Dodany: 2020-03-20 17:57|Autor: KrzysztofOpiekun BiblioNETki

Czytatnik: Zapiski

4 osoby polecają ten tekst.

Koronawirus i obyczaje


190320
Ktoś doświadczony przez życie i swój czas, ukuł jakże trafne powiedzenie, czy raczej przekleństwo: obyś żył w ciekawych czasach!
Ostatnie tygodnie pokazały nam, a może na razie tylko dały posmakować, ciekaw czas.
Miesiąc temu słuchałem wieści z Chin o koronawirusie tak, jakbym słuchał relacji z meczu piłki nożnej: a cóż mnie to może obchodzić? Szybko dowiedziałem się, co tak naprawdę oznacza twierdzenie o globalnej wiosce, gdy wirus dotarł do Polski.
Z równą łatwością, z jaką podróżuje wirus przez kontynenty, można dowiedzieć się jak działa na ludzi i na ile jest niebezpieczny. Wystarczy godzina czy dwie, żeby wyrobić sobie ogólny pogląd zgodny z aktualną wiedzą.
Z ciekawości? Nie, dla swojego spokoju.
Cóż więc przeczytałem? A chociażby to, że dwa razy mniej kobiet umiera niż mężczyzn w podobnym wieku, czyli po raz kolejny widać, kto tu silną, a kto słabą płcią. Śmiertelność wśród zdrowych młodych ludzi wynosi ułamki procenta, a jeśli wziąć pod uwagę nieznaną liczbę zarażonych bez objawów choroby, a więc nieuwzględnianych z statystykach, wyjdzie, że może jeden na tysiąc chorych osobiście pozna Charona z powodu koronawirusa. Mając siódmy krzyżyk, notowania mam wyraźnie gorsze, ale czytam je tak, jak wyniki tamtego meczu piłkarskiego, i to nie tylko z powodu swojego dobrego zdrowia.
Dla porównania zajrzałem do Wikipedii i tam dowiedziałem się o blisko czterdziestu tysiącach rannych i 2800 zabitych w ciągu 2018 roku w wypadkach drogowych. Czyli jako kierowca mam jedną szansę na tysiąc, że w tym roku, i każdym następnym, trafię do szpitala lub kostnicy. Jednak ani u mnie, ani u innych kierowców, nie dostrzegam paniki na myśl o podróży samochodem. Może dlatego, że wirus jest nowym zagrożeniem, a do skutków ruchu drogowego przywykliśmy, ale przecież mamy rozum i naukę!
Są i inne sposoby, dalekie od panikarstwa: wierzący może sobie powiedzieć, że bez woli jego Boga włos mu z głowy nie spadnie, ja powiem, że przeznaczenia nie uniknę, więc żyć należy normalnie, a nade wszystko godnie.
Ludzie nie umierają pod płotami. Nie mamy do czynienia z Ebolą, czarną ospą czy trądem siejącym przerażenie w wiekach średnich. Kasandryczne opinie, ta atmosfera końca czasów odczuwalna w niektórych wypowiedziach, są nie na miejscu.
Z artykułów dostępnych w internecie łatwo dowiedzieć się o zgonach, ilości zarażonych, tempie rozszerzania się epidemii, trudniej o wyzdrowieniach i niewielkiej śmiertelności. Po raz kolejny widać, jak dziennikarze traktują informacje: u nich te złe zawsze są lepsze.
W sobotę, po wysłuchaniu relacji kolegów o sytuacji w sklepach, z obawą szedłem do Biedronki na cotygodniowe zakupy. Z ulgą zobaczyłem normalny ruch i stan towarów na półkach. Tak, nie tyle wirusa się boję, co skutków paniki: załamania się produkcji, usług i dostaw. Przy ladzie zamieniłem miłe słowa z kasjerką, wyrażają uznanie dla jej spokoju i bycia na stanowisku pracy.
Można normalnie? Można!
Swoją drogą na myśl o perturbacjach w zaopatrzeniu, uwidacznia się społeczna waga pracy ogromnej rzeszy ludzi zatrudnionych przy obrocie artykułami spożywczymi. Uwaga ta dotyczy także elektrowni, wodociągów, śmieciarzy, etc., jednak na pierwszej linii są pracownicy sklepów spożywczych.
Życzę im spokoju i wyrozumiałych klientów.

Patrzę wokół i widzę różnicujące się zachowania ludzkie.
Paniczne, irracjonalne zachowania, na przykład traktowanie ludzi jak tych z trądem, przy czym nieracjonalność przejawia się chociażby w wyraźnym postrzeganiu znajomych jako osób bardziej pewnych, zdrowych, co przecież nie ma żadnego uzasadnienia. Widzę podatność na panikę objawiającą się nie tylko gromadzeniem zapasów, ale i odmową pracy uzasadnianą możliwością zarażenia się w miejscach, w których mniejszy ma się bliski kontakt z klientami, niż ma tamta kasjerka z Biedronki.
Widziałem młodych, zdrowych i wypasionych byków siedzących za zamkniętymi drzwiami sklepów i zajętych gmeraniem w smartfonach. Po „pracy” zapewne pojadą do sklepu spożywczego, wyrażą niezadowolenie z powodu braku ich ulubionych bułek i zapłacą kartą w obawie zarażenia się wirusem od kasjerki przy odbieraniu reszty.
Mam takie postępowanie za niegodne, zwłaszcza u mężczyzn, od których wymagam więcej racjonalności zachowań i panowania nad sobą. W obecnej sytuacji, gdy zagrożenie jest nader niewielkie (o ile nie jest się schorowanym staruszkiem), należy zachować umiar i spokój.
Pewnego rodzaju zachowania obnażają mężczyzn nie tyle strachliwych, co miernego gatunku. Tych, którzy dla ratowania siebie gotowi zrobić wszystko i na nikogo nie zważać. Paranoja w uznaniu, że właśnie ich życie jest poważnie zagrożone. Ich szczególnie, więc furda umowy, obowiązki, sens i logika!

Uznaję takie i podobne zachowania nie tylko za niegodne, ale i za szkodliwe dla gospodarki, a więc dla nas wszystkich.
Epidemia skończy się (lub przygaśnie) w ciągu miesięcy, nie lat, skończy się na wielkim strachu i pochłonie zapewne porównywalną ilość ofiar co ruch drogowy w tym samym czasie. Przy tej okazji wspomnę o podobnej chorobie: od początku roku zachorowało na grypę 1 760 000 osób w Polsce, zmarło 47, a mamy dopiero marzec.
Nie odczuwam strachu z powodu koronawirusa, natomiast niepokoi mnie myśl o rezultatach zapaści gospodarczej. Jeśli nastąpi, zmagać się z nią możemy długo, a więc mamy kolejny powód do zachowania spokoju i pracy.
Takie są moje obawy, takie widzenie obecnego czasu i ludzi.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 583
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 27
Użytkownik: Stephanie 2020-03-20 18:46 napisał(a):
Odpowiedź na: 190320 Ktoś doświadczony... | KrzysztofOpiekun BiblioNETki
Szanowny Krzysztofie! Forum biblioNETka służy wymianie opinii o książkach. W dniu 20 marca 2020 stan wiedzy o coronawirusie jest na tyle alarmowy, że wszystkie restrykcje są bezwzględnie uzasadnione, a cały czas analizowana jest konieczność ich rozszerzania.Nie jest to miejsce do dyskusji ani o aspektach medycznych, ani ekonomicznych pandemii.Proszę, zostań w domu, ogranicz maksymalnie wszelkie kontakty międzyludzkie, aby przerwać transmisję wirusa. To jest to, co wszyscy możemy zrobić i co MUSIMY robić!!!
Użytkownik: KrzysztofOpiekun BiblioNETki 2020-03-20 19:40 napisał(a):
Odpowiedź na: Szanowny Krzysztofie! For... | Stephanie
Ilekroć zamieszczałem w tym czytatniku tekst niezwiązany z książkami, a zdecydowana większość taka jest, z pewną obawą oczekiwałem tego rodzaju komentarza.

Dzisiaj się doczekałem…

Koronawirus był tylko pretekstem czy okazją. Tekst jest o ludzkich zachowaniach. Jeśli więc wybrałbym odpowiednią książkę z zakresu socjologii czy psychologii, i z nią powiązał ten tekst, byłby wtedy na miejscu? Byłby przez Ciebie akceptowany?
Użytkownik: Stephanie 2020-03-20 20:00 napisał(a):
Odpowiedź na: 190320 Ktoś doświadczony... | KrzysztofOpiekun BiblioNETki
Pandemia nie jest okazją ani pretekstem do czegokolwiek. Jest realnym i narastającym z dnia na dzień zagrożeniem indywidualnych istnień, które możemy tylko zmniejszać i spowalniać wspólnym, społecznym wysiłkiem. Tylko dlatego ośmieliłam się zabrać tu głos.
Użytkownik: KrzysztofOpiekun BiblioNETki 2020-03-20 20:20 napisał(a):
Odpowiedź na: Pandemia nie jest okazją ... | Stephanie
Nie odpowiedziałaś na pytanie. Słucham.
A tak przy okazji: niewiele się znam na wirusologii, słyszałem jednak o takich wirusach, które mogą się przenosić via internet i komputer. Czy to prawda? A jeśli tak, to czy nasza rozmowa z wykorzystaniem tych narzędzi jest bezpieczna?
Użytkownik: Stephanie 2020-03-20 20:57 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie odpowiedziałaś na pyt... | KrzysztofOpiekun BiblioNETki
A jak myślisz, dlaczego "wirusy internetowe" nazwano wirusami ,a nie np.słoniami? Bo są niewidoczne, bardzo szybko się replikują, zarażają kolejne urządzenia i są niebezpieczne dla ich użytkowników. Jeszcze raz proszę : potraktuj problem z należytą uwagą, nie zabieram głosu, aby akceptować teksty czy ich autorów, ewentualnie doskonalić się w sztuce dyskusji. Zakładam, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji i staram się tylko o uwagę i powagę poprosić. I Ciebie, bo to Twój post, i naszych ewentualnych czytelników.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2020-03-20 20:20 napisał(a):
Odpowiedź na: 190320 Ktoś doświadczony... | KrzysztofOpiekun BiblioNETki
Ja bym jednak nie potępiała z założenia wszystkich, którzy się boją zarazić - bo może oni się nie boją o siebie, ale o innych? Niestety ten wirus nie jest jeszcze tak dobrze poznany jak grypa, ale wiadomo, że w odróżnieniu od grypy można zakażenie przejść, samemu nie zachorowując, ale przenosząc wirusa na innych.
Przy czym dokładnie nie ustalono, jak długo i w jakiej odległości trzeba przebywać obok osoby zarażonej, żeby się samemu zarazić, ani jak długo wirus może pozostać np. na przedmiotach, na które ten chory nakasłał czy nadmuchał. Więc jeśli ten młody człowiek ma np. żonę w ciąży, brata po przeszczepie nerki, ojca z rozedmą płuc czy chrześniaka z niedoborem odporności, to takie postępowanie z jego strony poczytałabym jako wyraz odpowiedzialności, a nie tchórzostwa. To samo z przedszkolem czy szkołą - zarazi się cała klasa, połowa z nich będzie miała katar, a połowa nawet nie, ale każdy z nich zarazi babcię czy dziadka, i będziemy mieli tak jak we Włoszech, gdzie w niektórych miejscowościach wymiera po kilkadziesiąt starszych osób dziennie.
Panika robiona przez dziennikarzy to inna sprawa, bo specjalnie piszą takie nagłówki, żeby przyciągać uwagę, i nie tylko w tej sprawie, ale każdej innej, dlatego nie ma co szaleć i zamykać się w domu na cztery spusty, nie odbierając nawet poczty, ale skoro już ustalono jakieś wytyczne, to jestem za tym, żeby ich jednak przestrzegać.
Użytkownik: KrzysztofOpiekun BiblioNETki 2020-03-20 21:29 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja bym jednak nie potępia... | dot59Opiekun BiblioNETki
Doroto, oczywiście, że nie potępiam ostrożności. Sam ją stosuję, na przykład utrzymuję większą odległość z rozmówcą, nie wychodzę do miasta poza koniecznymi zakupami, ale pracuję. My jesteśmy tak uzależnieni od gospodarki, że musimy pracować. Wprowadzenie zasad, o których pisała tutaj Stephanie, to siedzenie w domu, w kilka dni dodałoby do pandemii pandemonium zaopatrzeniowe. Puste sklepy i ciemności, o szpitalach nie wspominając. A trzeba uzmysłowić sobie, że do funkcjonowania szpitali i niechby tylko sklepów spożywczych, potrzebna jest praca całego szeregu innych firm, ponieważ gospodarka to wielki system połączonych zależności. Nie możemy zamknąć się w domach, a nadto twierdzę, że nie ma takiej potrzeby, oczywiście poza zarażonymi lub w czasie kwarantanny. Nie dajmy się zwariować.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2020-03-20 22:18 napisał(a):
Odpowiedź na: Doroto, oczywiście, że ni... | KrzysztofOpiekun BiblioNETki
Też sądzę, że nie mogą się wszyscy zamknąć w domach, bo musiałoby to dotyczyć każdego - lekarzy i pracowników elektrowni, wodociągów, służb oczyszczania miasta itp., strażaków i sprzedawców w sklepach spożywczych, pocztowców, transportowców i policjantów - a wtedy kto udzielałby pomocy chorym (nie tylko na koronawirusa, ale na zawał, żółtaczkę, astmę, cokolwiek, co nie może czekać) i innym potrzebującym, kto dowoziłby żywność, usuwał awarie? Ale na przykład biblioteka faktycznie może wstrzymać wypożyczenia, tym bardziej, że tam się często przebywa przez dłuższą chwilę w pomieszczeniu zamkniętym; z malowaniem mieszkania można poczekać, z upiększaniem paznokci, strzyżeniem (znowu długie siedzenie kilku osób w zamkniętym pomieszczeniu), i z kupowaniem telewizora czy biżuterii. Bardzo pożyteczną rzeczą jest też na przykład umożliwienie przez kościół wiernym udziału w nabożeństwach radiowych i telewizyjnych, co wcześniej było tylko dopuszczalne dla fizycznie niemogących wyjść do kościoła.
Na pewno na tej całej profilaktyce gospodarka straci, ale z drugiej strony, mniejsze będą wydatki na leczenie zarażonych (bo jak będą chorzy, to do pracy też nie pójdą, a do utraconych dni pracy dojdą koszty szpitala i leków).
Użytkownik: KrzysztofOpiekun BiblioNETki 2020-03-20 22:39 napisał(a):
Odpowiedź na: Też sądzę, że nie mogą si... | dot59Opiekun BiblioNETki
Tutaj pełna zgoda, Doroto, i na takich ograniczeniach wypada poprzestać.
Może jeszcze powinienem dodać, że prawdopodobnie inaczej postrzegałbym sytuację, gdybym mieszkał w domu i do pracy jeździł, ale tak nie jest. Jestem w delegacji, mieszkam i pracuję na terenie firmy. Ostatni raz wystawiłem nos poza bramę w kilka dni temu, chyba w niedzielę.
Bezpośrednim impulsem do napisania tekstu były dla mnie histeryczne zachowania młodych mężczyzn, odmawiających obsługi klientów, ale przychodzących do pracy. A kilka dni temu na stacji paliw widziałem przezroczystą zasłonę rozciągniętą przed ladą kasjera. Można coś zrobić dla zwiększenia bezpieczeństwa? Można. Pewnie, można odmówić pracy albo zadzwonić do lekarza i powiedzieć, że ma się kaszel. Od ręki, przez telefon, dostanie się zwolnienie. I tak niektórzy robią.
Użytkownik: Pingwinek 2020-03-21 01:47 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja bym jednak nie potępia... | dot59Opiekun BiblioNETki
I to jest, tak mi się wydaje, zdroworozsądkowe podejście. Staram się u siebie o podobne, ale nie znajduję zrozumienia u krewnych. Mieszkający ze mną w jednym gospodarstwie domowym żyją jak gdyby nigdy nic (codziennie kościół i zakupy), z kolei inna część bliskiej rodziny zamknęła się w swoim mieszkaniu, już na kilka dni przed pierwszym stwierdzonym przypadkiem wirusa w Polsce histerycznie wykupując ze sklepów, co tylko się da. Prawdopodobnie w konsekwencji stanu epidemii najbardziej ucierpi gospodarka...
Użytkownik: OlimpiaOpiekun BiblioNETki 2020-03-20 21:26 napisał(a):
Odpowiedź na: 190320 Ktoś doświadczony... | KrzysztofOpiekun BiblioNETki
Uważam, że dzisiejsze restrykcje i wszelkie ograniczenia, aby się nie zarazić wirusem, są podyktowane rozumem. Nie twierdzę, że mamy panikować i przy każdym odkaszlnięciu zaraz szukać u siebie symptomów choroby, ale bądźmy odpowiedzialni za siebie i innych i nie narażajmy siebie i innych na zarażenie.

Ci którzy muszą pracować na pewno są odważnymi ludźmi, ale te osoby, które mogą spokojnie siedzieć w domu - lepiej niech nie szukają okazji do np. niepotrzebnego szwendania się po galeriach handlowych.

Akcje #zostajewdomu są potrzebne obecnie i nie bez przyczyny są tak nagłaśniane.
Użytkownik: KrzysztofOpiekun BiblioNETki 2020-03-20 22:43 napisał(a):
Odpowiedź na: Uważam, że dzisiejsze res... | OlimpiaOpiekun BiblioNETki
Pracuję, ale nie mam się za odważnego. Staram się wiedzieć, szacować niebezpieczeństwo. Po prostu nie znajduję dostatecznego powodu do chowania się w czterech ścianach, chociaż znajduję dla stosowania pewnych środków ostrożności. Tyle że nie trawię histerii u mężczyzn, a takie zachowania obserwuję.
Użytkownik: janmamut 2020-03-21 06:26 napisał(a):
Odpowiedź na: Uważam, że dzisiejsze res... | OlimpiaOpiekun BiblioNETki
Tylko że my potrafimy sobie łatwo policzyć, że przy obecnym wzroście zachorowań o 30% dziennie, po niecałych 50 dniach chorzy będą wszyscy. A przy śmiertelności 3% daje to milion zgonów, więcej niż w wyniku działań wojennych II wojny światowej. Ale humanistyczni moraliści będą sobie, jak tutaj, kpić z tych obaw.

Dla mnie więc, jeśli ludzie zostaną w domu choćby ze strachu, jest to najlepsze, co mogą zrobić dla nas wszystkich. I mam nadzieję, że żaden z nich nie przejmie się wyssaną z palca oceną ich moralności.
Użytkownik: KrzysztofOpiekun BiblioNETki 2020-03-21 08:28 napisał(a):
Odpowiedź na: Tylko że my potrafimy sob... | janmamut
Mamucie, niewychodzenie z domu lub odmowa pracy niewiele ma związku z moralnością, z tym chyba się zgodzimy. Jednak przychodzenie do pracy i odmowa jej wykonywania, albo wykorzystywanie obecnej łatwości otrzymania zwolnienia – a takie zachowania dostrzegam – taki związek mają jako przejawy oszukiwania pracodawcy.
Czy i tutaj zgodzisz się ze mną?
Czytamy chyba różne strony, skoro mamy odmienne dane na temat śmiertelności wirusa.
Zdaje się, że i na temat ofiar Drugiej Wojny czerpiemy informacje z różnych źródeł. Jeszcze ze szkoły pamiętam o ponad pięciu milionach zabitych Polaków, teraz dowiaduję się o milionie.
Czuję się bardzo niezręcznie udzielając odpowiedzi na część komentarzy, ponieważ ich zawartość mija się z treścią i wymową mojego tekstu.
Użytkownik: janmamut 2020-03-21 08:53 napisał(a):
Odpowiedź na: Mamucie, niewychodzenie z... | KrzysztofOpiekun BiblioNETki
Jeszcze raz: w wyniku działań wojennych, czyli nie śmierci w obozach koncentracyjnych, ulicznych egzekucjach itp.

A we Włoszech jest więcej niż 3%. Przyjąłem jednak 0,03*38 milionów i (ponad) milion mi wyszedł.

Rozumiem, że to już inna praca, niż obwoźne wesołe miasteczko? Bo w tamtym przypadku trudno byłoby świadczyć pracę.
Użytkownik: KrzysztofOpiekun BiblioNETki 2020-03-23 17:10 napisał(a):
Odpowiedź na: Jeszcze raz: w wyniku dzi... | janmamut
Dobrze, więc milion. Nadal jest to straszne wyliczenie.
W rewanżu przedstawię Ci swoje obliczenia.
Jakie jest prawdopodobieństwo naszego zachorowania, nie wiemy, ponieważ nie wiemy, ilu będzie wszystkich chorych. Można natomiast policzyć szanse na nasze zachorowanie dla każdego dnia. Przyjmując Twoje dane, te o trzydziestoprocentowym wzroście z dnia na dzień, oraz śmiertelność na poziomie trzech procent, wychodzi, że jutro zachoruje 200 osób (skoro dzisiaj jest chorych 650, a ułamki darujemy sobie tutaj). Prawdopodobieństwo znalezienia się mnie czy Ciebie wśród tych dwustu, ma się tak, jak ta wielkość do liczby niezarażonych mieszkańców kraju. Ponieważ wygodniej czytać liczby całkowite, przedstawić wynik można odwrotnie: 38 milionów przez dwieście, daje jedną szansę na dwieście tysięcy na zachorowanie jutro, oraz jedną szansę na sześć milionów, że w rezultacie choroby umrzemy. Są to prawdopodobieństwa jednodniowe.
Może się zdarzyć, że dziennie przybywać będzie dwa tysiące chorych. Wtedy prawdopodobieństwo naszego zachorowania danego dnia wyniesie jeden do dwudziestu tysięcy, a śmierci jeden do sześciuset tysięcy.
Warto zaznaczyć istnienie znacznego rozrzutu prawdopodobieństw, w zależności od zawodu i okoliczności. Ten zamknięty w domu ma zdecydowanie mniejsze szanse na zachorowanie od pracownika szpitala zakaźnego, czy chociażby wspomnianej kasjerki z Biedronki, zwłaszcza, jeśli do pracy dojeżdża komunikacją zbiorową. Skokowo wzrośnie prawdopodobieństwo, jeśli w naszym mieście będzie rozszerzające się ognisko choroby, a jest wyraźnie mniejsze, gdy w mieście nie ma zarażonych (zdiagnozowanych i na dzień dzisiejszy).
Nie wiemy, jaka będzie przyszłość, chociaż usprawiedliwionym w tej sytuacji (braku innych danych) byłoby porównanie do przebiegu epidemii w Chinach, ponieważ u nich jakby wygasała. Przykład Włoch o tyle do nas nie pasuje, że mamy dość odmienne zwyczaje towarzyskie. My nie spędzamy tak wiele czasu w licznym gronie znajomych w kawiarni – to tylko przykład – jak to robią Włosi. Ich zwyczaje, których nie chcą zmienić nawet teraz, mają istotny wpływ na sytuację u nich. Podobnie jak wiek włoskiego społeczeństwa.
Mam nadzieję, że nie popełniłem tutaj zasadniczych błędów, wszak nie jestem ani statystykiem, ani matematykiem.
Porównaj teraz obraz, jaki się wyłania z moich wyliczeń, do swojego. U Ciebie milion, u mnie milionowe części.
Czy wiesz, dlaczego o tym piszę?
Na zakończenie uwaga, która, mam nadzieję, Ciebie nie dotyczy.
Jestem człowiekiem starej daty, przedstawicielem ginącego gatunku. W moim widzeniu świata mężczyznę powinna cechować rozwaga, stabilność przekonań, spokój, rozsądek. Jedną z jego ról społecznych jest wspomaganie kobiety, także emocjonalnie.
Tak mi przyszło ostatnio do głowy, że może jedną z przyczyn coraz częstszego noszenia portek przez kobiety, jest ich nienoszenie przez mężczyzn. Może stają się tak mocne, zdecydowane, tak męskie, nie tylko z powodu tych różnych ruchów gender, ale po prostu dlatego, że nie znajdują wsparcia w nas?
Użytkownik: janmamut 2020-03-26 15:31 napisał(a):
Odpowiedź na: Dobrze, więc milion. Nada... | KrzysztofOpiekun BiblioNETki
Rozważałem czas bezpośrednich działań wojennych, ponieważ był większy od ok. 2 miesięcy przewidywanego rozwoju zarazy, a dał mniej ofiar, niż może się zdarzyć, jeśli nie zauważymy, że teraz też mamy wojnę. I ważne jest, by nie było, jak w 1939, gdy mieliśmy nie oddać nawet guzika; jak pod Lenino, gdzie w wyniku "rozpoznania walką" pierwszy batalion, wbrew pewnemu optymizmowi wiersza Lucjana Szenwalda, praktycznie przestał istnieć; jak w sierpniu 1944 r. w Warszawie, gdzie finalnie wymordowano 1/5 ludności.

Jeśli dzisiaj jest ok. 1000 rozpoznanych zarażonych, to — po uwzględnieniu czasu inkubacji — nosicieli mamy 20 do 40 razy więcej. Przyjmę górną wartość, bo ze względu na problemy z testami i tak pewnie jest to niedoszacowane. Czyli już 1 na tysiąc jest nosicielem, a przecież nie trzeba się z nim spotkać bezpośrednio, by potencjalnie zarażał. Tylko bez działań zapobiegawczych za 10 dni to już będzie 1 na stu. Jeżeli prawdziwy przyrost jest mniejszy od 30%, to wszystko to zdarzy się tylko nieco później.

Oczywiście, nie będzie to tak, jak było przedstawione chyba u Lema (pamięta ktoś?), że skoro bakterie rozmnażają się raz na dobę, to po pewnym czasie będzie z nich wielka kula o froncie poruszającym się szybciej od prędkości światła. Naprawdę opisuje to rozkład logistyczny, uwzględniający brak, hmm, pokarmu. To jednak zaczyna się dziać później.

Nie wiem, jakie warunki zapewnił tym młodym ludziom pracodawca. Jednak na nim spoczywa obowiązek stworzenia warunków bezpiecznej pracy i pracownik ma prawo legalnie jej odmówić, jeśli nie są spełnione. Jeśli mężczyznę ma cechować rozwaga, to teraz wyraża się ona przecięciem dróg zarażania.


Użytkownik: KrzysztofOpiekun BiblioNETki 2020-03-26 21:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Rozważałem czas bezpośred... | janmamut
Mamucie, przyznam, że dzisiaj, mając obecną wiedzę o rozwoju zarazy, sporo zmieniłbym w tekście, zostawiając jednak myśl przewodnią. Wspomniany sklep zamknięto wtedy, gdy jeszcze nikt tego nie robił, i dlatego odebrałem to jako objaw zupełnie niemęskiej paniki. Teraz powiedziałbym sobie: „Kolejny zamknięty sklep. Ciekawe, kiedy pryncypał zamknie firmę.” Bo pewnie zamknie, może na dłużej, niż się spodziewa. Myślę, Mamucie, że obecna sytuacja, ta konieczność izolowania się (do której i ja się stosuję, zaznaczam ten fakt, w rosądnych granicach), może zostawić w ludzkiej psychice długo istniejące ślady, chociażby obawy przed wejściem w tłum ludzi. Co komu po karuzelach w takich czasach?
Dzisiaj przeczytałem garść wiadomości w internecie o wirusie i sytuacji w kraju i na świecie, i tak się źle poczułem, że postanowiłem nie czytać więcej. Przy czym warto mi zaznaczyć, że stan informacyjnego izolowania jest u mnie permanentny. Nie czytam gazet, nie słucham radia, nie mam telewizora, bo nie akceptuję sposobu podawania tam informacji (celowanie na sensację) i ich wyboru (raczej złe niż dobre), a reklamy są u mnie przyczyną dolegliwości żołądkowych.
Nie znamy przyszłości, może być nieciekawa, wolałbym jednak porównania mniej dołujące, niż do II Wojny, informacje bardziej wyważone. Szczególnie w obecnej sytuacji widziałbym potrzebę niewzbudzania u ludzi paniki, a wiele artykułów w internecie, także tych dzisiaj czytanych, specjalnie tak jest pisanych.
Tak, masz rację: męską postawą teraz są zachowania mające na celu niezarażenie innych. Spokojnie, bez panikowania, ale należy nam zrezygnować z pewnych naszych zwyczajów i sposobów spędzania czasu.
Dzisiaj odwołałem spotkanie z długo niewidzianym przyjacielem mieszkającym w innym mieście, ale w niedzielę w góry pojadę, jak byłem tydzień temu. Byłem, i przez cały dzień widziałem jedną osobę: przechodziła jakieś dwadzieścia metrów ode mnie. Bezpieczeństwo, którego mogą pozazdrościć pracownicy Biedronki, na przykład.
Zgadzam się z Tobą także w ocenie walk pod Lenino. Tylu młodych ludzi zginęło tam niepotrzebnie!
Mamucie, słucham siebie, i nie znajduję strachu przed wirusem, chociaż pewien niepokój owszem. Boję się jednak o to, co będzie z nami jako społeczeństwem i z naszą gospodarką.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2020-03-27 08:36 napisał(a):
Odpowiedź na: Mamucie, przyznam, że dzi... | KrzysztofOpiekun BiblioNETki
Jeżeli Cię interesują właśnie sprawdzone informacje, przeczesane ze światowych portali i bez upolitycznionego komentarza, praktycznie same suche FAKTY, to mogę podesłać na priv link do strony, na której można zamówić subskrypcję takichże.
Użytkownik: KrzysztofOpiekun BiblioNETki 2020-03-27 18:10 napisał(a):
Odpowiedź na: Jeżeli Cię interesują wła... | LouriOpiekun BiblioNETki
Przyślij, proszę. Zajrzę i sprawdzę.
Dziękuję Ci.
Użytkownik: rafalb93 2020-03-21 08:36 napisał(a):
Odpowiedź na: 190320 Ktoś doświadczony... | KrzysztofOpiekun BiblioNETki
Opowiem trochę jak ta epidemia wygląda z perspektywy pracowników branży budowlanej. Mój brat zajmujący się wykończeniówką pracuje obecnie w blokach, w których kilka osób wróciło z Włoch i Niemiec. W czwartek i piątek dwóch jego współpracowników dostało duszności i czterdziestostopniowej gorączki. Jednak szef zwyczajnie wysłał ich do domu, nawet nigdzie tego nie zgłaszając. Twierdzi, że zagrożenia nie ma ( tak jak mówisz jest to wypasiony byk, mimo że już niemłody, który od tygodnia nie wychodzi z domu). Jako środek ostrożności zaleca pracownikom picie bimbru.
Ja zajmuję się wentylacją i obecnie pracuję na hali produkcyjnej. Jedynym zaleceniem naszego prezesa jest byśmy oszczędzali rękawice robocze bo brakuje na rynku a on na zapas kupował nie będzie. Zwykły płyn do dezynfekcji rąk też jest zbędny (mimo że osoby zatrudnione u nas w biurze takowy otrzymują). Codziennie mam styczność z kurierami, również zza granicy, dla ochrony tylko nie podajemy sobie ręki na powitanie.
Mieszkam na wsi i tutaj strach przed zarażeniem widać, jednak nie jest on zbyt wielki. Sąsiedzi, którzy ostatnio wrócili z Niemiec i według zaleceń powinni przebywać w kwarantannie chodzą spokojnie do sklepów, kościoła, załatwiają sprawy w urzędach. Nie przejmują się tym, że mogą zarażać. Myślę, że panika jest groźna ale najgroźniejsza jest ludzka bezmyślność.
Użytkownik: KrzysztofOpiekun BiblioNETki 2020-03-21 16:42 napisał(a):
Odpowiedź na: Opowiem trochę jak ta epi... | rafalb93
Podobne zachowania i ja obserwuję bądź o nich słyszę, na przykład o wypełnionym placu zabaw na dzielnicy. Nie akceptuję takich zachowań, tak jak nie akceptuję tych z przeciwnego bieguna, mianowicie panikarskich.
Innego rodzaju przykład dodam do Twoich związanych z pracą: o braku wody w jedynym kranie na warsztatowej hali. Akurat tego rodzaju przypadki sknerstwa bądź lekceważenia przez właścicieli, uprawniają do odmowy pracy. Taką decyzję każdy musi podjąć sam, oceniając nie tylko stopień zagrożenia, ale i możliwości utrzymania rodziny. Zaznaczam ten problem, ponieważ trudno spodziewać się szybkiego powrotu do normalności.
Zgadzam się z Tobą w ocenie skutków bezmyślności.
Użytkownik: imogena 2020-03-21 08:42 napisał(a):
Odpowiedź na: 190320 Ktoś doświadczony... | KrzysztofOpiekun BiblioNETki
Popieram w 100%.
Oczywiście, środki ostrożności należy stosować - ja np. mogłam przejść na pracę w trybie online i to zrobiłam. Ale, tak jak zawsze, o wiele bardziej niż problemu głównego, boję się histerii, którą ów problem wywołuje.
Ciekawe, jak wiele osób umrze, bo odłożono im na czas nieokreślony ważny zabieg bądź operację albo odmówiono interwencji medycznej w nagłym przypadku. To nie są fake newsy, znam osobiście jedną osobę, która czekała na operację, a teraz nie wie, czy przeżyje najbliższy rok. A o wielu innych w podobnej sytuacji słyszałam.
Ciekawe, ile osób popełni samobójstwo z braku możliwości zapewnienia sobie i bliskim środków finansowych niezbędnych do przeżycia.
Użytkownik: KrzysztofOpiekun BiblioNETki 2020-03-21 16:44 napisał(a):
Odpowiedź na: Popieram w 100%. Oczywi... | imogena
Dziękuję. Nie jestem sam.
Z komentarzy można wysnuć wniosek, że jestem jednym z tych, którzy za nic mają bezpieczeństwo, jak ci Twoi przykładowi sąsiedzi. Czytam te słowa, i chwilami ręce mi opadają, ponieważ wyciąga się tutaj dziwne wnioski z moich słów. Zmusza się mnie w ten sposób do udowadniania, że nie jestem słoniem.
Zrezygnowałem z dwudniowego wyjazdu w góry, ponieważ musiałbym nocować w hotelu bądź agroturystyce, ale jutro pojadę nie tylko dlatego, że na wybranych szlakach próżno szukać ludzi. Pojadę, ponieważ umiar uznaję za właściwy.
Chowanie się w czterech ścianach mogę uznać za dopuszczalne, czy przynajmniej niesprzeczne logicznie, jeśli chowający się zaakceptuje skutki takiego samego zachowania wszystkich ludzi. Skutki bardziej katastrofalne od wirusa: zatrzymanie gospodarki. To nie jakieś podatki czy wykresy, nie procenty spadku obrotów, a pustki w sklepach, zamknięte szpitale, ciemności, brak ogrzewania. Brak wszystkiego. Bo wszyscy schowali się w domach stawiając tamę wirusowi.
Za moralnie niedopuszczalne mam chowanie się w domach przy jednoczesnym oczekiwaniu zrobienia zakupów, opróżnienia śmietników i obejrzeniu swojego serialu w działającej telewizorni. Śmiem twierdzić, że zdecydowana większość zamykających się oczekuje działania sklepów, elektrowni, etc. Jakim prawem? Bardziej przebiegłego?
Ten mój sprzeciw, zaznaczony przykładem wzmiankowanego zamkniętego sklepu ze sprzedawcami w środku, leży u podstaw decyzji napisania tego tekstu.
Napisania nie żałuję, publikacji tutaj owszem.
Celnie napisałaś o ubocznych skutkach obecnej sytuacji.
Użytkownik: Stephanie 2020-03-21 09:48 napisał(a):
Odpowiedź na: 190320 Ktoś doświadczony... | KrzysztofOpiekun BiblioNETki
Zwalczanie epidemii polega na:
- eliminacji ogniska zakażenia
- przecinaniu dróg rozprzestrzeniania się wirusa
- zwiększenie odporności populacyjnej poprzez masowe szczepienia

Ciągle przywoływana grypa ma znacznie mniejszą szybkość zarażania, populacja posiada jakąś odporność wskutek przechorowania lub/i szczepień, a mimo to może być przyczyną śmierci. To nie powód do uspokojenia, a do rozważenia swojego postępowania wobec wszelkich chorób zakaźnych.Wirus Ebola nie wywołał dotąd pandemii, bo bardzo szybko zabija osoby zarażone,więc sam przecina drogi swojego rozprzestrzeniania się.Coronawirus jest nowy, nikt nie ma wytworzonej wcześniej odporności ani nie ma szczepionki. Jedyną metodą walki jest to " siedzenie w domu" czyli przecinaniu dróg przenoszenia się wirusa z człowieka na człowieka. To nie histeria ani panika, to jedyna metoda działania, jaką dysponujemy , choć z wielu względów trudna , to ADEKWATNA do sytuacji epidemiologicznej i cech tego wirusa.
Użytkownik: Stephanie 2020-03-21 10:13 napisał(a):
Odpowiedź na: 190320 Ktoś doświadczony... | KrzysztofOpiekun BiblioNETki
Na dzień dzisiejszy czyli 21 marca wychodzimy z domu z uzasadnionych powodów i jednym z nich jest praca. W pierwotnym ognisku epidemii - chińskim mieście Wuhan - zastosowano total lockdown czyli również ograniczenie pracy do obszarów bezwględnie koniecznych do przeżycia, zamknięcie granic miasta i kordon sanitarny, a mimo to epidemia przekształciła się w pandemię. Piszę to, aby każdy z nas podejmował swoje decyzje w sposób przemyślany, starając się tonować emocje - a to też jest trudne.
Użytkownik: Stephanie 2020-03-21 10:29 napisał(a):
Odpowiedź na: 190320 Ktoś doświadczony... | KrzysztofOpiekun BiblioNETki
I jeszcze jedno: czy pandemia wygaśnie i kiedy, tego nie wie nikt. W wariancie najgorszym epidemia wygasa, kiedy umierają wszyscy zakażeni. W wariacie optymistycznym: wirus zmniesza samoistnie swoją zjadliwość, a w populacji rośnie odporność nabyta wskutek kontaktu z patogenem , naskuteczniej - z patogenem zmodyfikowanym i podanym w formie szczepienia.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: