Dodany: 2020-07-29 16:55|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Czytatnik: Czytam, bo żyję

2 osoby polecają ten tekst.

Dąbrowska w pełnym wymiarze - część 8


Dzienniki 1914-1965 w 13 tomach (Dąbrowska Maria), tom XI, 1958-1959

Kolejne dwa lata, zamiast przynieść zbliżającej się do siedemdziesiątki pisarce upragniony spokój, znów pełne są trudów i problemów.

W kraju z jednej strony wciąż powstają nowe osiedla mieszkalne, fabryki, drogi, z drugiej nadal panuje niedostatek i drożyzna; „zło immanentne, zło tkwiące w socjalizmie, polega nie na tym, że tylu ludzi więził, męczył, mordował – bo to potrafią wszystkie inne ustroje – tylko na katastrofalnej nieudolności w zawiadywaniu najzwyczajniejszym powszednim życiem kraju – Ten system kompromituje się codziennie w nieprzeliczonych mankach, stratach, absurdalnie pomyślanych i jeszcze gorzej wykonanych przedsięwzięciach”[XI, 143]. A „po minionym okresie ludzie mają taki uraz na punkcie chwalenia czegokolwiek, że popadli w drugą ostateczność. Wystarczy powiedzieć, że coś jest dobre, udało się albo poprawia się – aby każdy słuchający zjeżył się i nastawił na gorzkie żale. Jest w tym tyleż trywialności, co w poprzedniej postawie lakierniczej. I to nie musi być sprawa konformizmu. Ludziom – nawet intelektualistom – wydaje się, że gdy ktoś widzi jasną stronę rzeczy, tym samym daje dowód, że nie widzi, nie jest w stanie zobaczyć ani poznać strony ciemnej. A to tak nie jest” [XI, 16]. Toteż „walka kościoła z państwem – bo wobec miażdżącej przewagi zwolenników kościoła tak to trzeba nazywać – rozwija się i przybiera na sile. (…) kościół nigdy jeszcze chyba nie miał w Polsce takiego znaczenia jak dziś. Po prostu panoszy się zuchwale i zaczyna się uciekać do metod postępowania, jakie zwalczał u komunistów. Nietolerancyjność i ciemnota naszych katolików przechodzą ludzkie pojęcie. (…) Żeby też któremu [księdzu] przyszło na myśl mówić, jak ludzie mają żyć, jacy mają być dla drugich ludzi”[XI,68]. Ale żaden nie mówi, a skutek jest między innymi taki, że „zarówno w kraju, jak i na emigracji istnieje typ dziewic politycznych, które wszędzie węszą chęć dokonania na nich gwałtu. I pseudoświętych politycznych, co drżą o swój płaszcz gronostajowy, żeby go czasem nie zabrudzić”[XI,17]. Literaci wśród jednych i drugich reprezentowani są dość gęsto, więc na posiedzeniach związkowych bywa na przemian drętwo albo ostro i nieprzyjemnie; relacje Dąbrowskiej z nich, a także z towarzyskich rozmów pisarskiego światka w zasadzie nie pozostawiają złudzeń co do jakości relacji międzyludzkich w tym środowisku. Rozluźniają się więzy koleżeńskie, zwłaszcza z tymi nieco młodszymi, pnącymi się na stanowiska i zbierającymi zaszczyty: Iwaszkiewiczem, Parandowskim. Właściwie tylko wymieniane zawsze jednym tchem – i chyba mieszkające razem – panie Markowska i Milska (na pierwszy rzut oka ich nazwiska pewnie mało komu coś mówią, ale… może mała podpowiedź: pamiętacie „Baśnie z dalekich wysp i lądów/ mórz i oceanów”? Albo „Srebrną gołębicę”?) nie doczekały się od autorki żadnych miażdżących ocen.

Przedwojenni znajomi – jeśli jeszcze żyją, jak zwolniony w końcu z więzienia Henryk Józewski, jak dobrze odnajdujący się w nowym ustroju po powrocie z Zachodu Juliusz Poniatowski, jak sędziwi Nela i Erazm Samotyhowie – i od chwili przeprowadzki Marii do Komorowa odwiedzają ją rzadziej, podobnie jak i coraz mniej liczni krewni; pokonać 20 kilometrów, z czego część po wiejskich błotnistych drogach, to jednak nie to samo, co przejechać parę przystanków tramwajem… Jeśli się ktoś zjawia, już nie zawsze bywa witany z radością taką jak dawniej: „Męczą mnie już ci goście – łaknę samotności jak kania wody. Tylko do czego mi ta samotność potrzebna? Nie do twórczości już, ale do napisania listu potrzebuję całego dnia spokoju, skupienia, bezludzia”[XI, 63].

A z twórczością idzie jeszcze gorzej: „twórczość zastopowana, wszystko leży pozaczynane, niczego nie mam siły ani ochoty dokończyć”[XI, 31]; „niemiecki przekład »Nocy i dni« nie otworzył mi drzwi na świat, lecz je zamknął. (…) A więc moja twórczość okazała się światu niepotrzebna? To też nie jest łatwa do zniesienia porażka przed końcem życia”[XI. 96]. Co prawda pisarka tej miary nie podda się tak całkiem bez walki: „w starości jedyną namiętnością podżegającą do sprawnego działania i skuteczności może być tylko ambicja. Jej zupełny brak u mnie sprawił że twórczość tak osłabła, gdy wszystkie dźwignie młodości przestały działać. Wzbudzić w sobie koniecznie to wino starości, zdrową ambicję, nawet próżność. Chcieć, żeby na nowo pisano, mówiono o mnie. Uaktualnić sprawę moich dawnych książek, żeby znów chciano je czytać. Jeśli to mi się uda, może dam jeszcze rady”[XI,77], ale coraz częściej ma „uczucie jakby się stało zmęczonym na drodze, w której otwarła się przepaść – Ani zawrócić – ani donikąd już iść. Sprawa definitywnie przegrana. Kwestja tylko, jak długo będzie trwał jeszcze ten postój. Czasami, gdy jestem w lepszej formie, zdaje mi się, że jeszcze długo, że jeszcze dokądś dojdę – jakoś chytrze, boczną drogą, ominę przepaść i będę jeszcze sporo szła, nim się znowu otworzy” [XI, 174].

Zainteresowanie prasy, zamiast pobudzić u niej upragnioną ambicję, irytuje: „Dlaczego ulegamy terrorowi interviewerów prasowych, fotoreporterów itp. bzików? wiele przyczyn się na to składa, u mnie zaś m.in. chyba poczucie, że w tych niełatwych czasach nie można nikomu przeszkadzać w zarabianiu na chleb, choćby sposób zarobkowania był nam niemiły, a nawet wstrętny. Ale jest coś obrzydliwego w tym żerowaniu na ciekawości i niedyskrecji, w tym zarabianiu na wścibstwie. Także paradoks naszych czasów. Osłanianie tajemnicą tego, co powinno być ludziom wiadome, i bezwstydne wprost odsłanianie tego, co powinno być osłaniane pewną dyskrecją. Dziennikarskie wścibstwo zakłóca bieg tego życia, demoralizuje zarówno publiczność czytającą, jak pisarzy”[ XI,60].

Nie cieszą jej lektury, nawet należące do najbardziej cenionej literatury światowej: „Galsworthy jest dla mnie pisarzem tak nudnym, że nie przebrnęłabym poza pierwszy tom »Sagi Forsytów«” [XI, 27].

Otuchy nie dodaje jej też wizyta w nieodwiedzanej od lat Arkadii dzieciństwa – Russowie: „Nie mogłam poznać siedziby moich urodzin i dzieciństwa. (…) Teoretycznie wiem, że wystarczy od jakiegoś cywilizowanego miejsca na chwilę odjąć ręce, aby wnet zarastało dziczą, ale w praktyce nie wyobrażałam sobie, że to aż tak wygląda. Niższa część domu (…) nie istnieje – miejsce jej zarosło kupą krzewów. Z drugiej strony, gdzie były klomby róż i stare jesiony, dobudowano coś monstrualnie szpetnego z szarosinych zimnych cegieł. (…) Taras (…) obłupany, obsypany śmieciem, brudny, z gołymi cegłami zarośniętymi mchem. Przestrzeń między domem a stawem – dawne przecudne klomby kwiatowe Matki (…) – teraz kląskające pod nogą bagno. (…) Zburzono oficyny, znikło wielkie piękne podwórze. Stawy (…) dawniej przeczyste, dziś nigdy, widać, nieszlamowane, mętnie i czarne, pokryte plamami zielonej pleśni. (…). Na co to zniszczenie i komu było potrzebne?”[XI, 41].

A życie na dwa domy, z których jeden wymaga ciągłej krzątaniny i ciągłych wydatków, też niewielu dostarcza powodów do satysfakcji. Raczej do gorzkiej refleksji: „jakże wielką miałam rację broniąc się całe życie przed posiadaniem czegokolwiek, choćby tylko »domku z ogrodem« – choć jednocześnie marzyłam o tym. Lecz raczej trzeba było trwać całe życie w ambiwalencji niechcenia i pragnienia, niż mieć zrealizowane to, co przy końcu życia jest już za ciężkie na moje siły” [XI,33-34 ] i do obaw: „nęka mnie tylko myśl, jak ja przy takim próżnowaniu, przy takim już braku sił i w moim wieku zdołam jeszcze zarobić na utrzymanie dwu domów i sześciu osób!”[XI, 55]. Sześciu, bo prócz Dąbrowskiej, Kowalskiej i jej córki są jeszcze dwie gosposie, jedna na Niepodległości, druga w Komorowie, i panna Hania, pełniąca rolę pośrednią pomiędzy opiekunką Tulci a kimś, kogo w Russowie nazwano by pewnie klucznicą lub ochmistrzynią, ale w razie potrzeby zastępująca tę lub tamtą gosposię. Oczywiście, każda z tych trzech osób personelu domowego zdejmuje z barków obu pisarek jakąś część przyziemnych trosk… ale niezbyt dużą, bo w przeciwnym razie główna siła budżetowa tego skomplikowanego ogniska domowego nie przemyśliwałaby czasami, „jakby tu przejść na życie kawalerskie – Ale to dzisiaj bardziej niemożliwe niż kiedykolwiek – bo jedzenie poza domem jest torturą fizyczną i koszmarną stratą czasu” [XI, 174] i nie wzdychała: „dziwne to, że płacąc dwie gospodynie, muszę sama to wszystko robić (…)”[XI, 181]. A płacić musi najwyraźniej tylko ona, bo „Anna nawet zdrowa i w pełni sił bardzo mało jest w stanie zarobić, a jeśli co zarobi – wyda natychmiast na cokolwiek”[XI,55].

Czy, gdyby choć mogła zrealizować swój ideał spędzania czasu – „właściwie starzy ludzie, o ile chcą twórczo pracować powinni być dość bogaci, aby móc sobie zapewnić absolutną samotność, przynajmniej na pewne okresy – Tylko możliwość zupełnej w każdą dowolną porę samotności pozwala się naprawdę cieszyć od czasu do czasu towarzystwem bliskich nam osób” [XI, 56] – nie byłaby aż tak sfrustrowana? Może, jeśliby równocześnie rzeczywiście mogła się cieszyć towarzystwem bliskich... Ale już w poprzednich latach stało się jasne, że się nie cieszy. W każdym razie nie tak, jak się spodziewała. Nie od dziś wiadomo, że wspólne zamieszkanie osób o silnych indywidualnościach i nie całkiem zbieżnych priorytetach może się skończyć katastrofą, w najlepszym razie nieporozumieniami. Tu mamy dwie kobiety, z których jedna za chwilę skończy 70 lat, druga jest o kilkanaście lat młodsza – obie skupione na realizacji swoich twórczych celów, choćby kosztem pewnych wyrzeczeń – oraz dziewczynkę dopiero wchodzącą w wiek dojrzewania, z której wychowaniem starzejąca się matka niezupełnie daje sobie radę, a chcąc jej zrekompensować brak ojca, nieżyjącego od tak dawna, że zna go tylko z fotografii, stara się jej przychylić nieba i popełnia w ten sposób wielki błąd. Przynajmniej tak to widzi Maria – która, choć własnych dzieci nie miała, zdobyła pewne doświadczenie, zajmując się podczas okupacji dwojgiem bratanków: „Anna z zasady spełnia każdy kaprys, każdą zachciankę swego Skarbu, swego świętego tabu, za którego dotknięcie wyrzuciłaby każdego z domu »na zbity pysk« – mnie nie wyłączając (…). Metoda jaką Anna chowa Tulę, to jest nie tylko hodowanie potwora egoizmu, ale i bardzo nieszczęśliwego człowieka (…)”[XI, 142]. I w istocie „Tula mrozi, zniechęca, zamordowuje najdalej idącą gotowość lubienia jej”[X, 13]; „chmura gradowa i chropowata skała. I to jej pomiatanie ludźmi »niższej kondycji« – skąd się to wzięło?”[XI, 30]; „bardzo to też nieładne i nielojalne, że ani ona, ani Anna nie uważały nawet za stosowne zapytać się, czy zgadzam się na wprowadzenie takiego psiska do domu, który jest (choć jest nim coraz mniej) także moim domem. (…) jakież to jest niewierne, niewdzięczne, oschłe serce, jaka zachłanna, zaborcza natura – rządząca się wyłącznie chwilowymi pasjami, nie licząca się z nikim i niczym, gdy idzie o ich zaspokojenie (…) chce mieć psa-niewolnika, który by tylko do niej był przywiązany, a dla innych domowników byłby wrogiem (…) A ja cóż? Ja się coraz mniej liczę (…)”[XI, 93]. Gdyby to była jej wnuczka czy – co chronologicznie też byłoby możliwe – nawet prawnuczka, pewnie Maria próbowałaby postawić na swoim; ale to istota biologicznie obca, dziecko przyjaciółki, do którego wychowania ona właściwie nie ma prawa się wtrącać, więc tylko zapisuje z coraz większą goryczą: „usposobienia Anny i Tulci (bardzo do siebie podobnych) są takie, że i tak ciągle się drży, że im się w czymś przeszkadza, co też nie usposabia do dobrej pracy” [XI, 56]; „posępna, nieżyczliwa wszystkim i wszystkiemu aura Anny i Tulci zabijają mnie powoli – a w końcu zabiją”[XI, 135]; „niestety, z takimi ludźmi żadna szczerość nie jest możliwa – Żadna nie mogłaby być przyjęta inaczej jak wściekłym piekłem – Dla świętego spokoju trzeba udawać, że wszystko nas zachwyca, bo tylko taka postawa jest znoszona – Ale czym to jest dla mnie, przywykłej w ciągu większości życia posługiwać się spontanicznie szczerością i nie umiejącej udawać”[XI, 142]; „poszłam już bardzo daleko żeby patrzeć na wszystko ich oczami ale nie daję z tym rady – Zawsze się wyrwę w końcu z czymś moim, własnym – i zaraz jestem osadzona na właściwym dla mnie miejscu i klops – wieczny klops” [XI, 225].

Zdawać by się mogło, że cóż w takiej sytuacji prostszego, niż się rozstać, powiedzieć: „ja chcę mieć swoje życie, ty miej swoje”; przecież w świetle prawa są dla siebie osobami zupełnie obcymi, nie mają sensu stricto wspólnego majątku, każda jest zameldowana w innym mieszkaniu – co prawda to na Niepodległości nie jest własne, lecz przydziałowe, ale tak czy inaczej ta, która by tam została, mieszkałaby w nim do śmierci – więc jakaż przeszkoda? Ano, taka, że mimo tych wszystkich niedobrych słów i nieporozumień więź między nimi jest wciąż silniejsza, niż między niejedną parą prawnie zaślubionych małżonków, przynajmniej tak odczuwa to Maria: „okropnie się o nią boję – Jakby nie daj Boże, cokolwiek jej się stało, ja też już nie chcę żyć”[XI, 178].

I jak tu się dziwić, że konstatuje: „co za śmieszny szablon, że starość jest spokojna. Starość to najbardziej niespokojny okres życia. To miotanie się jak na dworcu, z którego pociąg – ważny ostateczny pociąg – ma niebawem odjechać”[XI,51]. Ale do odjazdu jeszcze kilka lat…


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 100
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 3
Użytkownik: Margiela 2020-07-30 16:38 napisał(a):
Odpowiedź na: Dzienniki 1914-1965 w 13 ... | dot59Opiekun BiblioNETki
Rzeczywiście, gorące i niespokojne ostatnie lata, a cytaty wspaniałe. Opis domu w Russowie ściska serce, metafora pociągu przeszywająca, przepaści też. Jeśli chodzi o Tulę, ciekawa jestem, czy ktoś spoza kręgu rodzinnego zostawił może jakieś wspomnienie o niej; ten portret jest tak czarno wymalowany, że po prostu trudno mi jest uwierzyć, żeby było do tego stopnia źle.
I jeszcze słowo o Markowskiej i Milskiej. Ja przepadałam za tłumaczoną przez nie "Księgą papugi", a z "Baśniami dalekich wysp i lądów" łączy się jedno z najsilniejszych wspomnień czytelniczych, jakie wyniosłam z lat wczesnego dzieciństwa. Była tam opowieść o człowieku, który wychował i gorąco pokochał małą gazelę. Dalej nastąpiły ciężkie przejścia, całkowicie ich sobie nie przypominam, wiem tylko, że w ich efekcie ktoś bezlitosny wygłosił, co następuje: "A niech sobie zdycha twoja gazela i ty razem z nią!". Niżej podpisana miała z pięć lat, kiedy to zdanie pierwszy i ostatni raz usłyszała, ale do tej pory dźwięczy jej w uszach.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2020-07-30 20:43 napisał(a):
Odpowiedź na: Rzeczywiście, gorące i ni... | Margiela
Dzienniki samej Kowalskiej - po które poleciałam do biblioteki jeszcze przed skończeniem ostatniego tomu Dąbrowskiej - paradoksalnie niewiele w kwestii Tuli zdradzają, ale to pewnie też wiesz, bo już podejrzałam, że czytałaś :-).
Może więcej zobaczymy w zapowiadanej już całkiem niedługo biografii Kowalska: Ta od Dąbrowskiej (zapow.) (Chwedorczuk Sylwia).

"Baśnie z dalekich wysp i lądów" dostałam jako nagrodę na koniec roku szkolnego chyba w pierwszej klasie i czytałam je... no, ładnych parę razy. Tak, o tej gazeli jak wspomniałaś, to też pamiętam - czy to nie było tak, że on dzięki tej gazeli doszedł do bogactwa, a potem ją komuś oddał, i gdy ten ktoś prosił go o poratowanie jej, to właśnie on wygłosił tę paskudną kwestię? I za karę został zamieniony z powrotem w biedaka?
Użytkownik: Margiela 2020-08-01 20:45 napisał(a):
Odpowiedź na: Dzienniki 1914-1965 w 13 ... | dot59Opiekun BiblioNETki
Mogło tak być! A jeżeli tak było, to się należało paskudnikowi:)
Fakt, "Dzienniki" Kowalskiej też nie pomogły, ale to matka. Tu by się przydał koniecznie ktoś całkiem z zewnątrz, pożądane by było, żeby biografka zmierzyła się z tym zadaniem. Swoją drogą, dziękuję za przypomnienie, ta książka całkiem mi wypadła z obiegu.
A, jeszcze jeden cytat był fantastyczny, ten o dostrzeganiu dobrych stron, branym za landrynkowy hurraoptymizm. Mierzą się z tym (albo z lękiem przed tym) chyba wszyscy skłonni do afirmacji i entuzjazmu.
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: