Dodany: 2020-03-09 17:38|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Jeden dzień potrójnej samotności


Jadwiga, gdzieś koło osiemdziesiątki, od kilkunastu lat żyła samotnie: mąż zmarł, córka wyjechała za granicę, na tyle daleko, że nie można liczyć na jej odwiedziny częściej niż raz w roku. Ale miała swój poukładany świat, swoje wspomnienia, swoje przyzwyczajenia… dopóki nie spadła z drabiny. Złamane biodro, a w następstwie wózek inwalidzki i dom opieki. Tu nie jest sama – ale o ileż bardziej wolałaby być! Bo wśród pensjonariuszy jest jedną z niewielu, która zachowała jasny umysł: ci po udarach czy wypadkach najczęściej leżą bezwładnie, bez kontaktu z otoczeniem, a z pozostałych większość ma bardziej lub mniej zaawansowane objawy demencji. Ci pierwsi – przynajmniej na to wygląda – nie czują się upokorzeni faktem, że ktoś ich myje i przebiera, nie wiedzą, że ktoś rozkrada ich rzeczy osobiste, nie potrafią o nic poprosić, więc oszczędzona im jest przykrość odmowy; „tych zdziecinniałych łatwiej zadowolić”[1] papierosem, cukierkiem, płytkim kłamstewkiem. A Jadwiga widzi zniecierpliwienie i niechęć, i często niefachowosć personelu, denerwuje ją brud, bałagan, hałas, męczy ból, krępuje niemożność utrzymania higieny bez pomocy obcych osób. I ciągle czegoś chce, a to dodatkowej porcji leku, a to odnalezienia ulubionego swetra, który „musieli gdzie indziej dać po praniu”[2], a z tego względu jest postrzegana przez personel jako najbardziej kłopotliwa pacjentka. Tylko wizyty wolontariusza Tomka wprowadzają w jej życie odrobinę radości, bo młody człowiek robi jej drobne sprawunki i, w odróżnieniu od pozostałych osób, ma czas na rozmowę z nią. Przynajmniej czasami.

Tomek, student, który na dobrą sprawę mógłby być wnukiem Jadwigi, bywa w domu opieki „parę godzin, raz, góra dwa razy w tygodniu”[3]. I mógłby tu zrobić wiele dobrego, dając ludziom systematycznie pozbawianym godności chociaż namiastkę troski, stwarzając choćby iluzję zainteresowania. Ale wie, że – jak go poinformowano, potwierdzając tym samym to, czego jest pewna Jadwiga, a on się domyśla, mianowicie, iż pacjent w tym wszystkim jest elementem najmniej ważnym – „wolontariusz nie jest dla pacjenta, tylko dla zakładu”[4], zatem pracownice mają prawo chcieć, „żeby pomagał ścielić łóżka, myć podłogi, okna i szafki, nosić rzeczy do pralni”[5]. Więc czuje dyskomfort, bo pragnie być zauważany, chwalony, tymczasem zawodzi i pacjentów, którzy pragną, żeby z nimi był jak najdłużej – rozmawiał, czytał, wywoził na świeże powietrze – i personel, dla którego „taki wolontariusz to żaden wolontariusz. Nic nie pomaga, tylko miło spędza czas, na pogaduszkach jakichś”[6].

Agata, pielęgniarka w średnim wieku, jest doskonałą ilustracją tezy, że „do wszystkiego można się przyzwyczaić”[7]. Przyzwyczaiła się, teraz już tylko „pełna rutyna, na szybkości”[8] i pragnienie odpoczynku, bo „nawet jak między 14.30 a 15.30 jest czas bezpacjentowy, to i tak nie jest to czas wolny”[9], a nowych chętnych do pracy nie ma. I drażnią ją ci ludzie, którzy bez przerwy się czegoś domagają, narzekają, zarzucają, że „one by tylko sobie przerwy robiły”[10]. Zawodowe dbanie o innych niszczy zdrowie i wypala; są kraje, w których osobie pracującej jak Agata zapewnia się wsparcie psychologa i płatny urlop na poratowanie zdrowia, ale tego ona nie wie, a jeśli wie, to w ogóle o tym nie myśli, bo mieszka i pracuje tu i teraz, za „mniej niż tysiąc siedemset na rękę minus koszty dojazdu”[11], i ma do obrobienia dom, i problemy z nastoletnią córką, która od chwili przejścia do gimnazjum wagaruje…

Tych troje łączy nie tylko miejsce pracy i permanentna frustracja, także fakt, że wszyscy doświadczyli zdrady. Mężowie obu kobiet ucięli sobie romans na boku, który co prawda nie miał skutków prawnych, ale wciąż tkwi w świadomości Agaty po dwóch latach, a Jadzi – chyba już ze czterdziestu… A Tomka właśnie zostawiła dziewczyna po niezbyt krótkim, za to bardzo burzliwym związku. Nie ma to specjalnego znaczenia dla rozwoju akcji, raczej jest dodatkową cegiełką dorzuconą do gmachu przykrości i cierpienia, który u Jadwigi urósł już tak bardzo, że przytłoczył wszystkie inne odczucia, u Agaty jest na najlepszej drodze ku temu, a u Tomka… kto wie, może nigdy nie wzniesie się tak, żeby rzucać cień na jego życie, a może przewyższy tamte dwa?

Byłaby to powieść rewelacyjna, bo Uzdański ma niesamowity słuch językowy – ani jedno zdanie wypowiedziane przez którąkolwiek z postaci nie wydaje się sztuczne, wszystkie są tak żywe, tak naturalne w swojej niepełności i potoczności! – i doskonałą zdolność wczuwania się w skórę osób różnej płci i w różnym wieku, toteż strumienie myśli trojga bohaterów są równie przekonujące i równie dramatycznie poruszające. Byłaby też dlatego, że jest dobitnym głosem, ukazującym koszmar starości w realiach kraju, którego nie stać na przyzwoity poziom opieki nad seniorami, a w którym – dziś już wszyscy mamy tego świadomość – liczba osób niesamodzielnych, niepełnosprawnych z powodu chorób związanych przede wszystkim z podeszłym wiekiem coraz bardziej przewyższa liczbę tych, którzy są w stanie się nimi zająć.

Byłaby… ale nie jest, sprawiając wrażenie zaledwie szkicu – bardzo dobrego technicznie, lecz tylko szkicu, którego autor nie zdążył jeszcze zdecydować, jak pewne wątki poprowadzić, dopiero eksperymentując z trybami narracji, z rozwijaniem postaci, próbując zestawiać fabułę z luźno spisanych fragmentów. To samo zresztą niezupełnie trafione rozwiązanie zastosował w „Wakacjach” – doskonałe dialogi i pozostawiona samej sobie gdzieś na boku warstwa fabularna, tak jakby podkradł się do bohaterów z jakimś rejestratorem myśli, nagrywał ich „od-do”, przez tę jedną dobę, na przemian tych troje, i jeszcze dosłownie przez chwilę – właściwie nie wiadomo po co – leżącą obok Jadwigi „wariatkę” Ewę, a potem wyłączył aparat i kropka, co zostało powiedziane, to zostało, a reszty nikt się nie dowie. Więc i my się nie dowiemy niczego więcej, a chciałoby się, zwłaszcza o Tomku: dlaczego w związku był tak skory do wybuchów złości, a w stosunku do obcych ludzi potrafi być tak ujmujący? Czy jego dodatkowe zajęcie miało jakiś wpływ na relację z Zuzą? A jak było w przypadku Agaty, czy to praca spowodowała, że mąż poszukał odmiany w ramionach ekspedientki ze spożywczego? To pozostawia lekkie poczucie niedosytu, lecz tym, co naprawdę przeszkadza, jest niepotrzebne i niczym nieuzasadnione żonglowanie narracją w partiach Jadwigi. Gdyby była tylko pierwszo- i trzecioosobowa, byłoby to do zaakceptowania, ale ni stąd, ni zowąd ktoś – kto, duch z zaświatów czy rozdwojona jaźń? – zaczyna zwracać się do niej, opowiadając jej, co o n a s a m a widzi, co myśli i co czuje. Druga osoba liczby pojedynczej sprawdza się w narracji bardzo rzadko i raczej w sytuacji, gdy to bohater mówi do osoby nieobecnej, względnie obecnej, ale z jakiegoś powodu milczącej, a nie nieznana postać do niego – o czym pisarze powinni wiedzieć i unikać takich eksperymentów, które czytelnika tylko męczą, dezorientują, a nic nowego nie wnoszą. Mnie ta narracyjna gimnastyka solidnie popsuła odbiór powieści. A szkoda, bo przy pierwszym rozdziale pomyślałam sobie: no, jeśli tak dalej będzie, to będzie to jedna z moich najlepszych lektur od początku roku… ale do najlepszej jednak trochę brakło.

[1] Grzegorz Uzdański, „Zaraz będzie pod wszystkim”, wyd. WAB, 2019, s. 160.
[2] Tamże, s. 33.
[3] Tamże, s. 86.
[4] Tamże, s. 87.
[5] Tamże, s. 86,
[6] Tamże, s. 123.
[7] Tamże, s. 181.
[8] Tamże, s. 157.
[9] Tamże, s. 159.
[10] Tamże, s. 159.
[11] Tamże, s. 87.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 163
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 4
Użytkownik: Marylek 2020-03-19 10:16 napisał(a):
Odpowiedź na: Jadwiga, gdzieś koło osie... | dot59Opiekun BiblioNETki
Czy to jest może Twoja książka, Dot?
Użytkownik: misiak297 2020-03-19 10:28 napisał(a):
Odpowiedź na: Czy to jest może Twoja ks... | Marylek
Moja. Może iść do Ciebie:)
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2020-03-19 10:55 napisał(a):
Odpowiedź na: Moja. Może iść do Ciebie:... | misiak297
Dam przy najbliższym spotkaniu (ach, kiedyż?...).
Użytkownik: Marylek 2020-03-19 19:40 napisał(a):
Odpowiedź na: Dam przy najbliższym spot... | dot59Opiekun BiblioNETki
Co się odwlecze... ;)
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: