Dodany: 2019-09-09 11:14|Autor: koczowniczka

Czytatnik: O bohaterach literackich nieco inaczej

1 osoba poleca ten tekst.

„Wiara” Anny Kańtoch


Marczewski, proboszcz dużej letniskowej wsi o nazwie Rokitnica, któregoś upalnego dnia znajduje zwłoki dziewczyny. Ofiara jest nietutejsza i dość dziwnie ubrana: pomimo upału ma na sobie rajstopy i kryte buty. Do pomocy miejscowym milicjantom, czyli marzącemu już o emeryturze sierżantowi Waśkowiakowi, jąkającemu się kapralowi i brzydkiej, ale rezolutnej szeregowej Hance, zostaje przysłany kapitan Witczak, lecz i on ma problemy z rozwiązaniem zagadki. Wkrótce dochodzi do kolejnego morderstwa. We wsi przebywa wiele osób, oprócz stałych mieszkańców są tu dzieci z kolonii, letnicy, robotnicy zatrudnieni przy budowie elektrowni, hipisi protestujący przeciwko tej budowie, dziennikarze. Nie jest łatwo odkryć, kto spośród nich zaczął zabijać. A może to nikt z nich, może to ktoś będący tu tylko przejazdem?

Marczewski to człowiek sympatyczny, ale nieco dziwny i zamknięty w sobie. Służbę w Rokitnicy pełni już od kilku lat, ale nic nie wie ani o jej mieszkańcach, ani o swoich poprzednikach, z których jeden się utopił, drugi powiesił, a trzeciego odwołano. Nie zastanawiał się nigdy, dlaczego właściwie dano mu tę parafię. Czy aby nie dlatego, że uchodzi za mało dociekliwego tchórza? Doszedłszy do smutnego wniosku, że pewnie tak, po raz pierwszy w życiu wyrywa się z gnuśności i zaczyna rozglądać wokół siebie, a także prowadzić śledztwo na własną rękę. Dopiero teraz odkrywa, że przed laty w pobliżu doszło do masakry rodziny Kozłów, a tutejsi ludzie duszą w sobie wiele bolesnych tajemnic.

Anna Kańtoch podkreśla, jak ciężko jest pracować milicjantom, kiedy pot leje się po ciałach, trudno złapać oddech, a w ciasnym, chyba nigdy niesprzątanym komisariacie tak cuchnie, że nie da się przesłuchiwać świadków i podejrzanych (swoją drogą, na miejscu Hanki wzięłabym miotłę, szmatki i zlikwidowała ten bajzel). Na szczęście nie trzeba cały czas przesiadywać w komendzie, śledztwo wymaga, by jeździć po Polsce i szukać znajomych ofiar. Opisując zachowanie księdza i milicjantów, autorka stara się odtworzyć klimat roku, w którym rozgrywa się akcja, czyli tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego szóstego. Przywołuje katastrofę w Czarnobylu, pierwsze odcinki Teleexpressu i wiele innych ciekawostek. Informuje, jakie potrawy bohaterowie zamawiali w jadłodajniach, ale unika pisania o tym, co ile kosztowało. O pieniądzach wspomina tylko raz – i niestety o raz za dużo.

Dlaczego tak uważam? Bo proboszcz cieszy się, że „W lipcu i sierpniu ma msze przychodziło tu tyle ludzi, że część musiała stać przed kościołem, a na tacy co niedziela lądowało ponad tysiąc złotych”[1]. Tymczasem w roku osiemdziesiątym szóstym tysiąc złotych to było bardzo mało. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie wynosiło wtedy dwadzieścia cztery tysiące, przeciętna książka kosztowała czterysta złotych. Czyli ksiądz zbierał na tacę jedną dwudziestoczwartą wypłaty lub równowartość dwóch książek. Powinien płakać, a nie cieszyć się i nazywać Rokitnicę „łakomym kąskiem”[2].

Pomyłka w kwestii pieniędzy nie jest jedyną. Już na samym początku autorka informuje, że proboszcz jeździł rowerem i dopiero myślał o kupnie samochodu, a potem okazuje się, że jednak od dawna miał samochód. Proboszcz nie wie, że księża nie składają ślubów czystości. Witczak dowiaduje się, że ofiara była dziewicą, a potem jakby o tym zapomina i zaczyna podejrzewać, że nocami umawiała się z chłopakiem w aptece, by robić „szybki numerek na ladzie”[3]. Szybkie numerki i dziewictwo raczej nie idą ze sobą w parze, prawda?

Anna Kańtoch pisze tak ciekawie, ma tak ładny, nieprzegadany, plastyczny styl, że pomimo kilku błędów merytorycznych i wydumanego zakończenia czytanie jej kryminału było dla mnie prawdziwą przyjemnością. Chętnie sięgnę po kolejne powieści tej autorki, liczę jednak na to, że okażą się bardziej dopracowane niż „Wiara”.

---
[1] Wiara (Kańtoch Anna), Czarne, 2017, s. 31.
[2] Tamże, s. 31.
[3] Tamże, s. 96.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 83
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 2
Użytkownik: Kuba Grom 2019-09-16 22:27 napisał(a):
Odpowiedź na: Marczewski, proboszcz duż... | koczowniczka
"Przeciętne miesięczne wynagrodzenie wynosiło wtedy dwadzieścia cztery tysiące, przeciętna książka kosztowała czterdzieści złotych. Czyli ksiądz zbierał na tacę jedną dwudziestoczwartą wypłaty lub równowartość dwóch książek" - Nie chodziło ci aby raczej o 400 złotych?
Użytkownik: koczowniczka 2019-09-17 10:55 napisał(a):
Odpowiedź na: "Przeciętne miesięczne wy... | Kuba Grom
Tak, tak, chodziło mi o czterysta złotych. Mam w domu kilka książek wydanych w roku 1986, na przykład „Ocalony język” Canettiego, który ma na okładce taką cenę: 380 zł. Jesteś bardzo spostrzegawczy. :)
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: