Dodany: 2021-01-01 15:56|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Czytatnik: Czytam, bo żyję

1 osoba poleca ten tekst.

Czytatka-remanentka XII 20


Tym razem sporo książek mi do tej remanentki spadło - mniej czasu było na pisanie, bo o ile da się czytać, mieszając w garnku z bigosem, o tyle pisać nie sposób :-).

Saga rodu Forsyte'ów (Galsworthy John), Nowoczesna komedia (Galsworthy John)
(powt.; ocena bez zmian)
Powtórzyłam sobie pierwsze 3 tomy wielkiej sagi, po raz kolejny zachwycając się językiem, celnością obserwacji, konstrukcją postaci. Kiedy ją pierwszy raz czytałam, niedługo po pierwszej ekranizacji, u nas nadawanej z rewelacyjnym polskim dubbingiem, wydawało mi się, że Soames jest wredną kreaturą, która wszystko robi na złość komuś, i że rozstanie się Jona i Fleur jest największą tragedią, jaka się mogła w tej powieści wydarzyć, a teraz, patrząc na to wszystko z perspektywy lat, współczuję Soamesowi – jak współczuję każdemu człowiekowi ułomnemu, bo to przecież straszna ułomność, nie umieć wyrażać uczuć w sposób akceptowalny dla innych – i sądzę, że ze związku Jona i Fleur, pomijając bliskie pokrewieństwo, które nigdy nie było korzystne, i tak by nic nie wyszło. Pytanie, czy byliby szczęśliwsi, gdyby się rozstali po paru latach szarpaniny, spowodowanej wręcz dramatyczną rozbieżnością charakterów i oczekiwań?
Sięgnąwszy powtórnie po środkową część sagi, nabrałam jeszcze większej pewności, że Jon i Fleur nie byli dla siebie. Fleur zresztą chyba nie była dla nikogo – trudno żyć z osobą tak kapryśną i tak egoistyczną; Michał się na to zdecydował i zapłacił za to drogo, jego mi żal tak samo jak Jona, za to Fleur tylko trochę. Czy to wina wychowania, czy niekorzystnego układu genów, że taka była? Genów chyba też, bo ta jej chęć zdobywania bez liczenia się z uczuciami innych ludzi to przecież także główna cecha ojca. Chciałabym wiedzieć, czy finałowe wydarzenia na nią wpłynęły, otworzyły w niej coś, do czego wcześniej nie miała dostępu. Ale chyba z „Końca rozdziału”, wnioskując z opisów (nie czytałam, w sumie nie wiem, czemu, prawdopodobnie właśnie z powodu okładkowego streszczenia, sugerującego, że postaci, do których się przywiązałam, praktycznie już tam nie ma), tego się nie dowiem…

Geneza (Cook Robin) (3,5)
Standardowy thriller medyczny, jeśli chodzi o rozwiązania fabularne: ktoś dla własnego interesu popełnia morderstwo, ciało trafia na stół sekcyjny Laurie Montgomery – której tym razem towarzyszy bardzo kłopotliwa stażystka, Aria Nichols, cierpiąca na poważne zaburzenia osobowości – a z tego wynika cały ciąg dalszy. Błyskotliwa kandydatka na patolożkę, interesująca się jedynie obrazami mikroskopowymi, z pewnych względów zaczyna się interesować splotem wydarzeń, który wysłał młodą kobietę do kostnicy, i bierze się za własne śledztwo. Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu Ale na szczęście w odwodzie jest pomysłowy i szybki jak błyskawica Jack, który nie tylko przewiduje niebezpieczeństwo, ale i wymyśla genialną pułapkę.
Czyta się dobrze i pod względem wiedzy medycznej nie ma się czego czepiać, choć przyznam, że meandry analiz genetycznych to dla mnie trochę taka czarna magia (mimo, że język, jakim jest to objaśniane, zdaje się dostatecznie przystępny). Natomiast fabularnie… tradycyjnie wszystko przeszarżowane, od łatwości, z jaką poszczególne osoby za pomocą w ogóle nieweryfikowanych kłamstw zdobywają nieprzeznaczoną dla nich wiedzę, poprzez liczbę problemów medycznych, nawiedzających rodzinę Jacka, aż po jego ponadprzeciętną sprawność w pokonywaniu zdeterminowanych świrów i zbirów. Tożsamość mordercy zaczęłam podejrzewać jeszcze przed połową lektury; szkoda, że mnie autor w fabule nie uwzględnił, bo zdążyłabym ostrzec i w konsekwencji może uratować jedną osobę…

Człowiek, który nie mógł przestać: Opowieści o nerwicach natręctw (Adam David) (4,5)
Trochę popularnonaukowa, a trochę autobiograficzna opowieść o chorobie, która życiu nie zagraża, ale poważnie je utrudnia: tak zwanej dawniej nerwicy natręctw, a według współczesnej nomenklatury zaburzeniu obsesyjno-kompulsywnym. Osobę cierpiącą na nie nawiedzają uporczywe i przykre myśli – że może się zarazić jakąś chorobą, że coś złego stanie się jej najbliższym, że sama kogoś skrzywdzi, że popełni wykroczenie przeciw prawu lub własnemu kodeksowi moralnemu – a dla ich zażegnania umysł zmusza ją do wykonywania najróżniejszych, często szkodliwych lub absurdalnych, rytuałów. Ktoś myje i dezynfekuje ręce po każdym dotknięciu innej osoby lub przedmiotu, którego dotykał kto inny (i nie odnosi się to do obecnej sytuacji epidemiologicznej), ktoś siedem razy stuka długopisem w stół przed napisaniem słowa, budzącego złe skojarzenia, ktoś nieustannie przekłada książki na półce lub kubki w kredensie, by stały w ściśle określonym porządku, ktoś – jak sam autor – nęka lekarzy i służby sanitarne telefonami w celu upewnienia się, czy otarłszy kolano podczas upadku na boisku, nie mógł się zarazić AIDS. Ponieważ autor jest dziennikarzem, a nie lekarzem, nie ma obaw o nadmiernie fachowy język czy nazbyt zawiłe tłumaczenia natury choroby, jest za to sporo ciekawostek medyczno-psychiatrycznych. Ciekawa lektura.

Kowalska: Ta od Dąbrowskiej (Chwedorczuk Sylwia) (5)
Przeczytanie pełnego wydania dzienników Dąbrowskiej musiało się u mnie powiązać z koniecznością sięgnięcia również po dzienniki Kowalskiej (te, co prawda, dostępne były tylko w jednotomowym wyborze), by móc ujrzeć z obu stron skomplikowaną relację między obiema pisarkami. A gdzieś w połowie tego projektu zauważyłam zapowiedź biografii drugiej z nich. I oczywiście ją kupiłam, bo informacje biograficzne zawarte we wstępie do dzienników były wprawdzie przejrzyste i konkretne, lecz dość zwięzłe, a ja chciałam przede wszystkim wiedzieć, jak kształtowała się osobowość Anny, zanim ta poznała Marię. Czytanie zajęło mi dwa i pół miesiąca, ale nie dlatego, by lektura była ciężkostrawna – przeciwnie, napisana jest przystępnie i z uczuciem – lecz ze względów, nazwijmy to, technicznych, zmuszających mnie do rozłożenia jej na raty. Co do wcześniejszego, lwowskiego okresu życia Kowalskiej, istotnie zyskałam sporo przydatnych informacji, rzutujących i na twórczość pisarki, i na jej późniejsze podejście do rozmaitych kwestii. To, o czym mowa była później, w dużej mierze znałam już z dzienników, a jednak biografia okazała się o wiele bogatsza, bo po pierwsze, zawierająca trochę więcej informacji o twórczości Kowalskiej i jej odbiorze przez krytykę, a po drugie i ważniejsze – pełna niepublikowanych nigdzie indziej wyjątków z listów obu pisarek, z których dopiero widać, jak niesamowicie silna (i niesamowicie destrukcyjna) była łącząca je relacja. Bardzo wartościowa lektura.

Tajemnica Domu Helclów (Szymiczkowa Maryla (właśc. Dehnel Jacek, Tarczyński Piotr)) (4), Rozdarta zasłona (Szymiczkowa Maryla (właśc. Dehnel Jacek, Tarczyński Piotr)) (4,5), Seans w Domu Egipskim (Szymiczkowa Maryla (właśc. Dehnel Jacek, Tarczyński Piotr)) (4)
„Tajemnica domu Helclów” rozpoczyna sympatyczny cykl kryminałów retro, w którym właśnie to „retro” jest największą zaletą. Sama główna bohaterka, żona profesora anatomii Zofia Szczupaczyńska, to typowa krakowska mieszczka, przywiązująca wielką wagę do form i pozorów, jednak spośród sobie podobnych dam wyróżniająca się większą ciekawością świata i większą konsekwencją w realizowaniu swoich fantazji, które to cechy ostatecznie pozwalają jej przeprowadzić śledztwo skuteczniej, niż policji (specjalnie się nie zagłębiającej w kwestie zgonów podopiecznych domu spokojnej starości). Jeszcze ważniejszą od niej rolę odgrywa tu dziewiętnastowieczny Kraków ze wszystkimi swoimi osobliwościami, w fabułę wplecione prawdziwe postacie (spośród których moim faworytem został student medycyny, Tadeuszek Żeleński) i prawdziwe wydarzenia historyczne (w tym tomie m.in. śmierć i pogrzeb Jana Matejki), mnóstwo drobnych detali (na przykład: jak wyglądało mycie głowy ówczesnej damy, która, by móc ułożyć modną wówczas fryzurę, musiała mieć włosy do pasa; jakie domowe sposoby leczenia biegunki rekomendowała niezamożnym i niewykształconym niewiastom broszurowa literatura popularno-nienaukowa; ile i w jakiej walucie trzeba było zapłacić w roku 1893 za kilogram kalarepy). Nie wciąga tak, żeby zarwać noc, ale dostarcza rozrywki.
Kolejne dwie części – „Rozdartą zasłonę”, w której pani Zofia wraz z nieocenioną Franciszką muszą rozwiązać zagadkę niespodziewanego porzucenia posady przez młodszą służącą Szczupaczyńskich i następującej zaraz po tym tragicznej śmierci dziewczyny, oraz „Seans w Domu Egipskim”, gdzie (całkiem jak u Agaty Christie) podczas zabawy w wywoływanie duchów ginie gospodarz imprezy – przeczytałam już z marszu (i jednak kawałek nocy zarwałam), ciekawa przede wszystkim starokrakowskich smaczków i pomysłów na wplecenie realnych postaci w wymyślone intrygi. Przy pierwszej z nich, choć rozgrywają się tam wydarzenia mocno dramatyczne, obśmiałam się jak norka, sprowokowana scenkami z udziałem jak najbardziej autentycznej osobistości, mianowicie niejakiego doktora Kurkiewicza, pierwszego polskiego seksuologa (albo, jak sam siebie nazywał, „płciownika”). Przy drugiej nieco się zasmuciłam, bo winną okazała się osoba, którą obdarzyłam pewną sympatią, jednak i to nie zepsuło mi przyjemności z lektury, na tyle udanej, że gdybym miała pod ręką część czwartą, to i jej bym nie odpuściła.

Niespokojna krew (Rowling Joanne (pseud. Rowling J. K., Skamander Newt, Whisp Kennilworthy, Galbraith Robert)) (5)
Piąta odsłona cyklu z Cormoranem Strike’iem okazała się pierwszą, z którą nie dałam sobie rady w jeden dzień. Nie dlatego, żeby była jakoś ciężko napisana albo zawierała za wiele dodatkowej wiedzy, co to, to nie; główni bohaterowie są już człowiekowi dobrze znani i (mimo rozmaitych słabości charakteru) sympatyczni, styl lekki, na tyle plastyczny, że i postacie, i miejsca od razu się widzi na żywo, intryga i dobrze pomyślana (poszukiwanie kobiety, która zaginęła przed 40 laty, to nawet dla Strike’a i jego wspólniczki nie jest bułeczka z masłem! Zwłaszcza, że śledztwo prowadził policjant cierpiący na zaburzenia umysłowe, w związku z czym odgrzebane po latach akta są nafaszerowane terminologią… astrologiczną), i dobrze rozegrana, a pojawiające się co chwilę nowe tropy czy tylko przeczucia tropów sprawiają, że nie chce się książki w ogóle odkładać (nie tylko one zresztą; kto pamięta, co się wydarzyło na końcu „Zabójczej bieli”, słusznie podejrzewa, że coś się powinno zmienić w życiu osobistym bohaterów. Ale co? I w którą stronę to pójdzie? Skłamałabym, gdybym powiedziała, że mnie to nie interesowało…). W czym więc rzecz? Tylko w objętości. 900 stron to nie w kij dmuchał, zwłaszcza w okresie świąteczno-noworocznym… Ale lektura bardzo satysfakcjonująca.




(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 131
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 2
Użytkownik: Marylek{0} obchodzi dzisiaj swoje urodziny BiblioNETkowe! Kliknij aby dowiedzieć się które! 2021-01-01 16:44 napisał(a):
Odpowiedź na: Tym razem sporo książek m... | dot59Opiekun BiblioNETki
A czytałaś Epoka hipokryzji: Seks i erotyka w przedwojennej Polsce (Janicki Kamil)? Tam o doktorze Kurkiewiczu też sporo było ;)
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2021-01-01 17:17 napisał(a):
Odpowiedź na: A czytałaś Epoka hipokryz... | Marylek{0} obchodzi dzisiaj swoje urodziny BiblioNETkowe! Kliknij aby dowiedzieć się które!
A owszem, i też o mało nie dostałam czkawki ze śmiechu!
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: