Dodany: 2021-08-15 21:22|Autor: Marioosh

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Ręka Boga: Życie Diego Maradony
Burns Jimmy

Pierwsza liga


W powodzi rozmaitych „biografii” znanych piłkarzy zalewających księgarnie, a w rzeczywistości będących zbiorami ściągniętych z internetu ciekawostek, ploteczek i natchnionych wypowiedzi, książka Jimmy'ego Burnsa jest prawdziwą perłą – pamiętać jednak trzeba, że autor nie jest bezkrytycznym i egzaltowanym wyznawcą Diego Maradony, tylko chłodnym i obiektywnym dziennikarzem, a obecna edycja książki jest trzecią, po wcześniejszych w 1996 i 2010 roku. Jimmy Burns napisał porywającą biografię Maradony na tle współczesnej historii Argentyny, co ciekawe, praktycznie ani razu się ze swoim bohaterem nie spotykając – tylko raz udało mu się w Londynie przekazać mu gotową książkę, po czym za kilka dni usłyszał w hiszpańskim radiu wypowiedź piłkarza: „Burns na mnie naszczał”[1]. Czy naprawdę naszczał? Wydaje mi się, że biografia jest bardzo rzetelna, solidna i wiarygodna, a to, że Maradona poczuł się urażony, wynika tylko z jego egocentryzmu, narcyzmu i niemalże mesjanizmu.

Poznajemy życie boskiego Diego od samego początku, czyli od dzieciństwa w skrajnej biedzie – i kto wie, jak potoczyłoby się jego życie, gdyby stryj Cirilo nie dał mu w prezencie na trzecie urodziny skórzanej piłki, z którą przyszły gwiazdor się nie rozstawał i którą traktował niczym diament. Cirilo w ogóle okazał się ważną postacią w życiu Diego – gdy malec wpadł do dołu z szambem, wyciągnął go z pułapki, co trzydzieści lat później pogrążony w depresji i narkotykowym nałogu Maradona uzna za symboliczne. Szybko zorientowano się, że mały chłopaczek „krępy, jakiś dziwny, trochę jak karzeł” [2] jest talentem czystej wody – zachował się film, na którym dziesięcioletni Maradona „ze zręcznością cyrkowego psa” [3] balansuje na lewej stopie piłką, pomarańczą czy butelką. Od tego momentu „miał zapisane głęboko w duszy, że jest najlepszy”, a z czasem „za sprawą mediów jego obraz samego siebie rozdął się do rzadko spotykanych rozmiarów” [4]. Kariera Maradony szybko nabrała rozpędu – już jako jedenastolatek pojechał do Urugwaju na mistrzostwa juniorów; niestety, talent i związane z nim nadzieje sprawiły, że zaczął być traktowany inaczej, niż reszta śmiertelników, a to sprawiło, że ujawnił się w nim brak wewnętrznej dyscypliny oraz „elementy niecierpliwości, narcyzmu i arogancji, które miały zaciążyć na późniejszym życiu gwiazdora, a swe źródła miały w rodzinie i społeczeństwie”[5]. Szybko też stał się marionetką w rękach osób chętnie żerujących na jego popularności – co prawda, na Mundialu w 1978 roku, cynicznie wykorzystanym przez wojskową juntę, jeszcze nie zagrał, ale i tak demagodzy wykorzystali jego wizerunek do promocji firm sprzyjających juncie lub do wygłaszania patetycznych haseł.

Po nieudanym Mundialu w 1982 roku przeszedł do FC Barcelona, gdzie błyskawicznie nabrał instynktownego poczucia, że „nie dotyczą go żadne normy, ponieważ został przez Boga przeznaczony do bycia wielkim” [6]; zachowywał się jak rozwydrzony nastolatek, który nie panuje nad swoim życiem, do swojego domu w bogatej dzielnicy sprowadził cały klan i urządzał tam wyuzdane przyjęcia z prostytutkami – i tam też zaczęła się jego przygoda z ostrymi narkotykami. I od tego momentu do samego końca książki otrzymujemy opis życia Maradony, w którym niewątpliwe sukcesy przeplatają się z postępującym upadkiem: przejście do FC Napoli, gdzie z miejsca stał się obiektem uwielbienia, ale też celem zainteresowania camorry; Mundial w Meksyku, gdzie ubóstwiano go za gola strzelonego Anglii po rajdzie przez pół boiska, ale też nienawidzono za o cztery minuty wcześniejszego gola strzelonego „ręką Boga”; Mundial we Włoszech, gdzie praktycznie w pojedynkę pociągnął Argentynę do finału; wykrycie kokainy i dyskwalifikacja na mistrzostwach świata w 1994 roku, potem średnio udana przygoda z trenowaniem reprezentacji, gdzie w szaleństwie Maradony nie można było się dopatrzyć żadnej metody. Najgorsze jednak w tym wszystkim było to, że sam piłkarz nie potrafił nigdzie dostrzec własnej winy, wszędzie wietrzył spiski i manipulacje; nie wiem jednak, czy nie gorsze było to, że wciąż na nim żerowano – nawet sekretarz generalny FIFA uznał, że wizerunek Maradony, choć skalany zażywaniem kokainy, może przyczynić się do finansowych sukcesów.

Dość przygnębiająca i smutna jest ta biografia, tu nie ma miejsca na opisy heroicznych i epickich meczy Maradony – tu jest po prostu proza życia, które boskiego Diego chyba przerosło. Jimmy Burns nie pisał tej książki w pozycji klęczącej, on po prostu opisał wszystko rzetelnie i solidnie i Maradony ani nie wybielał, ani nie wielbił – czy dlatego Diego uznał, że na niego naszczał? Trzeba przyznać, że Burns wiarygodnie ukazał historyczne tło – rządy junty, wojna o Falklandy, kryzys ekonomiczny – dzięki czemu można się przekonać, że Argentyńczycy mogli upatrywać w Maradonie swoistego Mesjasza, który podźwignie kraj z politycznego i ekonomicznego bagna, w co zresztą on sam wierzył; szkoda tylko, że autor ani słowem nie napisał o Kościele Maradony czy nie pogłębił tematu relacji piłkarza z Fidelem Castro. Można też sobie zadać pytanie: na czym opiera się legenda Maradony, skoro statystyki pokazują, że wyniki jego kariery w porównaniu ze współczesnymi piłkarzami są dość skromne? Burns pisze, że „było w nim coś romantycznego i bardziej ludzkiego niż w sprawnych jak maszyny i nastawionych na autopromocję współczesnych gwiazdach” [7] – ciekawa teoria, biorąc pod uwagę popularność na przykład Marco Pantaniego; ja jednak bym z nią polemizował, patrząc na działalność współczesnych piłkarzy na rozmaitych społecznych polach. Tak czy inaczej jest to książka bardzo dobra i na pewno godna polecenia, czyta się ją naprawdę dobrze, niemalże jak jakiś fascynujący reportaż; szkoda tylko, że jest w niej dość mało zdjęć, jednak reszta – pierwsza liga.

[1] Jimmy Burns, „Maradona. Ręka Boga”, tłum. Jerzy Łoziński i Robert Waliś, wyd. Albatros, 2021, str. 301.
[2] Tamże, str. 49.
[3] Tamże, str. 51.
[4] Tamże, str. 254.
[5] Tamże, str. 56.
[6] Tamże, str. 150.
[7] Tamże, str. 346.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 880
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: