Dodany: 2021-11-12 20:50|Autor: Kuba Grom

Czytatnik: Czeczotka

1 osoba poleca ten tekst.

Kupić martwych chłopów


Naszło mnie na przeczytanie czegoś z klasyki. I Gogol okazał się dobrym wyborem, bo ma przyjemny styl.

""(...) Cziczikow zauważył, że to się istotnie zdarza i że w naturze jest wiele rzeczy niepojętych, nawet dla światłego umysłu.
– Ale niech mi pan pozwoli przede wszystkim zwrócić się z pewną prośbą... – przemówił głosem, w którym zabrzmiała jakaś szczególna nuta, i zaraz potem, nie wiadomo dlaczego, obejrzał się za siebie. Maniłow również, nie wiadomo dlaczego, obejrzał się za siebie.
– Jak dawno był pan łaskaw złożyć spis rewizyjny?
– Dosyć dawno. A właściwie mówiąc – nie przypominam sobie.
– Ilu od tego czasu umarło, u pana chłopów?
– Nie mam pojęcia, o to, sądzę, trzeba zapytać ekonoma. Hej, służba, zawołać ekonoma, on powinien dzisiaj być tutaj.
Zjawił się ekonom. Był to człowiek pod czterdziestkę, który golił brodę, chodził w surducie i wiódł widocznie spokojne życie, bo twarz miał pełną i jakby obrzmiałą, a żółtawy kolor skóry i małe oczki świadczyły, iż wiedział aż nazbyt dobrze, co to takiego puchowe poduszki i pierzyny.
Można było zaraz spostrzec, że ustalił swój byt tak, jak go ustalają wszyscy pańscy podwładni: był z początku po prostu umiejącym czytać chłopcem w domu, potem ożenił się z jakąś klucznicą Agatką, faworytką pani, sam został klucznikiem, a potem i ekonomem. A kiedy został ekonomem, postępował tak, jak postępują wszyscy ekonomowie; zadawał się i kumał z tymi, którzy we wsi
byli bogatsi, a biedniejszym dodawał robocizny; budząc się o dziewiątej z rana, czekał na samowar, po czym pił herbatę.
– Słuchaj no, kochanku, ilu u nas chłopów umarło od czasu; kiedy była złożona rewizja?
– Niby ilu? Dużo umarło od tego czasu – powiedział ekonom i przy tym czknął zasłoniwszy z lekka usta ręką jak puklerzem.
– Tak, przyznam się, że sam tak myślałem – podchwycił Maniłow – istotnie bardzo wielu poumierało! – Tu zwrócił się do Cziczikowa i dodał jeszcze: – Rzeczywiście, bardzo wielu.
– A ilu na przykład liczbowo? – zapytał Cziczikow.
– Tak, ilu liczbowo? – podchwycił Maniłow.
– Jakby to powiedzieć? Przecie nie wiadomo, ilu umarło, nikt ich nie rachował.
– Tak, istotnie – powiedział Maniłow zwracając się do Cziczikowa – ja też tak sądziłem duża
śmiertelność; zupełnie nie wiadomo, ilu umarło.
– Porachuj ich – powiedział Cziczikow – i zrób szczegółowy rejestr wszystkich imiennie.
– Tak, wszystkich imiennie – powiedział Maniłow.
Ekonom rzekł: – Słucham pana! – i wyszedł.
– A z jakiego powodu jest to panu potrzebne? – zapytał Maniłow po wyjściu ekonoma.
To pytanie, zda się, zakłopotało gościa, na jego twarzy ukazał się wyraz jakiegoś naprężenia, skutkiem którego aż się zaczerwienił – naprężenia, zdającego się wskazywać, że pragnie wyrazić coś, co się niezupełnie dawało ująć w słowa. I naprawdę, Maniłow usłyszał wreszcie tak dziwne i niezwykle rzeczy, jakich nigdy uszy ludzkie nie słyszały.
– Pyta pan, z jakiego powodu? Powody są takie: chciałbym kupić chłopów... – powiedział Cziczikow, zająknął się i nie dokończył.
– Ale pozwoli pan zapytać – rzekł Maniłow – jak pan chce kupić chłopów, z ziemią czy po prostu na przesiedlenie, to znaczy bez ziemi?
– Nie, ja właściwie niezupełnie chcę chłopów – powiedział Cziczikow – ja bym chciał mieć martwych.
– Co? Przepraszam... mam słuch nieco przytępiony, usłyszałem coś bardzo dziwnego...
– Pragnę kupić martwych, którzy zresztą liczyliby się według rewizji za żywych – odparł Cziczikow.

Maniłow w tej samej chwili upuścił na podłogę fajkę z cybuchem i jak otworzył usta, tak już został z otwartymi ustami przez kilka chwil. Obaj przyjaciele, rozmawiający o miłych stronach życia przyjacielskiego, znieruchomieli utkwiwszy w sobie spojrzenie, jak te portrety, które niegdyś wieszano jeden naprzeciw drugiego, po obu stronach lustra. W końcu Maniłow podniósł fajkę z
cybuchem i spojrzał z dołu na twarz Cziczikowa, starając się dostrzec, czy nie widać na jego wargach uśmiechu, czy sobie nie zażartował; ale nic takiego nie było widać; przeciwnie, twarz Cziczikowa wydawała się nawet poważniejsza niż zazwyczaj..."

http://biblioteka.kijowski.pl/gogol%20mikolaj/mart​wedusze.pdf

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 55
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: