Dodany: 2019-08-29 11:37|Autor: PolecaneOpiekun BiblioNETki

Książka: Dwa bieguny
Orzeszkowa Eliza

3 osoby polecają ten tekst.

Tak trudno zasypać tę przepaść…


Recenzent: Dorota Tukaj

Czerń i biel. Woda i ogień. Słodycz i ostrość. Cechy lub elementy całkowicie przeciwstawne, które w oddzieleniu od siebie zachowują maksimum swej istoty, ale jeśli spróbujemy je na siłę złączyć, zobaczymy, jak ją tracą i giną. Majestatyczna czerń obok bieli wydaje się jeszcze głębsza, a biel na tle czerni jeszcze świetlistsza, jednak jeśli się zaczną mieszać, jedna wyblaknie, druga wyda się przybrudzona i nieciekawa. Płomienie odbijające się w wodzie tworzą widok piękny i groźny, ale gdy się zanadto zbliżą, woda albo wyparuje, albo je zagasi, pozostawiając brzydką ciemną breję, niemającą w sobie nic z wyjściowych żywiołów. Kropelka miodu dodana do potrawy mocno pieprznej albo szczypta chili dosypana, dlaczegóżby nie, do czekolady, wzbogaci smak, ale zmieszajmy słoik miodu ze słoikiem pasty z ostrej papryki – zmarnuje się, bo nikt tego nie przełknie…

I ludzie czasem różnią się od siebie tak bardzo, że nie są w stanie żyć razem, bo choć wiele ich łączy, jest coś, co dzieli ich od siebie na podobieństwo niezgłębionej przepaści, a jeśli spróbują ją przeskoczyć, bez wątpienia przynajmniej jedno się w niej pogrąży; jeśli zaś zostaną na brzegach, będą tam tkwić do końca w poczuciu niedosytu i winy, że nic nie zrobili, by ową przepaść zasypać.

Taką właśnie sytuację przedstawia Orzeszkowa w „Dwóch biegunach”, powierzając jej opowiedzenie Zdzisławowi Gronowskiemu, statecznemu dżentelmenowi w wieku gdzieś około pięćdziesiątki, który, sprowokowany pozornie nic nieznaczącą uwagą młodego krewniaka (tu mamy od razu zagadkę; w tej pierwszej scenie Zdzisław mówi: „Stryj twój, który w tej chwili (…) opowiadać ci zaczyna tę historię”[1], zatem słuchacz musi być jego bratankiem. Tylko, że… dalej narrator nie wspomina o ani jednym bracie, tylko o „siostrze dużo ode mnie starszej, która w braku matki, wcześnie zmarłej, prawie mnie wychowała”[2], a własnych dzieci albo nie miała, albo je jeszcze przed przejęciem opieki nad bratem straciła, co może sugerować wzmianka: „doznawszy nieszczęść domowych, na mnie przelała całą czułość”[3]. Czyim więc synem jest jego rozmówca? A może jednak był i brat, również sporo starszy, o którym Zdzisław nie wspomina? Ale dlaczego?), wraca myślami w czasy sprzed lat dwudziestu kilku. Był wtedy typowym dla swej epoki „złotym młodzieńcem”, który, odziedziczywszy po rodzicach kapitał dość spory, by nie móc się martwić o sprawy przyziemne, zajmował się głównie demonstrowaniem, że jest człowiekiem „doskonale ucywilizowanym”[4]. A takowy, jak wiadomo, sporo podróżuje i sporo bywa w towarzystwie, wyjadając zapasy swoich gospodarzy, flirtując i zabijając czas dyskusjami, w których najważniejsze jest to, by żadna z nich „w najmniejszym nawet stopniu umysłów nie nużyła, w najpoważniejszych nawet fazach swoich nie przestawała być lekką, ozdobną i broń Boże nie przerywała się ani na trzy minuty”[5]. Znamy ten świat – ten sam, którego tak dojmujący brak na prowincji odczuwała pani Emilia Korczyńska, ten sam, w który wprowadzić dorastającą córkę tak usilnie pragnęła matka Wacławy – i wiemy, że szczęścia on nie daje, co najwyżej krótkotrwały jego pozór. Ale Zdzisław tego wiedzieć nie mógł, bo w całym jego dwudziestoparoletnim życiu nikt mu nie uświadomił, że można zachowywać się i myśleć inaczej, że można swoje szare komórki spożytkować w celu innym, niż bezpłodne przerzucanie się frazesami i wydumanymi teoriami. I oto, rzecz niesłychana, w ten świat ni stąd, ni zowąd wtargnęła – nie, nie przebojem, lecz po cichutku i opłotkami – daleka krewniaczka narratora, panna urodziwa i z niemałym majątkiem, lecz „zamieszkała w głębokim prowincjonalnym zakącie”[6] i, o zgrozo, kompletnie nielicząca się z modą, a ponad dyskusje o niczym przedkładająca starania o „udoskonalenie ziemi i ludu”[7]. Seweryna Zdrojowska, wnuczka oficera napoleońskiego, a siostra zmarłego w carskim więzieniu czy też na zesłaniu powstańca styczniowego (ze względów oczywistych – bo przecież cenzura zaborcy czuwała – dowiadujemy się o tym ogródkami: że „działy się podobno rzeczy bardzo burzliwe”, na skutek których Adaś „uległ katastrofie”[8]), od dziecka nasiąkła ideami równości, wolności i braterstwa, a kiedy przez owe „pewne wypadki publiczne”[9] zamiast brata odziedziczyła całą ojcowską posiadłość, postanowiła nią zarządzać „tak, jakby on robił, gdyby żył”[10]. Przybyła więc do Warszawy w nadziei, że od tamtejszych intelektualistów zaczerpnie inspiracji i wskazówek przydatnych w realizacji swego celu. Zamiast tego natrafiła na towarzystwo puste i gardzące każdym, kto jego standardów „cywilizacyjnych” nie spełnia… i na dalekiego kuzyna, który, choć tak samo ogłupiony przez mody i konwenanse, jak jego koledzy, nie był przecież tak ślepy, by pod tą „dziką” jej powłoką nie dojrzeć dobrego i żarliwego serca. A i ona miała dość przenikliwości, by doszukiwać się w nim odrobiny pozytywnego potencjału, który, w odpowiedni sposób uruchomiony, uczyniłby go może takim człowiekiem, na jakiego ona zasługiwała. Ale cóż było począć ze wspomnianą na wstępie przepaścią? Czy znalazła się siła zdolna ją zasypać, czy też Zdzisław i Seweryna musieli pozostać „na tak już zupełnie przeciwnych biegunach ziemi”[11]?

Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu

Smutna to historia – którą, choć niepozbawiona pozytywistycznych idei, trudno nazwać otwarcie tendencyjną – i bez wątpienia zdradzająca głęboką wiedzę Orzeszkowej o ludzkiej psychice, o mechanizmach rządzących naszymi zachowaniami; trafnych spostrzeżeń jest tam tyle, że starczyłoby na kieszonkowy zbiorek aforyzmów, a obie postacie pierwszoplanowe odmalowane tak głęboko i wyraziście, że mogłyby za wzór posłużyć prozaikowi, który by chciał stworzyć współczesną opowieść na podobny temat. Czytelnikowi nieprzyzwyczajonemu do dziewiętnastowiecznej literatury może trochę zawadzać z lekka archaiczny już, kwiecisty styl, ale po wznowienia klasyki sięgają na ogół ci, którzy doskonale wiedzą, czego po tego rodzaju lekturach oczekiwać. I z pewnością potrafią je docenić. Zwłaszcza, że „Dwa bieguny” wydano tak ładnie, z niezwykle wyrazistą grafiką okładkową i czcionką, jednocześnie przyjazną dla oka i pogłębiającą wrażenie staroświeckiego klimatu (jedynie korekta mogłaby być nieco staranniejsza, bo przepuściła kilka literówek, w tym powtórzony za kilkoma innymi źródłami błąd w nazwisku głównego bohatera).

[1] Eliza Orzeszkowa, „Dwa bieguny”, wyd. MG, 2019, s. 8.
[2] Tamże, s. 108.
[3] Tamże, s. 108.
[4] Tamże, s. 9.
[5] Tamże, s. 13.
[6] Tamże, s. 21.
[7] Tamże, s. 27.
[8] Tamże, s. 70.
[9] Tamże, s. 158.
[10] Tamże, s. 160.
[11] Tamże, s. 105.
[12] Tamże, s. 245.
[13] Tamże, s. 245.

Autor: Eliza Orzeszkowa
Tytuł: "Dwa bieguny"
Wydawnictwo: MG, 2019
Liczba stron: 256

Ocena: 5/6

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 199
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: