Dodany: 2021-04-05 08:53|Autor: Meszuge

Relikwia okupiona krwią ofiar


Gdzież te wspaniałe czasy, kiedy na lekcjach historii w szkole podstawowej wszystko było tak cudownie proste: tu nasi (Polacy, Polanie, Słowianie), a tam Niemcy (Krzyżacy, Germanie, gestapowcy)…

„Rozpoczął Gromosław, sięgając opowieścią w czasy, gdy Polska wspólnie z Niemcami najeżdżała Połabie”[1].

Proszę, proszę… to razem z Niemcami najeżdżaliśmy inne ludy… Historia Polski okazuje się znacznie bardziej skomplikowana, niż się to obecnie (zwłaszcza obecnie) wydaje.

X-XI wiek, środek Europy. Najwyraźniej w tamtych czasach był on bardziej przesunięty ku zachodowi, niż obecnie. Ruska dzicz w każdym razie do Europy się nie zaliczała. Trwa właściwie nieustanna wojna. Walczą ze sobą plemiona, księstwa, królestwa, marchie i monarchie. Sojusze nigdy nie trwają długo i często kończą się zdradą po coraz bardziej skomplikowanych knowaniach możnych tamtych czasów. W tym „książąt kościoła”.

W powieściach historycznych, podobnie jak i w wojennych, trudno byłoby za głównego bohatera przyjąć cały naród, księstwo, państwo, czy armię. Sprawdzonym rozwiązaniem jest niewielka grupa pierwszoplanowych postaci, a dopiero na bazie ich spektakularnych przeżyć, doświadczeń, czy przygód prezentowana jest, niejako w tle, wielka historia. Niezłym przykładem takiej polityki może być trylogia Nienackiego „Dagome Iudex” czy „Kroniki szalbierskie” Łysiaka. W powieści Roberta Barkowskiego taką rolę grają czterej przyjaciele: Bernard, Czambor, Gromosław i Randulf, do których z czasem dołącza tajemniczy „człek”.

Rok 1015. Po spektakularnym zwycięstwie w Lesie Dziadoszan – większym sukcesem była dotąd tylko bitwa pod Cedynią – niewielki polski oddział z czterema głównymi bohaterami, zostaje wysłany do wzmocnienia obrony Kopanika, grodu na Połabiu, na który napadli zdradzieccy Lutycy, zwani wcześniej Wieletami. Lutyków odparto, zły (choć może nie całkiem) Stodor został pojmany, a poturbowani przyjaciele zdrowieją w Kopaniku. W Stodoranii wybucha wojna domowa. Gromosław spotyka piękną Matyldę i…

Tytułowa włócznia, to relikwia, a dokładniej kopia relikwii, znanej jako Włócznia św. Maurycego, Święta i Niosąca Krzyż Lanca Cesarska – zawierać ma ona rzekomo jeden z gwoździ, którym do krzyża przybito Jezusa.
W maju 1016 roku, gdy Bolesław, zwany później Chrobrym, szykował się do kolejnej wojny, włócznia została wykradziona ze środka jego obozu. Ponad wszelką wątpliwość było to dzieło zdradzieckich Lutyków. Bolesław powierza Gromosławowi trudne i niebezpieczne zadanie odzyskania relikwii. Jeśli wypełni zadanie, dostanie Matyldę.

Przygód Bernarda, Czambora, Gromosława i Randulfa, o ile zabijanie i okaleczanie innych ludzi można nazwać przygodami, byłoby zbyt mało, jak na książkę, która MUSI być gruba. W powieści zawarto wiele historii rodów, koligacji, układów politycznych, detali konstrukcyjnych grodów i podgrodzi itp. Więc, jak to często bywa w powieściach przygodowo-historycznych, pojawia się problem z równowagą między rzetelną historią a rozrywkową przygodą. Jednak pojęcie równowagi w tym przypadku nie oznacza, że powinno być po równo, a poza tym równowaga jest tu wysoce subiektywna i zależy od oczekiwań czytelnika oraz jego przygotowania historycznego. Moim zdaniem „Włócznia” jest pozycją wartościową, historycznie rzetelną, ale… po prostu nudną. Eksperyment uważam za średnio udany, a autor chyba jednak powinien pozostać przy literaturze popularnonaukowej.

Na koniec drobna uwaga. Jakość pracy pani korektorki tej powieści pozostawia sporo do życzenia. O ile w ogóle wykonała ona jakąkolwiek pracę:
„Rozglądali się zdezorientowani wokół siebie, schlapani krwią, brocząc pośród poległych i poranionych”[2].
„Szukając panicznie wokół jakiejkolwiek broni, próbował jednocześnie powstać”[3].
„…odpieraniem najazdów chąśników, czy też regularne siły duńskiego króla Haralda. Harald, syna Swena Widłobrodego i piastowskiej Świętosławy, siostry Bolesława, pełnił w Danii rządy królewskie pod nieobecność Kanuta, który od roku walczy w Anglii”[4].

[1] Robert F. Barkowski, „Włócznia”, Novae Res, 2021, s. 52.
[2] Tamże, s. 76.
[3] Tamże, s. 81.
[4] Tamże, s. 141.

Opinię publikuję w różnych miejscach.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 556
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 1
Użytkownik: misiak297 2021-04-10 13:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Gdzież te wspaniałe czasy... | Meszuge
"Jakość pracy pani korektorki tej powieści pozostawia sporo do życzenia. O ile w ogóle wykonała ona jakąkolwiek pracę:"

Novae Res - i wszystko jasne.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: