Dodany: 2021-05-17 08:50|Autor: jolietjakebluesOpiekun BiblioNETki

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Historia pana Sommera
Süskind Patrick

Zespół stresu pourazowego


Około stustronicowa opowieść, wliczając w to dwadzieścia dwa całostronicowe rysunki, których autorem jest Sempé, traktuje o poczuciu winy, wdzięczności i dwóch bardzo ważnych zdarzeniach. O jednym wiemy wszystko, ponieważ ma miejsce w życiu pierwszoosobowego narratora, wspominającego wydarzenie z perspektywy dorosłości. Przebiegu drugiego, równie znamiennego, możemy się jedynie domyślać, lecz znamy jego długotrwałe skutki: jak zmieniło życie bohatera i - co wydaje się równie ważne - stało się przyczyną innego spojrzenia na rzeczywistość młodego narratora. „Historia pana Sommera” jest również opowiadaniem o kilku latach życia ucznia pierwszych klas szkoły poziomu podstawowego, mieszkającego w jednej ze wsi na pograniczu Niemiec i Szwajcarii, nazywającej się podobnie jak jezioro, nad którym leży, czyli Unternsee. Akcja dzieje się w kilka, może kilkanaście lat po wojnie. Chłopiec pamięta tuż powojenne czasy, gdy „nie było benzyny, nie było samochodów, tylko raz na dzień autobus, nie było opału ani jedzenia i żeby gdzieś zdobyć parę jajek, mąkę, kartofle, kilo brykietów albo choćby papier listowy czy żyletki, trzeba było często przedsiębrać wielogodzinne marsze” [1]. Jednakże za chwilę warunki życia zmieniają się diametralnie. Młody bohater opowieści jest zły na swojego ojca, że ten nie kupił telewizora, przez co on musiał jeździć rowerem do przyjaciela na wieczorne wybitne wydarzenia kulturalne, jak na przykład „Mamusia jest najlepsza”, „Lassie” albo „Przygody Hirama Hollidaya”, w związku z czym bywało, iż spóźniał się na kolację, co powodowało wyrzuty rodziców. Ojciec, przedstawiający sobą i sposobem wychowania trojga dzieci raczej pruski dryl, mówił: „Telewizja zabija zwyczaj muzykowania, rujnuje oczy, niszczy życie rodzinne i prowadzi do ogólnego ogłupienia” [2]. Ale jak to bywa z autorytarnymi postaciami, sam pozwalał sobie na wyjątki od ustalonych reguł w sprawie telewizji, jak i innych, co skrzętnie odnotowuje na uboczu opowiadania narrator, jakby cichutko, żeby nie usłyszeli rodzice.

Tak, jak wiemy wszystko o niezmiernie ważnym wydarzeniu w życiu młodego człowieka, tak samo wiemy prawie wszystko o nim samym z tych wczesnych lat dorastania. Brakuje jedynie wiedzy o tym, jak się nazywa. Ta dziwna wiedza dana czytelnikowi jest z kolei przeciwieństwem znanych wiadomości o panu Sommerze. Zdarzenie, które spowodowało, że i narrator, i tym samym czytelnik widzi go takim, a nie innym, ginie gdzieś w mrokach jego młodości. Straszliwe skutki mogą nasuwać przypuszczenie, że to, co spotkało pana Sommera, zdarzyło się nie w dzieciństwie, ale gdy był dojrzałym człowiekiem, zapewne w czasach wojny. Dziecku pan Sommer wydaje się tajemniczy, zwariowany, nieco mroczny. W okolicy wiadomo o nim niewiele. Tyle, że ma żonę, jaki ona wykonuje zawód, gdzie mieszkają. Gdy młody bohater staje się nieco starszy, dowiaduje się, że pełne nazwisko i imię pana Sommera brzmiało: Maximilian Ernst Ägidius Sommer, a on sam był kiedyś młodym człowiekiem z bujnymi ciemnymi włosami, rezolutnym spojrzeniem i ufnym, niemal zuchwałym uśmiechem na ustach. Czyli kompletnym przeciwieństwem postaci, którą widywano w okolicach Obernsee i Unternsee, gdy wczesnym rankiem już „gnał przez pola i łąki, gościńcami i bocznymi dróżkami, przez las i wokół jeziora, do miasta i z powrotem, ze wsi do wsi… i tak aż do późnego wieczora” [3], nie zważając na wiatr, śnieg, deszcz i grad. Zagadnięty, „niechętnie potrząsał głową, jakby opędzał się od muchy, i mruczał pod nosem coś, czego albo wcale nie można było zrozumieć, albo tylko wyrywkowo, a co brzmiało jak: «...zarazakuratmuszęnaszkolnągórkę... wtedpędynadrugąstronę...
dziśjeszczekonieczniemuszędomiasta... właśniestraszniesięśpieszęanichwiliczasu... » - i nim
człowiek zdążył wtrącić «Słucham? Co proszę?», już znikał, wymachując gwałtownie swoim kosturem” [4]. Ot, szalony, może nieszczęśliwy człowiek, o którym kiedyś się zapewne powie, że kompletnie zwariował i nie może trafić do domu. Że już nie wie, jak się nazywa i gdzie mieszka. Może wyemigrował do Kanady albo Australii? Albo zabłądził w górach i zabił się, spadając w przepaść? Ale czytelnik za młodszym z bohaterów opowieści pomyśli inaczej, gdy przypomni sobie jedyne wyraźne, wypowiedziane donośnym głosem zdanie: „Och, zostawcie mnie wreszcie w spokoju!” [5]. Oczywiście narrator niczego nam nie podsuwa, nie wyjaśnia. Mając jednak w pamięci początek opowiadania, czytelnikowi nasuwa się związek zachowania pana Sommera z niedawno przecież zakończoną wojną i wszelkie urazy psychiczne, deficyty emocjonalne, poczynając od zespołu stresu pourazowego, które może spowodować jakaś okropna trauma.

Tymczasem młody człowiek jest już o rok starszy. Ojciec, urodzony w tym samym roku, w którym zmarł Giuseppe Verdi, wysyła go na naukę gry na fortepianie. I przecież wiemy z dzieciństwa, jak to bywa. Fatalny zbieg okoliczności, w który dorośli nie chcą uwierzyć. Nie mamy odwagi tłumaczyć. Jesteśmy obwiniani, zakrzyczani. Popełniamy błąd za błędem. Nauczycielka wpada w furię. Chłopiec jest straszliwie przybity. Czytelnik nie przewiduje, że zrealizują się u bohatera ciężkie, przytłaczające, czarne myśli, ponieważ fabuła w dalszym ciągu utrzymuje ton humorystyczny, podobnie jak w „Niewiarygodnych przygodach Marka Piegusa” Edmunda Niziurskiego albo serii o Mikołajku. Wszak w „Historii pana Sommera” za ilustracjami stoi Sempé, a Süskind w tej opowieści prawie kopiuje styl René Goscinny’ego. I faktycznie, nie dochodzi do najgorszego, słyszymy krzyk myśli chłopca, rozdarte emocje, bezradność, chęć ucieczki na zawsze. Stres pourazowy mija, bo pojawia się pan Sommer. Obecność tego ostatniego ratuje chłopca. Być może zmieni też życie młodego bohatera. Jeśli pojawia się przed czytelnikiem obraz kolejnego szalonego człowieka, przemierzającego drogi i bezdroża wokół Unternsee, to szybko znika. Przecież żadna miejscowość nie może poszczycić się lokalną legendą o dwóch takich samych dziwakach.

Upływają kolejne lata. Pewnego jesiennego wieczora kilkunastolatek widzi pana Sommera stojącego po kostki w jeziorze. Młodzieniec nie jest przestraszony, ale zdumiony i zafascynowany. Gdy mężczyzna rusza w stronę drugiego brzegu, narrator nie woła, nie biegnie, nie wzywa pomocy. Pan Sommer, który nie spojrzał w górę, gdy zdesperowany chłopiec przesuwał się po chybotliwej, coraz bardziej cienkiej gałęzi świerku, właśnie emigruje do Kanady, Australii. Może nie może trafić do domu? A może wybiera się w góry, żeby tam zabłądzić?

Jedno z najlepszych opowiadań Patricka Süskinda, które podobnie jak „Gołąb” i „Kontrabasista”, traktuje o przeraźliwych ciężarach, które muszą nosić ludzkie dusze. Kipiące od wypowiedzianych i milczących emocji. Wzbudzające w czytelniku nie tyle smutek, ale nieznośny ból trudów istnienia, który jednocześnie jako poczucie winy i wdzięczność pojawia się zwykle już w dzieciństwie i towarzyszy do końca życia.

[1] Patrick Süskind, „Historia pana Sommera”, przeł. Małgorzata Łukasiewicz, wyd. Świat Książki, 2006, s. 23-24.
[2] Tamże, s. 97.
[3] Tamże, s. 24.
[4] Tamże, s. 26.
[5] Tamże, s. 34.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 150
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: