Dodany: 2021-06-08 20:16|Autor: rote.pille

Czytatnik: The only leftist in the village

2 osoby polecają ten tekst.

O szowinizmie gatunkowym i konieczności przejścia na weganizm


Na tym światłym portalu jest zapewne wiele osób, które zrezygnowały z jedzenia mięsa. Poniżej wklejam kilka cytatów z książki Wyzwolenie zwierząt (Singer Peter), które mam nadzieję skłonią do zastanowienia, czy nie iść dalej. Wegetarianizm to dobra droga, ale czy na pewno najwłaściwsza z moralnego punktu widzenia? Zapraszam do lektury. (Stron nie podaję, bo korzystałam z elektronicznej wersji książki, która może się znacznie różnić od wydania papierowego).

1. Gatunkowizm tak jak rasizm i seksizm. Zdolność doświadczania cierpienia jako kryterium równego poszanowania interesów każdej istoty żywej:

"W żaden sposób nie da się uzasadnić moralnie lekceważenia cierpień jakiegokolwiek żywego stworzenia. Niezależnie od tego, jaka jest jego natura, zasada równości wymaga, by jego cierpienie liczyło się tak samo - jeśli takie grube porównania są w ogóle możliwe - jak podobne cierpienie każdej innej istoty żywej. Jeśli jednak nie jest zdolne odczuwać ani cierpienia, ani przyjemności czy szczęścia, nie ma niczego, z czym trzeba by się liczyć. Właśnie zdolność odczuwania (używam tego określenia jako wygodnego, choć niezbyt precyzyjnego skrótu oznaczającego zdolność doświadczania cierpienia i/lub przyjemności) stanowi jedyną dającą się obronić granicę respektowania interesów. Wyznaczenie jej za pomocą innych cech, jak inteligencja czy racjonalność, byłoby arbitralne. Dlaczego nie wybrać jeszcze innej, na przykład koloru skóry?
Rasiści łamią zasadę równości, nadając w sytuacji konfliktu większe znaczenie interesom własnej rasy. Seksiści naruszają zasadę równości, faworyzując przedstawicieli własnej płci. Szowiniści gatunkowi przyznają interesom członków własnego gatunku pierwszeństwo przed ważniejszymi interesami istot innych gatunków. Schemat jest zawsze ten sam."


2. O "prawie do życia" na prostym przykładzie:

"Wyobraźmy sobie, że, jak niekiedy się zdarza, dziecko rodzi się z rozległym i nieodwracalnym uszkodzeniem mózgu. Uszkodzenie jest tak poważne, że nigdy nie będzie ono czymś więcej niż „ludzką rośliną”, pozbawioną zdolności mówienia, rozpoznawania innych, samodzielnego działania, samoświadomości. Wiedząc, że nie ma żadnej nadziei na poprawę, i nie chcąc wydawać rokrocznie tysięcy dolarów na właściwą opiekę nad dzieckiem lub starać się o pieniądze z zasobów publicznych, rodzice proszą lekarzy, aby bezboleśnie pozbawili je życia.
Czy lekarze powinni spełnić tę prośbę? Prawo tego zabrania, odzwierciedlając w tym miejscu przekonanie o świętości życia. Życie każdego człowieka jest święte. Ci, którzy powiedzieliby to o noworodku, nie są jednak przeciwni zabijaniu zwierząt. Jak można uzasadnić tak niezgodne sądy? Zdolność nawiązywania więzi z innymi, samodzielnego działania, samoświadomość, a także różne inne zdolności, o których można rozsądnie powiedzieć, że nadają życiu wartość, są znacznie bardziej rozwinięte u dorosłego szympansa, psa, świni i wielu innych gatunków niż u dziecka z uszkodzonym mózgiem. Nawet przy zastosowaniu wszelkich środków opieki medycznej niektóre poważnie upośledzone niemowlęta nigdy nie osiągną poziomu inteligencji psa. W naszym fikcyjnym przykładzie (a niekiedy również w rzeczywistości) nie ma też powodu, by stosować je ze względu na rodziców, skoro oni sami nie chcą utrzymywania dziecka przy życiu. W oczach ludzi głoszących jego „prawo do życia” tym, co różni je od zwierzęcia, jest biologiczna przynależność do gatunku Homo sapiens, do którego nie należą ani szympans, ani pies, ani świnia. Przekonanie, że nadaje ona prawo do życia temu dziecku, odmawiając go zwierzęciu, jest jednak czystym szowinizmem gatunkowym. Tego samego rodzaju arbitralne różnice przywołują najbardziej jawni i nieustępliwi rasiści, uzasadniając dyskryminację rasową.
Unikanie gatunkowizmu nie oznacza oczywiście, że musimy uważać zabicie psa za zło równe zabiciu człowieka w pełni władz umysłowych. Nieprzejednanym szowinizmem jest jedynie pogląd, że granica prawa do życia pokrywa się z granicą naszego gatunku."


3. O eksperymentowaniu na zwierzętach:

"Analogia między szowinizmem gatunkowym a rasizmem zaznacza się zarówno w praktyce, jak i w teorii eksperymentowania na zwierzętach. Skutkiem jawnego szowinizmu gatunkowego są powodujące ból eksperymenty na innych gatunkach, uzasadniane poszerzeniem wiedzy naukowej i przypuszczalną użytecznością dla naszego gatunku. Skutkiem rasizmu były powodujące ból doświadczenia ludziach innych ras, uzasadniane poszerzeniem wiedzy naukowej i przypuszczalną użytecznością dla rasy eksperymentatorów. W nazistowskich Niemczech w eksperymentach na Żydach oraz więźniach polskich i rosyjskich uczestniczyło prawie dwustu lekarzy, wśród nich znakomitości świata medycyny. Tysiące innych wiedziało o tych doświadczeniach, a niektóre były przedmiotem wykładów na wydziałach lekarskich. Są świadectwa, które mówią o tym, że lekarze spokojnie czekali, aż skończy się relacja o strasznych obrażeniach zadawanych ludziom „rasy niższej”, by potem, bez najlżejszego protestu przeciwko naturze tych eksperymentów, przejść do dyskutowania ich medycznych implikacji. Uderzające są analogie między ich postawą a postawą dzisiejszych eksperymentatorów wobec zwierząt. Wtedy, tak samo jak dzisiaj, probant był zamrażany, podgrzewany, zamykany w komorze dekompresyjnej. Wtedy, tak samo jak dzisiaj, przebieg zdarzeń opisywano w beznamiętnym żargonie naukowym."


4. Krótkie podsumowanie tego, co dzieje się z kurczakiem, który ostatecznie trafia na stół jako danie:

"Oskubane i opakowane ciała kurcząt zostaną następnie sprzedane milionom rodzin, które będą ogryzać ich kości, nawet przez chwilę nie zastanawiając się nad tym, że jedzą martwe ciało żywego kiedyś stworzenia, nie pytając też, co z nim zrobiono, by można je było kupić i zjeść. Gdyby jednak przerwali jedzenie, by zadać sobie to pytanie, gdzie mogliby znaleźć odpowiedź? Jeśli poszukają informacji u potentata drobiarskiego Franka Perdue, czwartego co do wielkości producenta brojlerów w Stanach Zjednoczonych - ale na pewno pierwszego, jeśli chodzi o autoreklamę - dowiedzą się, że kurczęta w jego „gospodarstwie” były rozpieszczane i wiodły „aksamitne życie”. Skąd zwykły człowiek ma wiedzieć, że Perdue trzyma kurczaki w stupięćdziesięciojardowych budynkach na 27 tysięcy sztuk? Skąd ma wiedzieć, że w jego systemie masowej produkcji ubija się 6,8 milionów ptaków tygodniowo i że - jak wielu producentów brojlerów - odcina im wcześniej dzioby, by zapobiec kanibalizmowi, do którego doprowadza stres życia we współczesnej fabryce drobiu?."

(Cały proces uboju przemysłowego jest też opisany w szczegółach. Zainteresowanych odsyłam do książki).



5. A tu o życiu krów:

"Utrzymanie mleczności krów wymaga, by co roku zachodziły w ciążę. Potomstwo zabiera się zaraz po porodzie, co jest doświadczeniem bolesnym dla matki, a przerażającym dla cielęcia. Matka często wyraźnie okazuje swe uczucia, całymi dniami rycząc i nawołując odebrane młode. Niektóre cielęta płci żeńskiej będą hodowane na krowy mleczne, aby mniej więcej po dwóch latach, gdy wejdą w wiek produkcyjny, zastąpić starsze zwierzęta. Inne między pierwszym a drugim tygodniem życia zostaną sprzedane do tuczami, gdzie będą hodowane na wołowinę (...)
Cykl produkcyjny krowy zaczyna się po zabraniu jej pierwszego cielęcia. Przez dziesięć miesięcy doi się ją dwa, a czasem trzy razy dziennie. Po trzech miesiącach jest ponownie zapładniana. Doić się ją będzie aż do ósmego lub szóstego tygodnia przed następnym porodem i potem znowu, zaraz po odstawieniu cielaka. Ta intensywna sekwencja ciąż i hiperlaktacji trwa zwykle około pięciu lat, po czym „zużytą” krowę wysyła się do rzeźni, a potem przerabia na hamburgery albo karmę dla psów."


6. Jak zostać weganinem:

"Gdy już przestaniemy jeść drób, wieprzowinę, cielęcinę, wołowinę i jajka z hodowli przemysłowych, następnym krokiem będzie odmowa jedzenia wszelkich zamordowanych ptaków lub ssaków. To niewielki krok, gdyż prawie wszystkie jadane obecnie ptaki i ssaki pochodzą z hodowli przemysłowych. Ktoś, kto nie wie, jak smaczna może być dieta wegetariańska, uzna to zapewne za wielkie poświęcenie. Powiem mu tylko tyle: „Spróbuj!” Kup dobrą wegetariańską książkę kucharską, a zobaczysz, że wcale tak nie jest.
Można zostać wegetarianinem, ponieważ jest się przekonanym, że zabijanie zwierząt dla trywialnych przyjemności podniebienia jest złem; motywem tej decyzji może też być świadomość, że nawet jeśli zwierzęta nie są hodowane przemysłowo, to i tak cierpią z wielu opisanych w poprzednim rozdziale przyczyn.
Następne pytania są jeszcze trudniejsze. Jak daleko zejść po drabinie ewolucyjnej? Czy jeść ryby? A krewetki? Ostrygi? Aby odpowiedzieć na te pytania, musimy pamiętać o fundamentalnej zasadzie, określającej nasze pojmowanie dobra innych istot. Jak już wskazywałem w pierwszym rozdziale, obowiązek respektowania ich interesów kończy się w momencie, gdy nie można już im sensownie ich przypisać. W dosłownym, nie metaforycznym, sensie może je mieć tylko istota zdolna do odczuwania cierpienia i doznawania przyjemności. Lekceważenie jej cierpienia lub traktowanie go inaczej niż podobnego cierpienia innej istoty jest moralnie nieuzasadnione. Ale prawdziwe jest także twierdzenie odwrotne. Jeśli jakieś stworzenie nie jest zdolne doznawać cierpienia lub przyjemności, nie ma niczego, z czym należałoby się liczyć.
Tak więc problem granicy to problem rozstrzygnięcia, czy sąd, że dana istota nie ma zdolności cierpienia, jest uzasadniony."


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 358
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 10
Użytkownik: fugare 2021-06-09 12:01 napisał(a):
Odpowiedź na: Na tym światłym portalu j... | rote.pille
Nie mam zamiaru polemizować, wszystko co żyje z pewnością chce żyć i nie cierpieć. Tylko jak to zrobić?
Poniżej cytuję fragmenty artykułu, może jako wstęp do dyskusji:

Autorka: Magdalena Kawalec-Segond,
doktor nauk medycznych, biolog molekularny, mikrobiolog, współautorka „Słownika bakterii”
Tytuł artykułu:
Koniec świata wegan. Rośliny czują ból, rozpoznają swych krewnych i wspierają ich

"Rośliny to nie zwierzęta. Oczywista owa oczywistość regularnie pozwala nam zadeptywać trawniki, ciąć drzewa, ścinać kwiaty i wręczać je okazyjnie innym członkom naszego gatunku. Oraz masowo i bez mrugnięcia okiem jeść rośliny. Tak w całości, rozrywane zębami, jak i porcjowane na części, siekane, smażone w gorącym tłuszczu, wrzucone na osolony wrzątek… Wszystko żywcem. Bezdusznie pozbawiane są twardych, łykowatych bądź niesmacznych dla nas fragmentów, patroszone czy obdzierane ze skóry.

Ze zwierzętami sami tak swobodnie sobie nie poczynamy, wyręczając się profesjonalnym rzeźnikiem czy oprawiaczem ryb, których pracy nad produkcją naszego pożywienia nie chcemy doglądać, bo większość z nas zostałaby weganami lub frutarianami. A to niekoniecznie zdrowe i niekoniecznie smaczne. Człowiek jest bowiem z natury wszystkożerny, jak jego najbliżsi ewolucyjni krewni.

Jednak już ponad 10 lat temu kanadyjska botanik Susan Dudley wprowadziła w dyskurs naukowy ideę, która – gdy przyjrzeć się jej uważniej – zaburza naszą spokojną i sytą brutalność opisaną w pierwszym akapicie. Hipotezę dla pozostałych botaników obrazoburczą. Że mianowicie rośliny wyczuwają swoich najbliższych im genetycznie krewnych i wspomagają ich, jak mogą. Krótko mówiąc: czują i to wzajemnie, a w dodatku wykazują altruizm."
Użytkownik: rote.pille 2021-06-09 12:30 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie mam zamiaru polemizow... | fugare
Na powyższe Singer też ma odpowiedź:

"Powiedziałem, że różnica między zwierzętami, jak zwierzyna płowa czy też świnie lub kurczaki, o których nie powinniśmy myśleć jako o „żniwie”, a roślinami, jak kukurydza, które można zbierać, polega na tym, że zwierzęta zdolne są odczuwać przyjemność i ból, a rośliny - nie. W tym momencie ktoś może zapytać: „Skąd wiemy, że rośliny nie cierpią?
Pytanie to może brać się z autentycznej troski o rośliny, zwykle jednak ci, którzy je zadają, wcale nie troszczą się o interesy roślin (gdyby okazało się, że mogą cierpieć), lecz chcą raczej dowieść, że przestrzegając zalecanej przeze mnie zasady, należy przestać jeść również rośliny, a więc zagłodzić się na śmierć. Wyciągają stąd wniosek, że skoro nie da się przeżyć, nie łamiąc zasady równego poszanowania interesów, to w ogóle nie warto się nią przejmować i można spokojnie żyć dalej tak, jak dotąd, jedząc rośliny i zwierzęta.
Zarzut ten jest jednak błędny merytorycznie i logicznie. Nie ma żadnych wiarygodnych danych świadczących o tym, że rośliny mogą odczuwać przyjemność lub ból. Poczytna kilka lat temu książka The Secret Life of Plants przypisywała im różne niezwykłe zdolności, nawet umiejętność czytania w ludzkich myślach. Najbardziej fascynujących eksperymentów, na jakie się powoływała, nie przeprowadzono jednak w poważnych ośrodkach badawczych, a powtórzone przez naukowców z najlepszych uniwersytetów dały wyniki negatywne. Tezy przedstawione w książce później całkowicie obalono.” (Rozdział 6, "Szowinizm gatunkowy dzisiaj")
Użytkownik: fugare 2021-06-09 14:14 napisał(a):
Odpowiedź na: Na powyższe Singer też ma... | rote.pille
Tak, ale to odpowiedź z 1974 roku, a przytoczony przeze mnie fragment artykułu jest współczesny i badania również.
Chciałabym zaznaczyć, że sama jestem wegetarianką, głównie z powodów etycznych ale lubię zadawać pytania. A co będzie, gdy okaże się że rośliny też czują i wszyscy (rośliny, zwierzęta, ludzie) jesteśmy jednym wielkim łańcuchem pokarmowym, no może z wyłączeniem roślin, bo te przynajmniej w sensie dosłownym nas nie konsumują, ale zwierzęta i owady już jak najbardziej. Zwierzęta za to zjadają rośliny, siebie nawzajem i ludzi również (choć na szczęście rzadko).
Użytkownik: Raptusiewicz 2021-06-09 22:04 napisał(a):
Odpowiedź na: Tak, ale to odpowiedź z 1... | fugare
Odpowiedź Singera nadal aktualna. Rośliny nie mają układu nerwowego. Chyba nie jest trudno dostrzec różnicę między podeptaniem trawnika a maltretowaniem kota?

Jak Singer uważam, że to nie jest realna troska o rośliny, tylko próba zracjonalizowania krzywdzenia zwierząt. Ktoś zauważył, słusznie, że nawet, gdyby rośliny czuły ból, to i tak bardziej etyczną opcją byłby weganizm, bo roślinożercy konsumują tych roślin ostatecznie mniej niż mięsożercy, którzy najpierw karmią jeszcze zwierzęta, które potem zjadają.
Użytkownik: fugare 2021-06-10 10:55 napisał(a):
Odpowiedź na: Odpowiedź Singera nadal a... | Raptusiewicz
Spokojnie, to tylko hipotetyczne pytanie, a ja występuję jako advocatus diaboli :)
"Według nowych badań biologów z University of Wisconsin–Madison pod kierunkiem profesora Simona Gilroy’a, rośliny wykorzystują te same cząsteczki sygnałowe, co zwierzęta w swoim systemie nerwowym. Tylko rośliny nie mają nerwów, ale mają coś zaskakująco podobnego."
Użytkownik: Raptusiewicz 2021-06-10 11:04 napisał(a):
Odpowiedź na: Spokojnie, to tylko hipot... | fugare
No cóż, dopóki większość naukowców nie uznaje tej tezy, to jednak nie jest naukowo udowodnione ;P
Użytkownik: fugare 2021-06-10 11:27 napisał(a):
Odpowiedź na: No cóż, dopóki większość ... | Raptusiewicz
Zgadzam się, nie jest. To tylko hipotezy. Mogę spokojnie zjeść drugie śniadanko i porzucić te prowokacje :)
Obawiam się tylko, że główni adresaci tej czytatki nie zechcą o niej rozmawiać, więc ewentualnie mogłybyśmy się jeszcze trochę pospierać :)
Użytkownik: rote.pille 2021-06-10 12:23 napisał(a):
Odpowiedź na: Zgadzam się, nie jest. To... | fugare
Co do "Obawiam się tylko, że główni adresaci tej czytatki nie zechcą o niej rozmawiać" - pozory czasem mylą :) Oczywiście czytatki i komentarze pod nimi żyją własnym życiem i każdy, kto tylko chce, może komentować. Ale wrzucając powyższe cytaty, myślałam głównie o osobach identyfikujących się jako weg(etari)anie i obrońcy praw zwierząt. Chciałam, aby się zastanowiły, na ile ich poglądy są konsekwentne, z czego wynikają i do jakich wniosków ostatecznie prowadzą. A jeśli istnieją niekonsekwencje - skąd się biorą.
(Nie zmienia to faktu, że dalsza polemika z tezami Singera również będzie mile widziana).
Użytkownik: henia04 2021-06-10 12:48 napisał(a):
Odpowiedź na: Co do "Obawiam się tylko,... | rote.pille
Ja tylko się zastanawiam, czy we wszystkim powinnam mieć konsekwentne poglądy. Generalnie jestem w stronę diety roślinnej, ale z przyczyn bardzo pragmatycznych, nie zajmuję się układami nerwowymi, tylko łatwością przechowywania, pozyskania, przetworzenia. Mięso i nabiał wymagają umiejętnego radzenia sobie z nimi, wychowałam się na wsi, więc widziałam, jak na wszelkich poziomach wymagają odpowiedniego czasu, temperatury, przechowywania, spożycia... Soczewica jest o niebo łatwiejsza w obsłudze, z rzepaku pozbyliśmy się szkodliwych substancji. Nie identyfikowałabym się jako obrończyni praw zwierząt tylko dlatego, że ich nie jadam.
A, i jak mnie ktoś pyta, czy jestem wegetarianką, to odpowiadam, że nie, tylko poszczę w intencji odzyskania wiary. Potem jest bardzo miło, ale chyba jednak wykorzystuję cudzą niekonsekwencję w poglądach...
Użytkownik: fugare 2021-06-10 12:18 napisał(a):
Odpowiedź na: No cóż, dopóki większość ... | Raptusiewicz
Zmysłowe życie roślin: Co wiedzą rośliny? (Chamovitz Daniel)
mam na razie w planach.
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: