Dodany: 2019-10-01 22:30|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Czytatnik: Czytam, bo żyję

2 osoby polecają ten tekst.

Grupa niedocelowa czyta i się wzrusza


Lektura nieco jak na mnie nietypowa – czyli dwie pierwsze części cyklu powieściowego dla nastolatek Marty Fox, Magda.doc (Fox Marta) i Paulina.doc (Fox Marta) - okazała się (jeśli pominąć dyskusyjne prawdopodobieństwo fabularne, o czym dalej) i fajna, i wzruszająca. Już dawno mi tak nie było mokro w oczach– do obu części łącznie zużyłam 3 chusteczki.

Ciekawa jestem, jakbym się do nich odniosła, gdybym czytała je, będąc w wieku bohaterki czy trochę młodsza – ale wtedy nawet słowa „ciąża” w książkach dla młodzieży nie używano; jakimi ogródkami opowiada Siesicka o tym problemie w „Zapachu rumianku”! Znajoma Rafała, Renata, szuka swojego chłopaka Artura, który nagle jakby zapadł się pod ziemię, najpewniej uciekając przed odpowiedzialnością. Ani słowo nie pada o przyczynie – mowa jest tylko o tym, że, jak sądzi Rafał, „teraz on musi się z Renatą ożenić”, na co Kasia odpowiada: „jest inne wyjście”; gdy właśnie w poszukiwaniu tego innego wyjścia rozmawiają z pielęgniarką Polą, ta informuje ich, że „w tym wojewódzkim oni robią takie rzeczy, owszem”. I tak to wtedy wyglądało, uczennica, która zaszła w ciążę i w porę się w tym zorientowała, znikała na parę dni, najczęściej w innym mieście, żeby się przypadkiem nie natknąć na kogoś znajomego, i wracała do szkoły, nikogo – oprócz (ale też tylko czasem) najbliższej przyjaciółki – nie informując, na czym „takie rzeczy” polegały. Albo znikała na zawsze z życia szkolnego i towarzyskiego. Ciężarna, bez względu na to, czy miała lat 15, czy prawie 20 (ostatnia klasa technikum/liceum zawodowego), nie miała prawa pobierać nauki w trybie dziennym. Nie i już. Więc zostawała z paragrafu przeniesiona do wieczorówki (chyba, że w ogóle ze szkoły rezygnowała), a w dzień z domu nie wychodziła, bo rodzice zakazywali – po co ma ludziom przypominać, że im takiego wstydu narobiła. Przy wyjątkowo życzliwym nastawieniu rodziców, i własnych, i niefortunnego tatusia, i pod warunkiem, że ten ostatni miał ukończone 18 lat (a najczęściej miał, bo dziewczyny rzadko „wpadały” z rówieśnikami, może dlatego, że ze starszymi jakoś łatwiej im było „pójść na całość”) urządzano pospieszny ślub, co w położeniu przyszłej młodej matki zmieniało tylko tyle, że jako mężatka mogła była się pokazać na ulicy, dumnie eksponując i brzuch, i rękę z obrączką. Ale generalnie niewiele takich przypadków było; „wpadki” zdarzały się jednak najczęściej dopiero po maturze czy też, w przypadku uczennic zawodówek, po dyplomie, a jeżeli przed, to na tyle późno, by dziewczyna zdążyła skończyć szkołę, nie kłując ciała pedagogicznego w oczy swoimi kształtami.

Jestem bliższa wiekiem raczej matce Magdy (która jest plus minus równolatką autorki, starszej ode mnie o kilka lat), tak więc kiedy się książka ukazała (a akcja rozgrywa się w czasie zbliżonym do rzeczywistego, rozpoczynając się jesienią 1994, kończąc latem 1995), zdecydowanie nie byłam jej adresatką; gdy bohaterka musiała się mierzyć z widmem niechcianej ciąży i samotnego macierzyństwa, ja byłam szczęśliwą i zapracowaną matką przedszkolaka płci męskiej, co też poniekąd odzwierciedlały moje ówczesne lektury. Potem nadrabiałam zaległości w beletrystyce dla dorosłych, a po literaturę młodzieżową sięgnęłam ponownie dopiero, szukając stosownych książkowych prezentów dla rodzinnych dziewcząt w wieku nastoletnim (chłopcy przeszli od razu od bajek i przygodówek na fantastykę i sensację). Ale i wtedy „Magda.doc” i „Paulina.doc” jakoś mnie ominęły; nie były już nowościami, więc nie rzucały się w oczy na księgarskich półkach, w bibliotece zaś chyba ich nie było. Jednak na żadną lekturę nigdy nie jest za późno (wyjąwszy lekturę podręczników, koniecznych do zdania danego egzaminu, które jednak należy przeczytać przed nim, a nie po); wyszedłszy z tego założenia, poczęłam wypożyczać sobie systematycznie z biblioteki powieści dla młodzieży – i te, które czytałam tak dawno, że prócz wrażenia ogólnego nic z nich nie pamiętam, i te, które z przyczyn takich czy owakich swego czasu przepuściłam. Wśród nich właśnie te dwie.

Informacje o treści są wprawdzie w licznych recenzjach czy notach, ale choćby dla siebie, ku pamięci, warto krótki zarys tu zamieścić.
Magda, córka nauczycielki, jest bardzo dobrą, ambitną uczennicą; być może główną tego przyczyną jest fakt, że od wczesnego dzieciństwa stara się matkę w jakikolwiek sposób zadowolić (daremnie), ale jej samej nauka przedmiotów humanistycznych sprawia frajdę, tym bardziej, że przekłada się na konkretne korzyści w postaci dochodów z korepetycji. Bo w ich skromnym gospodarstwie raczej się nie przelewa; Magda dostaje wprawdzie rentę po zmarłym przed kilku laty ojcu, ale nie są to żadne kokosy, dodatkowy grosz zawsze się przyda, choćby na teatr czy książki. Podkochuje się w Łukaszu, zabójczo przystojnym koledze z równoległej klasy, ale ten nie zwraca na nią uwagi, nie w takim sensie, jak by chciała. Aż do chwili, gdy pewnego pięknego lata, na parę dni przed rozpoczęciem ostatniego dla nich roku szkolnego, spotyka ją na katowickiej ulicy i zaprasza ją na lody do słynnego „Misia” (ech, nostalgia… pyszne były i nawet nie takie drogie…), a potem do siebie. I w tym momencie Magdzie wyłącza się racjonalne myślenie, z którego jest zawsze taka dumna. Liczy się tylko to, że teraz jest z NIM. Za drugim razem ma niejakie skrupuły, ale on – jakież to typowe! – z niezwykłą pewnością siebie przekonuje: „Będę uważał, mam doświadczenie”. A potem o czymś, co dla dziewczyny było wielkim przeżyciem, zwyczajnie zapomina. Bo dla niego „być z kimś” oznacza: być tyle, ile trwa chwilowa zachcianka. Magda przekonuje się o tym w dość niemiły sposób, ale najbardziej niemiłe konsekwencje dopiero nadejdą… Kiedy już podejrzewa, co się święci, postanawia swoją tajemnicę powierzyć komputerowi, zapisując zwierzenia w pliku nazwanym najprościej, jak można, czyli „Magda.doc”. Oczywiście, tajemnica długo tajemnicą nie pozostanie, bo z chwilą potwierdzenia podejrzeń będzie musiała podjąć jakieś kroki – zwłaszcza powiadomić matkę i Łukasza. Nie wiadomo, co gorsze, bo chłopakowi na niej nie zależy, matce zaś zależy, ale w taki sposób, jakiego nikt by sobie nie życzył: córka stanowi dla niej najwyraźniej rodzaj fizycznej rekompensaty za ciężkie życie, więc ta rekompensata ma być ODPOWIEDNIA, przykrojona pod jej, matki, gusta i potrzeby. Chwilę potem już wiemy, czyjej reakcji bardziej należało się obawiać… Skonsternowany, wystraszony potencjalną odpowiedzialnością Łukasz przynajmniej nikogo nie obraża i nie poniża, zaś matka daje popis emocji i intencji tak złych, że aż trudno uwierzyć, że ktoś może w ten sposób traktować własne dziecko, jedyną bliską osobę, jaką ma; trudno, ale wierzyć trzeba, bo przecież wszyscy znamy, jeśli nie z żywych przykładów, to z literatury, takie wypaczone relacje rodzinne… Na wysokości zadania staje ojciec chłopaka, trochę jeszcze za młody, by z niecierpliwością wyczekiwać narodzin jedynego wnuczęcia, ale zdający sobie sprawę, że mimo uników czynionych przez syna i tak będzie dziadkiem dziecka Magdy – a przy tym rozwiedziony, więc nie ma w tym kokieterii, gdy mówi: „tak naprawdę mam tylko Łukasza – a teraz i ciebie”. To Łukasz Starszy opłaca jej wizyty u lekarza, to on ofiaruje jej na czas bliżej nieokreślony samodzielne mieszkanie, on służy radą i samochodem, kiedy trzeba ją gdzieś podwieźć. Drugą opoką jest dla Magdy przyjaciel Bartek, który – co czytelnik widzi od razu, a ona próbuje ignorować – jest w niej autentycznie zakochany, choć zdaje sobie sprawę, że szanse ma niewielkie, zwłaszcza teraz. Mimo ich pomocy Magdzie wcale nie jest łatwo, ma zamiar przecież jeszcze zdać maturę, a szkoła, no, cóż, podchodzi do problemu ciężarnej uczennicy może nie aż tak rygorystycznie, jak byłoby 20 lat wcześniej, ale powiedzmy, że nie każdy nauczyciel chce się zdobyć na wsparcie. Jednak jeśli doczytaliśmy do tej chwili, to już wiemy, że bohaterka jest bardzo zdeterminowana, zorganizowana i zdyscyplinowana – i wierzymy, że jej się uda. Słusznie. Wszystko się składa tak, żeby było jak najlepiej: Paulina rodzi się akurat w takim momencie, że Magda zdąża pozdawać wszystkie etapy matury i przyjść na rozdanie świadectw (reakcja dyrektorki – bezcenna!), a że jest dzieckiem kompletnie niekłopotliwym, to i ze zdaniem egzaminów wstępnych, i z podjęciem studiów nie ma problemu. Bartek, choć chce studiować w Warszawie, wciąż liczy na to, że stanie się Magdzie bliższy, niż jest. A Łukasz Starszy… nie musi na to liczyć, bo i tak już zastępuje jej nieżyjącego ojca, odmawiającą kontaktów matkę i swojego nieobecnego syna (który na dobre znikł z horyzontu, uznawszy, że na ojcostwo nie ma ochoty i wyjechawszy na studia do matki mieszkającej w Stanach). Uczciwie przyznam, że takiego finału, jaki ostatecznie następuje, się nie spodziewałam. Przynajmniej do pewnego momentu. I to jest właściwie jedyne moje zastrzeżenie fabularne: zrobiło się jak w powieściach Danielle Steel, gdzie bohaterki, otrzymawszy wpierw kopniaka od losu, są następnie co najmniej w dwójnasób wynagradzane. Magda co prawda mocno ironicznie kwituje stwierdzenia koleżanek, że jest „szczęściarą, której się udaje. No, pewnie, udaje mi się wszystko, czego zapragnę i czego nie zapragnę. (…) Udało mi się zajść w ciążę od niemal pierwszego razu (…). Udało mi się doprowadzić moją matkę do tego, że mnie znienawidziła jeszcze bardziej niż dotąd. Udało mi się stracić wcześnie ojca.(…). Udało mi się nie osiwieć, nie zgrabieć, nie zbrzydnąć i nie zwariować. Udało mi się nie zdechnąć z rozpaczy”, ale rzecz w tym, że pod pewnymi względami naprawdę można uznać, że miała szczęście.

Bo ilu jest takich mężczyzn, jak Łukasz Starszy – nie dość, że tak zamożny, by móc zaspokoić wszystkie potrzeby niedoszłej synowej i wnuczki, nie dość, że wykonujący zawód, który mu pozwala elastycznie dysponować własnym czasem i zaopiekować się małą, kiedy Magda idzie na zajęcia, to jeszcze tak inteligentny, tolerancyjny, odpowiedzialny i troskliwy? Statystyczny ojciec o takiej pozycji społecznej byłby raczej ślepo zapatrzony w swojego jedynaka i z chwilą, gdy ten odwróciłby się od wpędzonej w kłopot dziewczyny, on rzuciłby jej co najwyżej kopertę z jakąś kwotą na odczepne. Ile jest dzieci takich, jak Paulina, które spokojnie śpią od karmienia do karmienia, bez żadnych kolek i innych ekscesów? Więc wyobraźmy sobie, że Magda zostaje ze swoim problemem naprawdę sama; że nadal dzieli ciasne mieszkanie z wrogo nastawioną matką, że nie ma na życie ani grosza więcej prócz renty po ojcu, którą będzie otrzymywała tylko wtedy, jeśli będzie się nadal uczyć, ale przecież nie da rady studiować, śpiąc średnio po cztery godziny na dobę, a przez resztę nosząc na rękach nieustannie krzyczące niemowlę… Albo, że bierze pospieszny ślub z Łukaszem Młodszym, którego strach przed ojcostwem i żal do dziewczyny, że go tak „uziemiła”, zmienia się wkrótce w niechęć do niej samej i do dziecka, zaczyna się eskalacja wzajemnych pretensji o zmarnowane życie… i gotowy materiał na powieść zgoła nieoptymistyczną…

Ale te dwie, które równie dobrze można by nazwać jedną w dwóch częściach, SĄ optymistyczne i to, mimo zgoła małego prawdopodobieństwa, wcale nie jest złe. Niechże młoda osoba, czytająca je, zanim sama postąpi (albo nie postąpi) tak, jak Magda, wie, że samotne macierzyństwo nie musi być tragedią, że niechciana ciąża może dać początek pięknej relacji matki i dziecka. A co mnie tak wzruszyło? Te wszystkie sceny, w których Magda zabiega o uczucie matki, i te, w których Łukasz Starszy dba o nią, jakby była jego córką, i te, gdzie Bartek trwa przy niej, czekając, aż przyjaźń zmieni się w coś więcej. I ujęła mnie sama główna bohaterka, sympatyczna dziewczyna, znająca na pamięć mnóstwo wierszy i „Małego Księcia”, nieobwiniająca całego świata za to, co jej w życiu nie wychodzi.

Pisałam tę czytatkę chyba dłużej, niż czytałam obie powieści naraz. Skoro mi nie było szkoda na to czasu, znaczy, że wzbudziły we mnie należny oddźwięk. Zatem ani trochę nie żałuję, że sięgnęłam po coś, co ma na okładce ostrzeżenie „Tylko! dla młodzieży!”(interpunkcja oryginału).


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 135
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 9
Użytkownik: Pingwinek 2019-10-01 23:09 napisał(a):
Odpowiedź na: Lektura nieco jak na mnie... | dot59Opiekun BiblioNETki
A nie chcesz jeszcze zajrzeć do "Pauliny w orbicie kotów"?
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2019-10-02 06:55 napisał(a):
Odpowiedź na: A nie chcesz jeszcze zajr... | Pingwinek
A powiem Ci, że dopiero gdy wypożyczyłam te dwie i sprawdzałam, jakie mają w Biblionetce oceny, zorientowałam się, że jest i trzecia. Po czym przejrzałam rozrzucone po necie recenzje i... nie jestem pewna, czy czytać.
Użytkownik: Pingwinek 2019-10-02 21:30 napisał(a):
Odpowiedź na: A powiem Ci, że dopiero g... | dot59Opiekun BiblioNETki
To ja powiem: przeczytaj, z Twoim tempem skończysz w 1 dzień - w najgorszym razie skrytykujesz, w najlepszym dokończysz niezły cykl.
Użytkownik: misiak297 2019-10-01 23:22 napisał(a):
Odpowiedź na: Lektura nieco jak na mnie... | dot59Opiekun BiblioNETki
Ja czytałem "Magdę.doc" (ach, te czasy, kiedy doc w dokumentach był widoczny w samej nazwie pliku!), będąc niewiele młodszy od bohaterki. Poruszyła mnie ta powieść.

A czy Ty przy okazji powtórzyłaś sobie mój ukochany "Zapach rumianku"?:) Czy tylko drugą część?
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2019-10-01 23:56 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja czytałem "Magdę.doc" (... | misiak297
Misiaku, zaintrygowało mnie Twoje wtrącenie:
"ach, te czasy, kiedy doc w dokumentach był widoczny w samej nazwie pliku!"

Czy chodzi Ci o to, że chcesz na swoim kompie widzieć rozszerzenia? Nic prostszego - masz je ukryte (to domyślna opcja w Windowsach) i wystarczy poszukać szybkiej solucji w googlu, np. dla windy 10:

"pokazywanie rozszerzeń plików windows 10"
Użytkownik: misiak297 2019-10-02 01:11 napisał(a):
Odpowiedź na: Misiaku, zaintrygowało mn... | LouriOpiekun BiblioNETki
Dzięki za wskazówkę:) Po prostu wzdycham za czasami, kiedy trzeba było samemu wpisywać .doc. Ale domyślne opcje mi odpowiadają:)
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2019-10-02 06:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja czytałem "Magdę.doc" (... | misiak297
Nieee... nie powtarzałam, tylko zajrzałam w poszukiwaniu właściwego fragmentu. Ale ja go stosunkowo niedawno czytałam, prawie dokładnie dziesięć lat temu :-).
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2019-10-02 07:00 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja czytałem "Magdę.doc" (... | misiak297
A na lody do "Misia" jeszcze chodziłeś, czy już wtedy był zamknięty, bo nie pamiętam?
Użytkownik: misiak297 2019-10-02 10:05 napisał(a):
Odpowiedź na: A na lody do "Misia" jesz... | dot59Opiekun BiblioNETki
Nie chodziłem, co nie znaczy, że był zamknięty:)
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: