Dodany: 2019-09-02 14:40|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Czytatnik: Czytam, bo żyję

Czytatka-remanentka VIII 19


Oto reszta moich sierpniowych lektur, czyli te, przy których podsumowaniu nie miałam czasu albo pomysłu na obszerniejsze formalne recenzje:

Przemoczone pod plecakiem osiemnaście lat (Górecki Ryszard) (4)
To moja lektura okolicznościowa z okazji kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego – jak się okazało, zawierająca wspomnienia nie tylko z samego Powstania, ale także z kilku wcześniejszych lat podziemnej walki, w których autor uczestniczył wraz z garstką kolegów szkolnych. Rzecz napisana z perspektywy szeregowego żołnierza, bez ocen decyzji podejmowanych na wyższych szczeblach, bez refleksji historycznej – po prostu odzwierciedlająca sposób myślenia i odczucia kilkunastoletniego chłopca, żyjącego w kraju i mieście zdławionym hitlerowskim terrorem. Można się było bać lub nie, widzieć bezpośredni sens w tym, co się w danej chwili robi, lub nie, ale działać było trzeba – innego wyjścia nie było. Trzeba się było nastawić na to, że może się więcej nie zobaczy rodziców, rodzeństwa, ukochanej dziewczyny, najbliższych kolegów, a choć nikt nie przypuszczał, że będzie patrzył na śmierć aż tylu znanych, bliskich ludzi, to wszyscy walczyli do ostatka…
Sama narracja nie jest może tak porywająca, jak w „Zośce i Parasolu” Kamińskiego czy „Pamiętnikach żołnierzy batalionu »Zośka«” – stosunkowo sucha, rzeczowa, jakby zdystansowana, tylko z rzadka przebłyskująca iskierką humoru czy łezką wzruszenia – ale spisana ładną polszczyzną, w której jedyne, co może trochę przeszkadzać, to zatrzęsienie cudzysłowów (w cudzysłowach są wszystkie pseudonimy walczących harcerzy, a że na każdej stronie jest ich wymienionych od kilku do dwudziestu kilku, jest to cokolwiek męczące. Chyba lepszą, choć może mniej zgodną z zasadami pisowni strategią, byłoby potraktowanie ich jak zwykłych imion – tak, jak we wspomnianych wcześniej tytułach…). Trochę mi też brakuje w książce choćby najkrótszej, choćby zamieszczonej tylko na skrzydełku wzmianki o powojennych losach autora (które nie są przecież nieznane, o czym świadczą biogramy powstańców i wywiady z samym autorem, dostępne na kilku stronach poświęconych historii Powstania i harcerskiej walki zbrojnej).

Blask (Stelar Marek (właśc. Biernawski Maciej)) (4,5)
W roku 1946, po serii dramatycznych przejść związanych z przynależnością do AK i przejęciem władzy w wyzwolonym kraju przez ludzi podporządkowanych sowieckim „przyjaciołom”, Wiktor Krugły (zbieżność nazwisk z pewnym znanym nam już bohaterem nieprzypadkowa) osiedla się w Szczecinie, gdzie już wcześniej przeniosła się jego matka, owdowiała siostra i mały siostrzeniec. Jest to wówczas istne miasto bezprawia, o czym Wiktor przekonuje się już pierwszego dnia, stając się mimowolnym świadkiem morderstwa. Ofiarą jest żydowski chłopiec, sierota; powodem – coś, co znalazł, a czego kto inny daremnie poszukiwał; zaś skutkiem ubocznym – praca zaoferowana Wiktorowi niemal natychmiast po tym wydarzeniu.
W roku 2018 mecenas Agata Prażmowska dowiaduje się o tragicznej śmierci jednej ze swoich klientek, młodej dziewczyny prowadzącej niezbyt chwalebny tryb życia, a wkrótce potem, po kilku latach zmagań z demencją, umiera jej ojciec, peerelowski prokurator, pozostawiając po sobie zagadkowe pamiątki, skłaniające córkę – która właściwie nigdy go dobrze nie znała – do wszczęcia prywatnego śledztwa.
Te odległe o ponad 70 lat epizody łączy tajemnicze znalezisko zabitego po wojnie chłopca, którego dziś już nikt nie pamięta, oraz powiązania zaangażowanych w sprawę osób, a kluczem do rozszyfrowania zagadki – seria zdarzeń z udziałem Witolda Prażmowskiego i pewnego obcokrajowca…
Po cyklu z Dariuszem Suderem Stelar już na dobre zajął jedno z czołowych miejsce w moim prywatnym rankingu polskich autorów kryminałów. „Blaskiem” udowadnia, że na nie zasługuje. Jest w tej powieści wszystko, co cenię: pomysł na z jednej strony nieszablonową, a z drugiej nie nazbyt udziwnioną intrygę, obudowanie jej przekonującymi (w tym lokalnymi) realiami, stworzenie przynajmniej paru postaci, które będą albo interesujące, albo przyciągną sympatię czytelnika (albo i jedno, i drugie), i przede wszystkim – bo bez tego dobrej książki nie ma – dopracowanie techniczne. Jedyne względne niedociągnięcie widzę w końcowych partiach tekstu, kiedy to niemal wszystkim istotnym bohaterom przytrafia się zmiana stylu wypowiedzi, z popadaniem w tony trochę zbyt patetyczne, co momentami wygląda nieco sztucznie.

Epidemia: Od dżumy, przez HIV, po ebolę (Shah Sonia) (5)
Pierwsze, co należałoby z tą książką zrobić, to rozprawić się diametralnie z jej polskim podtytułem; stało się już u nas niemal tradycją horrendalne zniekształcanie tytułów oryginalnych według nie wiadomo skąd wziętego widzimisię i tak jest właśnie w tym przypadku. Autorka dość dokładnie sprecyzowała, o czym będzie mówić w tekście: o „śledzeniu zakażeń, od cholery do eboli i jeszcze więcej” („Tracking Contagions, from Cholera to Ebola and Beyond”), dżumy ani HIV – o których na tych kilkuset stronach jest ledwie po parę zdań – nie wymieniając, ale polski wydawca najwyraźniej wie lepiej, a że przy tym wprowadza czytelnika w błąd, co to szkodzi…
Pomijając ten mankament, jest to całkiem udana popularnonaukowa rozprawa na temat szerzenia się chorób zakaźnych i zmian, jakim podlega to zjawisko na przestrzeni ostatnich 2 stuleci w związku z wynalezieniem antybiotyków, rozwojem techniki i globalizacją. Najwięcej uwagi autorka poświęca cholerze – jednej z chorób, która istnieje w niezmienionym kształcie od stuleci, choć obecnie nieco rzadziej przybiera postać wielkich epidemii – oraz nowym, groźniejszym odmianom zakażeń wirusowych (SARS, „ptasia” i „świńska” grypa) i bakteryjnych (gronkowiec metycylinooporny – z którym ona sama i jedno z jej dzieci zmuszeni byli zmagać się przez kilka lat – oraz „New Delhi”). Ale tak naprawdę „równorzędnymi partnerami” drobnoustrojów są w tym dziele czynniki środowiskowe: uregulowanie kwestii kanalizacyjno-asenizacyjnych (na co z kolei ma wpływ klimat, konfiguracja hydrogeologiczna terenu, uwarunkowania kulturowe), rozwiązania komunikacyjne, zmiany w naturalnym rozmieszczeniu flory i fauny, zwyczaje żywieniowe i higieniczne, a także stojąca niejako „za plecami” ich wszystkich ekonomia. I o tym wszystkim Shah opowiada z równym zaangażowaniem, jak o zagadkowych mechanizmach, powodujących, że nieszkodliwy dotąd mikroorganizm nagle zaczyna być zabójczy. Toteż po książkę może spokojnie sięgać czytelnik cokolwiek już obyty z tematami medycznymi/biologicznymi; tego, co wie, nie jest aż tyle, by powtórka mogła go znudzić, a przy okazji dowie się czegoś nowego z innych dziedzin.

Kod Kathariny (Horst Jørn Lier) (4)
Polską edycję serii z Williamem Wistingiem wydawano początkowo w dość chaotycznym porządku, ale wreszcie ścieżka się wyprostowała; czytelnik powinien sobie teraz uszeregować chronologicznie koleje losu bohatera, po czym wrócić pamięcią do „Ślepego tropu”, by znaleźć się w momencie najbliższym obecnego.
Związek Williama z Suzanne ostatecznie nie przetrwał; ale za to od blisko półtora roku w jego życiu obecna jest inna osoba płci żeńskiej, która właśnie znajduje się na etapie niepewnego dreptania i pakowania do buzi wszystkiego, co ma pod ręką: wnuczka Amalie. Line od czasu do czasu prosi ojca o zaopiekowanie się małą, bo już powoli przymierza się do powrotu do pracy. Akurat szykuje jej się większe zlecenie, więc ucieszyłaby się, gdyby William mógł opiece nad Amalie poświęcić cały swój wolny czas. Ale on znów wyciągnął z archiwum akta pewnej nierozwiązanej sprawy; od dnia, gdy niespodziewanie zniknęła ze swego domu niejaka Katharina Haugen, zostawiając spakowaną walizkę i kartkę zapisaną zagadkowymi symbolami i cyframi, minęły 24 lata. William zdążył się w tym czasie nawet trochę zaprzyjaźnić z mężem zaginionej, ale wciąż ma uczucie, że coś w tym śledztwie zostało przeoczone, że jeśli po raz kolejny przejrzy papiery, może jakoś się przybliży do odkrycia tajemnicy… A tymczasem w Larviku zjawia się młody, ale już wysoko postawiony funkcjonariusz Centralnej Policji Kryminalnej, Adrian Stiller, informując, że wznawia dochodzenie… ale nie w sprawie Kathariny Haugen, lecz młodziutkiej Nadii Krogh, która zaginęła dwa lata wcześniej niż Katharina. Przyjęto za pewnik, że została uprowadzona, gdyż jej rodzice otrzymali list z żądaniem okupu. Domniemani porywacze jednak ani nie podjęli pieniędzy, ani nie uwolnili dziewczyny. Dopiero teraz, po dwudziestu sześciu latach, powtórzona po raz kolejny nową metodą analiza śladów ujawniła coś, czego wcześniej nie wykryto. A to „coś” rzuca niekorzystne światło na Martina Haugena. Według planu Stillera od tej chwili będą się toczyć dwa śledztwa: policyjne i dziennikarskie. W tym pierwszym zasadnicza (i wyjątkowo, jak na niego, nietypowa) rola przypadnie Williamowi, w tym drugim – Line. Ani jemu, ani jej nie będzie łatwo, ale ostatecznie za jednym zamachem zostaną rozwiązane dwie zagadki.
Mimo niejakich dłużyzn, trafiających się zwłaszcza w relacji z wyprawy Wistinga i Haugena do domku letniskowego, czyta się dobrze, a intryga mocno wciąga.

Święte prawo: Historie ludzi i kamienic z reprywatyzacją w tle (Szpala Iwona, Zubik Małgorzata) (5)
To opowieść, a raczej zbiór opowieści tego rodzaju, że nawet człowiekowi o skądinąd łagodnym usposobieniu scyzoryk się w kieszeni otwiera. Bo jak to możliwe, że w praworządnym kraju ktoś może bez problemu nabyć spadek po ledwie znanym (albo i nieznanym) dalekim krewnym na podstawie sfałszowanego testamentu, napisanego na byle jakiej kartce papieru? Że posiadacz jednej (z kilkuset lub tysiąca) akcji nieistniejącej od kilkudziesięciu lat spółki jest w stanie – z pomocą kuratora– zwołać sam ze sobą walne zebranie, wybrać samego siebie do zarządu i w imieniu reaktywowanej już spółki domagać się zwrotu jej przedwojennego mienia? Że sąd nie sprawdza, czy osobom występującym w imieniu przebywających za granicą potomków właścicieli nieruchomości udzielono pełnomocnictwa w sposób legalny i czy w ogóle miał go kto udzielić? Zagęszczenie nieprawidłowości – od zwykłego niedbalstwa i niedopatrzeń, poprzez krętactwa może nieczyniące nikomu bezpośredniej szkody, ale przecież nieuczciwe, aż po jawne oszustwa i przestępstwa grubego kalibru – w procesach reprywatyzacji jest tak wielkie, że aż strach się w tym grzebać. Autorkom się chciało. I zrobiły to solidnie, z dużą wiedzą i z werwą.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 95
Dodaj komentarz
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: