Dodany: 2019-07-31 19:31|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Czytatnik: Czytam, bo żyję

1 osoba poleca ten tekst.

Czytatka-remanentka VII 19


Oto moje niezrecenzowane i nieujęte w osobnych czytatkach lektury z lipca:


Tłumacząc się z tłumaczenia (Tabakowska Elżbieta) (4,5)
Można powiedzieć, że to powtórka z „O przekładzie na przykładzie” – autor i tłumacz ci sami, materia ta sama (przekład tekstu historycznego z uwzględnieniem zwłaszcza różnych kodów kulturowych i językowych, wpływających na zmianę znaczenia słów czy rozumienia zjawisk) – tylko przykład jest inny. I więcej w tej książce, niż w tamtej, hermetycznej terminologii: tu „instancja nadawcza”, tam „centrum deiktyczne”. Choć już tak nie zachwyca, rzecz to nadal ciekawa i pouczająca – szczególnie rozdziały 8 i 9, poświęcone odpowiednio roli komputera w pracy tłumacza (a zwłaszcza „poprawkom”, jakie edytor tekstu potrafi z własnej inicjatywy ponanosić) i własnym lapsusom tego ostatniego (bezkonkurencyjna jest wizja irlandzkich katolików, którzy „siedzieli okrakiem na psychologicznym płocie” oraz – nieistniejące, rzecz jasna - dzieło pt. „Jeszcze, Tomaszu”, które dołączyło do spisu utworów poświęconych autorowi słynnej „Utopii”).

Siła niższa (Kisiel Marta) (5)
Bohaterowie „Dożywocia” muszą sobie jakoś radzić i poza Lichotką – nieodwracalnie (przynajmniej dla nich) utraconą. I czynią to na tyle dobrze, że populacja zaludniająca (choć czy to odpowiedni termin w sytuacji, gdy większość mieszkańców stanowią nieludzie?) domiszcze bez nazwy zaczyna powoli wzrastać.
Pośmiać się można, choć odrobinę rzadziej i jakby mniej żywiołowo, ale wciąż sprawia przyjemność wynajdywanie w narracji i wypowiedziach bohaterów masy różnych aluzji do tekstów kultury. Miły przerywnik między poważniejszymi pozycjami.

Oczy uroczne (Kisiel Marta) (4)
Spodziewałam się zupełnie czegoś innego, jakiegoś wspólnego zwieńczenia historii opowiedzianych zarówno w „Dożywociu” i „Sile niższej”, jak „Szaławile”. Ale nie, to wyłącznie kontynuacja „Szaławiły”, tak więc jedyne, co łączy „Oczy uroczne” z dwiema pierwszymi, to, że spora część wydarzeń rozgrywa się w miejscu, gdzie dawniej stała Lichotka i że bierze w nich udział (nie w całości) rodzina Kusych. Klimat się zrobił trochę taki, jak w toruńskim cyklu Jadowskiej – niby jeszcze jest miejscami humorystycznie (choć wada wymowy Bazyla po pewnym czasie męczy, zamiast bawić), ale więcej jest atmosfery romansowej i mrocznych wpływów zaświatów. Mimo tego oraz pewnych dłużyzn dobrze się czyta… tęskniąc za Lichem i Krakersem.

All About Pratchett czyli Wszystko o sir Terrym Pratchetcie (< praca zbiorowa / wielu autorów >) (4)
Kilkanaście artykułów różnych autorów na temat wskazany w tytule (choć niekoniecznie bardzo ściśle, bo na przykład w jednym z tekstów, nie licząc motta zaczerpniętego z „Trzech Wiedźm”, jedyna wzmianka o Pratchetcie zajmuje pół zdania). Oczywiście, jak przystało na wydawnictwo uniwersyteckie, całość nadaje się bardziej dla literaturoznawców niż czytelników bez akademickiego przygotowania, ale jak się człowiek uprze, to większość jest do przyswojenia. Z tym, że trzeba nieźle znać angielski, bo połowa prac została napisana w tym właśnie języku.

Panienka w PRL-u (Wachowicz-Makowska Jolanta) (4)
Nastawiałam się na pełen zachwyt, bo biorąc pod uwagę średnią ocen w Biblionetce, „Panienka w PRL-u” powinna mi dostarczyć lepszych wrażeń, niż np. bardzo dobrze przeze mnie wspominany „Pogrzeb wróbla” (zestawienie nieprzypadkowe – obie autorki, starsze ode mnie o kilkanaście lat, przeżywały swoje właściwe dzieciństwo w czasach osobiście mi nieznanych – więc materia opowieści powinna być porównywalna). Ale w rzeczywistości samych historii z czasów dzieciństwa i dorastania jest mniej, niż się spodziewałam – w przybliżeniu 1/3 z 240 stron to już wspomnienia z dorosłego życia autorki, momentami (np. we fragmencie opisującym wykładowców akademickich) nieco monotonne, zresztą i cała reszta jest spisana dość suchym, oszczędnym stylem, z rzadkimi tylko barwniejszymi obrazami. Największe wrażenie robią te początkowe opowieści: o warunkach lokalowych w nieodbudowanej jeszcze stolicy, o „wakacjach pod gruszą” w początkach lat 50, o akcesoriach szkolnych i lekturach ówczesnego ucznia. Gdybym jednak miała wybierać, która z książek jest bogatsza i bardziej klimatyczna, to „Pogrzeb wróbla” wygrywa.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 87
Dodaj komentarz
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: