Dodany: 2019-08-06 16:40|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Co robiła ze swoim życiem?


Izabela Stachowicz – z domu Szwarc, primo voto Hertz, secundo voto Gelbard, a wedle dokumentów okupacyjnych Stefania Czajka – piękna ponoć była za młodu (choć trudno to stwierdzić na podstawie jedynego zamieszczonego w książce zdjęcia z lat studenckich, gdzie jest raczej interesująca, niż piękna z tym wyrazem zadumy w dużych ciemnych oczach), a czy rzeczywiście była z niej taka mitomanka? I to niełatwo potwierdzić, bo największe przekłamania dotyczą jej daty urodzenia – a drobne korekty w tym zakresie zdarzało się w sprzyjających okolicznościach wprowadzać nawet kobietom, których o mitomanię nikt by przy żadnej innej okazji nie posądził. Co zaś do innych nieścisłości czy niepewności w jej wspomnieniach – powstałych wszak sporo lat po opisywanych wydarzeniach – też niekoniecznie musiała Czajka sporne fragmenty zmyślać; każdy, kto się trochę interesuje ludzką pamięcią od strony naukowej, potwierdzi, że jest ona funkcją na tyle dynamiczną i płynną, a na ilość i jakość nagromadzonych w niej elementów wpływa tak wiele czynników (w tym doznawane przez gospodarza emocje), by nie można się było po niej spodziewać niezmiennie wiernego odtwarzania wszystkich zachowanych reminiscencji w tym samym kształcie i porządku. Sama wielokrotnie przyłapałam się na tym, że nie jestem w stanie precyzyjnie datować pewnych wydarzeń ani określać ich okoliczności (wiem, że byłam w podróży, pamiętam, co jadłam po drodze i jaki widok zrobił na mnie największe wrażenie, ale czy to było w roku 2000, czy może 2002 i jak się nazywała miejscowość, w której ów pejzaż zobaczyłam? Daty urodzin pamiętam tylko w przypadku najbliższej rodziny, dalszych krewnych co najwyżej rocznik, ale na ogół i to nie…), a wiem, że pamięć potrafi „wlepić” w zachowane wspomnienia sceny z oglądanych filmów lub czytanych książek, fakty albo plotki zasłyszane z czyichś ust – i „wmawiać” swemu gospodarzowi, że to on sam widział na własne oczy podsunięty obraz. A jeśli dodatkowo sama Czajka „nie przykładała wagi do zachowania w swych tekstach faktograficznej spójności”[1], to i nie dziwota, że nie wszystko się w jej opowieściach zgadza…

Tak czy inaczej, nie ulega wątpliwości, że bohaterka tej biografii była osobą barwną, niemal nieprzewidywalną, o niekonwencjonalnym temperamencie i manierach – i że w dziewięciotomowym cyklu wspomnieniowym nie zmieściła wszystkiego, co mogła była o sobie opowiedzieć. Biografka próbuje braki uzupełnić, ze zmiennym jednak powodzeniem, bo – jak się można domyślać – praktycznie nie ma źródeł dokumentujących życie Czajki z okresu między jej narodzinami a wstąpieniem na uniwersytet w dopiero co odrodzonej Polsce (stąd o dzieciństwie i wczesnej młodości bardzo tu mało), a niewiele też się zachowało z lat II wojny światowej prócz tego, co sama utrwaliła w „Ocalił mnie kowal”.

Najwięcej nowych informacji pochodzi z lat 50-60, kiedy niemłoda już pisarka zmagała się z kolejną falą życiowych przeszkód: zanim zdążyła spisać i opublikować pierwszy tom wspomnianego cyklu, została skreślona „z listy członków Związku Literatów Polskich (…) z powodu braku aktywności pisarskiej”[2], a gdzieś od sześćdziesiątki „dawało się we znaki zdrowie – doskwierała cukrzyca i choroba wieńcowa”[3]. Mimo przywrócenia jej członkostwa w ZLP i wydawania kolejnych książek dochody jej były nader skromne, a w ostatnich latach życia do wszystkich tych przykrości doszła jeszcze przedmarcowa antysemicka nagonka, w ramach której obwiniono ją, iż „wychwalała stosunki panujące w państwie Izrael”[4], przyprawiając młodzież o „kalectwo duchowo-ideologiczne”[5]. Ostatniego (w kolejności pisania, nie chronologicznej) tomu swoich wspomnień, „Dubo… Dubon… Dubonnet” już nie zobaczyła. Jednym z ostatnich zdań, jakie zapisała, było: „Co ja zrobiłam ze swoim życiem…”[6]. I to wiemy na pewno. Co przy tym myślała, czego pożałowała, czego się wstydziła – możemy tylko zgadywać.

Bardzo ładnie się udało autorce podsumować tę kontrowersyjną postać: „Była granicą między prawdą a zmyśleniem, między kobietą namacalną a mityczną (…). Nauczyła swoich czytelników, jak śmiać się pomimo łez (…), jak z dnia na dzień coraz bardziej pragnąć żyć, mając na ustach pochwałę przemijania”[7]. I choć może nie jest to biografia najbogatsza w fakty, dla osób zainteresowanych twórczością Czajki wydaje się lekturą nie do pominięcia.

[1] Paulina Sołowianiuk, „Ta piękna mitomanka”, wyd. Iskry, 2011, s. 223-224.
[2] Tamże, s. 181.
[3] Tamże, s. 212.
[4] Tamże, s. 233.
[5] Tamże, s. 234.
[6] Tamże, s. 236.
[7] Tamże, s. 236.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 283
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 1
Użytkownik: reniferze 2019-08-07 12:07 napisał(a):
Odpowiedź na: Izabela Stachowicz – z do... | dot59Opiekun BiblioNETki
Przepadam za książkami Czajki. Tyle humoru, dystansu do rzeczywistości, autoironii, radości życia... tego się nie da opisać. Niesamowita postać, żyjąca w niesamowitych czasach. A skoro biografię poleca Dot, to ją też trzeba przeczytać!
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: