Dodany: 2020-03-09 13:28|Autor: rafalb93

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Ostatnie życzenie
Sapkowski Andrzej

4 osoby polecają ten tekst.

Książki pisze się po to, by się nimi wzruszano.


Są książki, obok których przechodzimy obojętnie. Czytamy je, byle tylko skończyć, często z przymusu - jak to bywa na przykład z lekturami szkolnymi - a potem zwracamy do biblioteki, oddajemy znajomym, odkładamy na półkę. Zapominamy o nich. Są książki dobre, które nam się podobają, dobrze się przy nich bawimy. Ale mimo tego po jakimś czasie i tak uciekają nam z pamięci. Wreszcie są książki, które pochłaniają nas bez reszty. Wiecie, co mam na myśli: książki przez duże "K". O nich nie potrafimy zapomnieć. Tych jest naprawdę mało. Jeśli macie szczęście, w tej grupie znajdziecie prawdziwy skarb, książkę, która zmieni wasze życie. Tak jak "Wiedźmin" zmienił moje. Co ten gość gada? - pomyślicie. Nawiedzony pewnie jakiś. Poczekajcie chwilę. Sam wiem, jak to brzmi. Jak zwykły banał, pusty slogan. Pozwólcie, że Wam coś opowiem. Pośmiejecie się później. Dobrze?

Gdy byłem mały, czytała mi mama. Pewnie jak większości dzieci. Podobno miałem najwięcej wypożyczonych książek z całego działu dziecięcego mojej biblioteki. Tak mi przynajmniej powiedziano. Pamiętam, jak leżałem w łóżku i słuchałem mojej ulubionej książki o przygodach dwóch braci lisków (Boże, ile bym dał by przypomnieć sobie jej tytuł!). W szkole, niestety, już byłem z czytaniem coraz bardziej na bakier. Wiadomo, koledzy, kopanie piłki na podwórku, jakaś tam nauka; ograniczyłem się już tylko właściwie do lektur, traktując czytanie jako nudę i stratę czasu. Po wejściu komputerów nawet lektury były dla mnie złem koniecznym. No bo kto "normalny" czyta, skoro jest tyle ciekawszych zajęć? Chyba tylko nudziarze, księgowi i ludzie samotni. Taaa, tak wtedy myślałem, do tej pory mi wstyd. Gdy byłem w gimnazjum, wydano grę komputerową "Wiedźmin". To był wtedy hit. Nawet nie wiem, ile godzin przy tym przesiedziałem. Kiedy kumpel powiedział mi, że gra jest na podstawie książki moją reakcją było: "aha, fajnie". Tak mnie to zaciekawiło... no, przecież czytał nie będę. I po tej, że tak zażartuję, rozmowie, temat upadł na 3 lata. W szkole średniej było jeszcze gorzej. Z lektur przerzuciłem się na streszczenia. Krótsze, człowiek wykuje na pamięć i będzie miał z głowy. Rozumiecie tragizm? Z dziecka kochającego książki wyrastałem na kogoś, kto jest dumny z tego, że w szkolnej bibliotece był tylko raz, gdy wysłała go nauczycielka... Któregoś dnia, wracając do domu autobusem, siedziałem z tym samym kumplem i przesyłałem od niego jakieś głupoty na komórkę. Folder o nazwie "Wiedźmin" też wysłałem, nawet nie wiedząc, co tam jest. Nie otwierałem go przez kolejny rok. Aż odwołali nam lekcję niemieckiego. Siedziałem, jak każdy bawiłem się telefonem i już chyba z całkowitej desperacji otworzyłem "Wiedźmina" W tamtych czasach ebooki były rzadkością, dlatego pliki w folderze były w formacie txt (format używany w popularnym notatniku). Przeczytałem kilka stron. Przysięgam, jakby mnie ktoś w pysk strzelił i oczy otworzył. 45 minut nie było mnie dla świata. Później czytałem wszędzie. Siedziałem do pierwszej w nocy z tym durnym telefonem w łapie i przewijałem kolejne strony. A nie było łatwo na maleńkim ekranie przy czcionce tak mikroskopijnej, że wersy zlewały się w jedno. Od tego czasu minęło wiele lat, czytałem cały cykl trzykrotnie i za każdym razem podobał mi się tak samo. Dobrych książek są tysiące, ale wybitną poznajesz po tym, że czujesz żal, gdy ją kończysz. I ja właśnie im bliżej końca, tym czułem większy żal, jednocześnie nie mogąc się doczekać zakończenia. Może trochę przesadzę, ale dla mnie, jeśli chodzi o fantasy "Wiedźmin" jest najlepszym wydanym polskim cyklem i ścisłą czołówką światową.

Co właściwie sprawiło, że "Wiedźmin" spodobał się człowiekowi będącemu na najlepszej drodze do wtórnego analfabetyzmu?
Zaciekawił mnie już sam pomysł osadzenia fabuły w szeroko pojętych czasach wczesnych Słowian. Ciekawe jest, że uczy się nas o bóstwach Rzymu, Grecji czy Egiptu, natomiast wierzeniom słowiańskim nie poświęca się ani minuty. I tę niszę autor doskonale wypełnił. Poniekąd to smutne, że sami dobrowolnie powoli zapominamy o naszych korzeniach. Świat stworzony przez Sapkowskiego jest realistyczny, a barwny język autora i spora dawka humoru sprawiają, że jego najsłynniejsze dzieło świetnie się czyta. Można się i pośmiać, i wzruszyć.

Największym ewenementem jest dla mnie główny bohater. Poznajemy Geralta jako aspołecznego odludka, zimnego gbura i mruka, któremu niezbyt zależy na sympatii innych. Z pozoru nie ma nic, za co można go polubić. A jednak czytelnik od początku się z nim identyfikuje. Dlatego, że jest autentyczny. Na pierwszy rzut oka prosty, jednak wewnętrznie złożony. Może dlatego miliony ludzi na świecie pokochało Geralta. Bo przypomina nas samych. Podobnie jak my, maskuje swoje uczucia po to, by nie zostać zranionym. Ogólnie bohaterowie są mocną stroną całego cyklu. Nie ma tu podziału na całkowicie dobrych i złych. Wszyscy są prawdziwi, mają swoje wady, swoje przemyślenia. Jak w prawdziwym życiu.

Zauważyliście już, że w tym tekście, delikatnie mówiąc, brakuje obiektywizmu i przypomina bardziej pean pochwalny? To celowe. Myślę, że z miłością do książki jest tak samo jak z uczuciami do kochanej osoby; gloryfikujemy ich zalety, jednocześnie przymykając oko na wady.

Abstrahując od tego, jakim człowiekiem jest Andrzej Sapkowski, zawsze będę przed nim chylił czoła dlatego, że na nowo rozbudził we mnie radość z czytania. Bo ta radość zawsze gdzieś tam w środku była, nagle nie zniknęła. Ja ją zwyczajnie w sobie uśpiłem, sam nie wiem czemu. Dziś, gdy mówię ludziom, że czytam, reakcje są różne. Niektórzy patrzą z politowaniem i komentują to dwoma słowami: "aha, fajnie". Jednak większość spogląda z uznaniem. Bo czytanie jest fajne, tylko niektórzy, tak jak ja, potrzebują czasu, by to zrozumieć. Słyszałem gdzieś ciekawe zdanie: "Kto czyta, żyje podwójnie". Szczera prawda, czytanie to nic innego jak patrzenie na świat oczami duszy.

Na koniec chciałbym życzyć każdemu, by w tym morzu napisanych książek odkrył tę jedną. Swój skarb.
No, to by było na tyle. Teraz możecie się śmiać.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 244
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 2
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2020-03-10 14:21 napisał(a):
Odpowiedź na: Są książki, obok których ... | rafalb93
To wspaniale, że jednak się do czytania zachęciłeś! Mam nadzieję, że to zaledwie początek przygody i teraz spróbujesz znaleźć kolejne fascynujące lektury. To prawda, że Wiedźmin jest czytalny jak mało co! Twój entuzjazm jest zrozumiały, sam go podzielam :)

Mam tylko takie dwie małe wątpliwości: po pierwsze, zdaje mi się, że niezbyt Sapkowski odniósł się w kreacji systemu wierzeń do "wierzeń słowiańskich" - jak już, to raczej germańskich czy celtyckich, także wykorzystuje mocno legendy arturiańskie, tudzież istnieją nawiązania do bajek czy baśni polskich.

I jeszcze maleńka łyżeczka dziegciu - piszesz "[Geralt] jest autentyczny. (...) maskuje swoje uczucia po to, by nie zostać zranionym." - ale czyż "bycie autentycznym" nie oznacza właśnie kompatybilności uczucia z działaniem?
Użytkownik: rafalb93 2020-03-10 15:33 napisał(a):
Odpowiedź na: To wspaniale, że jednak s... | LouriOpiekun BiblioNETki
Co się tyczy wierzeń słowiańskich, faktycznie mało precyzyjnie się wyraziłem. Miałem na myśli głównie cały wachlarz wymienionych stworów i demonów. Przykładowo dziewica moru, leszy, utopiec czy kikimora mają pochodzenie słowiańskie. Z tym, że kikimora u Sapkowskiego miała wygląd podobny do pająka, podczas gdy w wierzeniach słowiańskich był to szkodliwy demon domowy. Oczywiście tak jak mówisz mitologia germańska również jest obecna i jej przykładem jest Dziki Gon, z tego co pamiętam występujący również w mitologii nordyckiej.

Co ciekawe znam starsze osoby, które do tej pory przestrzegają dzieci by nie zaglądały do studni, ponieważ wciągnie je wodnik :)

Zgadzam się z Tobą, że autentyczność powinna oznaczać kompatybilność. Użyłem słowa "autentyczny" (być może niefortunnie) w kontekście Geralta by pokazać, że często postępuje tak ja my i przez to wydaje się nam wiarygodny. Bo czyż my nie maskujemy uczuć?

Miło, że ktoś komentuje, w końcu po to między innymi piszę się książki, by o nich dyskutowano :)
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: