Dodany: 2019-08-25 18:19|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Dużo prawdy o człowieku, mało kryminału


Fabuła tej powieści, tak jak „Człowieka bez psa”, przez pierwszych dwieście z hakiem stron obywa się bez udziału stróżów prawa i porządku. Zamiast nich mamy tytułowego bohatera, pana Roosa – dokładnie rzecz biorąc, Ante Valdemara Roosa (na co dzień używa drugiego imienia), zbliżającego się do sześćdziesiątki księgowego z firmy produkującej termosy. Valdemar ma dorosłego syna z pierwszego małżeństwa, z którym prawie nie utrzymuje kontaktu, drugą żonę, z którą nie łączy go już ani szczególna namiętność, ani zbyt wielkie zrozumienie, dwie potwornie irytujące młodociane pasierbice i równie nieznośnych współpracowników. Ma też smutne wspomnienia z dzieciństwa, które rozświetla jedyna idylliczna scena z udziałem ojca. I ma jedno przyzwyczajenie, będące swego rodzaju hołdem pamięci dla tegoż ojca: od blisko pół wieku co tydzień wypełnia kupon loterii, skreślając stale te same liczby. Gdy w końcu los postanawia wynagrodzić jego cierpliwość, zabiera się za realizację obmyślonego ad hoc sekretnego planu…

A potem przenosimy się do ukrytego w leśnej głuszy ośrodka odwykowego dla młodych dziewcząt. Pensjonariuszek jest w nim niewiele więcej niż personelu, a jedną z nich jest dwudziestojednoletnia Anna Gambowska, Polka urodzona w Szwecji. Jej rodzice przybyli tu w poszukiwaniu lepszego życia, lecz nie bardzo im się powiodła realizacja tego zamiaru, a dzieciństwo Anny dalekie było od sielanki. I podobnie, jak inni młodzi ludzie, którzy od początku mają pod górkę, poszukała czegoś, co dawało – złudne, teraz to już wie – poczucie dobrostanu. Z heroiną i z niemiłymi wspomnieniami o byłym chłopaku-dilerze pożegnała się bez żalu, ale taki ośrodek nie jest miejscem dla wrażliwej indywidualistki, która zamiast brać udział w bezrefleksyjnych zajęciach grupowych, woli czytać i komponować piosenki. Więc pewnego dnia o świcie Anna bierze swój plecak, gitarę i rusza w drogę, jeszcze nie wiedząc, że Steffo, uważający ją za swoją własność, ma wielką ochotę ją odnaleźć i ukarać…

A inspektor Barbarotti wkracza na scenę dopiero w rozdziale 24, i to w okolicznościach zgoła niezawodowych: jak pamiętamy z „Całkiem innej historii”, jego marzenie o stworzeniu z Marianne i jej dziećmi szczęśliwej rodziny, rezydującej w dużym, wygodnym domu spełniło się (teraz już wiemy, że nawet z pewnym naddatkiem), a ponieważ ów dom wymagał pewnych czynności remontowych, to nawet człowiekowi tak zapracowanemu wypadało w wolny dzień się do nich przyłożyć. A jeśli ktoś „od urodzenia miał dwie lewe ręce i niewielki lęk wysokości”*, to skończyło się tak, jak nietrudno było przewidzieć, czyli na oddziale szpitalnym z zagipsowaną nogą. A jedna z pielęgniarek rozpoznała w nim dawnego szkolnego kolegę i, wiedząc, że jest on policjantem, postanowiła mu się zwierzyć z pewnego problemu: otóż właśnie jej mąż przepadł bez śladu. Od jakiegoś miesiąca zachowywał się trochę inaczej niż zwykle, choć trudno sprecyzować, na czym ta zmiana polegała. I nagle pewna znajoma zobaczyła go w restauracji z kobietą, bardzo młodą kobietą – a on się tego gorąco wypierał, po czym bez słowa zniknął.

Już wiemy, o kogo chodzi, prawda? I wiemy, gdzie jest, ale czy na pewno wiemy? Bo kiedy Barbarotti (który, zamiast korzystać ze zwolnienia, wraca do pracy z nogą w gipsie, by prowadzić dwie sprawy naraz) i Backman (doświadczająca właśnie odczuć podobnych jak te, które na początku trapiły Valdemara Roosa, lecz mimo to przykładająca się do pracy sumiennie jak zawsze) znajdą się pod urokliwą chatką w głębi lasu, zastaną tam widok, którego się doprawdy nie spodziewali. I tu się dopiero zaczyna zagadka, w którą ostatecznie zostanie zaangażowana nie tylko szwedzka policja…

Wątek ten zostaje rozwikłany dość szybko, a choć prawdziwego kryminału w nim jak na lekarstwo, trudno się od lektury oderwać – bo tak przekonująco i tak dobrym stylem opowiada ona o ludzkiej naturze, o kulisach dokonywanych przez nas wyborów, o źródłach traum i złych uczynków…

* Håkan Nesser, „Drugie życie pana Roosa”, przeł.Patrycja Włóczyk, wyd. Czarna Owca, 2015, t.2, s.11.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 279
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 3
Użytkownik: Marylek 2019-08-25 21:27 napisał(a):
Odpowiedź na: Fabuła tej powieści, tak ... | dot59Opiekun BiblioNETki
To mój ulubiony Barbarotti, aż mi dech zapierało z obawy, czy panu Roosowi się powiedzie ;) Kichał pies intrygę, to jest świetna powieść psychologiczna!

No dobra, dobra, intryga też może być ;)
Użytkownik: jolekp 2019-08-25 21:49 napisał(a):
Odpowiedź na: To mój ulubiony Barbarott... | Marylek
Mnie też się ta część bardzo podobała, to jest dokładnie to, za co lubię Nessera - a podchodziłam dość sceptycznie po rozczarowaniu jakim była dla mnie "Całkiem inna historia".
Za to moja osobista mama uważa, że pan Roos to skończony idiota;)
Użytkownik: Marylek 2019-08-25 22:55 napisał(a):
Odpowiedź na: Mnie też się ta część bar... | jolekp
Hm, nawet jeśli, to i tak bycie skończonym idiotą jest bardzo ludzkie ;)

Ja, ogólnie, wielbię Barbarottiego w całości, natomiast sceptyczna jestem do Van Veeterena, komisarza z tej drugiej serii Nessera.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: