Dodany: 2020-05-04 00:35|Autor: Marioosh

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Moja kochana, dumna prowincja
Filipowicz Kornel

1 osoba poleca ten tekst.

Proza - a jak poezja


Opowiadania Kornela Filipowicza to rzadki przykład prozy o prozie życia, napisanej niczym poezja. „Jestem tylko widzem, który patrzy, pamięta i zapisuje to, co się przed jego oczami rozgrywa”[1] – ktoś powie: no i cóż w tym wielkiego? Mikołaj Gogol powiedział, że prawdziwa wielkość ubrana jest w prostotę – i właśnie siła tych opowiadań tkwi w ich zwykłości i zwyczajności. Ta zwykłość wyrażona jest niezwykłym językiem, widać tu ogromną dbałość o język i szacunek dla czytelnika; teksty są napisane pięknie i potoczyście, są gęste i intensywne, ale jednocześnie bardzo płynne. Coś, co dla zwykłego człowieka jest tak nieistotne, że aż niezauważalne – szemrząca rzeka, spadający liść, kolor swetra kobiety sprzedającej bilet, kot polujący w trawie – tutaj staje się czymś, wokół czego można zbudować całe opowiadanie. Tu nie ma jakiejś pisarskiej wirtuozerii, epatowania emocjami czy manipulowania czytelnikiem – to, o czym pisze Filipowicz, jest zwykłe, zwyczajne i codzienne; autor „lubi opowiadać historie ludzi rzeczywiście szarych” [2], ale robi to z prawdziwym pietyzmem i wielką sympatią. Zachwyciło mnie bogactwo języka i elokwencja autora, ale też umiejętność niebanalnego pisania o rzeczach banalnych.

Zawsze lubiłem czarne kryminały, zawsze uważałem, że najwięcej w nich się dzieje wtedy, kiedy się nic nie dzieje – kiedy Philip Marlowe gra z samym sobą w szachy albo kiedy Lew Archer wspomina opowiadanie „Widzenie perskiego księcia”. Tu też mamy historie w których pozornie nic się nie dzieje – autor wspomina wizytę na cieszyńskim cmentarzu na grobie ojca, spotkania z sąsiadami na klatce schodowej, łowienie ryb, przedstawia pożegnanie rodziny na dworcu kolejowym czy wręcz opisuje motyla, który upalnego dnia wpadł do jego pokoju. Ale pod płaszczykiem tych banalnych, wydawałoby się, historyjek kryją się mądre i przenikliwe spostrzeżenia o ulotności, przemijaniu, dojrzewaniu uczuć czy po prostu o byciu dobrym człowiekiem.

Mamy też opowiadania niemalże wizjonerskie – o Polsce podzielonej na dwa nienawidzące się, ale żyć bez siebie nie mogące obozy, o uchodźcach, którzy niespodziewanie pojawiają się w mieszkaniu autora czy o spontanicznie rosnącej nienawiści do Żydów; jest też wstrząsające i bardzo sugestywne opowiadanie ocierające się o reportaż o zamordowaniu dziesięcioletniej dziewczynki w społeczności przeniesionej ze wschodu na Ziemie Odzyskane. Przeważają jednak historie o uczuciach i o życiu – tylko tyle i aż tyle.

A najlepszym sprawdzianem jakości tych opowiadań jest przeczytanie spisu treści i uzmysłowienie sobie, że każda z tych siedemnastu historii jakieś wspomnienie po sobie pozostawiła – albo jakąś scenę albo jakieś zdanie albo jakieś wrażenie. Jeśli więc ktoś chce się czymś literacko podelektować, to ten zbiór nadaje się do tego idealnie.

[1] Kornel Filipowicz, „Moja kochana, dumna prowincja”, wydawnictwo Znak 2017, str. 91.
[2] Tamże, str. 230.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 275
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: