Dodany: 2021-01-01 14:58|Autor: Marylek

Czytatnik: Niepewność

5 osób poleca ten tekst.

Lektury roku 2021


Październik


Rozmowy o odpowiedzialności: Początek (antologia; Oksanowicz Paweł, Aduszkiewicz Adam, Wiśniewski Ludwik i inni)




Raport o końcu świata (Sokół Jarosław)




106. Ostrze Darwina (Simmons Dan)

Przeczytałam powieść sensacyjną Dana Simmonsa. Po co mi to było?...

Główny bohater to skrzyżowanie Batmana z MacGyverem. Ma doktorat z fizyki, cytuje stoików (również po łacinie), prowadzi samochód jedną ręką, drugą robiąc świetne zdjęcia, słucha muzyki klasycznej i ma ogromną bibliotekę. Pilotuje samoloty i szybowce, oczywiście rewelacyjnie, służył w piechocie morskiej, był snajperem w Wietnamie, ale nienawidzi wszelkiej broni i uważa ją za wielkie zło. Jest inteligentny, etyczny, wierny swoim zasadom, ale nie ślepo. Zarabia na życie jako najlepszy w Stanach specjalista rekonstrukcji wypadków - samochodowych, lotniczych, nawet kosmicznych. Oczywiście, wątek damsko-męski też jest.

W zasadzie to wszystko jest zgodne z konwencją powieści tego typu i można by autorowi odpuścić. Są jednak dwie sprawy.

Po pierwsze - ogromnie szczegółowe opisy wszystkiego - różnych typów broni, silnia samochodowego, wyglądu budynków, pokoi, uszkodzeń ciał ofiar, krajobrazu, itd. I ogromnie, znaczy naprawdę ogromnie. Po wtóre zaś co jest jeszcze gorsze, Simmons chyba przez długi czas zbierał na potrzeby tej książki opisy różnych wypadków; przez to jest ona czymś w rodzaju zbioru anegdot i ciekawostek okołowypadkowych. Rozbijają i spowalniają one akcję, rozpulchniają książkę nie wnosząc nic merytorycznego, gdy na przykład bohater jedzie obejrzeć trzy wypadki samochodowe w drodze do swoich spraw. I sporo z nich to, niestety, odgrzewane kotlety, a skoro ja znałam ładnych kilka z nich, to co ma powiedzieć czytelnik amerykański?

Nie polecam nawet dla rozrywki.



105. Rozmowy o odpowiedzialności: W czasach zarazy (antologia; Oksanowicz Paweł, Boniecki Adam, Czapliński Przemysław i inni)

Dziesięć rozmów z przedstawicielami różnych środowisk i profesji - księdzem, dwoma psycholożkami, socjologiem, prawniczką, biznesmenem, ekonomistką, lekarką, historykiem i poetą. Wspólnym mianownikiem jest odpowiedzialność i jej rozumienie w czasie pandemii. Bardzo ciekawe i inspirujące.

Książka jest czwartą częścią szerzej zakrojonego projektu.



104. Umierający detektyw (Persson Leif Gustav Willy)

Kryminał, bardzo ciekawie skonstruowany.

Doświadczony inspektor śledczy w przeddzień przejścia na emeryturę doznaje udaru mózgu i ląduje w szpitalu. (Niczego nie zdradzam, to się dzieje na trzeciej stronie). Ponieważ "musi się czymś zająć" gdy tak leży jednostronnie sparaliżowany, rozpracowuje niewyjaśnioną zbrodnię sprzed ponad dwudziestu lat. Ponieważ jest słabo mobilny i ogólnie wymagający ciągłych specjalistycznych konsultacji i rehabilitacji, jedynym dostępnym mu narzędziem jest jego własny mózg.

Powieść jest apoteozą logicznego myślenia, konsekwencji i wytrwałości.



103. Szarlatani: Najgorsze pomysły w dziejach medycyny (Kang Lydia, Pedersen Nate)

Obszerny, bogato ilustrowany zbiór wiadomości i ciekawostek na temat środków, metod i narzędzi niegdyś stosowanych w medycynie. Strach czytać i oglądać, chociaż autorzy często przetykają swoje opowieści dowcipami i anegdotami. Człowiek się cieszy, że żyje wczasach współczesnych.



102. Na zawsze w lodzie: Śladami tragicznej wyprawy Johna Franklina (Beattie Owen, Geiger John)

Jak w tytule - historia i przyczyny klęski jednej z najsłynniejszych wypraw w historii odkryć geograficznych. Sądzono, że wszyscy uczestnicy tamtej wyprawy z 1845 roku zginęli z powodu wyjątkowo niekorzystnych warunków pogodowych i szkorbutu, plagi ówczesnych podróżników. Otóż nie tylko. Badania z lat 80. XX wieku pozwoliły stwierdzić, że prawdziwa, nieoczekiwana przyczyna była nie tylko przerażająca, lecz w pewien sposób banalna. Co jest jeszcze straszniejsze.

Książka napisana jest rewelacyjnie, czyta się ją lepiej iż niejeden kryminał.



101. 100 pytań do profesora: Opowieści naukowe o świecie: Tom 2 (Duchesne Christiane, Marois Carmen)

Kolejna porcja wiedzy o świecie w postaci pytań i odpowiedzi. Raczej dla młodych ludzi, choć i dorosły przeczyta bez niechęci.



Wrzesień

100. Sprawa 1569 (Horst Jørn Lier)

Będący na urlopie Wisting zaczyna otrzymywać dziwne anonimy - zawierają tylko odnośniki do starych, kilkanaście lat wcześniej rozwiązanych spraw. Po bliższym przyjrzeniu się, komisarz stwierdza, że nie wszystkie wątki były rzetelnie sprawdzone i być może ktoś został niewinnie oskarżony. A że policjant nawet na urlopie nie przestaje być policjantem, Wisting zaczyna więc na własną rękę grzebać w przeszłości.

Jednocześnie zaś koledzy komisarza prowadzą nowe śledztwa, a jego córka, która tym razem nie angażuje się w sprawę, przeżywa własne, prywatne dramaty.

Bardzo dobra książka, seria z Wistingiem trzyma poziom.



99. Jak wyszliśmy na ludzi: Dlaczego potrzebujemy siebie nawzajem i co sprawia nam przyjemność (Hippel William Von)

Psychologia ewolucyjna w świetle nowych badań. O tym, co kiedyś, czyli historii ewolucji - niewiele w tej części nowego; o tym, co dziś, czyli jak nasze ewolucyjne uwarunkowania przekładają się na obecne decyzje i zachowania - dużo ciekawsza część, sporo nowych badań i eksperymentów; o tym, co w przyszłości, czyli jak wykorzystać mechanizmu ewolucji, żeby ulepszyć własne życie dziś i jutro.

Zalet a książki jest jej język, prosty, obrazowy, potoczysty. Treść nie jest wyjątkowo przełomowa, to raczej naświetlenie znanych ustaleń z innej perspektywy, niemniej czyta się ciekawie.



98. Bez winy (Link Charlotte)

Sierżant Kate Linville staje się przypadkiem świadkiem napadu z bronią na współpasażerkę w pociągu. Niedługo później z tej samej broni ktoś próbuje postrzelić inną kobietę, w okręgu, gdzie pracuje Kate.

Oprócz zawsze obecnych u Link wątków feministycznych, mamy tutaj sporo aktualnych problemów społecznych: alkoholizm, depresja, emigracja ekonomiczna, przemoc w rodzinie, psychopatia, działanie ośrodków wychowawczych dla trudnej młodzieży, ostracyzm społeczny, samotność. Dobrze napisany, wciągający kryminał.



97. Punkty zapalne (Rozenberg Anna)
96. Maski pośmiertne (Rozenberg Anna)

Pomysł na głównego bohatera ciekawy: angielski policjant Dawid Redfern - pół Polak, pół szkocki Jamajczyk, chorujący na toczeń, singiel przed czterdziestką, z początkami uzależnienia od leków, ideowiec z ambicjami i po przejściach. Z takiej mieszanki da się stworzyć problemy psychiczne i fizyczne, czyli coś, czym z niezłym skutkiem przyciągają współczesne powieści kryminalno-obyczajowe.

Autorka – Polka mieszkająca od dziesięciu lat na Wyspach, wyraźnie wykorzystuje wątki polskie: Redfern mówi po polsku, ma dziadka – Polaka, byłego policjanta. Śledztwa dotyczą osób pochodzących z Polski.

„Maski pośmiertne” (nie mam pojęcia, skąd ten tytuł) skupiają się na dwóch sprawach: brutalnym zabójstwie Polki, bawiącej z wizytą na wyspach i prywatnym śledztwie Redferna, dotykającym sprawy, przez którą został zesłany z Londynu do peryferyjnego komisariatu w Woking. Niestety, brak równowagi w tych wątkach. Pierwszy zostaje rozwiązany; drugi ślimaczy się i utyka, nic się nie wyjaśnia i nic nie zostaje zamknięte. Czytelnik może jedynie mieć nadzieję, na podjęcie tematu w drugiej części, bo w tekście ani po jego zakończeniu żadnej wzmianki na temat kontynuacji nie ma.

Pojawia się ona, ale w bardzo ograniczonym, rachitycznym wręcz zakresie. „Punkty zapalne” mają własny watek śledczy, a nawet dwa: zaginięcie pięciolatki z polskiej rodziny i krwawe podwójne morderstwo bogatego arabskiego małżeństwa. Na rozwinięcie kulejącego niemrawego śledztwa z części pierwszej Redfernowi znów nie starcza ani czasu, ani zapału.

Generalnie: nic oryginalnego, niedoróbki narracyjne i fabularne rujnujące książkę jako kryminał, niepotrzebne dłużyzny. Druga cześć to wręcz nuda. Rozmamłany, ślamazarny bohater, coraz bardziej niewiarygodna intryga. Skusiłam się na tę autorkę, bo polecał ją entuzjastycznie Stelar, którego lubię i cenię. Teraz myślę, że była to przyjacielska przysługa. Kosztem czytelnika.

Nie polecam.



95. Kochając syna (Genova Lisa)

Problem medyczny, z jakim mierzy się w tej książce autorka, to autyzm.

Narracja biegnie dwutorowo: na tej samej, niewielkiej wyspie mieszkają dwie kobiety: matka niedawno zmarłego autystycznego chłopca oraz niespełniona pisarka, która po kilkunastu latach oraz przeżyciu traumy w życiu osobistym, spełnia swoje marzenie wracając do pisania.

Ogromnym plusem książki, jak każdej przybliżającej trudny problem, jest samo jego podjęcie w sposób umożliwiający zrozumienie. Minusem jest coś, co nazwałabym "amerykańskoscią" - rodzaj patosu, cechujący codzienne sprawy. Jest on obecny we wszystkich powieściach Genovy, z wyjątkiem "Motyla". Tu, dodatkowo, patos ten ma zacięcie ezoteryczne. Niemniej jednak, część przybliżająca sposób postrzegania świata przez dziecko autystyczne sprawia, że warto książkę przeczytać.



94. Daniel Stein, tłumacz (Ulicka Ludmiła)

Na bazie życiorysu Daniela Rufeisena, tworzy autorka patchworkową opowieść o człowieku, który całe życie poszukuje idei prawdy, pozwalającej mu scalić świat poszarpany przez czasy, w jakich przyszło mu żyć - wojnę, dehumanizację, zagładę narodu i wszelkich wartości. Siłą rzeczy mnóstwo tu religii i polityki. Całość składa się z listów, wspomnień, rozmów, wykładów, kazań i różnych dokumentów, które w sumie mają naświetlić postać tytułową - człowieka łączącego innych, tłumaczącego trudno dostrzegalny sens. Postać tytułowa wyłania się z chaosu. Ten chaos może być dla czytelnika męczący.



93. Przeciwnik (Carrère Emmanuel)

Człowiek uchodzący wśród rodziny i znajomych za zdolnego lekarza i odnoszącego sukcesy naukowca, oddany mąż i ojciec, dbający syn, codziennie dzwoniący do starych rodziców. Lojalny przyjaciel, sympatyczny sąsiad. Patologiczny kłamca, oszust, defraudator, niewierny mąż, morderca własnej żony, dzieci, rodziców, ich psa, prawdopodobnie również teścia. Nieudolny samobójca. Hiperzręczny manipulator. Człowiek bez twarzy, o tysiącu masek.

Carrère usiłuje zrozumieć coś, co nie poddaje się rozumowi: 18 lat życia w permanentnym, wszechogarniającym kłamstwie. Nikt nigdy niczego nie sprawdził, o nic nie zapytał, ani rodzina, ani przyjaciele, ani znajomi. Nikt.

Historia prawdziwa. I to jest w niej najgorsze. Morderca nazywa się Jean-Claude Romand, jest o nim artykuł w Wikipedii (angielskiej).



92.Republika Samsunga: Azjatycki tygrys, który podbił świat technologii (Cain Geoffrey)

Historia firmy, która dziś jest symolem sukcesu koreańskiej gospodarki i "piątym światowym "jeźdźcem Apokalipsy", choć starowała jako niewiele znaczący lokalny producent wyrobów rolniczych. Bardzo szczegółowa, Cain przeprowadził dogłębne reporterskie śledztwo. Trochę mnie ta szczegółowość znużyła. Pozycja ambitna, lecz raczej dla fanów.



91. Biały pył: Piekło na K2 (Koziołek Krzysztof)

Powieść opisująca fikcyjną wyprawę polskich himalaistów na K2 zimą.

Jeśli jest taki gatunek, jak thriller górski, to ta książka zalicza się do niego, podobnie jak dziesiątki innych, opisujących rzeczywiste wyprawy na ośmiotysięczniki. Realia są zachowane tak, jeśli chodzi warunki w czasie wyprawy, szczegóły techniczne, pogodowe itp., jak i o emocje uczestników. Jak stwierdził Leszek Cichy, to nie wydarzyło się naprawdę, ale mogło się wydarzyć. I wciąż może.



90. Panny z "Wesela": Siostry Mikołajczykówny i ich świat (Śliwińska Monika)

Obszerna, bogato udokumentowana biografia nie tylko sióstr z "Wesela"; z uwagi na role, jakie odgrywały, jest to panorama życia, obyczajów, kultury okresu Młodej Polski (ale nie tylko, również czasów późniejszych), głównie w rejonie małopolskim. To też obraz stosunków społecznych na ziemiach polskich w tamtej epoce, roli wydarzeń historycznych w życiu jednostki. Przed wszystkim jednak, jest to opowieść o ludziach, ich emocjach, radościach i smutkach. O zwyczajnym życiu, nadziejach i troskach. Pasjonująca saga rodzinna, tyle tylko, że jej bohaterowie noszą nazwiska znane każdemu z lekcji polskiego i historii.

Książkę czyta się rewelacyjnie. Nie trzeba być znawcą literatury, ani pasjonatem historii, żeby z przyjemnością zaczytać się po uszy.



89. Głębia (Stelar Marek (właśc. Biernawski Maciej))

Cóż ja poradzę, jak się cokolwiek nowego ukaże Marka Stelara, rzucam wszystko, żeby to przeczytać ;)

Trzecia część cyklu z komisarzem Rędzią. On i prokurator Agnieszka Rybarczyk zmieniają się z myśliwych w ścigania zwierzynę: padają ofiarami szantażu. Mało tego, okazuje się, że to nie tylko brudny szantaż, ale misternie, przez lata utkana groźna, pokrętna intryga.

Najlepszy tom w tym cyklu.



88. Władcy czasu (García Sáenz de Urturi Eva)

W trzeciej części narracja też jest dwutorowa: poza współczesną, mamy też Vitorię średniowieczną, z XII wieku, opisywaną w bestsellerowej powieści nieznanego nikomu, tajemniczego autora. Szkopuł w tym, że ktoś dokonuje w XXI wieku morderstw wzorowanych na tych opisywanych w książce.

Literacko, historycznie i psychologicznie chyba najlepsza część trylogii.


87. Rytuały wody (García Sáenz de Urturi Eva)

Druga część trylogii - to samo miejsce - Vitoria i okolice. Tym razem morderca inscenizuje sceny zbrodni, stylizując je na dawno zapomniane celtyckie rytuały. Ofiary są znane osobiście inspektorowi Lópezowi de Ayala, bowiem dwadzieścia lat wcześńiej wszyscy spędzali wspólnie wakacje na młodzieżowym obozie archeologicznym.

Dobre, klimatyczne wykorzystanie historii regionu ze współczesnymi problemami jego mieszkańców. Poza tym, nieprawdopodobnie zaburzona rodzina pewnego profesora archeologii. No i życie osobiste pana inspektora. Wszystko w odpowiednich proporcjach.


86. Cisza białego miasta (García Sáenz de Urturi Eva) - Vitoria, stolica Kraju Basków, staje w obliczu przerażającego, podwójnego morderstwa, które wydaje się być kontynuacją serii podobnych morderstw sprzed lat dwudziestu. Zabójca jednakże siedzi od tamtego czasu w więzieniu, kto więc podjął jego makabryczne "dzieło"? Okazuje się bowiem, że nie kończy się na dwojgu ofiarach, a klucz wyboru tychże jest przerażająco zrozumiały.

Śledztwo prowadzi inspektor-profiler Unai López de Ayala ze swą wieloletnią współpracownicą Esti.

W powieści rolę gra wszystko: samo miasto, z jego wielowiekową historią, obrzędy i celebrowane święta, okoliczne prowincje, mieszkańcy i świetnie zarysowani pierwszo- i drugoplanowi bohaterowie; a jest ich sporo, bo akcja rozgrywa się dwutorowo: współcześnie i w latach 70. XX wieku. A już niemal stuletni dziadek inspektora to jedna z najlepszych postaci w książce.

Świetna, dopracowana powieść.



Sierpień


85. Czekam, aż stanie się coś pięknego (Ardone Viola)

Jest rok 1946. Włoscy komuniści organizują pomoc dla biednych dzieci z południa kraju - organizują dla nich półroczny wyjazd na północ, gdzie będą mogły spędzić czas z chętnymi ich przygarnąć rodzinami. Dla udręczonych powojenną biedą neapolitańskich rodziców taki wyjazd to ostateczność, szczególnie, że lokalna społeczność w większości pomysł potępia. Ale czego się nie robi, gdy w oczy zagląda głód?

Jednym z dzieciaków wysłanych na północ jest wychowywany tylko przez matkę siedmioletni Amerigo. Ta podróż odmieni jego życie.

Piękna, pełna nostalgii książka.



84. Sześć dni w grudniu (Sierra i Fabra Jordi)

Bardzo lubię byłego już inspektora Mascarella i klimat powojennej Barcelony. Dla tego klimatu oraz historycznych realiów warto czytać ten cykl. W tej części intryga dotyczy rabowania przez nazistów dzieł sztuki i wywożenia ich po wojnie w niewiadomym kierunku.



83. Wojna o szczepionki: Jak doktor Wakefield oszukał świat (Deer Brian)

Bardzo smutna i przygnębiająca książka, udowadniająca, jak wiele zła może spowodować działalność jednego człowieka. To opowieść o tym, jak jedno zgniłe jabłko zaraża całą skrzynkę zdrowych.

Wiedziałam, że Wakefield robił swoje badania pod tezę; że nie zachowywał obowiązujących standardów badań naukowych; że naciągnął wnioski, podając do wiadomości publicznej dane nieprawdziwe. Wiedziałam, że odebrano mu sądownie prawo wykonywania zawodu lekarza oraz że, mimo iż wielokrotnie obalono jego fałszywe tezy, tak wywołane przez nie ruchy antyszczepionkowe, jak i sam Wakefield wciąż mają się dobrze.

Nie wiedziałam, jak bardzo cyniczne były jego działania, że oszukiwał świadomie i z premedytacją, że ordynarnie fałszował tak wyniki badań, jak i dokumentację. Ani o tym, że był nazywany „doktorem bez pacjentów”, jako że nigdy nie prowadził praktyki klinicznej, bo pragnął przede wszystkim sławy. Był średniego szczebla pracownikiem laboratoryjnym z ogromnym przerostem ambicji. Tezę swoją najpierw wymyślił, a potem zaczął szukać przypadków, które by do niej pasowały, a wyniki sformułował praktycznie przed rozpoczęciem jakichkolwiek badań. Z rozmysłem manipulował danymi, zmieniał post fatum wyniki badań, miał na celu jedynie promocję samego siebie. Dobro dzieci i etyczna strona programu były na bardzo dalekim miejscu. Jako lekarz nie błyszczał, naukowcem był żadnym, miał natomiast charyzmę - potrafił zjednywać sobie ludzi. Nie wiedziałam też o finansowej stronie całej manipulacji, wszak badania kosztują, a Wakefield nie przejmował się konfliktem interesów między źródłem finansowania, a celem, na jaki pieniądze wydawał. A najsmutniejsze jest to, że ów dawno zdyskredytowany oszust i kłamca Wakefield dalej znajduje wyznawców nie tylko wśród przerażonych i zdezorientowanych rodziców dzieci z problemami, ale również wśród podobnych sobie perfidnych manipulatorów. Szerzy strach, manipuluje poczuciem winy rodziców i osiąga to, o czym zawsze marzył: światową sławę. Kosztem zdrowia i życia ludzkiego, wykorzystując niewiedzę, naiwność, przyczyniają się do szerzenia chorób.

Nigdy za swoje poczynania nie przeprosił.

Czytanie o śledztwie dziennikarskim Briana Deera było da mnie trudne. Tekst napisany jest wartko, choć naszpikowany ogromną liczbą danych, nie o znudzenie tematem więc chodzi, ale o przygnębienie dopadające czytelnika, gdy obserwuje, jak całe rzesze ludzi nauki, doświadczonych lekarzy, kompetentnych prawników, czy rzetelnych popularyzatorów nauki przegrywają z plotką, fakenewsem, łatwo udostępnianym memem, prostym filmikiem w mediach społecznościowych. W dobie Internetu manipulacja jest przerażająco łatwa.



82. 100 pytań do profesora: Opowieści naukowe o świecie: Tom 1 (Duchesne Christiane, Marois Carmen)

Nie sto, a trzydzieści dociekliwych pytań i (stosunkowo) prostych na nie odpowiedzi.

Książka ma formę krótkich rozmów dzieci z sympatycznym profesorem Albertem, właścicielem bernardyna Drapcia.

Dla ciekawskich, niezależnie od wieku.



81. Billy Summers (King Stephen (pseud. Bachman Richard, Evans Beryl))

Dobry King w starym stylu, choć bez efektów nadnaturalnych.

Tytułowy Billy jest snajperem do wynajęcia, który właśnie zamierza przejść na emeryturę. No, chyba że jeszcze jedno, ostatnie zlecenie...

Książka sama się czyta. Postacie rewelacyjnie skonstruowane. Jest, jak to u Kinga, sporo o ułomnościach ludzkiej natury, ale też o przyjaźni i lojalności jako wartościach nadrzędnych. I, oczywiście, o wpływie dzieciństwa na resztę życia. To powieść psychologiczna z elementami sensacji, choć pewnie dla lepszej sprzedaży reklamowana jako kryminał.

Rozrywka z nadbudową, jak to u Kinga.



80. Taterniczki: Miejsce kobiet jest na szczycie (Komosa-Styczeń Agata)

Historia wspinających się Polek. Nie tylko w Tatrach, wbrew tytułowi.

Książka koncentruje się na kobietach w górach i w jaskiniach. Nie jest to , jak się okazuje, łatwy temat. Był czas, że nawet zwykły spacer po górach był w przypadku kobiety czymś niezwykłym. Źródła historyczne są dosyć ubogie, niektóre wspinające się panie znamy tylko z nazwiska, nawet daty ich życia zaginęły w pomroce dziejów. Im bliżej współczesności, tym łatwiej. Lata 60. i 70. XX wieku, złote czasy polskiej wspinaczki w kraju i na świecie, są już pełne barwnych opowieści. Ostatnia część książki, poświęcona wspinaczkom współczesnym, oddaje głos im samym: to albo rozmowy, albo wspomnienia i refleksje obecnego pokolenia wspinaczek.

Autorka skupiła się na kobietach, czując, że wciąż za mało wiadomo o ich roli we wspinaczce górskiej. Przy okazji okazało się, że stereotyp zachowujący prawo aktywności w górach wysokich dla mężczyzn, a wymazujący z nich kobiety, ma się wciąż zadziwiająco dobrze, przynajmniej w Polsce.

Książka aż kipi od danych faktograficznych. Styl jest niejednorodny, momentami suchy i reporterski, czasem zdominowany rzez osobę udzielającą wywiadu. To nieuniknione, biorąc pod uwagę formułę przyjętą przez autorkę, czasem jednak utrudnia czytanie i wczucie się w poszczególne opowieści - nie ma "klimatu", charakterystycznego dla narracji spójnej.



79. Półmorderca (Nesser Håkan)

Kilka dni przed swoimi 74. urodzinami Adalbert spotyka przypadkiem kobietę. która wydaje mu się być zaginioną miłością jego życia sprzed lat czterdziestu. To zdarzenie wytrąca go z bieżącego rytmu walki z zanikami pamięci, z samotnością, "zalewaniem robaka", z marazmem równi pochyłej, na której żyje. Uruchamia wspomnienia, ale też uaktywnia go, mobilizuje do działania. Daje nadzieję, że nawet w jego wieku możliwe są pozytywne zmiany.

Powieść napisana w niespiesznym, Nesserowym rytmie, a jednak aż wibruje od emocji. Niegdysiejszych i współczesnych. Postacie dwóch wiecznie kłócących się ze sobą staruszków - przednie. Gratka dla lubiących powoli wciągające, klimatyczne książki, nieoczekujących szybkich zwrotów akcji.

Nie jest to kryminał, wbrew tytułowi.



78. Chamstwo (Pobłocki Kacper)

Historia chłopów pańszczyźnianych na ziemiach polskich, pisana z punktu widzenia ich samych. Historia przemocy w różnych formach, wyzysku, niesprawiedliwości, wegetacji bez nadziei na zmianę. Analiza roli patriarchatu jako systemu sprzyjającego utrzymywaniu uprzywilejowanego status quo panów. I jeszcze o tym, jak "podludzie" próbowali nie tylko przeżyć, ale także zachować odrobinę godności i człowieczeństwa. O próbach ucieczki, tak fizycznej, jak i metaforycznej - w dalekie strony, w bunt (również zbrojny), w alkoholizm, w rytuały, w gusła.

Autor korzysta w dużym stopniu ze źródeł bezpośrednich: pamiętników (tak szlacheckich, jak i chłopskich), akt sądowych, pieśni, podań i gawęd ludowych, przegląda mitologie i herbarze, nie gardzi też opracowaniami historyków, antropologów, kulturoznawców i ekonomistów z całego świata. Ciekawe są rozważania etymologiczne, pokazujące, w jaki sposób zmieniający się język odzwierciedla rzeczywistość.

Erudycyjna książka, napisana świetnym, barwnym językiem. Powiedziałabym, że sama się czyta, chociaż osoby wrażliwe na sceny przemocy mogą potrzebować przerw w lekturze.

"Chamstwo" zaopatrzone jest w interesującą bibliografię i porządnie opracowane przypisy, brakuje natomiast indeksu. Szkoda, często by się przydał.

Bardzo polecam!



77. Koronki z płatków śniegu (Kańtor Gabriela Anna)

Inspiracją do powstania książki były rzeczywiste losy członków rodziny autorki - od ucieczki powstańca styczniowego z Polesia na Śląsk, po czasy współczesne. Ten Śląsk mnie skusił. Zapowiadała się śląska saga rodzinna.

Istotnie, dzieje rodziny są ciekawe. Sądzę, że podobnie jak większości rodzin z pogranicza. W takich miejscach nie da się oddzielić prywatnego życia od losów regionu, od zawirowań historii. To zawsze jest ciekawe. I zawsze jest szansa dowiedzenia się czegoś nowego, jakiegoś zapomnianego ułamka regionalnych dziejów.

Niestety, warsztat pisarski, delikatnie mówiąc, nie zachwyca. Autorka stosuje retrospekcję, jednak z jakichś przyczyn zdarza jej się zapomnieć, że już o czymś wspomniała, powtarza te same fakty. Saga obejmuje osiem pokoleń, nawet jeśli pominiemy pierwsze i ostatnie, które nie grają pierwszych skrzypiec w opowieści, pozostaje mnóstwo postaci, wprowadzanych chaotycznie, co sprawia wrażenie nieładu. Dodatkowo, bieżące wydarzenia komentowane są przez zmarłych członków rodziny, również losowo, czytelnik musi się domyślić, kto akurat zabiera głos.

Książka jest powieścią, autorka wprowadza jednak spore partie faktograficzne, suche jak wyimki z podręcznika historii, jako komentarz do losów bohaterów. To też rozbija narrację.

Najgorsze jednak są próby stosowania gwary śląskiej. Kańtor to nie Twardoch, nie oczekiwałam że akurat dialogi gwarą mnie tutaj zachwycą. Jednak to, co dostaje czytelnik na kartach "Koronek z płatków śniegu", to nie jest gwara. To jakieś dziwaczne pomieszanie śląskiego z polskim. Bez ładu i składu, bez konsekwencji. Występuje to i w dialogach, i w narracji odautorskiej. Czasami są zdania zaczęte w gwarze, a dokończone po polsku, czasami odwrotnie. Nikt tak nie mówi! Ale co gorsza, czasem w całym polskim zdaniu jedno słowo ni stąd, ni zowąd, zostaje zamienione na śląski. "Teroz" zamiast "teraz", "niy" zamiast "nie". Albo jeden czasownik w zdaniu nagle otrzymuje gwarową końcówkę: "uciekoł" zamiast "uciekał", "podobo" zamiast "podoba". I tak przez całą książkę. To jest koszmarnie męczące. Wybija z rytmu. Irytuje. Drażni. Zasmuca przez zafałszowanie języka.

Mam wątpliwości, czy ta książka powinna być klasyfikowana jako powieść, to raczej zlepek rodzinnych historii i wspomnień, okraszonych faktami historycznymi, niewprawnie skleconych. Spore rozczarowanie, zmarnowany pomysł.

Nie polecam.
.........................................

Próbka "gwary":

"Zobacz Jagódko, tę lilijkę otacza krąg, ku któremu biegną gwiaździste promienie - to są dobre czyny harcerzy... Bo widzisz, dziecko, harcerz powinien choć roz do dnia zrobić coś dobrego dla bliźnich... Teraz podziwej sie na ramiona twojego krzyża harcerskiego. Oplata je wianek z wawrzynu - to symbol wiedzy - i wianek z liści dębu - to symbol męstwa. Taki musi być harcerz: mądry i dzielny. Zawsze sużyć Bogu i Ojczyźnie. A wiesz ty, czemu powierzchnia ramion krzyża, ich faktura, jest jakby usiana ziarnkami piasku?... Przejedź tu paluszkiem... Czujesz ziarenka? To oznaczo nieliczoną rzeszę harcerską. Jak piasek na plaży... I teraz takim jednym ziarenkiem, Jagódko, jesteś ty...".
(s. 163)



76. Mózg Kennedy'ego (Mankell Henning)

Przygnębiająca opowieść o poszukiwaniu przyczyn zła. Główna bohaterka, pięćdziesięcioczteroletnia szwedzka archeolog, zostaje dotknięta osobistym nieszczęściem i próbuje się z niego jakoś racjonalnie podnieść. Ponieważ jednak odkrywa kolejne warstwy przerażającej rzeczywistości, wpada w coraz głębszy dołek psychiczny. Atmosfera melancholii narasta.

Nie wiadomo dlaczego książkę wydano w "Mrocznej serii", sugerując niesłusznie, że jest to kryminał.



Lipiec

75. Inny punkt widzenia 2 (antologia; Miecugow Grzegorz, Osiatyński Wiktor, Waglewski Bartek (pseud. Fisz) i inni)

Rozmowy Grzegorza Miecugowa z ciekawymi ludźmi, z lat 2013-2017. Pierwotnie prowadzone były w telewizyjnym programie autorskim Miecugowa "Inny punkt widzenia".



74. Ziemia obiecana (Reymont Władysław (Reymont Władysław Stanisław; właśc. Rejment Stanisław Władysław))

Lektura zrodzona z tęsknoty za dobrym, klasycznym tekstem. Być może po niesmaku, jaki pozostał we mnie po nieopatrznym kontakcie ze współczesny gniotem. No, a poza tym, znów ubył jeden tytuł z półki zbyt długo oczekujących.

Ziemią obiecaną jest ta, która spełni oczekiwania i nadzieje. Przemysłowa Łódź pod koniec XIX wieku wydaje się być takim właśnie miejscem dla wielu: dla marzących o własnym interesie i szybkim wzbogaceniu się, dla nie mających nic ubogich chłopów, gotowych przekształcić się w jeszcze bardziej ubogich robotników, dla nudzących się, a aspirujących do "lepszego" towarzystwa nuworyszy. Co prawda w opisach Reymonta miasto tonie w błocie i ściekach oraz dusi się w fabrycznych wyziewach, jednak wciąż warte jest inwestowania i marzeń i gotówki. Obiecuje dać szansę każdemu. Czy rzeczywiście ją daje?

Prawdziwym bohaterem jest więc miasto, zamieszkałe przez przedstawicieli różnych narodowości i kultur. Czyniąc zaś osią wydarzeń wspólny projekt Polaka, Żyda i Niemca, zestawił Reymont cechy uznane za charakterystyczne dla tych narodów. I bardzo widać stereotypy dziewiętnastowiecznego myślenia. Sporo jest tu antysemityzmu, tak w działaniach, jak i w opisie postaci. Z dzisiejszej perspektywy jest to bardzo rażące.

Powieść napisana została z rozmachem, opisy miasta, fabryk, majątku wiejskiego, wydarzeń - bardzo plastyczne; wypadków w fabryce wręcz naturalistyczne. Ludzie charakteryzowani są głównie przez własne wypowiedzi, przez co multum dialogów rozpulchnia książkę. Język, siłą rzeczy, zestarzał się, szczególnie w opisach scen miłosnych. Natomiast problemy pozostały zadziwiająco współczesne - bezwzględna pogoń za pieniądzem, chciwość, małostkowość, fałsz, blichtr. Wstrząsająca jest nuda odczuwana przez bogatych dorobkiewiczów, szczególnie młodzież. Pustka ich "zabaw", pustka przyjęć towarzyskich pokolenia ich rodziców. Rozpaczliwe zabijanie czasu kontrastuje z równie rozpaczliwym usiłowaniem przeżycia przez najbiedniejszych.

A dziś? Wystarczy się rozejrzeć - zmieniła się technologia, ale ludzie i ich dążenia - nie.




73. Miasto duchów (Creed Ben)

Kryminał.

Leningrad, rok 1951. Przedwcześnie zaczyna się sroga zima. Rewol Rossel, porucznik leningradzkiej milicji, niegdyś świetnie zapowiadający się skrzypek, wezwany zostaje wraz ekipą do pięciu zmasakrowanych ciał dziwacznie ułożonych na torach kolejowych dwóch równoległych linii. Coś jest w tym ułożeniu jakby znajomego...

Pierwszorzędna jest w tej powieści nie tylko intryga, przesycona zazdrością i patologiczną ambicją, ale też niezwykle realistycznie przedstawione środowisko: duszący się w stalinowskiej wszechpodejrzliwości Związek Radziecki, wzajemna nieufność i donosy, wieczne niedobory wszystkiego, przeludnione mieszkania, wspomnienia niedawnej wojny, szczególnie lat niemieckiego oblężenia i głodu i strach. Strach przed wszystkim - niewłaściwym dowcipem, uśmiechem, spojrzeniem, wizytą funkcjonariuszy bezpieki, zesłaniem do obozu na Syberii. Żadnych rozbuchanych opisów, jakby one też były skute lodem, przysypane śniegiem i podszyte strachem. I jeszcze starannie dobrane motywy muzyczne; cała książka przesycona jest muzyką, to wiodący motyw intrygi i wyznacznik prywatnych losów bohaterów (jeśli w ogóle można mówić o prywatności w dobie stalinowskiego terroru).

Czekam na kolejne dwa tomy, bo ten jest pierwszy w serii.



72. Marina (Ruiz Zafón Carlos)

Koszmarny kicz. I po co mi to było?

To miała być druga szansa dla Zafona, po latach od osławionego, a rozczarowującego grafomanią i pisarskimi drogami na skróty "Cienia wiatru". Niestety, "Marina" jest dużo gorsza, Zlepek horroru, fantastyki, trzeciorzędnego romansu i thrillera. Czego tu nie ma! I żywe trupy rodem z "Frankensteina" (nota bene jeden z bohaterów to doktor Shelley, a jego córka ma na imię Mary - ach, jakaż w tym przemyślna błyskotliwość autora!), i młodzieńcza miłość piętnastolatka, i tajemnicza cmentarna tajemnica, i pościgi, ucieczki, zniknięcia i odnalezienia, i śmiertelnie chora przepiękna heroina... A krew się leje często-gęsto i zwykle nikt jej nie sprząta.

Literacko też niewiele lepiej: bohaterowie spotykają się sukcesywnie i za każdym razem opowiadają sobie kolejne fragmenty wstrząsająco tajemniczej historii, która rozgałęzia się niczym labirynt podziemnych korytarzy ściekowych pod Barceloną. Bo, oczywiście, tłem jest "magiczna" Barcelona Zafona. Pamiętnika tytułowej bohaterki, który odnalazł się w "Cieniu wiatru" tym razem brak, ale fragment jej notatek przypadkiem się odnajduje. I do tego wymyślne metafory - autor chyba po napisaniu zdania dorzucał jeszcze parę przymiotników dla wzbogacenia opisów.

Nigdy więcej Zafona!



71. Zaraza: Najskuteczniejsi zabójcy naszych czasów (Quammen David)

O chorobach odzwierzęcych i o tym, dlaczego sami jesteśmy winni temu, co się dzieje. O ludzkiej chciwości, braku szacunku dla tak zwanej przyrody i bezmyślnym eksploatowaniu wszystkiego. O "Erze Dzikich Smaków", czyli dlaczego głupotą jest prześciganie się w zjadaniu najdziwaczniejszych żyjących organizmów. O tym, że wirusy są starsze od nas i wielu form wyższych. O gwałtownym wzroście populacji różnych organizmów i o tym, jakie to niesie konsekwencje lokalne i globalne. I jeszcze o wielu innych sprawach, a wszystko to napisane tak, że nie można się oderwać.

Ciekawostka: książka wyszła w Stanach Zjednoczonych w rok 2012. Wielokroć pojawia się w niej pytanie: co będzie NWM - Następnym Wielkim Mikrobem przypadkowo i bezrefleksyjnie przeniesionym z jakiegoś gatunku zwierząt na ludzi, który spowoduje światową pandemię? Cóż, żaden wirusolog nie jest obecną sytuacją epidemiczną zaskoczony. Raczej czekamy na kolejną "niespodziankę".

............................................

Co robi człowiek przestraszony wizją choroby odzwierzęcej? Zabija. Zabija świnie, krowy, jelenie, małpy, wiewiórki, oposy, ptaki... zabija wszystko, co się rusza. Wycina drzewa, karczuje hektary terenu. Naukowcy mówią, że to bez sensu i że nie tędy droga? A, kto by tam słuchał jajogłowych!

Najpierw wchodzimy, my, ludzie, siłą na terytoria odwiecznie należące do przyrody - wycinamy lasy deszczowe, karczujemy stare puszcze, spychamy wszystko, co tam bytuje na margines wegetacji a potem dziwimy się, że owady, gryzonie, bakterie, wirusy i wszystko co istnieje, szuka sobie nowego miejsca do życia.



70. Wielka księga pierwiastków, z których zbudowany jest wszechświat (Gray Theodore)

Kapitalna pozycja, pokazująca, ile znaczy pasja. Autor jest kolekcjonerem pierwiastków - tych, które się da przechowywać - ma ich próbki w czystej formie, jak i przykładowe zastosowania w przedmiotach. Żeby taka kolekcja była bezpieczna, trzeba mieć naprawdę dużą wiedzę na temat chemii. A jeśli jeszcze umie się ciekawie i z humorem o swojej pasji opowiadać, powstaje taka perełeczka, jak album o pierwiastkach, czyli o wszystkim, co nas otacza.



69. Ostrzegam czytelnika (Carr John Dickson (pseud. Carter Dickson))

Staroświecki brytyjski kryminał z 1938 roku. Stare domostwo na wsi, ograniczona liczba obecnych w nim osób, jedna doba, w ciągu której zachodzą najważniejsze wydarzenia. Potem już śledztwo, w trakcie którego klasyczna jedność czasu i miejsca akcji trochę się rozjeżdża.

Do rezydencji Fourways zaproszona zostaje niewielka grupka osób, gdyż pani domu pragnie zaprezentować swoje najnowsze "odkrycie" - prawdziwego jasnowidza. Jasnowidz przepowiada śmierć...

Przeczytałam bez bólu i z lekkim sentymentem, jednak osobiście wolę współczesne rozbudowane powieści obyczajowe z wątkiem kryminalnym.



68. Wina (Schirach Ferdinand von)

Zbiór opowieści prawdziwych - wszystkie opisywane przypadki pochodzą z praktyki adwokackiej autora. Tym razem motywem przewodnim jest wina - odczuwana lub nie, wyimaginowana lub rzeczywista, po której nastąpiła kara lub nie. Niektóre opowieści są wstrząsające, jedna czy dwie - wręcz absurdalne. Oszczędny, ascetyczny styl autora potęguje wrażenie realizmu.

Polecam każdemu.



67. Paryż (Rutherfurd Edward (właśc. Wintle Francis Edward))

Bohaterem, teoretycznie, jest miasto Paryż i jego historia, autor jednak chcąc napisać powieść, a nie rozprawę historyczną, opiera narrację na losach sześciu rodzin żyjących w Paryżu nieprzerwanie od średniowiecza do czasów współczesnych.

W warstwie historycznej, podziwu godna jest praca Rutherfurda, który zgromadził mnóstwo szczegółów z życia codziennego, charakterystycznych dla poszczególnych epok.

W warstwie fabularnej, jest to powieść historyczno-obyczajowa. Postacie bardzo żywe, myślę, że się autorowi zamierzenie udało.



66. Czarna owca medycyny: Nieopowiedziana historia psychiatrii (Lieberman Jeffrey A.)

Jak w podtytule - to historia psychiatrii. Podzielona jest na trzy części: dzieje powstawania psychiatrii jako oddzielnej nauki, począwszy od prób definiowania choroby psychicznej (dosyć straszne); rozwój różnych form terapii (jeszcze okropniejsze); współczesne zmieniające się podejście do chorób psychicznych, rozwój farmakologii, technik obrazowania mózgu i wreszcie neuronauki.

Książka mogłaby być podręcznikiem, tak bardzo jest szczegółowa i tak suchym stylem napisana. Autor ma niewątpliwie dużą wiedzę, jednak gawędziarzem nie jest. Przytacza trochę ciekawych przypadków, ale jest ich niewiele, w stosunku do objętości tekstu, a rozwlekłość opisów sprawia, że zupełnie nie są porywające.

Wyjątkowo męcząca pozycja. Dla wytrwałych i zapaleńców.



65. Nieobliczalni (Enger Thomas, Horst Jørn Lier)

Albo mam przesyt, albo ta część serii jest słabsza.

Narracyjnie ciekawa: od razu wiemy, co się stało, a potem bieżące wydarzenia przeplatane są retrospekcją. Do czasu. Blix i Emma Ramm są już tak zaprzyjaźnieni, że komisarz traktuje dziennikarkę trochę jak córkę, co jest tym łatwiejsze, że dziewczyny się przyjaźnią. Poza tym córa Blixa postanawia pójść w ślady ojca i studiuje w szkole policyjnej.

Akcja rozpędza się błyskawicznie, stare, odłożone już ad acta sprawy znów powracają, wątki się rwą i prowadzą donikąd, a wszystko to ma destrukcyjny wpływ na osobiste życie komisarza Blixa. Niestety, sprawcę wszystkich przestępstw wytypowałam po dwóch trzecich książki, a to jest dla mnie w kryminale duży minus.



64. Zasłona dymna (Enger Thomas, Horst Jørn Lier)

Druga część cyklu z komisarzem Blixem rozpoczyna się tuż po zakończeniu pierwszej. Tym razem Emma i Blix, każde oddzielnie, stają się niechcący uczestnikami tragicznych zdarzeń w Sylwestra w centrum Oslo. Wybuch amatorskiej produkcji bomby w miejscu pełnym ludzi okazuje się być konsekwencją wydarzeń sprzed lat dziesięciu.

Inteligentnie skonstruowany kryminał. Pokazuje, nie tyle, że nie daje się uciec przed konsekwencjami swoich czynów, ile raczej przed ich odległymi, nieprzewidywalnymi skutkami i własną pamięcią.



Czerwiec

Porzucam nie ukończywszy: Sternberg (Twardoch Szczepan)


63. Wąski pas lądu (Hickey Christine Dwyer)

Spodziewałam się biografii malarza. Dostałam klimatyczną, osadzoną w pięknej scenerii opowieść o poplątanych uczuciach, zagubieniu, niezrozumieniu i stracie. I o tym, że pomimo ciągłych uszczerbków i zniszczeń, warto żyć.

Druga perełka w tym miesiącu.

Wakacje, życie, gra pozorów



62. Punkt zero (Enger Thomas, Horst Jørn Lier)

Kryminał z nutą thrillera. Pierwsza część serii.

Norweski policjant Alexander Blix kieruje się w pracy bardziej instynktem niż przepisami. Dzięki temu pozostaje w zgodzie z samym sobą, ale wielkiej kariery administracyjnej w policji nie robi. W przeciwieństwie do swojego kolegi ze studiów, a później z patrolu.

Młoda dziennikarka Emma Ramm, specjalizująca się w nowinkach ze świata celebrytów, wykorzystuje nadarzającą się okazję zmiany profilu swoich artykułów na kryminalny. Przy okazji udaje jej się nawiązać coś w rodzaju współpracy z policjantem śledczym Blixem.

Dobrze wyważona historia, bez zbędnego epatowania przemocą, choć w grę wchodzi seryjny morderca. Istotna warstwa psychologiczno-obyczajowa, choć nie tak rozbudowana, jak w większości skandynawskich kryminałów. Trochę mi zazgrzytało, że od razu domyśliłam się, kim okaże się Emma dla Blixa, ale może właśnie o to chodziło autorom?



61. Słoneczniki (Snopkiewicz Halina)

Młodzieżówka z akcją prawie tuż po wojnie (lata 1949-51). Czytana w ramach nadrabiania zaległości.

Chyba jednak książki młodzieżowe należy czytać w stosownym wieku, później człowiek robi sia za stary. Docenia się styl i tak zwane wartości poznawcze, ale na emocje to już nie działa.

Być może inaczej jest w przypadku powtórek, czyli sentymentalnych podróży do samego siebie.



60. Siła rzeczy (Ligocka Roma)

Przepiękna książka. Pozostaję w zachwycie.
Siła przetrwania



59. Czerwona zaraza, czarna śmierć (Sokół Jarosław)

Kontynuacja powojennej historii Świnoujścia, gdzie trochę już wydaje się, że wiadomo kto rządzi - Sowieci, ale wszystko wciąż jest jeszcze zmienne i niepewne.

Niepewny jest też Adam Kostrzewa, który zrezygnował z ucieczki na Zachód. Niepewny siebie, swego losu, ale też stanowiący niepewny element dla władzy radzieckiej, reprezentowanej przez komendanta Osipowicza i jego przybocznych. Niepewni przyszłości są pozostali w Świnoujściu Niemcy, których w dodatku atakuje jakaś dziwna choroba.

Sokół, opierając się na historycznych dokumentach, stworzył przerażająco realną wizję powojennych rozgrywek pomiędzy zwycięzcami. Wplótł też w opowieść fakty, o których historia długo milczała i oficjalnie pomilczy jeszcze trochę. Jednocześnie, jakimś czarodziejskim sposobem, to Świnoujście z 1945 roku, wyspa, z której nie ma drogi ucieczki, a wszyscy boja się jak nie epidemii, to jakiegoś nieokreślonego niebezpieczeństwa, zadziwiająco kojarzy się ze współczesnością...



58. Na krawędzi otchłani (Minier Bernard)

Techno-thriller. Młoda francuska specjalistka dziedzinie sztucznej inteligencji podejmuje pracę w Hongkongu, w jednej z wiodących światowych firm informatycznych. Firma okazuje się nie być kryształową i bez skazy. W dodatku w mieście akurat grasuje patologicznie okrutny seryjny morderca.

Jeśli chodzi o stronę technologiczną, książka dopracowana jest świetnie. Wszystkie opisywane technologie już istnieją, ich wpływ na życie społeczne i jednostkowe oraz związane z tym zagrożenia są całkowicie realne. Z większością z nich mamy do czynienia na co dzień. Autor zresztą załącza sporą bibliografię przedmiotu. To samo dotyczy zwiększającej się roli Chin w gospodarce światowej. Co do psychologii przestępcy, z pewnością zdarzają się najbardziej wynaturzone umysły. Poza tym, okazja czyni złodzieja, a "forsa wprawia w ruch ten świat" i zgodnie z powyższym działa większość postaci w powieści - od pracowników firmy, poprzez niektórych policjantów, do matki głównej bohaterki. Minier stara się jednak zachować rozsądną przeciwwagę. Zbytnia szczegółowość opisów zbrodni przeszkadza mi, jak zawsze, choć z tym u Miniera bywało już gorzej. W sumie całkiem dobra pozycja.



Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek (czterech prawych i sześciu lewych) (Bednarek Justyna)

Opowiadania o uciekających z kosza na pranie skarpetkach i ich losach w świecie słusznie mają dobrą opinię. Niby zwykłe skarpetki, tymczasem każda ma indywidualny charakter i każda znajduje zgodne z nim własne miejsce w świecie. Piękna pochwała różnorodności i indywidualizmu, bez przegadania, bez dydaktycznego smrodku. Ilustracje działające na wyobraźnię dziecka. Świetna książka!



57. Przełom!: Jak 10 największych odkryć w historii medycyny pozwoliło ocalić miliony istnień i zmieniło nasz sposób postrzegania świata (Queijo Jon)

Barwnie i gawędziarsko o największych odkryciach w medycynie, począwszy od Hipokratesa, po czasy współczesne. Książka nie jest obciążona zbędnym żargonem naukowym, za to zawiera sporo przykładów z życia pacjentów i lekarzy. "Przełomy" uporządkowane są chronologicznie.

Co ciekawe, historia pokazuje, że każde nowe odkrycie negowane było przez tuzów medycznych danej epoki. Wrogość, szyderstwo, lekceważenie, wyśmiewanie to chleb powszedni tych, którzy ośmielili się przeciwstawić "tradycji". Niestety, nie tylko w medycynie i nie tylko w czasach minionych.



Morderstwo w zaułku (Christie Agatha (pseud. Westmacott Mary))

Eee, już to czytałam, nie mam ochoty na powtórkę. Po dwóch opowiadaniach mam dosyć.



56. Bogowie, honor, Ankh-Morpork (Pratchett Terry)

Powtórka, zmiana oceny z 4 na 5.

Ta książka jest tak aktualna że aż sprawdziłam datę pierwszego wydania. Intrygi, nietolerancja, ksenofobia. Polityka, usprawiedliwiająca każdą bzdurę, każdy idiotyzm, każde świństwo i podłość, strojąca się w szaty tępego, militarnego nacjonalizmu. I chapeau bas dla Piotra Cholewy za tytuł, który jest majstersztykiem sam w sobie.

"(...) inteligencja stworzenia znanego jako Grupa jest równa pierwiastkowi kwadratowemu z liczby jej członków." (338).



55. Heretycy, buntownicy, wizjonerzy: 22 podróże z największymi umysłami naszych czasów (antologia; Jałochowski Karol, Leggett Anthony, Ekert Artur i inni)

Rozmowy Jałochowskiego (dziennikarza, z wykształcenia fizyka) z wybitnymi intelektualistami, z których większość stanowią fizycy. Jest tam też jeden filozof, jedna psycholożka-memetyczka, dwóch matematyków i bioinformatyk. Siłą rzeczy, ogólne spojrzenie interlokutorów Jałochowskiego na rzeczywistość staje się dosyć jednostronnie ukierunkowane.

Rozmowy przeprowadzane były w latach 2008-2018 i publikowane w Polityce lub Niezbędniku Inteligenta. Autor pisze w przedmowie, że są uaktualnione. Istotnie, w przypadku zmian w świecie odkryć (lub ich braku, pomimo zapowiedzi takowych), czytelnik jest o tym powiadamiany stosownym przypisem. Jednak w naukach ścisłych dziesięć lat to często przepaść. No i, jak z każdym zbiorem bywa, są w nim wywiady bardziej i mniej uskrzydlone.

Ogólnie rzecz biorąc, z mądrym warto nawet coś zgubić. Można więc ten zbiór przeczytać i ucieszyć się kilkoma ciekawymi bądź inspirującymi myślami. Ale nie trzeba.



Maj


54. Sławne koty i ich ludzie (Reinecke Heike, Schlieper Andreas)

Opowieści kociej treści. Wbrew tytułowi, więcej tu o ludziach, niż o kotach. Jednak dobór bohaterów do książki przeprowadzony został zdecydowanie pod kątem ludzkiej "kotowatości". Najwięcej tu twórców kultury - pisarzy, malarzy, poetów, muzyków - ale znajdą się też politycy, filozof i naukowiec. Osoby znane bardziej i mniej, od wieku XVII po czasy współczesne. Wśród znanych miłośników kotów znalazło się też pięcioro Polaków.

Sympatyczna, pełna ciekawostek książka nie tylko dla kociarzy.



53. Stowarzyszenie leworęcznych (Nesser Håkan)

Kryminał. Bardzo wielowątkowa powieść.

Pod koniec lat 50. XX w., dwóch siedmiolatków, gnębionych w szkole za swoją odmienność, założyło Stowarzyszenie Leworęcznych.

W latach 60. Stowarzyszenie liczyło już sześcioro członków - licealistów, którzy nie bardzo wiedzieli, co z tą dziwną organizacją zrobić. Dogorywało, a młodzieńcza bezmyślność i beztroska dobiła je ostatecznie.

W 1991 roku niegdysiejsi członkowie Stowarzyszenia spotkali się w niewielkim hotelu w mieście swojego dzieciństwa. Nie z własnej woli. Skończyło się tragicznie. Policja prowadziła śledztwo.

21 lat później odnaleziono w lesie niedaleko rzeczonego hotelu przeterminowane zwłoki. Śledztwo, prowadzone kiedyś przez nieomylnego komisarza Van Veeterena, należy wznowić. A sam Van Veeteren, obchodzący akurat 75. urodziny, czuje się w obowiązku wspomóc dawnych kolegów.

Akcja obejmuje nie tylko okres ponad siedemdziesięciu lat i spory kawałek świata, ale też angażuje byłych i aktualnych tuzów śledczych. Zbiegiem skomplikowanych okoliczności włącza się nawet inspektor Barbarotti, pracujący gdzie indziej i nad czymś innym, bo w końcu wszystko ze wszystkim okazuje się powiązanie. Reaktywowane śledztwo toczy się powoli, geriatryczne (w większości) towarzystwo napotyka na problemy nie do pokonania. Upływ czasu nie ułatwia śledztwa.

Wygląda to na pożegnanie Nessera ze swoim sztandarowym bohaterem, a może nawet z dwoma. Pomimo sporego poziomu komplikacji wszystkie wątki są logiczne, domknięte, a czyta się to rewelacyjnie. Gratka nie tylko dla fanów Nessera, dla każdego miłośnika dobrego kryminału.



52. Znamię (Hurka Olgierd)

Książka dla wielbicieli marketingu, giełdy i szeroko pojętego biznesu. Ni to obyczajówka, ni to kryminał. Autor nie może się zdecydować, do kogo kieruje książkę - przydługie wykłady z ekonomii (czasem zakamuflowane w formie dialogów) z użyciem specjalistycznego słownictwa, przeplatają się z rozważaniami bohatera na temat sensu życia i opisami pracy policji. W ogóle opis, szczególnie miejsca, wydaje się być najmocniejszą stroną autora.

Główny bohater, czterdziestoletni prawnik Michał, to szef renomowanej kancelarii prawniczej w Warszawie. Zamożny. Pieniędzy "po dziesięciu latach na swoim stanowisku z wysoką pensją i corocznymi bonusami miał zaoszczędzonych dosyć, żeby przeżyć do późnej starości" (190). Trzy lata wcześniej owdowiał, co wciąż przepracowuje przy pomocy różnych trunków. Gdy jedna ze współpracownic znika nagle bez śladu, do biznesowych obowiązków Michała dochodzi współpraca z policją, reprezentowaną przez młodą funkcjonariuszkę - Agnieszkę.

Czego tu nie ma! I wątek romansowy, i śledzący Michała tajemniczy nieznajomi, i doświadczenia z czegoś w rodzaju śmierci klinicznej, ba, nawet ingerencja sił nadprzyrodzonych – dziwny telefon z zaświatów. I niby wiele się dzieje - wrogie przejęcia firm, przekupstwa i fałszowanie dokumentów, rozgrywki między rekinami i płotkami biznesu, napady, pobicia, i prywatne rozkminy bohaterów – a książka jest zwyczajnie nudna. Grisham udowodnił, że świat prawników może być fascynujący i trzymać w napięciu. Hurka Grishamem nie jest.

Nie polecam, szkoda czasu.



51. Niestandardowi (Urbaniak Michał Paweł)

Wiktor, należy się obawiać że typowy przedstawiciel współczesnego młodego pokolenia, świat mediów społecznościowych, i wielka artystka, która przez kontakt ze sztuką może zmienić czyjeś życie. Albo tak jej się wydaje. Proponuje więc kilku osobom udział w projekcie fotograficznym i związanych z nim warsztatach. Tym, co te osoby łączy, są różnego rodzaju defekty fizyczne. Wiktor, pomimo początkowych wątpliwości, angażuje się w przedsięwzięcie w sposób, jakiego sam się nie spodziewał. Pytanie: co z tego wyniknie?

Więcej tutaj: Wiara, nadzieja i miłość



50. Michalina Wisłocka: Sztuka kochania gorszycielki (Ozminkowski Violetta)

Biografia kobiety sukcesu, o nieprzeciętnej inteligencji, a jednak postaci tragicznej. Prawdopodobnie miała Zespół Aspergera, choć w jej czasach nikt tego nie diagnozował.

Swoją epokę Wisłocka wyprzedzała z pewnością, jeśli chodzi o ambicje zawodowe, otwartość na nowości, ciekawość świata. W swoich własnych wyborach uczuciowych lokowała się jednak w czasach minionych: marzyło jej się, żeby facet był wzorcem niedościgłym, godnym uwielbienia.

Świetnie napisana książka.



49. Organista z martwej wsi (Chlupová Danuta)

Powieść psychologiczno-obyczajowa. Akcja rozwija się dwutorowo.

Jest rok 1953. Teodor, tytułowy organista i nauczyciel muzyki, mieszka z żoną i sześcioletnim synkiem Adasiem na Zaolziu. Są częścią mniejszości polskiej w Czechosłowacji.

W roku 2018 szanowany krakowski profesor muzyki, Adam, syn Teodora, decyduje się powierzyć młodej dziennikarce, Sylwii, napisanie powieści opartej o wydarzenia z jego życia.

Bardzo wiele problemów się tu zazębia. Życie w Czechosłowacji w czasach głębokiego komunizmu poddane jest absurdalnym, z dzisiejszego punktu widzenia, regułom. Powieść świetnie pokazuje, jak macki polityki i ideologii wkradają się w każdą dziedzinę życia prywatnego. Ludzie jeszcze nie ochłonęli po okropnościach wojny, a już muszą sobie radzić z kolejnym totalitaryzmem. Gdy wydarza się tragedia, ideologiczna interpretacja każdej wypowiedzi prowadzi do zwielokrotnienia nieszczęść. A przecież, niezależnie od panującego ustroju, ludzi napędzają od wieków te same emocje: miłość, zazdrość, strach, ambicja, lęk przed samotnością, pragnienie bycia w grupie. I wszystko to jest tutaj, buzuje wśród mieszkańców wsi Dwory, rzutuje na losy ich i ich potomków.

Nieco pobocznym wątkiem są losy Sylwii i jej relacja z ojcem. Szkoda, że powieść nie jest dłuższa, bardziej rozbudowana.



Taki kot pomaluje każdy płot (Urbańska Agnieszka)

Dwa opowiadania dla dzieci przedszkolnych - kocie Aksamicie, który uprzyjemniał życie w mieście malując obrazy na różnych starych ruderach i o krowie Łacince, która starała się doskoczyć do roli modelki. O roli przyjaciół w życiu. Miła i ładnie ilustrowana książeczka.



48. Na wschód od Arbatu (Krall Hanna)

Reportaże ze Związku Radzieckiego z lat 70. plus jeden z czasów pieriestrojki, dla porównania.

Oszczędna, wręcz ascetyczna proza. Z uwagi na ówczesną cenzurę, czytać należy również między wierszami.

Dziś te reportaże to historyczne świadectwo i tego, jak było, tego, jak o tym pisano w czasach minionego reżimu, co ładnie podkreśla Mariusz Szczygieł we wstępie.



47. Najlepiej dla wszystkich (Soukupová Petra)

Trzy pokolenia: babcia (około 70), mama (około 30) i syn/wnuk (10). Babcia - twarda, pewna swoich racji, trochę apodyktyczna, ukrywająca pod tym tęsknotę za zmarłym nagle mężem i tłamszoną własną niepewność. Mama - aktorka z nadzieją na duża karierę, bezskutecznie próbująca ułożyć sobie życie osobiste, rozdarta między synem, wciąż nowymi miłościami i pracą. Mentalnie wciąż dziecko, zbuntowane, szukające natychmiastowej gratyfikacji. Syn - roszczeniowy, dorastający z pewnością, że mama spełni każdą jego zachciankę, że cokolwiek zrobi w szkole ujdzie mu na sucho, że ważne są tylko jego gry na kompie i iPhonie, a reszta świata to nuda.

Soukopova świetnie pokazuje zmianę w postawie tej trójki wobec siebie i wobec rzeczywistości. W ciągu jednego roku wszyscy muszą dojrzeć, niezależnie od wieku.

Punkt widzenia chłopca referuje on sam; ten mamy i babci - narrator zewnętrzny. Wydaje się to ryzykowne i chaotyczne, tymczasem sprawdza się i dopełnia. I mocno osadzone jest we współczesnych realiach.

Bardzo dobra powieść psychologiczna, warta przeczytania.



46. Rachunek (Karlsson Jonas)

Krótka refleksja na temat szczęścia. Czym ono właściwie jest i jakie warunki powinny zostać spełnione, żeby uznać czyjeś życie za szczęśliwe?

Niespełna czterdziestoletni, zupełnie przeciętny Szwed otrzymuje z nieznanego sobie urzędu absurdalnie wysoki rachunek. Nie wiadomo za co. Dochodząc do wniosku, że to pomyłka, postanawia sprawę zignorować. Jednak po miesiącu z firmy windykacyjnej dostaje powiadomienie o zaleganiu ze spłatą rachunku wraz z odsetkami.

Okładkowa reklama mówi o "kafkowskim stylu" książki. Fakt, rozsyłający rachunki urząd pochodzi bezpośrednio od Kafki. Całość jednak nie jest aż tak przygnębiająca, ani tak wysokich lotów. Pomysł jest interesujący, wykonanie trochę pobieżne. Z drugiej strony, nie wszystkie powieści musza być grubaśne i rozdmuchane. Ważne, że skłaniają do zastanowienia.



45. Strażnik (Child Lee (właśc. Grant Jim), Child Andrew (właśc. Grant Andrew))

Klasyczny tom przygód Jacka Reachera. Tyle, że akcent położony jest bardziej na sensację, niż na sprawy społeczne, jak na przykład w Zmuś mnie (Child Lee (właśc. Grant Jim)). Reacher ratuje przed uprowadzeniem nieznanego mężczyznę w prowincjonalnym południowoamerykańskim miasteczku, a tym samym wkracza pomiędzy rozgrywki wielkich mocarstw. Atak cybernetyczny, neofaszyści, rosyjscy agenci i FBI. I niby Reacher jest takim supermanem, jak zawsze - w szlachetnym odruchu ratuje świat, a jednak czegoś w tej książce brakuje. Nie ma takiego klimatu, jak poprzednie. Albo ja wyrosłam z Jacka Reachera, albo współautorstwo brata nie przysłużyło się książce.

Chyba już nie pamiętam o czym to było :(



44. Dal: Listy z Afryki minionej (Kydryński Marcin)

Opowieść pozornie o niegdysiejszej Afryce, ale przecież nie tylko.

Pod pretekstem komentowania starych pocztówek z Afryki z początku XX wieku Autor snuje szeroko zakrojone rozważania na bardzo wiele tematów: o miłości, samotności i tęsknocie; o buncie, strachu i nienawiści; o człowieczeństwie, wolności, bezradności i hipokryzji. Demitologizuje wielkich, o których opinie często wyrabiamy sobie na podstawie rozdziału w podręczniku do historii. Zwraca uwagę na anonimowych, bezimiennych, na tych, którzy pozostają niezauważeni przez wielką historię, choć ją współtworzą.

Erudycyjna, nostalgiczna, burząca stereotypy, skłaniająca do przemyśleń książka. Bardzo warto.



43. Kukły (Siembieda Maciej)

Prequel cyklu o Jakubie Kani. Jest rok 1997, Kuba ma 27 lat i pracuje w prokuraturze rejonowej w Gdańsku. Z bardzo poplątanych powodów natury politycznej udaje się na przymusowy urlop, który wykorzystuje dla prowadzenia prywatnego śledztwa, we współpracy z interesującą niemiecką dziennikarką. Historia dotyczy wydarzeń sprzed i z czasów wojny i ma swój dalszy ciąg we współczesności.

Bardzo udatne połączenie faktów i fikcji. Rozdziela je szczegółowo sam autor dopiero w posłowiu.

To najbardziej udany kryminał Siembiedy z dotychczasowych; nic w nim nie zgrzyta, a prawda historyczna bywa bardziej zaskakująca, niż literacka fikcja.


"(...) każdy dyktator dążący do władzy absolutnej najpierw wyciąga łapę po wolne sądy i zapełnia je posłusznymi sobie pachołkami w togach". (176)



42. Pierwsza miłość (Márai Sándor)

Przejmujące studium samotności trwającej zbyt długo, pozbawiającej życie sensu, zamieniającej się w obsesję i niszczącej osobę nią dotkniętą.

Książka napisana jest w formie dziennika. Obejmuje trochę ponad dziesięć miesięcy z życia nauczyciela łaciny w prowincjonalnym gimnazjum. Gaspar, czując się przemęczonym (dziś powiedzielibyśmy: wypalonym) niezmienną rutyną dwudziestu ośmiu lat nauczania, decyduje się na krok w swoim życiu rewolucyjny: wyjeżdża na wakacje. Tam zaczyna prowadzić drobiazgowe zapiski. Notuje wszystko, co mu się przydarza, a że jest tego mizernie mało, wypełnia pustkę w sobie a to wspomnieniami z młodości, a to problemami przypadkowo spotkanych ludzi.

Gaspar, mając 54 lata, postrzega siebie jako człowieka starego, niemalże nad grobem. Nie ma rodziny, nie ma przyjaciół, nie ma zainteresowań. Nie ma też dobrych wspomnień z dzieciństwa. Tkwi w konwenansach ubiegłego wieku, choć na horyzoncie majaczy już pierwsza wojna światowa. To typ zakompleksionego malkontenta, dla którego codzienne drobiazgi urastają do rangi trudnych do rozwiązania problemów. Nie radzi sobie w sytuacjach choć trochę odbiegających od rutyny w jakiej żyje.

Po wakacjach obejmuje wychowawstwo w klasie ósmej - maturalnej. To sytuacja całkiem nowa, dotychczas Gaspar uczył dzieci w pierwszych trzech klasach gimnazjum; już czwarta stanowiła dla niego wyzwanie. Nowe jest wszystko: praca z ludźmi prawie dorosłymi, pierwsza w jego nauczycielskim życiu koedukacyjna klasa, materiał nauczania, niemieszczący się w normach młody kolega - nauczyciel historii, ba, nawet kanarek kupiony przez gosposię, zaburzający zastałe układy domowe. Niby nic wielkiego się nie dzieje, a zewsząd stres...

Nie ma w "Pierwszej miłości" nagłych zwrotów akcji. Wszystko toczy się niespiesznie, w drobiazgowych notatkach Gaspara widać próby oswojenia rzeczywistości, która jakby coraz bardziej wymyka mu się spod kontroli. Niby nic się nie dzieje, a strach przewrócić kartkę.

Mistrzowska proza.

"Nocną porą myślę, muszę myśleć, szczerze, inaczej niż za dnia. A to zły nałóg, do którego przywykłem, od pewnego czasu. Niebezpieczny nałóg. Gdy człowiek raz w życiu zacznie myśleć, może od tego oszaleć." (113).



Kwiecień


41. Później (King Stephen (pseud. Bachman Richard, Evans Beryl))

Jamie widzi martwych ludzi. Tak, tak jak bohater filmu "Szósty zmysł". I nawet jego wychowująca go samotnie mama zauważa to podobieństwo. Nie chce jednak, żeby syn zyskał miano dziwoląga, żeby zdominowało to jego życie. Stara się wręcz, żeby o tym zapomniał. Do czasu.

Książka nawiązuje nie tylko do archetypów kultury, ale i toposów literackich, włączając w to dzieła samego Kinga - w wielu jego powieściach pojawiają się dzieci obdarzone niezwykłymi zdolnościami. Jamie, w miarę dorastania, musi mierzyć się z rosnącymi wraz z nim jego własnymi demonami; jedna ze scen przypomina do złudzenia inną, z "Czarnoksiężnika z Archipelagu" Le Guin, z Gedowym poszukiwaniem ścigającego go demona. Zresztą King wyraźnie pokazuje tropy - stary profesor literatury opowiada Jamiemu o mitach ludów pierwotnych, o zapomnianych obrzędach, o wskazówkach, które można znaleźć w baśniach, jeśli tylko nie zostały zbytnio uładzone przez współczesną, wszechobecną poprawność. Wszystko to są środki pomocne w radzeniu sobie z całkiem współczesnymi problemami.

King, jak zawsze, bawi się konwencją. Matka Jamiego jest agentką literacką, wiecznie coś czyta, poprawia, odkrywa nowe talenty. Firmę przejęła po swoim bracie, syn też kiedyś będzie mógł w niej pracować. Z łatwością rzuca cytatami i bon motami, chłopiec od dziecka wyczulony jest na poprawność językową. Nie brak w dialogach dowcipu słownego. Ładnie łączy się ta lekkość narracji z elementami powieści inicjacyjnej, z moralitetową walką dobra ze złem (motyw zawsze u Kinga obecny), z Faustowską koniecznością zapłaty w przyszłości za pomoc otrzymaną od osoby wątpliwej etycznie bądź po prostu niemoralnej. I bardzo dobrze zapowiada się całość, skoro od początku wiemy, że chłopiec dotrwał do dorosłości - narracja jest pierwszoosobowa, retrospektywna, opowiadający swoją historię Jamie ma już 22 lata.

Niestety, końcówka rozczarowuje. King ewidentnie zostawia sobie otwartą furtkę do kontynuacji. Sam tytuł wskazuje, że coś jeszcze może zdarzyć się "później". Historia aż prosi się o jakąś mocną puentę, tej jednak brakuje. To pierwszy zarzut. Drugi dotyczy sposobu wydania książki, której objętość jest sztucznie rozdmuchana: duża czcionka, duża interlinia, ogromne marginesy ze wszystkich stron. Po co? King niegdyś pisywał bardzo obszerne tomiszcza, nie znaczy to jednak, że skromniejsza objętościowo powieść jest gorsza. Takie zabiegi wydawcy nie są potrzebne ani autorowi który i tak jest popularny, ani czytelnikom. Chyba trwa moda na grube książki, jednak grubość "Później" jest pozorna.



40. Zła wola (Horst Jørn Lier)

Komisarz Wisting i jego córka Line uczestniczą w wizji lokalnej: on - jako odpowiedzialny za śledztwo w swoim okręgu, ona - jako zbierająca materiały do filmu dokumentalnego na temat niewyjaśnionych do końca zbrodni. No i nie wszystko przebiega według zaplanowanego scenariusza...

Zbrodniami są tym razem wyjątkowo okrutne przestępstwa seksualne wobec kobiet. Poza tym wiadomo, że sprawca w dzieciństwie męczył zwierzęta. Horst nie epatuje okrucieństwem, to bardziej relacje, niż opisy, jednak dla mnie i tak są za mocne. Autor zamieszcza też posłowie, co jest dla niego nietypowe, wyjaśniając dlaczego chciał napisać książkę o istnieniu czystego zła.

Lubię Horsta i jego bohaterów, w ogóle lubię skandynawskie kryminały, nie przeszkadza mi schematyczność serii, do tej książki jednak nigdy nie wrócę.



39. Londyn (Rutherfurd Edward (właśc. Wintle Francis Edward))

Historia Londynu (a przy okazji trochę też historia Anglii) ujęta w formę - zdaniem autora - powieści. Skoro jest powieść, to muszą być bohaterowie i fabuła. Ponieważ czas akcji obejmuje ponad 2000 lat, bohaterami stają się rody, których potomkowie zaludniają miasto i karty książki. A że nie sposób utrzymać tak długo ciągłości czasu akcji, dlatego autor stosuje dłuższe i krótsze przeskoki czasowe pomiędzy kolejnymi wydarzeniami. W rezultacie czytelnik otrzymuje coś w rodzaju zbioru nowel. Na końcu książki zamieszczone jest solidne drzewo genealogiczne, mające pomóc w odnalezieniu się w gąszczu nazwisk i powiązań między nimi.

Pomysł na książkę - bardzo dobry, ale samo przedsięwzięcie jest tak gigantyczne, że wymagałoby raczej napisania kilku tomów, a nie jednego. Postawienie na dzieje kilku rodów, mających znaczenie dla rozwoju miasta nie pozwala, przy zastosowanych przeskokach czasowych, na bliższe zidentyfikowanie się z żadną z licznych postaci, bo w następnym rozdziale ma się już do czynienia z jej wnukami lub prawnukami. Rozwój miasta, w rezultacie, też można śledzić jedynie skokowo, a i tak "Londyn" ma prawie 1000 stron. Książka pewnie mogłaby być opasła niczym "Wojna i pokój", a wciąż czegoś by brakowało.

"Londyn" zawiera masę materiału faktograficznego. Szczególnie ciekawe są próby syntetycznego ujęcia wydarzeń niemieszczących się w kolejnych rozdziałach. Ładne też jest klamrowe ujęcie całości - od kształtowania się wyspy i rzeki, po wykopaliska nad tąże rzeką prowadzone u schyłku XX stulecia. Klimatu mi jednak w tej książce brakuje. Pozostało mi uczucie niedosytu, lekkiego chaosu i zmęczenia.



38. Ballada o pewnej panience: Wszystkie najważniejsze opowiadania (Twardoch Szczepan)

Twardoch jest dobry. Ma świetnie opanowany warsztat, ma wrażliwość, której uparcie i bezskutecznie stara się nie eksponować i umiejętność skupienia się na problemie. Jak nie lubię opowiadań, tak te smakowałam powoli, bo każde to odrębny świat. Są skondensowane, każde z nich mogłoby rozwinąć się w jakiś większy utwór. Podejrzewam zresztą, że "Gerd" stanowił zaczątek "Dracha".

Nie jest to literatura pisana ku pokrzepieniu serc i dobrze jest o tym pamiętać, zabierając się do czytania. Ten świat doskwiera; czasem boli, czasem odpycha. Rodzi bunt. Jest jednak rzeczywisty, bywa nawet brutalnie i przerażająco rzeczywisty, w emocjach. W warstwie fabularnej nie zawsze. Ale to emocje kształtują człowieka - ich brak, ich nadmiar, ich nieokiełznanie. I to pokazuje Twardoch zawsze, niezależnie od zastosowanej scenografii czy epitetów.

Opowiadania Twardocha znów przypomniały mi o Stendhalowskim zwierciadle obnoszonym po gościńcu, jakim jest literatura. Otóż każdy, zajrzawszy w to zwierciadło, zobaczy to, co sam w sobie nosi. Na okładce widzę plamy atramentowe z testu Rorschacha. Być może to też zwierciadło, może widzę to, co chcę zobaczyć. Ale bardzo pasuje mi to do całości. To opowiadania o nas, jakimi nie zawsze chcemy się widzieć.



37. Nie jesteś sam w domu: Od drobnoustrojów po krocionogi, śpieszki i pszczoły miodne: Historia naturalna stworzeń, z którymi dzielimy życie (Dunn Robert)

Rewelacyjna, pisana zachwytem opowieść o tych, których nie widać, albo widać rzadko, choć towarzyszą nam stale: bakteriach, protistach, grzybach i innych mikrobach, a także pogardzanych i przeganianych owadach czy pajęczakach. O organizmach, bez których nie potrafilibyśmy żyć, choć z reguły nie myślimy o nich na co dzień, a w każdym razie niezbyt często.

A ja, cóż, podobnie jak autor, nie zmieniłam słuchawki prysznica, ale patrzę teraz na nią podejrzliwie...

Polecam wszystkim ciekawym świata. Lekki styl i poczucie humoru autora czytelnik dostaje w bonusie.



36. Długa lekcja [1979] (Ostrowska Ewa (1938-2012; pseud. Zbyszewski Brunon lub Lane Nancy))

Młodzieżówka z końca lat 70. ubiegłego wieku.

Trzy siedemnastoletnie dziewczyny z różnych środowisk, z różnymi problemami, spotykają się w jednej klasie. Dwie, przeniesione z innych liceów, muszą odnaleźć się w nowym środowisku.

Świetnie nakreślone charaktery, poważne, "dorosłe" zmartwienia i typowo młodzieńcze zgryzoty, a wszystko zanurzone w rzeczywistości późnego PRL-u.

Nie wiedziałam, że Ostrowska pisała też książki dla młodzieży. Ta jest bardzo dobra.



35. Na Czarnym Wzgórzu (Chatwin Bruce)

W sierpniu 1899 roku młode małżeństwo wprowadza się na starą walijską farmę zwaną "Widzenie". Pan młody, już trochę po przejściach, bo dla niego to drugi ożenek, ale pierwszy niezaaranżowany przez matkę, to prosty walijski chłop. Panna młoda, obyta w świecie, wykształcona córka pastora, popełnia mezalians. Owocem tego związku są bracia bliźniacy - Lewis i Beniamin. Gdzieś tam, w świecie, zachodzą ważne wydarzenia, wybuchają wojny i rewolucje, ludzie dokonują odkryć i wynalazków, oddają życie za różne idee, a życie braci toczy się niespiesznie na farmie, skupiając się wokół strzyżenia owiec, uprawy ziemi, zmian pór roku, codziennych obowiązków.

Historia specyficznej więzi pomiędzy bliźniakami. Niewielka, nieskłonna do zmian społeczność, wszystko kisi się w kapsule czasu, a historia biegnie gdzieś obok. Jeśli nawet dotknie kogoś z tej zamkniętej grupy (Beniamin, dla przykładu, zostaje wcielony do wojska w czasie I wojny światowej), to jakby umacnia go tylko w psychicznej izolacji.

Życie bez wartkiej akcji, a jednak wypełnione uczuciami i namiętnościami szarpiącymi duszę i niepojętymi dla rozumu.



34. Zmierzch demokracji: Zwodniczy powab autorytaryzmu (Applebaum-Sikorska Anne (Applebaum Anne))

Zbiór esejów analizujących zmiany w wybranych państwach demokratycznych na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat.

W sumie trochę przerażająca to lektura, pokazuje bowiem, w jak niebezpiecznym kierunku zmierzamy - w kierunku akceptacji autokratyzmu, łatwej demagogii, bezrefleksyjnego przyjmowania tego, co proste i niewymagające myślenia i analiz. Autorka rozpatruje zmiany we władzach kilku państw, które mogła obserwować z bliska mieszkając w nich, pracując, bądź często odwiedzając: Polskę, Węgry, Wielką Brytanię, Hiszpanię i USA. Teksty są dosyć osobiste, bo z wieloma osobami z pierwszych stron gazet Applebaum pozostawała w bliskich kontaktach lub nawet w przyjaźni. I to też zmieniało się wraz ze zmianami politycznymi - reorientacja optyki oznaczała rozluźnienie lub zacieśnienie kontaktów osobistych.

Nic nie jest dane raz na zawsze. Eseje Anne Applebaum to czas zmian zatrzymany na kartach książki. Opis zdarzeń i trendów. Refleksje i wnioski należy wyciągnąć samemu.


Marzec


33. Na glinianych nogach (Pratchett Terry)
Powtórka. Zmiana oceny z 5 na 5,5.

Pratchett przy kolejnych czytaniach jest coraz lepszy. To już 19. tom cyklu, czyli coraz więcej gorzkiej prawdy i publicystycznych prawd, ale wciąż jeszcze zbalansowanych dowcipem odbitym w krzywym zwierciadle. To zwierciadło ustawione jest, oczywiście, na nas samych, żeby było wiadomo, z kogo najlepiej się śmiać.

Pratchett przemyca tu drobne ilości i feminizmu, i strachu przed wolością, i krytyki tępego bałwochwalstwa nazywanego przez jego wyznawców religią, a wszystko to w konwencji kryminału politycznego. Ogrom hipokryzji dominującej we wszystkich warstwach społeczeństwa, choć mającej różne nazwy, powinien powalać, a jest po prostu znajomy i nieprzyjemnie oczywisty.



32. Niech to szlak!: Kronika śmierci w górach (Kuraś Bartłomiej)

Książka jest zbiorem reportaży (artykułów?), których wspólnym mianownikiem są Tatry. Autor pisze i o sprawach bardzo współczesnych (temat traumy koni dorożkarskich na drodze do Morskiego Oka, zabicie niedźwiadka w dolinie Jaworzynki przez przypadkowych turystów, pandemia 2020 roku w Tatrach), i o historycznych (powstanie TOPR-u, sprawa Kaszniców z 1925 roku, wspomnienie o małżeństwie Paryskich, o Zaruskim, Oppenhaimie), problemowo i przekrojowo, jednak bez wyraźnej myśli przewodniej. Nie ma w tych tekstach chronologii, nie są też przesadnie pogłębione. Dla miłośników prozy górskiej książka nie będzie rarytasem, na te same tematy obszerniej pisali choćby Jagiełło czy Żuławski, wspominani zresztą przez Kurasia.

Książkę czyta się szybko i łatwo, jest dobrym wprowadzeniem w tematykę górską dla początkujących. Jednak dla wytrawnych miłośników tego typu literatury może być zbyt chaotyczna i nieco powierzchowna.



31. Koniec świata: Krótki przewodnik po tym, co nas czeka (Walsh Bryan)

Bardzo solidnie opracowane wszystkie (?) możliwe katastrofy, jakie mogą przyczynić się do wyginięcia rodzaju ludzkiego na planecie Ziemia. Od niezależnych od nas, jak uderzenie asteroidy czy wybuch superwulkanu, po te, które spowodowane są/mogą być/będą działalnością człowieka: wojna atomowa, zmiany klimatyczne, choroby, biotechnologia i sztuczna inteligencja. Autor rozważa też możliwość istnienia innych cywilizacji, a nawet realność ucieczki ludzi w kosmos czy na inne planety.

Brzmi to może jak jakieś nawiedzone przepowiednie. Nic mylniejszego. Autor jest dziennikarzem naukowym. Do napisania tej książki przygotowywał się kilka lat. Przeprowadził dziesiątki rozmów ze specjalistami z dziedzin, o których pisze. Całość udokumentowana jest czterdziestoma dwoma stronami przypisów wydrukowanych drobnym druczkiem. Czysta nauka, zero szarlatanerii, a czyta się to z wypiekami na twarzy. Choć ja musiałam robić sobie przerwy po każdym rozdziale, niektóre fakty bowiem są zbyt wstrząsające, żeby je tak po prostu przyjąć do wiadomości.

Świetna lektura!



30. Pokora (Twardoch Szczepan)

Urodzony w roku 1891 Alois Pokora, jedno z dwanaściorga żyjących dzieci ubogiego górnika spod Pilchowic, dostaje szansę zmiany losu: może uczyć się w gimnazjum, pójść na studia. W 1914 roku zaciąga się do pruskiej armii. Po wojnie, którą kończy w stopniu Leutnanta, bierze udział w Rewolucji listopadowej, potem wraca na tereny obecnego Górnego Śląska. Książka kończy się po wybuchu III powstania śląskiego.

Od strony technicznej powieść napisana jest techniką strumienia świadomości, choć narrator zwraca się prawie przez cały czas do jednej tylko osoby - swojej wyidealizowanej chłopięcej miłości imieniem Agnes. Odbiorca przemyśleń Aloisa zmienia się po sam koniec książki.

W stylu pisania Twardocha znajduje czytelnik wszystkie cechy charakterystyczne dla tego autora. Przemyca on myśli uznanych filozofów, trochę bawi się nazwiskami pisarzy i bohaterów literackich. Nie można niczego zarzucić świetnie oddanym realiom historycznym powieści; w powojennym Berlinie Alois spotyka nawet Różę Luksemburg i Karola Liebknechta. Czyta w gazetach o ruchach rewolucyjnych, przywódcach politycznych i wojskowych. Berlin, Gliwice, Pilchowice i Nieborów odwzorowane są z dbałością o szczegóły z epoki. Podobnie obyczajowość. Dynamika scen batalistycznych czy polowania - kapitalna.

I w końcu bohaterowie. Rodzina Pokorów miała chyba być typową dla biedoty z przełomu wieków - bieda, brak uczuć, nadprodukcja dzieci, którym nie można zagwarantować godnych warunków życia. Co ma reprezentować Alois - nie wiem; z pewnością reprezentatywny dla Ślązaka z tamtych czasów nie jest, bo gdyby był, nie byłoby partii, wojen, powstań, żadnego zaangażowania. To człowiek nijaki, żywy kurek na dachu, kierujący się tam, gdzie zawieje go wiatr historii. Nawet gdy odkrywa, że nie podjął właściwie żadnej samodzielnej decyzji w życiu, poprzestaje na tej konstatacji i dalej nie robi nic. Nie ma własnych poglądów politycznych, religijnych, nie czuje przynależności do żadnego narodu. Nawet w sferze seksualnej zdaje się na cudze wybory. Przy całym swoim wyksztalceniu (studiował filozofię w Breslau) nie potrafi wybrać drogi życiowej. Nie wie, czego chce, nie ceni tego, co osiągnął. Staje się oportunistycznym koniunkturalistą, który jednak nawet w tej roli nie potrafi wytrwać. Nie jest to poszukiwanie własnej tożsamości, które dominowało w innych powieściach Twardocha, bo Alois, jako jednostka bierna, nie poszukuje niczego, przyjmuje jedynie to, co oferuje mu w danej chwili los. Nie rozwija się, nie dojrzewa. Z pewnością nie jest to postawa typowa; wokół Aloisa pełno jest osób - Niemców, Polaków, Ślązaków - które do czegoś dążą, z czymś się identyfikują, którym o coś chodzi. Pokorze chodzi o to, żeby przetrwać.

O postaciach kobiecych nawet nie warto wspominać. Są nieliczne, stereotypowe (matka, siostra, żona), a nawet femme fatale nie jest porządnie fatalna. Fatalny jest Alois Pokora sam dla siebie. Może o to chodziło, biorąc pod uwagę - nomen omen - nazwisko bohatera.

Oczekiwałam zapierającej dech w piersiach powieści na 6. Dostałam książkę dobrą, ale do zapierania dechu sporo jej brakuje. Porównania z genialnym "Drachem" zasadne tylko, jeśli chodzi o miejsce akcji, a i to wyjąwszy część środkową, berlińską. Czuję się rozczarowana.



29. Sekta (Stelar Marek (właśc. Biernawski Maciej))

Szczecin, lato i jesień roku 2020. W pandemicznej polskiej rzeczywistości komisarz Rędzia prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa salowego w jednym ze szpitali. Sprawa nabiera rumieńców, gdy okazuje się, że w dziwny sposób łączy się ona ze zniknięciem z tego samego szpitala pacjenta w trakcie rekonwalescencji. Oczywiście korzenie całej skomplikowanej układanki tkwią w odległej o kilkanaście lat przeszłości.

Bardzo ładnie konstruuje Stelar swoje uniwersum - bohaterowie różnych jego książek spotykają się czasem przypadkiem, zamieniają parę słów. To sympatyczny zabieg.



28. Kancelaria (Grisham John)

Thriller prawniczy. Chociaż thrillera w tym niewiele, jest za to przyzwoita powieść o trzech prawnikach - dwóch z mało powalającymi kompetencjami i jednym z niezbyt dużym doświadczeniem, którzy zbiegiem różnych okoliczności grają w jednej drużynie. Bez szału, ale i bez zgrzytów.



27. Azyl (Faulkner William)

Zapyziałe amerykańskie Południe, lata 30. XX wieku. Małe, bogobojne miasteczko, gdzie każdy o każdym wszystko wie, a nawet jeśli nie wie, to i tak wie. Wszyscy więc wiedzą, kto nielegalnie pędzi alkohol w nędznej melinie na peryferiach. Wszyscy wiedzą, który dom publiczny w większym mieście jest najtańszy, a który najbardziej ekskluzywny. Wszyscy wiedzą, jak można zostać wpływowym politykiem, gdy ma się dużą rodzinę i sporo kasy. Wszyscy też wiedzą z góry, kto może być winien zbrodni. Niepotrzebny jest proces, zbędne mozolne zbieranie materiału dowodowego, czy osobiste, idealistyczne zaangażowanie adwokata, wierzącego w sprawiedliwość. Bo sprawiedliwość musi być po stronie dobrych, bogobojnych mieszkańców małych i większych miast i miasteczek, a sądy mogą ją tylko potwierdzać.

Postacie, jak to u Faulknera, tragiczne. Życie to gra pozorów, nie można wyrwać się z błędnego koła, w jakie wepchnął nas los, bo nawet jeśli ktoś bardzo się stara, to zawsze znajdzie się ktoś, kto wie lepiej, co jest dla niego dobre. Faulkner to nie tylko wielki moralista., ale i świetny obserwator. Od napisania powieści minął prawie wiek, a gra pozorów i waga tego, "co ludzie powiedzą", wciąż mają się w społeczeństwie dobrze.



26. Tysiąc wspaniałych słońc (Hosseini Khaled)

Ponad 40 lat historii Afganistanu (od wczesnych lat 60. do 2005 roku), ze szczególnym uwzględnieniem losów afgańskich kobiet. Wstrząsająca w swego rodzaju lakoniczności pozycja. Postacie w powieści są, oczywiście, fikcyjne, ale koleje ich życia obrazują to, co mogło przytrafić się każdej, żyjącej wówczas w tamtym rejonie kobiecie. I przytrafiało się.



25. Człowiek z Sankt Petersburga (Follett Ken)

Thriller szpiegowski z nieodzownym elementem romansu.

Wiosna i początek lata 1914 roku. Sytuacja polityczna niepewna, pachnie wojną. Churchil wymyśla sposób, w jaki Anglia mogłaby zagwarantować sobie udział Rosji w ewentualnej wojnie po swojej stronie. W celach negocjacyjnych przyjeżdża do Anglii młody rosyjski arystokrata i zatrzymuje się u swojej kuzynki i jej angielskiego małżonka. Dla równowagi przyjeżdża też anarchista-zamachowiec, którego zadaniem jest nie dopuścić do podpisania porozumień.

Dobre są opisy Londynu, nastrojów społecznych, obyczajów arystokracji i ich codziennych zajęć, a wątek ruchu sufrażystek to prawdziwa perełka. Natomiast wątek romansowy, który wydawał się na początku powieści przebrzmiały i niewiele znaczący, nabiera takich rumieńców, że jego ukoronowanie w finale budzi we we mnie tylko wzruszenie ramion. Zakończenie ckliwe i cukierkowe.

W sumie całość to gotowy scenariusz na film, z gatunku takich, jakich unikam.



24. Samobójczynie (Eugenides Jeffrey)

Lata 70. XX wieku, Detroit. Rodzina z przedmieścia: pięć dorastających córek w wieku 13-17 lat, niepracująca zawodowo, dominująca, fanatycznie religijna matka i bierny, wycofany ojciec. Powieść zaczyna się samobójstwem najmłodszej z sióstr, obejmuje kolejny rok. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie liczby mnogiej, przez chłopaka, niegdysiejszego sąsiada dziewcząt i ich kolegę ze szkoły, wspominającego po latach z perspektywy paczki kolegów, do której należał.

Atmosfera powieści jest klaustrofobiczna, ciężka. Akcji prawie nie ma, ponieważ zakończenie opowieści podane jest na jej początku; napięcie budowane jest wokół chłopięcych wspomnień, introspekcji narratora, domysłów i niedomówień. Szczegóły z życia sióstr odczytywane są z odprysków informacji, gromadzonych niczym chłopięce skarby w domku na drzewie. Z formalnego punktu widzenia narracji nie można wiele zarzucić, jest prowadzona ładnym, miejscami poetyckim, pełnym metafor językiem. I pozostawia miejsce na niejednoznaczność interpretacji. Fabularnie natomiast, tego rodzaju wydarzenia dziś nie mogłyby już mieć miejsca w cywilizowanym świecie zachodu; Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu Medycyna, psychologia, nauki społeczne, wszystko to poszło naprzód i choć pewnie problemy pozostały te same, to sposób ich rozwiązywania z pewnością nie.


Luty


23. Maria Czubaszek: W coś trzeba nie wierzyć (Ozminkowski Violetta)

Biografia Marii Czubaszek. Piękna i bardzo smutna książka o miłości i o śmierci, które są powiązane ze sobą blisko, bardzo blisko.



22. Drugie wołanie z połonin: Opowieści bieszczadzkich goprowców (< praca zbiorowa / wielu autorów >)

Autorami opowieści jest 55 byłych i obecnych goprowców bieszczadzkich. Wspominają wydarzenia z lat 1968-2015, te które najbardziej zapadły im w pamięć, których nie wspomniano w dzienniku wyjść, albo które uważają za interesujące z różnych względów. Książka nie jest jednorodna długość historii, styl relacjonowania, rozkład akcentów, wszystko to jest tak różne, jak różni są opowiadający. Wołanie w górach wysokich kojarzy się zwykle z tragedią, jednak te opowieści, często pełne ciekawostek i emocjonujących sytuacji, na szczęście nie zawsze kończą się tragicznie.



21. Pasje i uspokojenia (Fleszarowa-Muskat Stanisława)

Młode małżeństwo - obiecująca aktorka, oddany swojej profesji sędzia i ich niespełna czteroletni synek - borykają się z realiami w PRL po stanie wojennym. Tymczasem film, w którym rzeczona aktorka gra główną rolę, zostaje zauważony na festiwalu w Cannes, co otwiera przed nią zupełnie nowe możliwości.

Dobra obyczajówka, bez przegięć w stronę romansu, ale i bez szczególnych zaskoczeń fabularnych. Książka świetnie oddaje rzeczywistość późnego PRL-u, szczególnie w zderzeniu z warunkami życia we Francji i to jest obecnie jej duża zaletą.



20. Sedno (Stelar Marek (właśc. Biernawski Maciej))

Bardzo nietypowa książka w dorobku autora.

Grupa ludzi jedzie nocnym pociągiem ze Szczecina do Warszawy. Akcja koncentruje się wokół pasażerów jednego wagonu.

Na początku kojarzyła mi się ta zamknięta przestrzeń i ograniczona liczba uczestników z "I nie było już nikogo" Agathy Christie. Potem, bardzo niedługo potem, z "Drachem" Twardocha. Pod koniec znalazł się nawet kaszalot, całkiem jak w "Królu". Niestety, autor w posłowiu odebrał mi miłe uczucie, że jestem taka sprytna i oczytana, zeznając, ze wszystkie tropy okołotwardochowe wprowadził celowo.

Konstruuje tu Stelar coś w rodzaju współczesnego splątanego z przypowieścią moralitetu, w pociągającej konwencji thrillera. Postacie protagonistów są uniwersalne i archetypiczne, jak w bajkach, krew się leje niczym w opowieściach biblijnych albo u braci Grimm w wersji nieocenzurowanej, a wszystko to dodatkowo podlane jest sosem psychologicznym. Cały czas zastanawiałam się, jak też autor z tego wybrnie? Otóż wybrnął.

Archetypiczne, oprócz walki dobra ze złem, jaka toczy się w każdym z nas, są też sytuacje, w jakich bohaterowie Stelara dokonują swoich wyborów. Motyw wędrówki rozwija się wielotorowo: jest nią sama podróż pociągiem, jest ona obecna we wspomnieniach pasażerów, oni sami podejmują jej namiastkę wędrując po pociągu; a poza tym każdy z nich podróżuje w głąb własnej pamięci. Braterstwo, patriotyzm, ekspiacja i przemiana (szeroko pojęta) - same toposy! Czy Stelar nie marnuje się aby jako twórca literatury popularnej?

Pomimo denerwująco inteligenckich dialogów i różnego autoramentu specjalistycznej wiedzy, jaką chętnie dzielą się między sobą pasażerowie wagonu, akcja nie traci na dynamice ani na chwilę. A jednak nie jest to li tylko prosta rozrywka.



19. Kanon: Wyprawa galopem przez piękne podstawy nauki (Angier Natalie)

Dziewięć rozdziałów tej książki, to dziewięć krótkich esejów, przedstawiających w pigułce samą zasadę myślenia naukowego, a także podstawy statystyki, fizyki, chemii, biologii, geologii i astronomii. Bez trudnych definicji, wzorów, wykresów, w formie opowieści przetykanej ciekawostkami, pełnej zabawnych porównań. Jednak do wyprawy, nawet w formie rozrywki dla laików, przez podstawy nauki, potrzebne są chociażby mizerne podstawy podstaw. A potem już można nawet galopem.

Ponieważ mowa o wiadomościach absolutnie bazowych, książka nie zestarzała się w ciągu czternastu lat od jej wydania; czyta się ją z przyjemnością i zaciekawieniem.



18. Żona (Wolitzer Meg)

Sześćdziesięcioczteroletnia żona sławnego i uznanego pisarza opowiada o swoim swoje życiu i małżeństwie.

Narracja musi być pierwszoosobowa, bo sytuacja przedstawiona jest wyłącznie z punktu widzenia żony. Zakończenie zaskakujące. Natomiast całość, pomimo niewielkiej objętości (253 strony) jest męcząco przegadana, rozwleczona. Przynajmniej dla mnie.

Powieść z wydźwiękiem feministycznym, sam pomysł na fabułę ciekawy. Wykonanie jednak zupełnie mi nie podeszło.



17. Powrót do miejsc nieobecnych (Fleszarowa-Muskat Stanisława)

Powtórka po latach. Zmiana oceny z 4 na 4,5.

Wczesne lata 60. XX wieku. Odnoszący sukcesy pisarz wraca po ponad dwudziestu latach do rodzinnego prowincjonalnego miasteczka, które opuścił na początku wojny. Usiłuje uporać się z demonami przeszłości, a także stawić czoła bieżącym problemom osobistym.

Uderza świetna polszczyzna, jaką powieść jest napisana. To tzw. literatura środka, ale czyta się ją z przyjemnością. Nie zestarzała się w warstwie językowej, może wręcz stanowić wzorzec. W warstwie obyczajowej natomiast jest świadectwem epoki minionej. Do szlachetności postępowania bohatera możemy chyba tylko tęsknić.



16. Wirusolodzy mówią o walce z zarazą (Suchodolska Mira)

Osiem rozmów z różnymi wysokiej klasy specjalistami - wirusologami, bakteriologami, mikrobiologami, epidemiologami, na tematy związane z epidemiami, wirusami i aktualnie trwającą pandemią. Bardzo ciekawe, mimo że odbywały się w roku ubiegłym, jednak wiedza merytoryczna nie starzeje się.



15. Zaraz będzie po wszystkim (Uzdański Grzegorz)

Jeden dzień w domu opieki (hospicjum?), widziany oczami pensjonariuszki, wolontariusza i pielęgniarki.

Krótkie rozwinięcie znanej tezy, że starość zupełnie nie udała się Panu Bogu. Plus dla autora za podjęcie tej tematyki i nieuciekanie od fizjologii starzenia się. Przy okazji, ponieważ główni protagoniści mają własne problemy, książka podkreśla, że prawdziwe traumy pozostawiają blizny na zawsze, niezależnie od tego, jak dawno się wydarzyły.

W temacie starości, domu opieki i umierania dużo lepsze, a o podobnej objętości, są Zapiski z nocnych dyżurów (Baczak Jacek).



14. Przez trzy Ameryki: 30 tysięcy kilometrów z Alaski do Ziemi Ognistej (Gorazdowski Tomasz)

Autor, ówczesny dziennikarz radiowej Trójki, wybrał się wraz z kolegą fotografem w podróż (sponsorowaną) od Alaski po Ziemię Ognistą. Wyprawa samochodem zaplanowana została na trzy miesiące, co oznaczało ciągły pośpiech i konieczność wyboru tego, co można zobaczyć, a z czego trzeba zrezygnować. Pokłosiem podróży, w trakcie której autor relacjonował swoje wrażenia w audycjach radiowych, jest książka. Niestety, pomysł był intrygujący, jego książkowe odbicie jednak bardzo średnie. Relacja z podróży jest chaotyczna, pełna technicznych szczegółów, typu cen za różne produkty i usługi, wygód (lub ich braku) w miejscach noclegowych, czy dokładnych opisów potraw. Zdjęć, jak na reportaż z podróży, jest zbyt mało, są całe strony bez zdjęć. Cała Ameryka Północna potraktowana raczej skrótowo. Trochę ciekawostek. Czułam się bardziej zmęczona, niż zaciekawiona.



13. Pacjent (Fitzek Sebastian)

To zdecydowanie moje ostatnie spotkanie z autorem. Bardzo kiepska książka. Oscyluje wokół porwań dzieci i pobytu sprawcy w szpitalu psychiatrycznym. Postacie niewiarygodne, a intryga, naszpikowana niepotrzebnymi opisami przemocy (również wyobrażonej),wlecze się jak przysłowiowe flaki z olejem. Szkoda czasu.



12. I góry odpowiedziały echem (Hosseini Khaled)

Trudno to nazwać sagą rodzinną. To raczej powikłane dzieje ludzi, których połączyło wspólne pochodzenie bądź miejsce zamieszkania. Afganistan, trochę Europy (Francja, Grecja), i Kalifornia. Począwszy od połowy XX wieku, przez kolejne sześćdziesiąt lat wichry historii przenicowują losy tych, który mieli pecha znaleźć się w nieodpowiednim miejscu w ciekawych czasach.

Ładny język, kilka poruszających ludzkich historii o niepewności losu i niechcącym budowaniu na piasku, choć fundamenty wydają się trwałe.



11. Spod kozetki: O pewnym psychiatrze i jego najdziwniejszych przypadkach (Small Gary, Vorgan Gigi)

Kilkanaście przypadków z bogatej, wieloletniej praktyki autora - amerykańskiego lekarza psychiatry. Autor sam mówi, ze wybrał (z trudem) najciekawsze przypadki. Począwszy od lat 80. XX wieku, po rok 2008, czytelnik może obserwować, jak zmieniało się podejście lekarzy, i samych pacjentów do radzenia sobie z problemami psychiki. Bardzo dobrze się to czyta, opisy są praktycznie bez naukowego żargonu, być może dzięki współpracy zony autora, scenarzystki filmowej.



10. Chleba, edukacji, wolności (Markaris Petros)

Ostatnia część trylogii z inspektorem Charitosem. Bardzo upolityczniona, podobnie jak poprzednie części mocno skupia się na problemach wynikających z kryzysu ekonomicznego, w jakim pogrążony jest kraj. Mało tego, autor robi tu eksperyment, każąc Grecji porzucić ero i wrócić do drachmy. W spowodowanym przez to bałaganie inspektor Charitos musi rozwiązać zagadkę trzech morderstw, mających korzenie w rebelii przeciwko juncie z lat 70. XX wieku.

Całą trylogia jest bardziej opowieścią o problemach państwa (bo mogłoby to być jakiekolwiek państwo, niekoniecznie Grecja) w kryzysie i wydarzeniach realnych oraz możliwych, a wątki kryminalne, choć dobrze poprowadzone, zdają się mieć za zadanie przyciągnięcie uwagi większej liczby czytelników.


Styczeń


9. Niespokojne niebo (Link Charlotte)

Najlepsza część całej trylogii, obejmuje lata 70.-90. XX wieku. Wszystkie wątki z przeszłości są podomykane. Felicja jest tutaj seniorką rodu, starszą niż sam wiek, jak sama o sobie mówi, ale ciągle tak samo żywotną i zdecydowaną osobą. Charakterologicznie najbliższa jej jest wnuczka, Alexandra, córka Belle. Akcja uwzględnia fundamentalne wydarzenia społeczno-polityczne końca XX wieku w Europie i na Bliskim Wschodzie, w które bohaterowie angażują się w sposób naturalny.

Cała trylogia warta przeczytania. Różni się od wielu podobnych tym, że na pierwszy plan wysuwają się postacie kobiet. To one są siłą napędową wydarzeń, one też ponoszą największe konsekwencje decyzji własnych i cudzych.



8. Prezent (Fitzek Sebastian)
7. Lot 7A (Fitzek Sebastian)

Dwa psychothrillery.

"Lot 7A" bardzo przekombinowany. Ciężarna córka, tuż przed rozwiązaniem, zostaje porwana w Berlinie, a jej ojciec, psychiatra z awiofobią, szantażowany jest tym porwaniem podczas lotu z Brazylii do Berlina. A w cały ten misz-masz wciśnięte jeszcze wątki eko. Drażniło mnie to wszystko podczas czytania tak bardzo, że zapomniałam się bać. Rozczarowujące czytadło.

"Prezent" lepszy. Milan, człowiek wielu talentów, zbiegiem ciekawych okoliczności pracujący jako kelner w restauracji, poruszony dziwnym zachowaniem nastoletniej dziewczyny w mijającym go samochodzie, angażuje się w poszukiwania czegoś, co doprowadzi go do własnej przeszłości. Przy okazji sensacyjnej fabuły powieść porusza ważny acz mało eksponowany problem analfabetyzmu wśród dorosłych. I jeszcze niesie konkluzję, że czasem lepiej czegoś nie wiedzieć na pewno. Może to nie jest bardzo odkrywcze, ale czytało się bez bólu.



6. Limbo (Mazzucco Melania)

Manuela, żołnierka, jedyna ze swej grupy ocalała z zamachu terrorystycznego w Afganistanie, wraca do rodzinnego domu w małym, nadmorskim włoskim miasteczku. Musi odzyskać pełną sprawność, jeśli chce wrócić do ukochanego wojska. A w domu - lekkomyślna siostra z dzieckiem, matka nie rozumiejąca wyborów życiowych Manueli, babcia ogarnięta manią religijną oraz druga żona nieżyjącego już ojca, z nastoletnim synem, dla którego siostra-sierżant jest niedoścignionym wzorem. Nikogo, kto by ją rozumiał. Chociaż.. może nieznany spacerowicz spotkany na plaży, spędzający samotne święta w hotelu vis-a-vis domu Manueli?

Powieść Mazzucco jest napisanym pięknym językiem protestem przeciwko bezsensowi wojny (Na wojnie nie ma wygranych - mówi Manuela); jest głosem za wolnym wyborem zawodu przez kobiety; jest pytaniem (bez odpowiedzi) o cenę bycia wiernym sobie samemu, wyznawanym wartościom i ideałom. Jest też opowieścią o przyjaźni i miłości, największych, choć jakże często niedocenianych, wartościach w życiu.



5. Kasacja po grecku (Markaris Petros)

W ogarniętej kryzysem Grecji, gdzie większość społeczeństwa cierpi z powodu cięć wynagrodzeń, a codzienne strajki i manifestacje blokują stolicę, sprytni cwaniacy unikają płacenia podatków. Znajduje się jednak samozwańczy "poborca podatkowy", który metodami pozaprawnymi potrafi zmusić ich do zmiany zachowania. Inspektor Kostas Charitos musi złapać go jak najszybciej.

Intryga kryminalna jest średnia, natomiast tło społeczne i polityczne - bardzo dobre.



4. Choroba jako metafora; AIDS i jego metafory (Sontag Susan)

Dwa eseje: pierwszy z 1977 roku, drugi z 1988.

Analiza metaforycznego myślenia o ciele i zaburzeniach jego funkcjonowania na przestrzeni wieków, ilustrowana szeregiem przykładów i cytatów. Po dziś dzień, sytuację niekorzystną, potępianą społecznie, określa się jako chorobliwie zaburzoną i często używa się nazwy konkretnej choroby do jej określenia (np. "rak toczący społeczeństwo").

"Choroba jako metafora" pisana była w okresie, gdy Susan Sontag sama chorowała na raka i trochę widać emocjonalność jej stosunku do tematu. Głównie skupia się na metaforyce gruźlicy w wieku XIX, jako choroby "romantycznej" i "uduchowiającej", w opozycji do raka, który w wieku XX stał się synonimem klęski i upadku. Trochę też miejsca zajmuje metaforyka syfilisu i epidemicznych chorób zakaźnych.

"AIDS i jego metafory" dzieli od poprzedniego tekstu dekada, w ciągu której nie tylko Sontag została wyleczona z choroby nowotworowej, ale i medycyna postąpiła naprzód na tyle, że symbolika różnych chorób zaczęła się zmieniać. Pojawił się natomiast AIDS, który przejął na siebie odium - związane wcześniej z rakiem i syfilisem - śmiertelnego zagrożenia i kary za niepożądane zachowanie.

Postęp w naukach medycznych w ciągu kolejnego trzydziestolecia sprawił, że sporo medycznych aspektów związanych z opisywanymi chorobami ma już wartość jedynie historyczną. Natomiast metaforyka choroby w literaturze pozostaje taka sama. Ponadto, w Polsce XXI wieku niektóre stare mity dotyczące chorób i chorowania - o nieaktualności których pod koniec XX wieku pisze Sontag - oraz wynikające z nich zachowania, wciąż pokutują i maja się zdumiewająco dobrze.



3. Z niejednej półki: Wywiady (antologia; Nogaś Michał, Munro Alice, Myśliwski Wiesław i inni)

36 rozmów i jedna nie-rozmowa (pierwsza), z lat 2016-20, przeprowadzonych przez Michała Nogasia z pisarkami i pisarzami z całego świata. Ułożone są w zależności od wieku rozmówców, od najstarszych; wyjątkiem jest zamykająca tom składanka rozmów z Olgą Tokarczuk.

Jak każdy zbiór, tak i ten nie jest jednorodny. Niezależnie jednak od tego, czy ktoś zna twórczość danego autora, czy nie, rozmowy są intersujące, jako że dotyczą absolutnie wszystkiego, nie tylko literatury: świata wielkiego i małego, codzienności, przyziemności, fantazji i marzeń. Zaskakująco dużo o polityce; nie ma ucieczki od niej, wkrada się w każdą dziedzinę życia więc i do literatury.

Wbrew okładkowej reklamie: "do czytania przez 14 godzin", warto dawkować sobie czytanie tych rozmów i refleksje nad nimi.

Najciekawsze/najwartościowsze/najbardziej poruszające dla mnie rozmowy, to te z:
Proulx Annie E.
Atwood Margaret
Pleijel Agneta i Zaremba Bielawski Maciej (Zaremba Maciej)
Marías Javier (Marías Franco Javier)
Świetlicki Marcin
Cercas Javier
Adichie Chimamanda Ngozi
Masłowska Dorota
Rejmer Małgorzata


2. Niespłacone długi (Markaris Petros)

Grecki kryminał z bogatym tłem społecznym - Grecja w czasach kryzysu - bezrobocie, cięcia pensji i emerytur, strajki i manifestacje blokujące Ateny, połowa ludności żyje z kredytów bankowych. Komisarz Kostas Charitos, ojciec kończącej doktorat córki, która właśnie wyszła za mąż, zajmuje się sprawą dziwnych morderstw bankowców i ludzi związanych w jakikolwiek sposób z finansami.



1. Koreańczycy: W pułapce doskonałości (Ahrens Frank)

Autor, wieloletni dziennikarz Washington Post, wyjeżdża do Korei Południowej, zatrudniając się na trzy lata jako dyrektor do spraw PR w firmie Hyundai. Ciekawie i dowcipnie punktuje zderzenie kultur, jakiego doświadcza. Sporo jest w książce uwag dotyczących przemysłu samochodowego - projektowania, montażu, wystaw, co zdaje się nieuniknione, biorąc pod uwagę pracodawcę Ahrensa. Mieszka on wraz z żoną w bazie wojskowej USA w Seulu. Może na bieżąco porównywać reakcje Koreańczyków i Amerykanów na te same wydarzenia, może też odnosić się do własnego prywatnego życia, jako że nie tylko z pracy zawodowej składa się jego dzień.

Ogólnie: jedna trzecia tekstu to multum wiedzy dla samochodziarzy i im pokrewnych dusz, kolejna jedna trzecia, to bardzo osobiste przeżycia autora, związane z jego powiększającą się rodziną i wiarą. Dla czytelnika ciekawego Koreańczyków, ich obyczajów na co dzień i od święta, zostaje ostatnia jedna trzecia. Trochę mało.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 1429
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 6
Użytkownik: misiak297 2021-02-22 11:14 napisał(a):
Odpowiedź na: Październik Rozmowy ... | Marylek
Kurczę, czy tylko ja uwielbiam tę "Żonę"? Dot też nie oceniła jej zbyt wysoko, choć z innych względów niż Ty. Cenię ją ogromnie jako książkę bardzo pisarską.

Teraz za to czytam "Złoto nie złoto" Fleszarowej-Muskat - i też mnie uderzyło to, jak świetnie to napisana literatura. Na swoje czasy - literatura popularna, a napisana z takim smakiem, wyczuciem języka i postaci, że można dziś umieszczać ją wyżej. Pobrzmiewają echa socrealizmu, ale wzięte świadomie w nawias.
Użytkownik: Marylek 2021-02-23 14:12 napisał(a):
Odpowiedź na: Kurczę, czy tylko ja uwie... | misiak297
Ta "Żona" to spore rozczarowanie dla mnie.

Sam pomysł, owszem, ciekawy. Natomiast wad realizacyjnych ma dla mnie mnóstwo. Przede wszystkim to jest książka dwóch postaci - żony i męża. Reszta to tło, postacie są wiotkie i słabo zarysowane. A przecież aż by się prosiło, żeby zrobić z tego pełnokrwistą powieść! Jest trójka dzieci głównych bohaterów, jest była żona z córką, są rodzice obojga głównych bohaterów, ten dziennikarz-przyjaciel (albo i nie), koleżanki i koledzy, których można wykorzystać, rozwinąć. I co? I nic. Autorka koncentruje się na gromadzeniu słów i opisywaniu szczególików, co pewnie ma wzmocnić postać Żony, ale w efekcie książkę osłabia. Tam praktycznie nie ma żadnego tła!

Poza tym, nie ma tam ani jednej sympatycznej postaci. I żona, i mąż, są okropni, jednak czytelnik nie może polubić nikogo, nawet tych marginalnych i mało wyrazistych. Nie ma za co.

Sama Żona zresztą jest wyjątkowo denerwująca. Pomijając już zarzuty Dot, bo do tanga trzeba dwojga i równą, jeśli nie większą odpowiedzialnością za rozbicie małżeństwa obarczać należy męża - jest starszy, bardziej doświadczony i na wygranej pozycji, jako pan profesor, imponujący dziewiętnastoletniej, oczarowanej nim studentce. Ale owa Żona potem dorasta, sama wybiera swój los. To nie jest tak, że dorosły człowiek wiecznie może zwalać winę na swoje prawdziwe czy urojone niepowodzenia na kogoś. Gdyby chciała coś zmienić, zmieniłaby. Nota bene, całkiem niezłe profity wyciąga z całej tej sytuacji - żona przy mężu, z zapewnionymi środkami do życia, jest urządzona, a poza narzekaniem nie potrafi nawet zbudować wartościowych relacji z własnymi dziećmi. Bierna, egzaltowana, z poczuciem niedocenienia. Antypatyczna postać.

W swojej obecnej formie to jest zadatek na dobrą książkę. Taka dłuższa nowelka (przeczytałam to w jedno popołudnie). Niewiele po niej zostaje w czytelniku.

Fleszarowa była w swoich czasach przedstawicielką literatury środka. Natomiast masz rację że dziś, w czasach coraz większej miałkości i bylejakości tak wykonania, jak i samych fabuł, Fleszarowa przesuwa się w górę, w stronę dobrej jakości literatury obyczajowej. Aż nabrałam chęci, żeby jeszcze coś jej przeczytać! :)
Użytkownik: koczowniczka 2021-06-04 20:37 napisał(a):
Odpowiedź na: Październik Rozmowy ... | Marylek
Cieszy mnie Twoja dobra opinia o „Stowarzyszeniu leworęcznych”, bo bardzo Nessera lubię. Skończyłam już czytać cykl o Van Veeteranie i chętnie zobaczę go w jeszcze jednej książce. Zgryźliwy, snujący mroczne myśli Van Veeteran interesuje mnie o wiele bardziej niż Barbarotti.
Użytkownik: Marylek 2021-06-04 22:08 napisał(a):
Odpowiedź na: Cieszy mnie Twoja dobra o... | koczowniczka
Van Veeteran zbliża się tam do swoich siedemdziesiątych piątych urodzin i ma w związku z tym kolejne smętno-zgryźliwe przemyślenia. A ciekawa jest też postać jego żony, najmarniej dychę młodszej, która go wspiera i ciągnie w górę, chociaż nienachalnie. Tego w poprzednich książkach nie było, pewnie dlatego, ze inspektor był młodszy.

Barbarottiego jest tam dużo mniej. Ja go akurat bardzo lubię :)
Użytkownik: misiak297 2021-09-13 13:07 napisał(a):
Odpowiedź na: Październik Rozmowy ... | Marylek
"Panny z Wesela" to moja zeszłoroczna reportażowa rewelacja roku. Fantastyczna rzecz.
Użytkownik: Marylek 2021-09-13 13:14 napisał(a):
Odpowiedź na: "Panny z Wesela" to moja ... | misiak297
Tak. A napisane jest to z taką swadą że wprost nie można się oderwać. Kapitalna książka!
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: