Dodany: 2020-02-29 18:39|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Czytatnik: Czytam, bo żyję

Czytatka-remanentka II 20


W tym miesiącu udało mi się stosunkowo dużo lekturowych reminiscencji pomieścić w osobnych tekstach, ale i tak do remanentki coś zostało:

Szczypta Wenecji czyli Ulubione dania komisarza Brunettiego (Leon Donna, Pianaro Roberta) (4,5)
Zachciało mi się „czegoś innego”, i gatunkowo, i klimatycznie, w rezultacie której to zachcianki wygrzebałam z przyłóżkowego stosu nabytą ładnych parę lat temu „Szczyptę Wenecji”. Miałam zamiar ją przeczytać dopiero po zapoznaniu się z cytowanymi w tekście utworami – żeby uniknąć sytuacji, że któryś z tych fragmentów niechcący zdradzi mi szczegół, prowadzący do rozwiązania zagadki kryminalnej z danego tomu – ale z tym czytaniem cyklu po kolei jakoś nie wyszło: a to nie miałam sposobności pójść do biblioteki, a to miałam, ale tej akurat części, którą zamierzałam wypożyczyć, nie było, wobec czego z 25 powieści z komisarzem Brunettim do tej pory udało mi się poznać zaledwie 4. A jego ulubione dania wabiły mnie z tego stosika i wabiły… zwłaszcza, że kuchnia włoska jest jedną z moich ulubionych kuchni (choć niekoniecznie w całości). Ostatecznie więc zaryzykowałam i nie żałuję. Nawet jeśli w scenach rozgrywających się przy stole można napotkać jakieś ślady zasadniczych wątków kryminalnych, to nie takie, które by mi zepsuły późniejszą lekturę. A przepisów sporo, choć nie wszystkie nadające się do przyrządzenia na naszej szerokości geograficznej (teoretycznie by można, ale umówmy się: mrożonka albo konserwa to nie to samo, co świeże warzywo czy świeżo złowiona ryba) i nie wszystkie smakowite (może dla Brunettiego i jego krewnych & znajomych tak, ale nie dla mnie: do mątwy, a tym bardziej mątwiej ikry, to mnie nawet literatura nie jest w stanie przekonać, o, nie! Podobnie jak do ozora i golonki). Za to wszystkie podane wystarczająco detalicznie, żeby średnio zdolny amator był w stanie je odtworzyć, i do tego w pełnej wdzięku oprawie: na okładce wenecki pejzaż, w środku ładny papier, zgrabna, przyjazna dla oka czcionka, urocze kolorowe grafiki i nawet zakładka, na jednej stronie powtarzająca motyw z okładkowej ilustracji, na drugiej – spis co ciekawszych potraw. I sympatyczne, i apetyczne!

Ilustrowany przewodnik po broniach i technice Gwiezdnych Wojen (Smith Bill) (4)
Drugi z serii encyklopedycznych przewodników po świecie Gwiezdnych Wojen poświęcony jest rozmaitemu oprzyrządowaniu, ułatwiającemu życie zarówno wszystkim obywatelom Galaktyki, którzy tylko mają do nich dostęp (zbiorniki z bactą, projektory holograficzne, notesy komputerowe – zadziwiająco podobne do dzisiejszych tabletów, choć porównania mechanizmów działania wolałabym nie dokonywać, bo się nie znam – skraplacze wilgoci i tak dalej), jak i tym, którzy akurat pragną, czy to w dobrej, czy złej intencji, komuś utrudnić życie (sprzęt szpiegowski, zagłuszacze sygnałów), powstrzymać go przed podjęciem określonych działań (kajdanki i sieci ogłuszające, klatki dla więźniów) lub wyłączyć z walki, niejednokrotnie z zamiarem pozbawienia życia (wszelkiego rodzaju broń, od kieszonkowych wibroostrzy i miotaczy strzałek po planetarne działa jonowe). Przełożenia na rzeczywistość czytelnika to nie ma, ale jak miło się choćby w ten sposób przenieść w odległą Galaktykę…

Ania z Zielonego Wzgórza (Montgomery Lucy Maud) (powt.)
Ania z Avonlea (Montgomery Lucy Maud) (powt.)
Rzadko mam czas na powtórki znanych i lubianych lektur, ale przy okazji czytania „Maryli z Zielonego Wzgórza” musiałam przecież do Avonlea wrócić, choćby po to, żeby posprawdzać parę szczegółów chronologicznych. Dalsze części historii Ani też lubię, ale te dwie są mi najbliższe, może dlatego, że najmniej schematyczne i najmniej moralizujące. Ależ to było miłe!

Modny PRL (Williams Dorota, Sołtysiak Grzegorz) (3,5)
Zdecydowanie powinno się dokładnie czytać noty wydawcy, jeśli się nie chce doznać lekkiego rozczarowania; okładka i tytuł sugerowały opowieść sensu stricto o modzie – którą się przez wiele lat interesowałam i sama swoimi wspomnieniami byłabym w stanie zapełnić kilkadziesiąt stron – jednak pominięta przeze mnie nota wyraźnie daje do zrozumienia, że chodzi nie tylko o „sposób ubierania się, ale także styl życia. (…) Autorzy piszą nie tylko o ikonach mody, słynnych modelkach czy projektantach, ale także o kultowych przedmiotach: okularach Zbyszka Cybulskiego, lambretcie Krzysztofa Komedy czy rakiecie tenisowej Wojciecha Fibaka, wspominają też modne miejsca – kawiarnie i kluby jazzowe”. A także o krytykowaniu przez partyjne organa „tańczenia po dżolersku” i filmów „nowej fali”, o meblościankach, o bigbicie, o Irenie Dziedzic, w chamski sposób zaczepianej w lokalu przez wojskowych, o Festiwalu Młodzieży, autostopie, Studiu 2… W związku z czym mody jako takiej jest tyleż, co miszmaszu obyczajowego, a ilustracji mniej, niż mogłoby być, i do tego średniej jakości; wiadomo, że z prasy do połowy lat 60 nie dało się pozyskać lepszych reprodukcji, ale już na przykład w „Świecie Mody” na początku lat 70 zdjęcia były wyraźne i kolorowe. Najciekawszą informacją, jaką z tej lektury pozyskałam, był fakt, że legendarny kardynał Wyszyński tak samo, jak ówczesne władze, tępił z ambony modne stroje i fryzury, od pewnego momentu nawet chyba z większym zapałem… Na plus trzeba policzyć tej publikacji staranne udokumentowanie przytaczanych cytatów i solidną bibliografię, z której na pewno coś do przeczytania się wybierze. I fakt, że jest to rzecz w sam raz dla czytelnika, który o opisywanych czasach wie niewiele, więc potrzebuje być wprowadzony w ich klimat w sposób lekki i zajmujący. Natomiast jeśli kogoś interesuje moda sensu stricto, lepsza będzie lektura bardziej skoncentrowana na temacie, np. „To nie są moje wielbłądy” Boćkowskiej.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 89
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 2
Użytkownik: misiak297 2020-02-29 20:06 napisał(a):
Odpowiedź na: W tym miesiącu udało mi s... | dot59Opiekun BiblioNETki
Hm... A mnie na przykład "Wymarzony Dom Ani" podobał się dużo bardziej niż "Ania z Avonlea" - i moralizatorstwa nie pamiętam.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2020-02-29 23:32 napisał(a):
Odpowiedź na: Hm... A mnie na przykład ... | misiak297
W "Ani ze Złotego Brzegu" jest tam tego od metra, podobnie w "Ani z Szumiących Topoli".
"Wymarzony dom" też lubię, dlaczego nie, i "Dolinę Tęczy", i "Rillę ze Złotego Brzegu".
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: