już spekulacje laika), że taki właśnie był główny powód przyznania jej Nagrody Politzera, a więc pozaliteracki, o czym chyba napomknąłem w tekście.
Użytkownik: fugare 2021-11-24 08:47 napisał(a):
Odpowiedź na: Dziękuję, Fugare. Także z... | KrzysztofOpiekun BiblioNETki
Słowo pisane może mieć wiele znaczeń. Do mówionego można załączyć jakąś minę np. uśmiech lub inny grymas :) i już oznacza coś zupełnie innego. Przeczytałam jeszcze raz to co napisałam i pierwsze zdanie może zostać odczytane jako doprawione szczyptą ironii, a nie taka była moja intencja. Tytuł zacytowałam, bo odebrałam go tak: miała powstać skromna opiniotwórcza czytatka - ot, kilka zdań o książce, a powstała świetna, pełnoprawna recenzja, którą przeczytałam z przyjemnością i z której dowiedziałam się o książce, o której niewiele wiedziałam.
Użytkownik: KrzysztofOpiekun BiblioNETki 2021-11-24 19:05 napisał(a):
Odpowiedź na: Słowo pisane może mieć wi... | fugare
Mam zwyczaj odpowiadania na każdy komentarz, a nadto zauważyłem u siebie kojarzenie długości moich odpowiedzi z zaangażowaniem. Dlatego nader rzadko odpowiadam jednym krótkim zdaniem i stąd opis moich przygód z tytułami i dopisek o ważności książki dla ochrony przyrody.
Dziękuję raz jeszcze, Fugare.
Użytkownik: KrzysztofOpiekun BiblioNETki 2021-11-24 19:06 napisał(a):
Odpowiedź na: Słowo pisane może mieć wi... | fugare
Nie dołączyłaś uśmiechu, ale ja go zobaczyłem, naprawdę :-)
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: