Dodany: 2021-06-26 23:27|Autor: Marioosh

Trzyma poziom


W Instytucie Chemii dochodzi do tajemniczego włamania – nieznany sprawca kradnie z sejfu docenta Eryka Straszewskiego jego pracę naukową, wcześniej wypaliwszy zamek sejfu. Milicjantów zastanawia to, że na miejscu przestępstwa brakuje śladów działania palnikiem acetylenowym – jeden z inżynierów sugeruje, że zamek wypalono laserem, ale z drugiej strony uważa, że jest to technicznie niemożliwe, gdyż jest to ogromne urządzenie. Docent Straszewski, ściągnięty z urlopu w Bułgarii, wyklucza kradzież pracy w celu przekazania jej na Zachód, gdyż twierdzi, że tam osiągnięto podobne rezultaty, tylko innymi metodami – wiele wskazuje więc na to, że do kradzieży mogło dojść ze zwykłej zazdrości. Śledztwo nie przynosi rezultatu, a po dwóch miesiącach z mieszkania inżyniera Stanisława Mikolca zostaje skradziona kolejna praca naukowa; sam zaś inżynier zostaje zabity laserem. Po kolejnych dwóch miesiącach morderca dowiaduje się od żony docenta Straszewskiego, że ma on w domu kopię swojej pracy; kobieta odgaduje zamiary zabójcy, więc ten ją zabija i zakopuje w lesie. Prowadzący sprawę kapitan Szczęsny dowiaduje się od Straszewskiego, że wynalazca przenośnego lasera na baterie rtęciowe byłby być geniuszem na skalę światową i musiałby pracować metodami niemalże chałupniczymi. W końcu Szczęsny wiąże ze sobą wszystkie elementy.

Jedno trzeba przyznać – Anna Kłodzińska solidnie się przyłożyła do napisania tej książki; takiej dawki fachowej, jak na 1969 rok, wiedzy z dziedziny fizyki nie znajdziemy w jej wcześniejszych kryminałach. Ciekawym rozwiązaniem jest też narracja zarówno z punktu widzenia milicji, jak też mordercy – dzięki temu widzimy postępy w śledztwie i poznajemy motywy kierujące przestępcą. A poza tym – solidna robota, osobiście uważam, że jest to jedna z lepszych książek Kłodzińskiej: solidne tło, wyrazisty czarny charakter, wiarygodne powody jego działania, brak nadmiernej milicyjnej wszechwiedzy i drętwej propagandy; widać też, że autorka stara się nadać milicjantom „ludzką twarz”: na swoją siedzibę, czyli Pałac Mostowskich, mówią „fabryka”. Jest tylko jeden element dość mocno naciągany – morderca ulega prowokacji milicjanta udającego fizyka; jest też trochę naiwności w niektórych scenach, ale jako całość książka trzyma dość przyzwoity poziom. No i pojawia się postać leśniczego, który w wojsku miał stopień starszego sierżanta:-)

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 393
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: