Dodany: 2020-09-17 14:23|Autor: LouriOpiekun BiblioNETki

Manowce pseudonauk


Typ recenzji: oficjalna PWN

Recenzent: Louri

Wstyd się przyznać, ale w dzieciństwie, a nawet w wieku nastoletnim, wierzyłem w przedziwne pseudonaukowe androny. Dawałem wiarę książeczkom łączącym znak zodiaku z charakterem. Zaczytywałem się w książkach o porwaniach przez UFO. Z uwagą wysłuchiwałem opowieści o metodach pracy różdżkarzy. Przez parę lat od deski do deski czytywałem niesławny periodyk "Nie z tej Ziemi". Później niczym chorągiewka przechodziłem od bycia ekooszołomem do denializmu klimatycznego. Ostatecznie w większej mierze udało mi się chyba wyrosnąć z tego typu poglądów, w czym na pewno pomogło przerzucenie się na "Wiedzę i Życie" oraz pogłębianie wiedzy z zakresu nauk ścisłych. Pozostała żywa jednak fascynacja zjawiskiem paranauk, skłonności ludzkiej do wiary w ezoteryzmy, teorie spiskowe czy panacea "medycyny ludowej". Nic dziwnego zatem chyba, że niezwykle zainteresowała mnie zapowiedź wydania popularnonaukowej książki, analizującej człowiecze ciągotki do prostych, magicznych metod i wyjaśnień. Ta książka nosi tytuł "Światy równoległe: Czego uczą nas płaskoziemcy, homeopaci i różdżkarze", a napisał ją Łukasz Lamża, znany mi wcześniej jako tłumacz wartościowych pozycji, wydawanych przez Copernicus Center Press.

Autor od początku jedna sobie moją sympatię podejściem do tematu, gdy pisze:

"Zmaganie się z fałszywymi teoriami - szczególnie tymi poważniejszymi, lepiej dopracowanymi, bardziej wiarygodnymi, cieszącymi się pewnym szacunkiem i zakorzenionymi w społeczeństwie, jak różdżkarstwo czy homeopatia - tak naprawdę zmusza bowiem do dogłębnego poznania rzeczywistego stanu rzeczy"[1].

Bowiem sama weryfikacja takiej teorii pozwala nam się czegoś nauczyć, zbudować w sobie naukowo ukonstytuowaną opinię, ułożyć argumentację. A czasem nie jest to zadanie proste i krótkie, w odróżnieniu od pseudonaukowych uproszczeń:

"W tym zresztą często tkwi moc argumentacji pseudonaukowej - w ciągu minuty można spokojnie wypowiedzieć dziesięć nieprawdziwych zdań, które będą intuicyjnie zrozumiałe dla publiczności, podczas gdy rozpracowanie ich zajęłoby wiele godzin i wymagałoby sięgnięcia do specjalistycznej wiedzy z zakresu fizyki, chemii, farmakologii, fizjologii człowieka i biotechnologii"[2].

Lamża, nim przejdzie do omawiania szczegółowo konkretnych poglądów i teorii, pochyla się także nad relacją zwolenników pseudonauki do nauki sformalizowanej i opartej na wypracowanej na przestrzeni wieków metodologii badawczej. Punktuje celnie pogardę wobec wykształconych, uznanych autorytetów:

"Sytuacja jest więc paradoksalna. Z jednej strony film stale nam przypomina, aby nikomu nie ufać, a już najmniej »tak zwanym autorytetom«. Z drugiej strony cały strukturalnie opiera się na zaufaniu do jednego tylko człowieka, którego w dodatku przedstawia się jako doktora nauk medycznych, a więc zaufanie do niego buduje się w odwołaniu do tej samej struktury, która jest cały czas atakowana"[3].

Słusznie zauważa, że  "(...) całkowite »obrażanie się« na współczesną medycynę tylko dlatego, że na poziomie wykonawczym kuleje, to wyjście dziecinne"[4]. A dostaje się również ustawodawstwu polskiemu, gdzie w ustawie o lekach stoi: "Produkty homeopatyczne nie wymagają dowodów skuteczności terapeutycznej (art. 21. p. 4)"[5].

Po wstępnym wprowadzeniu ogólnym w temat, Lamża przystępuje do przejścia przez galerię popularnych współczesnych teorii, które wciąż są w dyskusji, a ogólnie i szeroko przyjmowane jest nienaukowe podejście do tematu. Niektóre omawia dokładnie, uderzając ściśle w serce pseudonauki, ale niektóre bardziej na przykładzie (Noe i potop przy kreacjonizmie młodoziemskim) czy nawet zupełnie zgrubnie. Pochyla się nad szeroko pojętymi zależnościami teorii spiskowych (np. przywołuje takie, które okazały się być prawdziwe, jak choćby nieleczenie chorych zarażonych kiłą w tzw. badaniu Tuskegee). Zwraca uwagę, że jeśli wierzymy w jakąś teorię spiskową, to rozszerzenie o nową jednostkę nie stanowi problemu, stąd występujące swoiste klastry pseudonaukowych poglądów. Niestety, jakkolwiek autor określa teorie spiskowe jako niewiarygodne i fizycznie niewykonalne - zbyt mało w "Światach równoległych" objaśnień tego i samej ich natury.

Przechodzimy potem m.in. do krytyki homeopatii, gdzie Lamża pisze, niezbyt niestety przekonywająco:

"Idea rozcieńczeń homeopatycznych szybko prowadzi bowiem do absurdu: przecież gdyby arszenik w małym stężeniu rzeczywiście leczył choroby układu pokarmowego, to wystarczyłoby wpuścić jedną jego kropelkę do hydrosfery, aby na zawsze wyleczyć ludzkość z biegunek"[6].

Potem interesująco obala mit o powszechności wiary w płaską Ziemię w przeszłości (podsumowując: "Dziś historycy słusznie zauważają, że obraz brudnego, zacofanego, irracjonalnego »człowieka średniowiecza«, któremu miałby się przeciwstawiać czysty, postępowy, racjonalny »człowiek renesansu« to fatalne uproszczenie"[7]), a jako powód zaistnienia tego tematu przywołuje trolling i prawo Poego [8]. Zauważa również to, co i ja sądzę o tym:

"(...) spośród wszystkich omawianych w tej książce bzdur ta w największym stopniu ma po prostu charakter fenomenu internetowego, jak Kościół Latającego Potwora Spaghetti. Inaczej mówiąc, wiemy na pewno, że jest grupa ludzi, którzy TWIERDZĄ, że wierzą, iż Ziemia jest płaska. Z tym, że nie oznacza to z automatu, że są ludzie, którzy WIERZĄ, że Ziemia jest płaska"[9].

Interesująco wygląda eksperyment z radiestetami: Lamża umawia się na fikcyjne konsultacje ze "specjalistami" i porównuje ich rewelacje, które nawet nie tyle okazują się sprzeczne, co stanowią wytwory indywidualnej fantazji. Podsumowuje to tak: "(...) można by dojść do wniosku, że planeta, na której żyjemy, bezustannie sieka nas setkami niewidzialnych morderczych promieni. Po rozmowie z ekspertami okazuje się jednak, że owe tajemne energie są w gruncie rzeczy bardzo uprzejme i względnie łatwe do obłaskawienia. Za odpowiednią cenę, rzecz jasna"[10].

Dodatkową cenną zawartość książki stanowi pokazanie metod naukowych: wspomnianej metodologii badań, wnioskowań logicznych, drogi akceptacji badań i artykułów naukowych.

Niestety, na samej książce zawiodłem się, chociaż zawiera dużo interesujących treści. Wiele z argumentów Lamży jest dobrze znane, to książka raczej dla początkujących łowców paranauk. Trafiają mu się również pewne błędy rzeczowe, i to w dość ważkich tematach, np. gdy pisze "efekt placebo czyli autentyczna, mierzalna poprawa stanu zdrowia, następująca wyłącznie pod wpływem sugestii, to zaś naprawdę potężne zjawisko"[11], czym wykazuje niestety brak wnikliwego zrozumienia "efektu placebo"[12]. Zastrzega się również w innym miejscu: "(...) nie mówię o samej medycynie chińskiej, będącej jednym z najstarszych dobrze zachowanych systemów medycyny tradycyjnej, który trzeba traktować z taką samą powagą, jak każdy inny (...)"[13] - wygląda jak lenistwo researchu, bowiem nie istnieje jednolita medycyna chińska, tylko zbiór różnych, czasem sprzecznych ideowo/technicznie metod, często współcześnie już zweryfikowanych jako niedziałające (akupunktura). Szkoda także, że Lamża nie napisał czegoś o celebrytyzacji pseudonauki (problem leży w nienaukowych wypowiedziach celebrytów, którym zwykły człowiek jest w stanie uwierzyć nie ze względu na ich kompetencje, ale na aurę osoby znanej z ekranu czy gazet). Brakowało mi również jakiejś heurezy, dotyczącej tego, dlaczego tacy manipulatorzy, jak Zięba, promotor pseudonauki, robi to, co robi, dla przykładu, gdy wykorzystując psychologiczny mechanizm projekcji, oskarża mityczne korporacje farmaceutyczne o żerowanie na naiwnych, czemu sam z lubością się oddaje, ukrywając zyski w rajach podatkowych?

"Światy równoległe" godne są do polecenia na początek przygody z tropieniem pseudonauk, ale pozostawiają niedosyt.

[1] Łukasz Lamża, "Światy równoległe: Czego uczą nas płaskoziemcy, homeopaci i różdżkarze", wyd. Czarne, 2020, s. 6.
[2] Tamże, s. 12.
[3] Tamże, s. 62.
[4] Tamże, s. 31.
[5] Tamże, s. 89.
[6] Tamże, s. 75.
[7] Tamże, s. 122.
[8] Prawo Poego: internetowe porzekadło, głoszące, iż "bez użycia ewidentnej formy humoru nie można stworzyć żadnej parodii ekstremizmu czy fundamentalizmu w taki sposób, aby ktoś nie wziął tego za prawdziwy ekstremizm"; za: Wikipedia (ze strony internetowej: https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Poego).
[9] Łukasz Lamża, dz. cyt., s. 119.
[10] Tamże, s. 133.
[11] Tamże, s. 46.
[12] Ze strony internetowej: medium.com/the-mission/the-placebo-effect-is-a-lie-61a26df35aae.
[13] Łukasz Lamża, dz. cyt., s. 99.

Ocena recenzenta: 4,5/6

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 1832
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 26
Użytkownik: Marylek 2020-09-18 10:51 napisał(a):
Odpowiedź na: Typ recenzji: oficjalna P... | LouriOpiekun BiblioNETki
Książka ciekawa, ale Crazy Nauka: Fakt, nie mit: Obalamy naukowe mity (Stanisławska Aleksandra, Stanisławski Piotr) jest ciekawsza, bardziej wyczerpująca i porusza więcej tematów - mitów. Polecam.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2020-09-18 11:45 napisał(a):
Odpowiedź na: Książka ciekawa, ale Craz... | Marylek
Ja z takich zestawień demitologizacji czytałem bardzo dobrą 101 mitów o zdrowiu czyli Jak się leczyć i nie chorować (Wojtasiński Zbigniew), Pseudonauka: Choroba, magia czy biznes? (antologia; Goćkowski Janusz, Grabski Maciej Władysław, Gujska Barbara B. i inni), na półce mam kilka (niezbyt aktualnych niestety, bo pisanych jeszcze przed boomem internetowym) książek Gardner Martin, no i oczywiście Randiego, nie mówiąc już o mitach pop-psychologii (czyli Witkowski, który Tobie średnio się podobał, ale i Magia i mitologia psychologii (Zawadzki Roman) oraz Freud i pseudonauka (Cioffi Frank)), warto też zaznajomić się z Arturem Dziakiem (mi na razie udało się zdobyć tylko Medycyna czy magia?: Akademicka wiedza medyczna wobec alternatywnych metod leczenia (Dziak Artur), ale za najbardziej sztandarową uznaje się Medycyna akademicka a pseudoleczenie (Dziak Artur) ).

A czy Stanisławscy nie "szydzą" zbytnio (jak to w tej opinii określono: III kwartał 2020 )?
Użytkownik: Marylek 2020-09-18 12:00 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja z takich zestawień dem... | LouriOpiekun BiblioNETki
Ja nie odebrałam tonu książki jako szyderczego. Wręcz przeciwnie, ładnie i prosto tłumacza rzeczy trudne, używając wielu przykładów. Czytałam wersję papierową, wzbogaconą o rysunki, wykresy, itp.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2020-09-18 12:02 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja nie odebrałam tonu ksi... | Marylek
No to jak tylko skończą migrację katalogu na nowe serwery, to sprawdzę dostępność w lokalnej bbtece :)
Użytkownik: yyc_wanda 2020-09-18 18:32 napisał(a):
Odpowiedź na: Typ recenzji: oficjalna P... | LouriOpiekun BiblioNETki
„...bowiem nie istnieje jednolita medycyna chińska, tylko zbiór różnych, czasem sprzecznych ideowo/technicznie metod, często współcześnie już zweryfikowanych jako niedziałające (akupunktura).”

Czy ta opinia o niedziałającej akupunturze jest Twoja czy autora?
Wydawało mi się, że pozytywne, lecznicze działanie acupunctury już dawno zostało udokumentowane i zaakceptowane. Chociaż ten typ zabiegów nie jest stosowany przez medycynę konwencjonalną, to jest dostępny w ramach praktyk medycyny alternatywnej. Na Zachodzie medyczne firmy ubezpieczeniowe pokrywają koszty tych zabiegów – co chyba jest najlepszym dowodem na to, że ich działanie lecznicze zostało potwierdzone.
W książce, którą właśnie przeczytałam „Genie in Your Genes”, autor Church Dawson tłumaczy działanie akupunktury poprzez wykorzystanie piezoelektrycznych właściwości organizmu. Co ciekawe, wszystkie punkty nakłucia (acupuncture points), które zostały wyszczególnione 5,000 lat temu w chińskiej medycynie, zgadzają się z tymi, które w 1950 roku, niemiecki uczony Reinhard Voll, wyodrębnił jako te, które mają niższe napięcie elektryczne w porównaniu z innymi punktami na skórze i są niejako wejściem do meridianów, kanałów energetycznych w ciele człowieka. Dr Voll jest wynalazcą metody „EAV” (Electroacupuncture According to Voll).
Użytkownik: wwwojtusOpiekun BiblioNETki 2020-09-19 10:27 napisał(a):
Odpowiedź na: „...bowiem nie istnieje j... | yyc_wanda
Nie ma przekonujących dowodów na skuteczność akupunktury, a raczej są w drugą stronę. Można o tym poczytać np. tu: https://sciencebasedmedicine.org/category/acupunct​ure/
Użytkownik: yyc_wanda 2020-09-19 17:31 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie ma przekonujących dow... | wwwojtusOpiekun BiblioNETki
Są dowody na skuteczność akupunktury. Badania nad metodą EAV prowadzone są od wielu lat. Konkluzja:
„The argument of missing proofs is no more to be justified”
Można o tym poczytać tu:
https://iabdm.org/wp-content/uploads/2014/04/eav_meridians_proof.pdf

Więcej na temat EAV:
https://www.biontologyarizona.com/dr-reinhard-voll/
Użytkownik: wwwojtusOpiekun BiblioNETki 2020-09-19 19:37 napisał(a):
Odpowiedź na: Są dowody na skuteczność ... | yyc_wanda
No cóż: https://quackwatch.org/related/electro/
https://sciencebasedmedicine.org/13926/
Użytkownik: yyc_wanda 2020-09-19 21:14 napisał(a):
Odpowiedź na: No cóż: https://quackwatc... | wwwojtusOpiekun BiblioNETki
W ten sposób możemy przerzucać się argumentami w nieskończonść. Każda idea ma swoich zwolenników i przeciwników. EAV było testowane przez 9 uniwersytetów przez 40 lat z pozytywnymi wynikami. Abstrahując od electro-acupunctury, działalność akupunktury jako takiej jest potwierdzona i dokładnie wyjaśnione przez epigenetykę. W książce „The Genie in Your Genes” Dawson Church opisuje tę metodę z detalami.
Książka ta uznana została za breakthrough w dziedzinie epigenetyki i otrzymała Best Health Book Award in 2009. Nie odsyłam Cię do niej, bo po pierwsze, nie została przetłumaczona na język polski, a po drugie, widzę, że masz ugruntowane przekonania, od których nie zamierzam Cię odciągać.
Lets agree to disagree.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2020-09-19 10:31 napisał(a):
Odpowiedź na: „...bowiem nie istnieje j... | yyc_wanda
Nie jest to podniesione przez Lamżę - właśnie to mu wytykam, jedynie poświęca rozdział irydologii.

Nie jest to także "moja opinia" - niestety rozczaruję Cię, ale zarówno akupunktura nie ma swojego potwierdzonego działania w badaniach naukowych (w szczególności przekonani o jej słuszności nie czuli różnicy przy wkłuwaniu igieł "tam, gdzie należy" a przy wkłuwaniu ich w losowe miejsca), jak i samo istnienie "meridianów" jest przykładem pseudonaukowego mitu, wiąże się z zarzuconym już kilkadziesiąt lat temu witalizmem i ideą "humorów" (teorią humoralną, popularną w starożytności i w "medycynie chińskiej" oraz medycynach alternatywnych).

"Na Zachodzie medyczne firmy ubezpieczeniowe pokrywają koszty tych zabiegów – co chyba jest najlepszym dowodem na to, że ich działanie lecznicze zostało potwierdzone."

Nie, nie jest to dowodem na to. Nie jestem aktuariuszem, ale spodziewam się, że może to być zagranie pijarowe, szczególnie że niedziałające "terapie" tego typu raczej nie zaszkodzą, podobnie jak cukrowe pastylki, zwane homeopatią (patrz też cytat [5]).
Użytkownik: yyc_wanda 2020-09-19 21:36 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie jest to podniesione p... | LouriOpiekun BiblioNETki
Zagranie pijarowe? I kogo ono ma reklamować? Firmę ubezpieczeniową czy działalność akupunkturystów? Niestety, muszę Cię rozczarować, żadna firma ubezpieczeniowa nie wyda niepotrzebnie $1.00, a te zabiegi do najtańszych nie należą. Skoro są pokrywane, to znaczy, że ludziom pomagają. Prevention is better than cure. Podobna sytuacja jak z masażem. Czy są przeprowadzane badania naukowe potwierdzające skuteczność masażu? A przecież jest zalecany i stosowany. Również przez medycynę konwencjonalną.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2020-09-21 08:59 napisał(a):
Odpowiedź na: Zagranie pijarowe? I kogo... | yyc_wanda
Tak jak napisałem - to tylko ślepy strzał, nie znam się na strategiach marketingowych amerykańskich towarzystw ubezpieczeniowych. Możesz może podesłać link do jakiejś oferty, w której refundacja zabiegów akupunktury jest zawarta?

"Skoro są pokrywane, to znaczy, że ludziom pomagają."

Obawiam się, że nie jest to prawdziwa implikacja :) Prędzej bym powiedział "skoro ludzie za to chcą płacić, to im ten produkt damy". Zresztą - może i wiedza o nienaukowości metod akupunktury nie trafiła do jakichś towarzystw ubezpieczeniowych? U nas standardem (niestety) są przypadki lekarzy i farmaceutów, wciskających ludziom homeopatię...
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2020-12-20 11:05 napisał(a):
Odpowiedź na: „...bowiem nie istnieje j... | yyc_wanda
Polecam gorąco bardzo ciekawy artykuł w temacie "Tradycyjnej Medycyny Chińskiej":

www.totylkoteoria.pl/2020/10/tradycyjna-medycyna-chinska.html

fragment:

"Za ważny głos naukowy w sprawie tradycyjnej medycyny chińskiej można uznać artykuł redakcyjny zamieszczony w prestiżowym czasopiśmie naukowym Nature, opisujący system jako „przepełniony pseudonauką”. Autorzy tekstu sugerują, że przyczyną, dla której nie udało się udowodnić skuteczności proponowanych w niej wskazań jest fakt, że większość z nich nie posiada logicznego mechanizmu działania. Tradycyjna medycyna chińska opiera się bowiem na nienaukowych wierzeniach, takich jak to, że zły stan zdrowia jest spowodowany brakiem równowagi przepływu energii witalnej, a w badaniach nie wykazano dowodów potwierdzających koncepcje stanowiące fundamenty tradycyjnej medycyny chińskiej, takich jak istnienie energii qi czy meridianów (kanałów w ciele, którymi przemieszcza się energia). W rzeczywistości teoria pięciu faz, koncepcja yin i yang czy demonologia i astrologia mogą pełnić rolę wierzeniową, lecz nie naukową i skuteczna medycyna nie może na nich bazować. Akupunktura zaś, stanowiąca jeden z kluczowych składników systemu TCM, wedle obecnych badań ma całościowo pseudonaukowy charakter. Przypadki skuteczności zastosowania tej metody, można jedynie wyjaśnić mechanizmem „teatralnego placebo”."
Użytkownik: yyc_wanda 2020-12-22 02:03 napisał(a):
Odpowiedź na: Polecam gorąco bardzo cie... | LouriOpiekun BiblioNETki
Medycyna wschodnia liczy sobie 5,000 lat i tyle też czasu stosowane były masaże, akupunktura i akupresura. To, że Zachód nie rozumie i nie potrafi udowodnić anatomii i sposobu działania tych praktyk, nie znaczy wcale, że są to nienaukowe wierzenia. Medycyna Zachodu nie ma monopolu na wiedzę. Ludzie Wschodu żyją i cieszą się dobrym zdrowiem, lepszym nawet niż nasze. Stąd też ta ciekawość i otwarcie Zachodu na medycynę chińską, kiedy konwencjonalne sposoby leczenia nie przynoszą pożądanych efektów.

Czy teorię, że zły stan zdrowia jest spowodowany brakiem równowagi przepływu energii witalnej, należy zakwalifikować do pseudonaukowych wierzeń? Chińczycy od zawsze preferowali medycynę, która przede wszystkim zapobiegała chorobom i przez wieki dobrze im to służyło. My też powoli idziemy w tym kierunku. Mind over body czyli umysł ponad ciałem, umysł ponad nastrojem, trening mentalny – to pojęcia, które lotem błyskawicy rozprzestrzeniają się w naszej społecznej świadomości. Im szybciej uzmysłowimy sobie moc i energię naszych myśli i ich zarówno pozytywne jak i negatywne oddziaływanie na nasze ciało, tym lepiej dla nas. Odsyłam do świetnej książki, którą właśnie czytam: Efekt placebo: Naukowe dowody na uzdrawiającą moc Twojego umysłu (Dispenza Joe). Cudom, których potrafi dokonać nasz umysł, ani wschodnia ani zachodnia medycyna dorównać nie potrafi.

Czy akupunktura ma peudonaukowy charakter a meridiany to pseudonaukowe mity? Nie rzucałabym pochopnie takich oskarżeń. Nieustannie prowadzone są badania naukowe, które mają na celu udowodnienie istnienia specyficznych punktów nakłucia na skórze i meridianów, które są kanałami przepływu energi. Ostatnie badania wykazały istnienie nitkowatych struktur, umiejscowionych w krwiobiegu, tzw. Bongham ducts, które zawierają dużo większe ilości DNA, w porównaniu do pobliskich tkanek. Uważa się, że nagromadzone tu granulki DNA mogą brać udział w procesach leczenia i regeneracji. Jeśli rzeczywiście sygnały lecznicze przekazywane są tą drogą, mamy fizyczny model, wyjaśniający sposób działania akupunktury i akupresury.

Autor cytowanego przez Ciebie artykułu twierdzi, że przypadki skuteczności stosowania akupunktury, można wyjaśnić mechanizmem „teatralnego placebo”. Wiem co to jest placebo – wpływ myśli na fizjologię ciała – nigdy jednak nie słyszałam o teatralnym placebo. W książce „Genie in Your Genes” author, Church Dawson, wspomina o wizycie w Chinach słynnego amerykańskiego kardiologa, Isadore’a Rosenfelda, który w 1978 roku miał okazję obserwować operację na otwartym sercu pacjentki, której jedyną narkozą była igła w uchu. Pacjentka była cały czas przytomna i niejako obserwowała poczynania chirurgów. Ciekawe, czy to jest ten rodzaj skutecznej akupunktury, który autor artykułu zaliczyłby do „teatralnego placebo”? A samą operację podałby jako przykład przepełnionej pseudonauką medycyny chińskiej?

Myślę, że naszym problemem jest traktowanie z pogardą wszystkiego co obce. Może jednak warto poznać ten drugi punkt widzenia, zanim się zacznie go krytykować? Można się wtedy wielu ciekawych rzeczy dowiedzieć.
Użytkownik: Artola 2020-12-22 10:10 napisał(a):
Odpowiedź na: Medycyna wschodnia liczy ... | yyc_wanda
"Medycyna wschodnia liczy sobie 5,000 lat i tyle też czasu stosowane były masaże, akupunktura i akupresura. To, że Zachód nie rozumie i nie potrafi udowodnić anatomii i sposobu działania tych praktyk, nie znaczy wcale, że są to nienaukowe wierzenia. Medycyna Zachodu nie ma monopolu na wiedzę."
I
"Myślę, że naszym problemem jest traktowanie z pogardą wszystkiego co obce. Może jednak warto poznać ten drugi punkt widzenia, zanim się zacznie go krytykować? Można się wtedy wielu ciekawych rzeczy dowiedzieć. "
Bardzo się zgadzam z całą wypowiedzią, a z cytowanymi słowami jeszcze bardziej :)
Zastanawia mnie, skąd w ludziach Zachodu tyle pychy i pewność, że tylko oni mają rację...A Polacy dodatkowo wiodą w tym prym...Lekarze w krajach zachodnich jednak stosują, nawet w szpitalach, elementy medycyny chińskiej, co przyspiesza proces leczenia. U nas-cud, że tych, którzy jedynie wspomną o skuteczności akupunktury czy o meridianach, nie palą na stosie :(
A może medycyna chińska opiera się nie tylko na anatomii, ale i na fizyce?
Użytkownik: wwwojtusOpiekun BiblioNETki 2020-12-22 16:06 napisał(a):
Odpowiedź na: "Medycyna wschodnia liczy... | Artola
"A może medycyna chińska opiera się nie tylko na anatomii, ale i na fizyce?"
Znasz jakiś proces medyczny, który nie miałby oparcia w fizyce lub chemii?
Użytkownik: wwwojtusOpiekun BiblioNETki 2020-12-22 16:05 napisał(a):
Odpowiedź na: Medycyna wschodnia liczy ... | yyc_wanda
Ludzie przez tysiące lat robili i wierzyli w różne rzeczy, które okazały się błędne lub nawet szkodliwe. Czas trwania jakiejś praktyki nie jest dowodem na jej skuteczność.

Medycyna jako nauka (w uproszczeniu) sprawdza w kontrolowanych i powtarzalnych warunkach, co działa a co nie. Jeśli coś nie działa albo daje gorsze efekty niż inne praktyki, to nie ma sensu tego stosować. Efekty niestety nie są zero-jedynkowe i nie można zapewnić 100% kontroli warunków (każdy człowiek jest inny), dlatego musimy polegać na statystyce, a ta jest bezlitosna przy wszelkich wiarygodnych sprawdzeniach akupunktury. Przez wiarygodne rozumiem badania, które nie są prowadzone przez podmioty bezpośrednio zaangażowane w sprzedaż książek, prowadzenie szkoleń, kuracji itp. z badanej dziedziny, a do tego są przeprowadzone na odpowiednio dużej populacji, z grupą kontrolną i ślepą próbą.


Nikt nie odrzuca a priori jakiejś idei tylko dlatego, że jest ze wschodu, zachodu, południa, czy z jakiejś określonej wysokości nad poziomem morza. Wystarczy, że będzie działać nie tylko w jakiejś jednej sali w 1978 roku.
Wiele lekarstw zostało odkrytych badając ludowe sposoby - można dzięki temu wyizolować substancję czynną, która daje spodziewane i określone efekty, a to jest kluczowe w leczeniu ludzi.
Użytkownik: yyc_wanda 2020-12-22 19:14 napisał(a):
Odpowiedź na: Ludzie przez tysiące lat ... | wwwojtusOpiekun BiblioNETki
„Ludzie przez tysięce lat robili i wierzyli w różne rzeczy, które okazały się błędne a nawet szkodliwe”. 5,000 lat praktyki akupunktury i akupresury udowodniło, że nie jest ani błędna ani szkodliwa. Nie tylko stosowana jest w wielu krajach Wschodu, ale również przenika na Zachód. Statystyka jest bezwzględna? Jak mi coś dolega to nie czytam statystyk, tylko idę do lekarza, a gdy ten mi nie potrafi pomóc, szukam innych sposobów – w tym masaż, akupunktura i akupresura. Dla Ciebie wiarygodne są badania na dużej populacji z grupą kontrolną i ślepą. Dla mnie mieszkańcy Chin są wystarczająco dużą populacją, stosującą te praktyki i nie potrzebuję innych grup kontrolnych.

Operacja na otwartym sercu, w której jedyną narkozą była igła w uchu, jest dla mnie wystarczającym dowodem na działanie akupunktury. Nawet jeśli byłby to jeden odosobniony przypadek, należałoby się zastanowić jakie mechanizmy tu zadziałały. Dla mnie jednak jest oczywiste, że skoro lekarze chińscy zaprosili słynnego amerykańskiego kardiologa, by zaprezentować mu ten niezwykły rodzaj narkozy, nie był to eksperyment, a działanie poparte praktyką. Takich historii o zadziwiającym działaniu akupunktury jest wiele. Należy tylko zainteresować się i poczytać coś na ten temat. Twój lekceważący komentarz – że jakaś jedna operacja, na jednej sali w 1978 roku – świadczy tylko o Twojej niewiedzy i braku zainteresowania. A w takim razie – jak możesz krytykować coś, czego nie znasz?
Użytkownik: wwwojtusOpiekun BiblioNETki 2020-12-22 21:49 napisał(a):
Odpowiedź na: „Ludzie przez tysięce lat... | yyc_wanda
Akurat na temat akupunktury czytam dużo i wiem, jaki jest stan badań oraz, co bardzo tutaj istotne, wiem jak działa ludzka psychika i jak niebezpieczne są błędy poznawcze. Szkoda, że jakoś nie da się tego samego osiągnąć, gdy badacze (nawet chińscy) kontrolują warunki eksperymentu.

Serio fajnie by było, gdyby zamiast ryzykownej narkozy wystarczyłoby nakłucie - to byłby złoty graal chirurgii i mocno uprościłoby to wszystkie procedury medyczne. Czekam, aż ta era wreszcie nastanie! Pamiętam jakie to niefajne wybudzać się z pełnej narkozy po paru godzinach operacji, a to była zaledwie operacja ucha. Tylko gdzie wtedy wbić szpilkę?
Użytkownik: yyc_wanda 2020-12-22 22:39 napisał(a):
Odpowiedź na: Akurat na temat akupunktu... | wwwojtusOpiekun BiblioNETki
Może do drugiego ucha?
Oczywiście, że fajnie by było, gdyby akupunktura mogła zastąpić narkozę. Może ta era już nadchodzi? W naszej szerokości geograficznej prawdopodobnie szybciej się przyjmie placebo niż akupunktura. Ale tu też leżą niezbadane, dziewicze tereny medyczne. Podczas WWII, kiedy zabrakło morfiny w szpitalu polowym, pielęgniarka zrobiła pacjentowi zastrzyk z solonej wody i ku zdumieniu chirurga, podziałało. Dr Henry Beecher przeprowadził operację na rannym żołnierzu bez narkozy, a ten czuł trochę bólu, ale nie na tyle, by zagrażał mu wstrząs kariogenny. Takich operacji, gdy zmusiła go do tego sytuacja, dr Beecher przeprowadził więcej. Po wojnie, gdy wrócił do Stanów, poświęcił się studiowaniu effektu placebo.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2020-12-22 18:07 napisał(a):
Odpowiedź na: Medycyna wschodnia liczy ... | yyc_wanda
>Medycyna wschodnia liczy sobie 5,000 lat i tyle też czasu stosowane były masaże, akupunktura i akupresura.

Przykro mi, ale to nie jest żaden argument. Od tysięcy lat "praktykuje się" astrologię, chiromancję, także zarzucone (szczęśliwie) praktyki, jak upuszczanie krwi w charakterze panaceum czy teoria humorów albo zwykłe szarlataństwa (podejrzane proszki i mikstury, których skuteczność jest ręczona jedynie słowem komiwojażera).

>Zachód nie rozumie i nie potrafi udowodnić anatomii i sposobu działania tych praktyk, nie znaczy wcale, że są to nienaukowe wierzenia.

Zdaje mi się, że to jakieś magiczne rozumienie nauki. Nauka to po prostu formalna organizacja opisów powtarzalnych obserwacji i zależności. Jeżeli okazuje się, że między działaniem A i B nie zachodzi związek przyczynowo-skutkowy, to twierdzenie, iż zachodzi, jest po prostu nienaukowe.

Natomiast psychologia zna wiele mechanizmów, które wpływają na przyjmowanie pozornych zależności za regułę.
Użytkownik: yyc_wanda 2020-12-22 19:20 napisał(a):
Odpowiedź na: >Medycyna wschodnia liczy... | LouriOpiekun BiblioNETki
Czyli uważasz, że nie było związku przyczynowo-skutkowego między igłą w uchu i przeprowadzeniem operacji na sercu bez narkozy?
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2020-12-22 19:46 napisał(a):
Odpowiedź na: Czyli uważasz, że nie był... | yyc_wanda
Nie wiem, nie jest mi znany ten temat.
Użytkownik: yyc_wanda 2020-12-22 19:55 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie wiem, nie jest mi zna... | LouriOpiekun BiblioNETki
Jest wiele takich tematów i ciekawych przypadków, z którymi warto się zapoznać, zanim się zacznie krytykować chińską medycynę.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2020-12-22 22:44 napisał(a):
Odpowiedź na: Jest wiele takich tematów... | yyc_wanda
Pytałaś o akupunkturę - to jest akurat godne krytyki, gdyż zostało udowodnione, że nie ma działania terapeutycznego. W artykule możesz poczytać o badaniach Tu Youyou, które skupiły się na wyodrębnieniu z otoczki legend tego składnika, który był czynny w jednym z "leków". Pisałem to już w recenzji - samo wszechogarniające określenie "tradycyjna medycyna chińska" jest mylące, taki jednolity twór nie istnieje i został powołany do istnienia na początku XXw. z powodów polityczno-społecznych. To tak samo, jakby mówić o "narodzie europejskim", gdy Europa jest bardziej heterogeniczna od imperium Sowieckiego! No i poza tym - czy naukowo udowodnione działanie kilku z bardzo wielu składowych owej "tradycyjnej medycyny chińskiej" świadczy o prawdziwości innych składowych tudzież niej w całości? Niestety, większość owych alternatywnych terapii jest nie tylko paramedycyną, ale jest wręcz szkodliwa - także dla środowiska (męczenie niedźwiedzi dla pozyskania żółci, kłusowanie na nosorożce, zagrożenie epidemiologiczne jak przy SARS i covidzie-19).
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2020-12-22 22:09 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie wiem, nie jest mi zna... | LouriOpiekun BiblioNETki
Z ciekawości dokopałam się do źródła:
https://books.google.pl/books?id=cGc-djsTeuQC&pg=PA30&lpg=PA30&dq=isadore+rosenfeld+197​8+China&source=bl&ots=iWD7kO19Oy&sig=ACfU3U2JPx2Gt​7mcPjPUn3u__F2ans8SQA&hl=pl&sa=X&ved=2ahUKEwjQ6drB​veLtAhVRDWMBHdTaCK4Q6AEwD3oECA8QAg#v=onepage&q=isa​dore%20rosenfeld%201978%20China&f=false

Ale nie znalazłam dalej (to znaczy, na tyle dalej, na ile pozwolił mi podgląd - bo po 2 stronach kolejne 2 strony są nieosiągalne, a dalej jest już o innych działaniach akupunktury) wzmianki, by autor widział inny taki przypadek.
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: