Dodany: 2019-06-08 23:49|Autor: misiak297

Takie książki muszą powstawać


O książce „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos” Artura Nowaka i Małgorzaty Szewczyk-Nowak dowiedziałem się z filmu Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu”. Zastanawiałem się nad lekturą. Z jednej strony nie wiedziałem, czy czuję się na siłach, aby wystawiać się na takie emocje. Z drugiej strony przypuszczałem, że po obejrzeniu wspomnianego filmu Sekielskiego (rzetelnego i dającego po głowie zarazem), po seansie „Spotlight”, po lekturze „Lękajcie się. Ofiary pedofilii polskim kościele mówią” Ekke Overbeeka (i kilkunastu innych książek o podobnej tematyce), nie dowiem się już niczego nowego. Te mechanizmy zawsze są takie same, wnioski też nasuwają się same. A jednak – sięgnąłem.

Myślę, że to zawsze będzie boleć. Zawsze się będzie otwierał nóż w kieszeni, łzy bezsilności napłyną do oczu, a z ust wydobędzie się jęk pełen niedowierzania, że coś takiego w ogóle mogło mieć miejsce. Pierwsza część tej książki to kilka wywiadów z ofiarami księży-pedofili. Opowiedziane historie pomimo wspólnego trzonu, dosyć się różnią, każda ma nieco inny wydźwięk, pokazuje inny aspekt zjawiska. Szymon był uzależniony na długie, długie lata od swojego oprawcy, który szantażem i manipulacją osiągał cele. Uznana za opętaną Irena została poddana wyrafinowanym torturom (szokujące, że takie historie mogą się dziać w XXI wieku) przez ludzi w sutannach. Piotr stara się nadać traumie, przez którą przeszedł, sens. Jacek po latach wciąż jest uwikłany w to, co go spotkało, ale nie czuje już nienawiści, jedynie żal („przykro mi, że ludzie, którzy byli dla mnie bardzo ważni, kiedy byłem młody, zrobili mi krzywdę. Zaspokajali się (…), żerując na mojej bezbronności, niedoświadczeniu. (…) Ja nie wiedziałem, co się dzieje, myślałem przecież, że kto jak kto, ale ksiądz nie może zrobić krzywdy”[1]). Marta zakochała się w człowieku, który ją gwałcił. Tomek nie był w stanie przestać się spotykać z proboszczem. Kiedy zgłosił w kurii, że dzieje mu się krzywda, nie uwierzono mu, zarzucano mu kłamstwo, starano się go zdyskredytować. Marek zgłosił biskupowi, że był molestowany, zastraszany („Mówił, że mam zachować tajemnicę, że jak ktoś się dowie, to Pan Bóg mnie skarze i umrę, że mamie stanie się krzywda”[2]), a w odpowiedzi oskarżony ksiądz złożył pozew sądowy o naruszenie dóbr osobistych (później wycofany).

Te historie tak bardzo bolą. Trudno je skomentować. Oto kilka wyimków:

„Nie wiedziałem, jak mam się zachować. On mnie swoim ciałem dociskał do ściany, całował, kładł mi ręce na kroczu. Byłem bezwładny, nie wiedziałem, co mam robić. Bałem się o tym mówić. On mógł mnie zniszczyć. Bałem się, że nawet jak ktoś mi uwierzy, to większość mnie zlinczuje”[3].

„Na egzorcyzmy przychodzili duchowni, jacyś ich koledzy. To był show. Oni ohydnie komentowali to, jak wyglądam. Mówili, że mam fajne cycki, zgrabną dupę. Wcierali mi w miejsca intymne jakieś święte wody, olej egzorcyzmowany, olej do namaszczania chorych (…). To było strasznie upokarzające, czułam się tak, jakbym była nikim, kimś, kogo można bezkarnie zeszmacić. (…) Wiązali mnie, ja się broniłam. Ale najgorsze było duszenie (…). Bałam się, że umrę, choć z drugiej strony było to jakieś wyjście. To mnie przerastało, płakałam, prosiłam, żeby mnie już nie krzywdzili. Oni wszystkie moje reakcje, mój protest, wszystko to, co mówiłam, interpretowali jako głos szatana”[4].

„Wiecie, co jest najbardziej podłe? Chyba to, że ci faceci wykorzystują swój autorytet. Wabią ofiary na sutannę, habit, niewinny uśmiech. (…) Pod płaszczykiem troski o czystość, wypytują dzieci o najbardziej intymne sprawy. Badają sytuację, zazwyczaj znają rodziców, uwarunkowania. W naszej polskiej mentalności księża są uosobieniem dobra, mądrości, troskliwości. To wręcz archetyp”[5].

„Potem powiedział, że mam włożyć rękę do jego spodni. Chciał, żebym go tam dotykała. Ja nie chciałam. On mówił, że to nie grzech. Mówił, że nauczy mnie miłości. Nie wiedziałam, jak mam to rozumieć. Stoi przede mną ksiądz i mówi: »Weź go do buzi«. Opierałam się. Kładł mi ręce na ramiona. Robił się coraz bardziej agresywny, chciał dopiąć swego. Był cały mokry. Kazał mi go wyjąć, zrobiłam to i wzięłam do ust tak, jak mnie instruował. Miałam odruchy wymiotne, było mi niedobrze. (…) Powiedział, że oprócz członka ma tam dwa jajeczka. Tam też miałam go dotykać. Po wszystkim ściągnął ze mnie spodnie, bieliznę i zaczął mnie lizać po kroczu i piersiach”[6].

Kolejne części książki obejmują rozmowy z ekspertami, eseje na temat pedofilii w Kościele i (nie) radzenia sobie z nią w Polsce i na świecie (w tym w Watykanie). Poruszane są takie kwestie jak aspekty prawne w polskim Kościele, wtórna wiktymizacja ofiar, zrzucanie odpowiedzialności (na przykład na dzieci – żeby nawiązać do wypowiedzi Michalika), zatajanie danych dotyczących przestępstw pedofilskich w szeregach Kościoła, rozbudowany system krycia sprawców („Mimo że przełożeni wiedzą o ich przestępczej działalności, księża pedofile nie są w żaden sposób odsuwani od pracy z młodzieżą. Za czyny, których się dopuścili, sprawców nie spotykają żadne realne represje ze strony władzy kościelnej. A jeśli już dochodzi do jakiegoś rozliczenia, to wyłącznie w wyniku presji środków przekazu i opinii publicznej”[7]), niewypłacanie odszkodowań ofiarom (polski Kościół jest w tej kwestii ewenementem na skalę światową). Dla osoby zaznajomionej z tematem, to nic nowego. A przecież te informacje nadal porażają.

Kończy się lekturę tej książki – jak każdej innej poruszającej tę problematykę – z porażającą bezradnością. Bo dlaczego tak się musi dziać? Dlaczego takie historie nadal mają miejsce? Dlaczego choć pewne mechanizmy już są wiadome, wierni biernie się na to wszystko godzą? Nadal chcą podlegać instytucji, która z jednej strony naucza o moralnym prowadzeniu się, a z drugiej – popełnia podobne potworności? Ważne, że podobne pozycje są wydawane – bo nie wolno zapominać o tym, co nader często się dzieje w Kościele po godzinach. Że bywa, iż ten sam człowiek, który rozdaje komunię, mówi o zbawieniu, o prowadzeniu się zgodnie z przykazaniami, o skromności, o wierze w Boga i Chrystusa – po mszy… gwałci dziecko.

Coś się musi zmienić – i wierzę, że takie książki, jak ta przygotowują grunt pod tę zmianę.

[1] Artur Nowak, Małgorzata Szewczyk-Nowak, „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos”, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2018, s. 80.
[2] Tamże, s. 108.
[3] Tamże, s. 68.
[4] Tamże, s. 49-50.
[5] Tamże, s. 86.
[6] Tamże, s. 94-95.
[7] Tamże, s. 183-184.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 235
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 2
Użytkownik: Losice 2019-07-01 14:52 napisał(a):
Odpowiedź na: O książce „Żeby nie było ... | misiak297
Napisałaś "coś się musi zmienić".

Kilka dni temu czytałem artykuł o nowym przypadku molestowania 8-letniej dziewczynki przez księdza w małej polskiej miejscowości. Matka dziewczynki wystąpiła bardzo zdecydowanie i zgłosiła sprawę na policję, księdza zatrzymano. Sprawa jest w toku. Wieś podzieliła się na dwie opcje - większa (ale raczej milcząca) popiera matkę (to też zmiana w stosunku do sytuacji jeszcze sprzed kilku lat, a nawet miesięcy). Ale pojawiła się również agresywna grupa obrońców księdza (bo taki dobry, przychodził na obiadki do parafian, uśmiechał się, zawsze wysłuchał ... takiego dobrego proboszcza dawno nie mieli), a dziewczynka na pewno kłamie, a matka chce zdobyć rozgłos.

Ksiądz jest zatrzymany i nie ma go w parafii, Kościół oficjalnie wspiera dochodzenie.
Jak wiadomo w swoich oświadczeniach podkreśla, że zawsze wspiera ofiary i jest po ich stronie. Dodatkowo zabiera głos praktycznie we wszystkich sprawach bieżących dotyczących życia społeczno-politycznego w Polsce: katastrofa smoleńska, LGBT, uchodźcy, sztuki teatralne, lekarze i wolność sumienia, nauka w szkole itp. Najczęściej bardzo szybko, a mówi ostro i zdecydowanie.

Ale dlaczego w tej sprawie, w tej małej miejscowości, tak jak w w/w sprawach, nie zabierze głosu z ambony, szybko, jednoznacznie i zdecydowanie, i nie powie - "wspieramy ofiarę - agresywne zachowania w stosunku do matki i do dziewczynki, i zorganizowane poparcie dla księdza oskarżonego o pedofilię to działania haniebne, niegodne katolika, to popieranie grzechu i zła, to zbrodnia - niech "tak" znaczy "tak", a "nie" znaczy "nie".
No właśnie, dlaczego tak nie powie? Dlaczego w sławetnych "rozmowach niedokończonych" w Radiu Maryja ten temat się nigdy nie pojawi - bo Kościół nie wspiera ofiar, bo raczej mówi "dajcie nam święty spokój".
"Kościół jest święty i należy nam się święty spokój".
"Jak było na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen"
Użytkownik: misiak297 2019-07-01 16:52 napisał(a):
Odpowiedź na: Napisałaś "coś się musi z... | Losice
Dzięki za komentarz. Jedna uwaga - misiak jest rodzaju męskiego:)
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: