Dodany: 2019-09-28 10:29|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Jak trwoga, kolego, to do Holego!


Gdyby Harry Hole istniał naprawdę, a ja żyłabym w Norwegii i studiowała w szkole policyjnej w Oslo, pewnie należałabym do tych, co zasłużyli na miano holemaniaka, bo „takiego określenia używano w szkole w odniesieniu do studentów zauroczonych mitem Harry’ego Hole”[1]. Fakt, że Hole jest postacią wymyśloną, a potencjalny holemaniak mieszka w Polsce i ze swoimi predyspozycjami psychofizycznymi do żadnej szkoły policyjnej by się chyba nie dostał, możliwości zauroczenia nie eliminuje, choć w tym przypadku jest ono zogniskowane nie tyle na micie, ile na samej postaci, a raczej na umiejętności wykreowania jej przez autora w taki sposób, żeby czytelnik się do niej przywiązał i mimo jej oczywistych wad i słabości trwał w tej fascynacji, póki się cykl nie skończy.

A ponieważ jeszcze się nie kończy… – jeszcze nie, bo po „Pragnieniu” Nesbø napisał „Nóż”, a biorąc pod uwagę recenzje tegoż, należy domniemywać, że choć Harry’ego spotykają tam ponoć rzeczy gorsze, niż kiedykolwiek do tej pory, nie jest to ostatnia część serii – …to cóż nam przeszkadza z takim samym zaangażowaniem, jak dotąd, podziwiać tego kontrowersyjnego bohatera?

Od wydarzeń opisanych w „Policji” upłynęły mniej więcej trzy lata. Trzy lata, podczas których życie osobiste i zawodowe Harry’ego ustabilizowało się tak, jak nigdy dotąd. W roli wykładowcy spełnia się lepiej, niż sądził, w roli męża i ojczyma najwyraźniej też, butelki z Jimem Beamem w okolicznych barach opróżniają inni klienci – żyć, nie umierać! Chyba, że zaczynają umierać inni, i to w okolicznościach sugerujących potrzebę pilnej interwencji najtęższych policyjnych umysłów. Bo już po wstępnych ustaleniach wiadomo, że sprzętem użytym do zamordowania pewnej amatorki szybkich randek z poznanymi w Internecie mężczyznami nie posłużyłby się jakiś przypadkowy zabójca. A ponieważ skład ekipy Wydziału Zabójstw uległ pewnym zmianom, to zarówno sami jego pracownicy, jak i wielce dbający o dobre imię policji… to znaczy, o swoje własne… komendant okręgowy Bellman obawiają się, że z tak pokręconym umysłem nie wygrają. Tym bardziej, że ktoś w zespole okazał się łasy na dodatkowy zarobek i zdradził przed prasą szczegóły śledztwa, ostrzegając tym samym mordercę. Lekarstwo na to jest jedno: jak trwoga, kolego, to do Holego! I cóż z tego, że Harry z wiekiem stał się bardziej asertywny, skoro tym razem kierowana doń prośba o pomoc nie jest właściwie prośbą, lecz szantażem (zgadnijmy, kto tak skutecznie działa? Dla ułatwienia: nie jest to Hagen ani nikt, kto w policyjnej hierarchii stoi niżej od niego)… Więc się zgadza. A zanim zdąży na dobre przystąpić do akcji, ginie druga ofiara, którą z pierwszą łączyło korzystanie z tej samej aplikacji randkowej. Morderca zaś zostawia takie ślady, że Harry już nie ma wątpliwości, z kim ma do czynienia… I gdyby mógł się skoncentrować na samym tropieniu psychopaty, pewnie wyniki byłyby lepsze – jednak jego myśli wciąż wędrują do szpitala, gdzie Rakel walczy z nierozpoznaną, zagrażającą życiu chorobą. Morderca natomiast nie zamierza poprzestać na tym, co zrobił do tej pory…

Eskalacja okrucieństwa jest w tym tomie taka, że czytelnicy o delikatnych nerwach mogą po lekturze – jeśli w ogóle przez nią przebrną – mieć nocne koszmary, zaś już nam skądinąd znany czarny charakter z biegiem czasu stał się jeszcze bardziej demoniczny, wypisz wymaluj jak Julian Hirtmann u Miniera czy Jean-Baptiste Chandonne u Cornwell. Bellman za to jakby nieco oklapł, podobnie jak jego wierny poplecznik Truls Berntsen; chociaż nie, w odniesieniu do tego drugiego to nie jest najlepsze słowo, on po prostu przechodzi wewnętrzną metamorfozę, na tyle jednak widoczną, że aż w pewnym momencie Harry zadaje sobie pytanie, "czy u Trulsa Berntsena właśnie ujawniły się symptomy nieszkodliwej choroby nazywanej infekcją policyjną?"[2]. Na scenę wkroczył młody śledczy Anders Wyller, gorliwy i ambitny, a przy tym skrywający pewną smutną tajemnicę, oraz niejaki Hallstein Smith, kolega po fachu Aunego, nawiedzony bardziej, niż na standardowego psychoterapeutę przystało i przynudzający w sposób tak okropny, że na miejscu śledczych wystawiłabym go za drzwi po pierwszej konsultacji – ale oni tego zrobić nie mogą, bo jakże się pozbyć specjalisty od zjawiska, które jakoby leży u podstaw działań mordercy?

Moja wiara w prawdopodobieństwo całego ciągu wydarzeń nie wzrosła, czy może nawet trochę osłabła w porównaniu z poprzednimi tomami, ale sam sposób pisania i kreacja postaci w dalszym ciągu budzą mój podziw. Gdyby więc nie fakt, że na „Nóż” jest w bibliotece dwumiesięczna kolejka, już bym go miała w rękach; może to i zresztą i dobrze, że nie mam, bo wolałabym, żeby Harry był szczęśliwy, a już wiem, że znów będzie pił i znów będzie cierpiał…

[1] Jo Nesbø, "Pragnienie", przeł. Iwona Zimnicka, wyd. Wydawnictwo Dolnośląskie, 2017, s. 110.
[2] Tamże, s. 364.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 185
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: