Dodany: 2019-08-03 21:31|Autor: Marioosh

Książka: Fetysz
Bagley Desmond

Nieznośna naiwność


Koncern British Electric planuje wybudowanie elektrowni w afrykańskim państwie Nyala i w tym celu chce przewieźć statkiem do portu na zachodnim brzegu Afryki, a stamtąd olbrzymią ciężarówką w głąb kraju gigantyczny transformator. Organizatorem przejazdu zostaje Neil Mannix, specjalista od kłopotliwych zadań, a cały transport ważący około 550 ton ma dotrzeć na miejsce po około trzech tygodniach. Sytuacja polityczna w Nyali jest stabilna, ale Mannix podejrzewa, że lada dzień może dojść do wojny domowej, gdyż armia tego kraju jest podzielona – połowa popiera rząd, a druga połowa chce, by władzę przejęła junta wojskowa. Gdy konwój dociera do pierwszego miasta, okazuje się, że zostało ono zbombardowane przez samoloty rebeliantów; wśród poszkodowanych znajdują się pacjenci i personel miejscowego szpitala i Mannix postanawia przetransportować ich do szpitala w sąsiednim mieście.

Zacznijmy od tego, że obydwa polskie wydania tej książki mają fatalny tytuł: „Juggernaut” to znaczy po prostu „Wielka ciężarówka” – owszem, tytuł „Fetysz” nie wziął się znikąd, ale czemu ma służyć taka zmiana? Powieść, podobnie jak „Noc błędu”, została wydana już po śmierci Bagleya; z jej treści przypuszczam, że została napisana w roku 1967 lub 1968 i pewnie wrzucona do szuflady. I chyba wiem, dlaczego tam się znalazła: tak rozczulająco naiwnej książki nie czytałem dawno i prawdopodobnie Bagley sam musiał sobie zdać z tego sprawę, skoro tej książki nie wydał. Czy nie trąci naiwnością fakt, że wielki koncern organizuje wielką akcję, nie analizując wcześniej dogłębnie sytuacji w kraju? Czy autor uważał czytelników za dyletantów, skoro chciał im wcisnąć bajkę o tym, że można przy pomocy wielkogabarytowej ciężarówki ewakuować szpital z umierającymi pacjentami i kolędować z nimi w tę i we w tę? Mało tego – na tej ciężarówce dwie kobiety rodzą dzieci, a doktor jednemu chłopcu wycina wyrostek. Jakoś mało wiarygodna jest też scena, w której kilkuset tubylców ciągnie za konwojem traktując platformę jak tytułowy fetysz; w ogóle sceneria powieści jest jakaś nijaka – niby trwa wojna, niby płoną miasta, niby w konwoju pojawiają się jakieś niesnaski, ale to wszystko wydaje się czytelnikowi jakieś niemrawe i obojętne. Spodziewałem się po tej książce czegoś w rodzaju filmu „Cena strachu” z Yvesem Montandem, gdzie bohaterowie przewozili transport nitrogliceryny, a tymczasem wyszło, co wyszło i raczej nie ma się co dziwić, że ta książka odleżała swoje i dopiero wdowa po Bagleyu wyciągnęła ją na powierzchnię.

I tak skończyła się moja przygoda z Desmondem Bagleyem, przeczytałem wszystkie jego książki i w osobnym tekście postaram się je wszystkie krótko ocenić; mogę jednak powiedzieć, że był to pisarz pomysłowy i niebanalny, ale dosyć nierówny: obok takich perełek jak „Pułapka” czy „Na równoważni” napisał takie cienizny jak „Śmierć na Bahamach” czy „Spadek”; był to też pisarz chwilami dość wtórny, na szczęście tylko chwilami.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 175
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: