Dodany: 2021-08-01 16:50|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Czytatnik: Czytam, bo żyję

2 osoby polecają ten tekst.

Czytatka-remanentka VII 21


Cisza po życiu (Sarjusz-Wolski Marek) (5)
Wspomnienie katastrofy w Lesie Kabackim to dość niesamowita historia, bo gdy autor w rok po tragedii rozmawiał z rodzinami ofiar, większość z tych kilkudziesięciu opowiedziała mu o złych przeczuciach albo przynajmniej nagłej niechęci do lotu, jakie tuż przed podróżą nawiedziły ich bliskich; i nie chodzi o jakieś zabobonne staruszki, które pierwszy raz w życiu miały lecieć samolotem, a przynajmniej nie tylko, bo była i dwudziestolatka, która nagle na kilka dni przed odlotem zaczęła mówić o swojej śmierci, było paru silnych, rozgarniętych mężczyzn, nie pierwszy raz wyjeżdżających do Stanów na zarobek, którzy nagle stwierdzali, że nie mają ochoty lecieć i gdyby ich tyle zachodu nie kosztowała ta wiza i bilet, to by zostali… Ale przede wszystkim są to portrety ludzi, którzy jeszcze tyle mieli planów, tyle marzeń – czy mieli lat dwadzieścia parę, czy sześćdziesiąt parę – i za sprawą jednego feralnego kawałka metalu, który pękł podczas wzmożonej pracy silnika, wszystko się skończyło. Została żona z dwójką czy trójką małych dzieci, albo samotny mąż w pustym dużym domu, albo rodzice z pamiątkami po synu czy córce. Nie była ta katastrofa wyjątkową w historii światowego ani nawet polskiego lotnictwa. To się zdarza. Jedne samoloty – jak każda inna rzecz zaprojektowana i wykonana przez człowieka – są lepszej jakości, inne gorszej, a ta gorsza od czasu do czasu sprawia, że ulegają wypadkom. Tak, jak motocykle, autobusy, pociągi. Różnica w tym jedynie, że ofiar jest więcej i z reguły wszystkie są śmiertelne. A rzadko się myśli i pisze o ich losie jako poszczególnych jednostek. Autor to zrobił, pragnąc zostawić choćby migawkowe wspomnienia o tych, o których udało mu się czegoś więcej dowiedzieć. Z taktem, współczuciem, z reporterską dokładnością, a przy tym świetnym stylem i językiem.

Ślady małych stóp na piasku (Julliand Anne-Dauphine) (4)
Autobiograficzna opowieść matki dwóch córek chorych na leukodystrofię metachromatyczną dość wysoko jest oceniana, i w Biblionetce, i w międzynarodowym serwisie czytelniczym, a że tematy medyczne od czasu do czasu mnie pociągają, w końcu ją wypożyczyłam. I nie wiem, w czym problem, bo czytając reporterską książkę o życiu matek dzieci dotkniętych podobnymi schorzeniami – „Żeby umarło przede mną” – byłam solidnie wstrząśnięta, a tu, choć relacja z pierwszej ręki, jakoś mniej. Miałam wrażenie, że jest taka trochę… autokreacyjna, podretuszowana, na zasadzie: „niech wszyscy zobaczą, jaką jesteśmy wspaniałą rodziną i jakich mamy wspaniałych krewnych i przyjaciół, każdy inny by się w obliczu takiego nieszczęścia załamał, wpadł w czarną dziurę itd., a nas cierpienie nie zabija, tylko wzmacnia, bo zrozumieliśmy tajemnicę miłości”. Ale przecież tamte inne matki też kochają swoje dzieci, chociaż mają dużo trudniej, bo nie są w stanie ot, tak, zatrudnić opiekunki na stałe, zaangażować w opiekę nad chorymi kilkorga dodatkowych członków rodziny, na pół roku przeprowadzić się do innego miasta, gdzie młodsze z chorych dzieci będzie poddane przeszczepowi komórek macierzystych z krwi pępowinowej… chociaż, jeśli oprócz chorych mają i zdrowe dziecko, to ono, mając cztery lata, zachowuje się jak czterolatek, biega, grymasi, hałasuje, a nie przemawia patetycznymi zdaniami w rodzaju: „…to dla mnie za trudne, bycie starszym bratem Thaïs. (…) Ja nie jestem jej tatą ani mamą, ani nawet nie jestem dorosły. Jestem tylko dzieckiem”[34], „kocham ją całym sercem”[35], „nie chcę być jedynym dzieckiem w rodzinie, które dorośnie. Chcę dorastać z moimi siostrami”[53], „tak, ale moim życiem jest być z Thais”[134]. Nie można powiedzieć, że nie warto jej przeczytać, choćby dlatego, że unaocznia czytelnikowi różnicę między życiem rodzin dziecka ze śmiertelną chorobą neurologiczną w Polsce i we Francji, a równocześnie podkreśla to, co mówiły również rozmówczynie Jacka Hołuba: że rodzicom dzieci dotkniętych podobną tragedią nie potrzeba, żeby inni im powtarzali, jak bardzo im współczują albo, jacy są skrępowani, że nie są tacy nieszczęśliwi – potrzeba im za to konkretnego wsparcia, w postaci czy to zrobienia zakupów, czy użyczenia samochodu, czy popilnowania dzieci, gdy oni mają coś do załatwienia albo po prostu chcą się zdrzemnąć.

Było i tak: Życie codzienne w Polsce w latach 1945-1989 (Jarosińska Izabela) (4)
Historyczno-wspomnieniowy esej – właśnie o życiu codziennym: o jadłospisach, cenach sukienek wieczorowych i ręczników frotte, programie telewizyjnym, meblościankach, fartuszkach szkolnych, koloniach, wczasach FWP, koszach na bieliznę w roli łóżeczek niemowlęcych, produkcji rajtek domowym sposobem („do długich elastycznych pantalonów doszyć na mur-beton elastyczne pończochy”[52]) itd. Bez wyśmiewania, bez podkreślania na każdym kroku zbrodniczości ustroju. Ot, było i tak…

Jak pisać: Pamiętnik rzemieślnika (King Stephen (pseud. Bachman Richard, Evans Beryl)) (4)
Raczej nie podejrzewałabym siebie o chęć powtórzenia sobie którejkolwiek z powieści Kinga, chociaż kilka – tych zawierających najmniej elementów metafizycznych – całkiem mi się podobało. Ale to, co powtórzyłam, to nie powieść, tylko połączenie skróconej autobiografii pisarza i swoistej „instrukcji obsługi” warsztatu pisarskiego, do której materiału dostarczają głównie własne jego utwory. Nawet typowy dla amerykańskich poradników obowiązkowy luz i humor nie przyćmiewa tego, co ważne – na przykład, że nie da się zostać pisarzem (nawet pisarzem-rzemieślnikiem), jeśli się zbyt mało czyta: „Każda kolejna książka niesie ze sobą nową lekcję, a złe książki często uczą nas więcej niż te dobre”; „Im więcej czytacie, tym mniej prawdopodobne, że zrobicie z siebie durnia za pomocą pióra czy komputera”. Dodatkowy walor to lista lektur polecanych przez autora, która od pierwszego do obecnego wydania ładnie się rozrosła.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 265
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 2
Użytkownik: jolekp 2022-08-05 19:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Cisza po życiu (5) Wspo... | dot59Opiekun BiblioNETki
Jak z grubsza podzielam Twoją opinię na temat "Ciszy po życiu" tak bardzo głęboko nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że katastrofa w Lesie Kabackim nie była wyjątkowym wydarzeniem. W skali świata być może faktycznie nie, ale to wciąż, mimo upływu ponad trzydziestu lat jest największa katastrofa w dziejach polskiego lotnictwa. I wyróżnia ją nie tylko liczba ofiar, ale też postawa załogi samolotu (wszak nie bez powodu ostatnie słowa pilota przeszły do historii) i to, jak długo trwała walka o bezpieczne lądowanie. A także przede wszystkim to, że tego wypadku można było uniknąć, bo o wadach konstrukcyjnych silnika wiedziano od lat i nic z tym nie zrobiono - choć to być może nie jest w książce dostatecznie mocno zaakcentowane.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2022-08-06 11:40 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak z grubsza podzielam T... | jolekp
Jeśli tak na to spojrzeć, to oczywiście, trudno się nie zgodzić, ale nie o to mi chodziło, mówiąc, że nie była wyjątkowa - tylko o to, że awarie samolotów prowadzące do śmiertelnych katastrof zdarzają się stosunkowo często, jest taka strona w Wikipedii, gdzie jest zestawienie z całego świata, i samych takich z ponad 100 ofiarami jest chyba blisko setki. A dlaczego wiedziano i nic nie zrobiono - po prostu była to produkcja rosyjska i przedstawiciele "wielkiego brata" byli ciężko urażeni, że po poprzednim wypadku - tym, w którym zginęła Anna Jantar - zarzucono im błąd w konstrukcji silnika...
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: