Dodany: 2020-03-10 09:03|Autor: PolecaneOpiekun BiblioNETki

„Wybierz tylko kolor burki i nie ma sprawy, dalej będziesz mogła być dziennikarką” [1]


Recenzentka: porcelanka

Souad Mekhennet to niemiecka dziennikarka i muzułmanka pochodząca z Maroka, zajmująca się tematem dżihadu, arabskich bojowników i konfliktów na Bliskim Wschodzie. Ubrana w abaję i hidżab dociera tam, gdzie zachodni dziennikarze nie są mile widziani. Nawiązuje kontakty z młodymi muzułmanami zafascynowanymi dżihadem, ma informatorów w ISIS i przeprowadza wywiady z ich dowódcami.

„Powiedzieli, żebym przyszła sama” to kilkanaście opowieści o dziennikarskich śledztwach Mekhennet, jej spotkaniach z dżihadystami, pobytach w krajach arabskich i rozmowach z ich mieszkańcami. Niemiecka dziennikarka analizuje przyczyny konfliktu sunnicko – szyickiego, przygląda się Arabskiej Wiośnie i fali uchodźców w Europie, obserwuje walkę Zachodu z Al-Kaidą, stara się przewidzieć konsekwencje i wyciągać wnioski. Jednocześnie dzieli się swoimi emocjami i opisami niebezpiecznych wypraw – niejednokrotnie ryzykowała życiem, narażała własne zdrowie i bezpieczeństwo dla zdobycia pewnych informacji. Ocierała się o śmierć, więzienie i próby porwania – odwiedzała miejsca, do których nie mają dostępu Europejczycy.

Mekhennet podejmuje kwestię pozycji kobiet w islamie pamiętając, co mówiła jej babcia („nie myśl, że kobiety w islamie muszą być słabe”[2]). Opowiada o „narzeczonych kalifatu” – kobietach powiązanych z zamachowcami i terroryzmem. A z drugiej strony ukazuje zwykłe muzułmanki ukrywające się pod nikabami i burkami, które padają ofiarą „Arabskiej Wiosny”. „Kobietom nie pozostawiono żadnego wyboru. (…) zdrajcy zmusili je do porzucenia islamu. Ale my wyzwolimy tunezyjskie kobiety. (…) Każda prawdziwa muzułmańska kobieta będzie szczęśliwa, mogąc zakrywać głowę i twarz”[3].

„Powiedzieli, żebym przyszła sama” traktuje również o uchodźcach, a Mekhennet bardzo krytycznie podchodzi do tematu. Wśród arabskiej ludności na austriackich dworcach spotyka nie tylko uciekających od wojennej zawieruchy, ale także młodych, silnych mężczyzn, których podejrzewa o związki z terrorystami. Opisuje zderzenie oczekiwań uchodźców z tym, co zastają. „Ludzie wierzyli, że w Niemczech dostaną umeblowane mieszania, samochody, zasiłek na każde dziecko, opiekę medyczną, jak również szansę na otworzenie własnego biznesu”[4]. Podkreśla, że niejednokrotnie imigranci nie szukają pracy jako niewykwalifikowani pracownicy, a wręcz uważają, że arabskie kobiety nie powinny podejmować się pewnych zajęć. Konfrontuje z nimi pokolenie swoich rodziców, które ciężko pracowało za skromne wynagrodzenie po przyjeździe do Europy i przyjmowało postawę usłużności, nie protestując przeciwko dyskryminacji.

Souad Mekhennet opowiada o swoich korzeniach, dzieciństwie i własnych ambicjach. Ale przede wszystkim o dyskryminacji, jakiej doświadczała, barierach, jakie musiała pokonać z racji swojego pochodzenia, o walce z podejrzeniami, że sprzyja terrorystom. Stara się znaleźć odpowiedź na pytanie: co skłania młodych muzułmanów do przyłączenia się do bojówek islamskich i organizacji terrorystycznych? Korzysta przy tym także z własnych doświadczeń i obserwacji. Słucha opowieści ofiar – muzułmanów torturowanych w tajnych więzieniach, którzy po wypuszczeniu jeszcze bardziej się radykalizują. Nie pozostaje jednak bezkrytyczna nie tylko wobec Europy i rządów zachodnich państw, ale także wobec islamu. Jak sama zauważa „wiele arabskich państw skrywa w sobie głęboką zakorzenioną formę rasizmu”[5]. Konkluduje: „Świat wcale nie stoi w obliczu zderzenia cywilizacji czy kultur, lecz w obliczu zderzenia między tymi, którzy chcą budować mosty, a tymi, którzy widzą świat przez pryzmat tego, co nas dzieli i w pocie czoła szerzą nienawiść i dalsze podziały”[6].

Niemiecka dziennikarka pisze przystępnym językiem, choć często analizuje skomplikowane procesy społeczne i polityczne. Przede wszystkim kieruje się zasadami dziennikarskiej rzetelności, które nakazują jej obiektywizm, potwierdzanie uzyskanych informacji i podjęcie prób uzyskania komentarza czy poglądu drugiej strony konfliktu. Dzięki temu jej reportaże i artykuły mają taką moc, demaskują pewne procedery, ukazują różne punkty widzenia i uświadamiają społeczeństwa. To zajmująca, ale i wymagająca skupienia lektura, która zmusza nie tylko do refleksji, ale także do uważanej analizy otaczającej nas rzeczywistości.

„Jeśli czegokolwiek nauczyłam się przez te wszystkie lata, to tego, że płacz matki nad ciałem zabitego dziecka wszędzie brzmi tak samo, bez względu na to, czy matka jest czarna, brązowa czy biała; czy jest muzułmanką, żydówką czy chrześcijanką; czy jest szyitką czy sunnitką. Wszyscy w końcu spoczniemy w tej samej ziemi”[7].

[1] Souad Mekhennet, „Powiedzieli, żebym przyszła sama: Za linią dżihadu”, Wydawnictwo Poznańskie, 2019, str. 298.
[2] Tamże, str. 35.
[3] Tamże, str. 367.
[4] Tamże, str. 517-518.
[5] Tamże, str. 573.
[6] Tamże, str. 574.
[7] Tamże, str. 575.

Autor: Souad Mekhennet
Tytuł: „Powiedzieli, żebym przyszła sama: Za linią dżihadu”
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie, 2019
Liczba stron: 584

Ocena recenzenta: 5,5/6

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 354
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: