Dodany: 2019-09-09 22:27|Autor: Marioosh

Duże rozczarowanie


Spośród trzech przeczytanych ostatnio przeze mnie książek o generale Jaruzelskim ta jest zdecydowanie najsłabsza. Jej podstawowym mankamentem jest wtórność – nie ma w niej niczego, czego nie czytalibyśmy wcześniej; drugą zaś wadą jest miałkość – w podtytule czytamy, że mamy do czynienia z rozmową, a tymczasem tej rozmowy jest bardzo mało, a jeśli już jest, to nijaka. Janowi Osieckiemu zabrakło wnikliwości Teresy Torańskiej lub drapieżności Moniki Olejnik – w kilku momentach wręcz prosi się o przyciśnięcie generała do muru.
Weźmy choćby fragment o kryzysie gospodarczym w drugiej połowie lat siedemdziesiątych: generał twierdzi – oczyma wyobraźni widzę, że z miną niewiniątka – że nie wiedział, jaka była wtedy sytuacja. W tym momencie powinno paść pytanie: zaraz, zaraz, był pan już wtedy bardzo ważną figurą w Komitecie Centralnym PZPR i nie zdawał pan sobie sprawy, na co się zanosi? Zresztą do tego kryzysu częściowo pan sam doprowadził ogromnymi wydatkami na siły zbrojne. A jeśli rzeczywiście pan nie wiedział, to jeszcze gorzej – nie dostrzegł pan tego, co dostrzegła cała Polska. A może nie chciał pan wiedzieć?
Albo kwestia grudnia 1970 na Wybrzeżu: gdy Gomułka grzmiał „Strzelać się boicie?”[1] trzeba było wstać i wyjść. Zdaję sobie sprawę z tego, że dziś łatwo mędrkować, sam generał mówi, że „dzisiaj wszystkie te dylematy wydają się ludziom takie proste”[2], ale to nie były lata stalinowskie, nikt nie trzymał mu pistoletu przy głowie, a na jego miejsce nie przysłano by desantu z ZSRR, tak jak po wojnie było z marszałkiem Rokossowskim. Zirytował mnie fragment w którym generał żali się, że pod koniec wojny osiągnął szczyt frustracji, bo opóźniano jego awans – mówi to człowiek, który w wieku 21 lat został podporucznikiem, a mając 26 lat był już podpułkownikiem, czyli w ciągu w ciągu czterech lat i dwóch miesięcy awansował o cztery stopnie, co dziś musiałoby zająć lat kilkanaście i to w bardzo sprzyjających okolicznościach.

Rozdrażniła mnie forma tej książki: jej bohaterem powinien być generał Jaruzelski, jego życie i dylematy, a tymczasem często mamy do czynienia z książką opisującą ważne i dramatyczne wydarzenia w historii Polski – rozumiem, że nie można opisać generała w oderwaniu od historii ale przecież nie o to w tej książce powinno chodzić. Wróćmy do grudnia 1970: mamy tu kilkadziesiąt stron wręcz stenograficznego opisu tych dramatycznych wydarzeń zwieńczonych nastaniem nowej władzy, gdzie rola generała przedstawiona jest dość skromnie – ja osobiście wolałbym jednak przeczytać jego odpowiedzi na kilka pytań, na przykład: dlaczego jako minister obrony narodowej pozwolił się wtedy odstawić Gomułce na boczny tor? Kilka epizodów z życia generała zostało potraktowane po macoszemu, jak choćby jego udział w nagonce na żołnierzy żydowskiego pochodzenia w marcu 1968 roku; niektóre fragmenty są pominięte całkowicie, jak na przykład jego walka z Kościołem w czasie, gdy był szefem Głównego Zarządu Politycznego.

A już czymś całkowicie dla mnie niezrozumiałym jest to, jak zostało przedstawione wprowadzenie stanu wojennego – wiem, że było to najważniejsze wydarzenie w życiu generała, ale czy trzeba mu poświęcać aż 40% książki? Na 260 stronach dostajemy szczegółową kronikę faktów poprzedzających stan wojenny – od opisów wizyt polskiej wierchuszki na Kremlu, poprzez stenogramy z posiedzeń Komitetu Centralnego, a na meldunkach pułkownika Kuklińskiego skończywszy – ale czy o to w tej książce chodziło? Samej rozmowy z generałem na ten temat jest bardzo mało i aż się prosi o zadanie mu jakichś trudnych pytań – a przypominam, że słowo „rozmowa” jest w podtytule tej książki. Z tych 260 stron można by wykroić całkiem nową książkę poświęconą tylko stanowi wojennemu i szkoda, że autor tego nie zrobił, bo wtedy jedna byłaby wywiadem-rzeką, druga historycznym opracowaniem – a tak wyszło nie wiadomo co.

Szkoda, że ta książka jest taka nijaka; spodziewałem się przemaglowania generała, a tymczasem dostajemy liczący ponad 630 stron podręcznik historii Polski przeplatany gdzieniegdzie wypowiedziami głównego bohatera, który, swoją drogą, sprawia wrażenie, jakby jego życie było pasmem „zbiegów okoliczności i zaskakujących kolei losu”[3]. Weźmy choćby te omówione wcześniej awanse – on o nie wcale nie zabiegał, po prostu jego przełożeni zauważali, że jest inteligentny oraz systematyczny i sami pchali go w górę; weźmy jego zmiany stanowisk – przełożeni przenosili go na ważniejsze stanowiska, on kokieteryjnie uważał, że sobie nie da rady, ale w końcu zawsze się zgadzał; w październiku 1981 roku zaproponowano mu stanowisko pierwszego sekretarza KC PZPR, „gdy oświadczyłem, że nie chcę, usłyszałem, że jako żołnierz nie powinienem uchylać się od ocalenia Polski w sytuacji realnego zagrożenia”[4]. Chwilami generał jest w swojej postawie podobny do Jana Piszczyka, ale bardziej pasuje mi porównanie do człowieka, który biernie stoi na brzegu rzeki i pozwala się do niej wpychać.

Jestem „Generałem” rozczarowany – spodziewałem się merytorycznej dyskusji, prowokacyjnych pytań, może nawet jakiejś zażartej kłótni; dostałem podręcznik historii Polski raz na jakiś czas przeplatany rozmową przypominającą paplaninę w telewizji śniadaniowej. Jan Osiecki sam napisał we wstępie, że nie osądza generała, a opinię na jego temat pozostawia czytelnikom – czy to dobrze? Nie wiem, na pewno świadczy o pewnym asekuranctwie, które sprawiło, że zamiast solidnej i po prostu dobrej książki dostajemy mocny i skuteczny środek na bezsenność – usypia lepiej niż melisa.

[1] „Generał: Wojciech Jaruzelski w rozmowie z Janem Osieckim", wyd. Prószyński i S-ka, 2014, str. 252.
[2] Tamże, str. 65.
[3] Tamże, str. 150.
[4] Tamże, str. 327.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 136
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: