Dodany: 2019-08-06 11:58|Autor: PolecaneOpiekun BiblioNETki

Przeczytać bez zbędnej zwłoki


Recenzuje: Karolina Zawiślak

„Masz koszmarny wpływ na moje życie, Lucio. Zanim cię poznałem, byłem uczciwym, poważnym człowiekiem, pracownikiem naukowym o nieposzlakowanej opinii…”[1]. Na szczęście nie tylko młodzi mają prawo się zakochać. Lucia i Richard, oboje po przejściach, odnajdą szczęście w swoich ramionach, gdy już niewiele od życia się spodziewali.
Motto książki to cytat z Alberta Camusa: „Dopiero w samym środku zimy odkryłem w sobie niezwyciężone lato”. Afirmacja życia, ale bez naiwności. Promyk nadziei w ponurym i niesympatycznym świecie. Miłość w dojrzałym wieku. O tym jest najnowsza powieść słynnej chilijskiej pisarki. Jej przesłanie napawa optymizmem. Każdy kryzys, osobisty i społeczny, jest do pokonania. Nawet, gdy jesteśmy wydani na pastwę bezdusznych systemów lub niesprawiedliwego losu, mamy szansę na lepsze jutro. Ogromowi nieszczęścia i zła odpowiada bowiem ogrom dobra i międzyludzkiej solidarności. Odpowiedzią jest, jak zwykle, miłość. Ale nie tylko ta romantyczna.

Akcja powieści toczy się na przełomie 2015 i 2016 roku. Śnieżyca paraliżuje Nowy York, lecz Richard musi odwieźć kota do weterynarza. Na brooklyńskiej ulicy dochodzi do drobnej stłuczki między nim i Evelyn. Mała kraksa okaże się brzemienna w skutki. Tak zaczyna się przygoda trójki głównych bohaterów: Evelyn, Richarda i Lucii. Wobec tarapatów, w jakich się znaleźli, muszą sobie zaufać i działać razem. Ich wspólne perypetie są nieco groteskowe i zwariowane. W tle przeszłość każdego z nich, w której to, co tragiczne zdecydowanie przeważa nad komizmem. Lucia musiała uciekać z ogarniętego wojną Chile, Richard w tragicznych okolicznościach stracił ukochaną żonę i córeczkę, a Evelyn już w dzieciństwie, spędzonym w Gwatemali, poznała koszmar biedy i niewyobrażalnej przemocy. Ich historie życia przeplatają się z wątkiem współczesnym - o wspólnej przygodzie.

Nie można odmówić autorce talentu do powoływania do życia znakomitych postaci. Świadczy to o wielkim zmyśle obserwacji i dobrej znajomości natury ludzkiej. Z czułością i rozbrajającym humorem odnosi się Allende do swoich bohaterów, pisząc na przykład: „nie mogła już nosić butów na zbyt wysokim obcasie, nie przewracając się na twarz”[2], „gdyby istniała na tym świecie jakakolwiek sprawiedliwość, byłaby po prostu otyła”[3]. Od pierwszych kresek szkicu wiadomo, że to nie są papierowe marionetki. Kilka trafnych słów od razu zaznajamia nas z prawdziwymi indywidualnościami. W miarę lektury ten obraz jest pogłębiany, a my rozumiemy bohaterów coraz lepiej. Inspiracją dla wątku Evelyn były prawdziwe historie osób, z którymi Allende zetknęła się prowadząc swoją fundację. Natomiast postać Lucii to po części sylwetka przyjaciółki pisarki, po części jej autoportret.

Świat powieści harmonijnie łączy to, co bliskie, z egzotyką. Nowy York to takie miejsce, które wszyscy trochę znamy. Choć nigdy tam nie byłam, dzięki popkulturze wiem o nim więcej niż o niektórych polskich miastach. Współczesny wątek rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych, mamy nawet nawiązania do kampanii Donalda Trumpa. Ale każda z postaci jest w jakiś sposób związana z Ameryką Południową. Mamy więc cały kalejdoskop problemów i zjawisk związanych z tym kontynentem, na czele z nielegalnymi imigrantami. Nie brak też gangów, mieszanki duchowości katolickiej i pierwotnej, silnych związków matriarchalnych. Są sfrustrowani mężczyźni, niepokorne kobiety, rozbite, ale silne rodziny oraz zawiła sytuacja polityczna i społeczna. Ameryka Południowa, choć odległa geograficznie, okazuje się zaskakująco podobna do polskich doświadczeń. Przecież nieobce są Polakom problemy transformacji ustrojowej, chaosu, niestabilnej sytuacji społeczno-politycznej. Ludzie wobec tych zdarzeń muszą nauczyć się żyć w miarę, stabilnie mimo wszechobecnego chaosu, bezprawia, korupcji. Trzeba kierować się swoją intuicja (komu zaufać?) i sumieniem (jak być uczciwym?).

Z jakim gatunkiem mamy do czynienia? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Mamy tu elementy romansu, prozy obyczajowej, akademickiej (Lucia i Richard są pracownikami uniwersytetu) i kryminału (jest trup w bagażniku). „W samym środku zimy" porusza zbyt poważne problemy, by uznać ją za lekką, popularną literaturę. Z drugiej strony, nie jest to też żadne przełomowe dzieło. Niektóre sceny balansują na granicy kiczu. Według uznania - można to krytykować, można uznać za elementy magicznego realizmu. Zdaniem samej Allende, pomieszanie tonów i gatunków to nic innego jak rzeczywistość, której codziennie doświadczamy. Twierdzi, że gdy snuje swe historie, dąży do odzwierciedlenia "życia takim, jakie ono jest naprawdę. A w życiu współistnieją tragedia i humor. Wszystko ma jakiś element komiczny"[4].

Z czystym sumieniem polecam tę książkę wszystkim, zwłaszcza osobom, które lubią czytać o problemach współczesnego świata. Moim zdaniem dobra proza, taka jak ta, pomaga rozwijać empatię i uczy nas być lepszymi ludźmi. Wobec kwestii migracji nic dobrego nie przynoszą medialne ogólniki i polityczne dyskusje. Natomiast spojrzenie na konkretne ludzkie historie - tylko to może odcisnąć na nas trwały ślad. A dzięki talentowi i oryginalnemu stylowi Allende, jak też ładnej oprawie edytorskiej, czytanie jest przyjemnością.
Dla mnie ta powieść to pozytywne zaskoczenie i z pewnością chętnie sięgnę po inne pozycje autorstwa Isabel Allende. Warto. Nie tylko w samym środku zimy.

[1] Isabel Allende, "W samym środku zimy", wyd. Muza, 2018, s. 348.
[2] Tamże, s. 19.
[3] Tamże, s. 16.
[4] C. R. Martorell, "Isabel Allende on Searching for Summer in Winter", 03.11.2017, Publishers Weekly, https://link.do/qbtV8


Autor: Isabel Allende
Tytuł: W samym środku zimy
Tłumacz: Katarzyna Mojkowska
Wydawca: Muza, 2018
Liczba stron: 352

Ocena recenzenta: 4,5 / 6

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 177
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: