Dodany: 2019-05-13 01:46|Autor: dot59

Autor: Pingwinek
Czytatnik: Pingu-pingu-ping! ;)

Moje ulubione wiersze Józefa Barana


(Czytatka zdradza co nieco.)

Zdarzają się lepsze i gorsze zbiorki, ale przekrojowo - Baran na 5 (linki pod czytatką wklejam zgodnie z zasadami chronologii). Czyli: bardzo lubię! A najbardziej...

(Kolejność alfabetyczna wg tytułów, w przypadku braku - pierwszych słów. Niektóre wiersze różnią się nieznacznie w zależności od wydania - zamieszczam albo wersję moim zdaniem lepszą, albo własny zlepek, albo wręcz zaznaczam opcje z wykorzystaniem nawiasów czy ukośników.)

"ból sam się musi wyboleć
a płacz wypłakać do woli

wylewna rzeka powoli
powróci do łożyska"
-> Bez tytułu.

"Nocą jej ciało przesłania mu świat. Jakby odkrywali wspóln(i)e miejsca, które w ciągu dnia znali jedynie jako punkty na mapie. Wklęsłości i wypukłości stają się wzgórzami i dolinami. Biodra przeistaczają się w osobny/odrębny kontynent, którego odkrywanie czyni go za każdym razem Kolumbem. Włosy to pachnący ogród Semiramidy. Usta i piersi owocują nieprzerwanie. I jeszcze zdobywana warownia najintymniejszej róży: ten rozwijający się labirynt płatków, korytarzy i śluz wchłaniający niczym Trójkąt Bermudzki, który wyrzuca go w końcu zmęczonego, ale szczęśliwego na brzeg.

Albowiem dane im było odczytać Alfabetem Braille'a/Brajla tajemne zapadnie rozkoszy i podniecające kładki nad przepaściami; kolejki strachu, szatańsko-anielskie karuzele i spadochronowe skoki z niebotycznej wysokości.

A nad ranem znów jej ciało powraca do miniaturowych wymiarów składanej mapki..."
-> Bez tytułu.

"spotkania same wpadają
w oko i ucho
są proste jak elementarz
czytany po latach

ale ty ucz się rozstań
są wyższą matematyką losu
i najtrudniejszymi literami
w alfabecie przemijania

powtarzał je będziesz cierpliwie
nauczysz się ich na pamięć
nie zważaj że z początku
nic z nich nie zrozumiesz"
-> Bez tytułu.

"trochę ziemski
trochę boski
spadł nam z nieba
ksiądz Twardowski

Jan chodzi po ziemi rajskimi wierszami
Jan nie wierzy w nieprzemijalne przemijanie

cóż śmierć?
śmierć jest śmiertelna
topi się w miłości
uśmiecha się z pobłażaniem ksiądz Twardowski"
-> "18. ***".

"śmierć mi w oczy zajrzała
i ja jej też

wytrzymałem spojrzenie
więc śmierć w śmiech

srogość w żart obróciła
i z tropu nieco zbita
przeszła dalej jakby nigdy nic

... do życia"
-> "19. ***".

"często te same marzenia
które w oczach jednych uchodzą
za dmuchawcowe głupstwa
stają się dla innych ostatnimi
spadochronami ratunku

*

kroplówki nadziei
przedłużające blask w sercu
o godzinę miesiąc życie
a nawet wieczność
(one tak wdzięcznie ważą sobie lekce
śmierci
ziemskie przyciąganie!)

*

ratuj się kto może
szlifowaniem marzeń
by bez nich do końca
nie zdurnieć nie zszarzeć
nie pokryć się śniedzią
jednakowiejących zdarzeń"
-> "2000".

"ach serce (serce)
ćmo szalona
porzucona w ciemnych dolinach
u podnóża rozumu
tłuczesz się
opalonymi skrzydłami
w pogoni za tym
co wielkie i jasne

a przecież
wystarczyłoby podfrunąć wyżej
żeby ujrzeć jak na dłoni
jakie małe
próchnem świecące
są te twoje
urojone słońca"
-> "Ach serce...".

"1

chmury zostaną rozwiane
ustoi się zmącony staw
z całego oceanu pozostanie
łyżka odcedzonych prawd

2

krzywe zbiegną się w jedną linię
całość w prosty wzór się przemieni
popatrzymy na życie z daleka
jak na zdjęcia w cudzym albumie

3

pomyślimy - o co tyle krzyku
skoro węzeł rozwiązał się sam
i ogarnie nas pusty śmiech
i ze śmiechu wyłoni się śmierć"
-> "Bajka".

"dawno zatraciliśmy rachubę czasu
zima z wiosną się plącze świątek z piątkiem
tylko podróż się liczy kół turkotanie
konduktor dziurkujący raz na rok bilety

tyka w przedziale zegar gotujesz obiad
wrze zupa w garnku trwa senna wieczność
nie wybiegamy do okien nie witamy poranków
w wazonie bukiet sztucznych kwiatów

do paleniska zadajemy dni
sączy się z parowozu planety dym
sny przepływają za szybą chmury i twarze
zygzaki losów biegną po orbitach

stale w tym samym miejscu - choć stacji tyle
minęliśmy i siebie samych
gdzie nas gnasz nieruchomy wietrze
ciuchcio w biegu stojąca

zamykamy oczy otwieramy
i znów to przeciągłe turkotanie kół
a więc trwamy
wciąż jeszcze trwamy
smutek nas nie rozmył
radość nie wyżarzyła
Gwiazda nie ułożyła
do wiecznego snu"
-> "Ballada o turkoczącej planecie".

"jakże się wami nie cieszyć
dni pogodne darowane dni
wyłuskane
z ostatnich słoneczników

oto przemijają gody lata
nasze miodowe miesiące ze słońcem

niebo ma oczy mądrojesienne
które już wiedzą
co to smak spełnienia

i ziemia poznała siebie do końca
po owocach swych
u stóp nieba leży cicho zamyślona

w taki czas
dobrze pomilczeć z gwiazdami
na progu domu
o tym
czego się nie chciało
powiedzieć nikomu"
-> "Ballada o złotojesiennych dniach".

"weszliśmy
w stajni leniwie
pobrzękiwał spokój
muchy baraszkowały w najlepsze
pod brzuchami cieląt
niektóre urządzały pokazy akrobatyczne
spacerując po suficie
do góry nogami
jak zwykle przed wigilią
krowy uczyły się
ludzkiej mowy
(właśnie powtarzały czasowniki)
poza tym było cicho
nikt niczego się nie spodziewał
nie zachrzęściła ostrzegawczo
żadna słomka
króle nie przerywały codziennych zajęć z małymi
ćwicząc starą sztuczkę
poruszania uszami
w chlewie parskały
dziarsko prosiaki
stary zaostrzył nóż na osełce
podszedł i
bez sądu

poderżnął baranowi gardło"
-> "Bez sądu".

"a wreszcie
strudzony i bez dachu nad głową
postanowił wrócić
do rzeczy najmniejszej
by w niej odnaleźć schronienie

do próby opisania chwili
jej barokowej urody
którą wytryska
z pąka nicości
spiętrzając się
na podobieństwo róży

to przecież wokół niej
tańczą i śpiewają dzieci
trzymając wieczność
za ręce

i ptaki są
od nas szczęśliwsze
gdy przefruwają z chwili na chwilę
nie próbując ich łączyć
w żadną przemijalną całość"
-> "Chwila".

"pytałem starego człowieka
jak mu przeszło życie

otworzył
na oścież drzwi

po chwili
zawarł

- tak mi przeszło
odrzekł

(do izby
wskoczył z sieni
czarny kot

i usiadł na jego ramieniu)"
-> "Czarny kot".

"bo one ciągle nie wierzyły
że pójdą do nieba

klękały
waliły głową o konfesjonał
obłapiały za nogi
Bogu ducha winnego Pana Jezusa
i opowiadając mu jedne i te same
aż do znudzenia jedne i te same grzechy
żebrały o kawałek raju

pod wieczór
nerwowy kościelny
wyrzucał je za bramę

dopiero wtedy Jezus
mógł rozprostować kości
i dla odprężenia
zagrać z apostołami w karty"
-> "Dewotki".

"- przecież pan wie
że ta kroplówka to tylko
przedłużanie agonii

wcześniej czy później i tak
każdego trafi szlag

- a jednak dobrze
pożyć choć parę dni dobrze!

czy pan wie
drogi panie
że dla jętki jednodniówki
dzień to cała wieczność?"
-> "Dialog pesymisty z optymistą podsłyszany pod kroplówką".

"gdzie okiem sięgnąć czas i czas
jesteśmy czasu milionerami

śmierć nie ocieniła jeszcze skrzydłem
tła fotografii
rozrzucamy czas
pełnymi garściami

w kieszeni brzęczy kluczy pęk
do stu nieznanych bram

życie świeci nam prosto w twarz
baśnią z tysiąca i jednej nocy / baśnią z 1000 i 1 nocy

jest jeszcze świat
i wszystko
dosłownie wszystko
może się zdarzyć"
-> "Fotografia szkolna".

"kiedy cierpię
jestem dla siebie
bardziej cierpiący
od chrystusa na krzyżu

a gdy śmieję się
sam dla siebie
dowcipniejszy jestem
od zebranych dzieł haszka

i sławniejszy jestem
sam dla siebie
od napoleona

i bardziej niezastąpiony
od ślubnej żony

po prostu
nie wyobrażam sobie
bez siebie życia

nieodłącznie
towarzyszyć sobie muszę
na wozie i pod wozem
w ulewie i w słońcu
na zabawie i w urzędzie

w dołku który pod sobą wykopię
w łóżku które sam pod sobą pościelę
przy piciu nawarzonego sobie piwa

nie opuszczę siebie nawet
gdy wszyscy ode mnie uciekną
jak z tonącego statku
i gdy trzeba będzie
nadstawić za siebie
karku

albowiem
choćbym ze świeczką w ręce
całą ziemię wzdłuż i wszerz przewędrował
zaglądał napotkanym w zęby i w oczy
zjadł z nimi wiele beczek soli
a na końcu dotarł aż na skraj biblii
gdzie adam i ewa wylegują się pod drzewem

nigdzie
i nigdy
nie odnajdę drugiego takiego
wiernego kompana
jakim jestem sam dla siebie"
-> "Hymn o samym sobie - najwierniejszym przyjacielu".

"zasypiają snem wiecznym
malwy i georginie/piwonie
listopad domyka im płatki powiek
i jest wielkie spustoszenie
i nikt nie ma nic na swe usprawiedliwienie

czterej wiatrowie jesieni
na czterech krańcach ogródka
odtrąbili apokalipsę lata

i powoli z ogródka opada
barokowa kwiatów szata
i tryumfalnie się wyłania
dotąd cały zarośnięty
modlitwą ascetycznie zapięty
JAN NEPOMUCEN ŚWIĘTY
z palcem przestrogi
wzniesionym w niebo
(bo znów wyszło na jego)

- memento mori -
nauczał uparcie
lecz rozwiązłe
kurtyzany słońca: róże malwy i piwonie
oplatały go pogańskim tańcem
pyszniąc się swą
urodą pstrą
miały jego modły
za nic

- llalalala -
śmiały mu się w suchotniczą twarz
- używaj z nami życia
ile się da -

- i gdzie one teraz
gdzie one
przeminął na wietrze
ich taniec szalony
z dala od Boga / bez jednej myśli
zwiędły pstre główki

a ja wciąż trwam -

- i co z tej długowieczności masz? -
zakrzyknął mu nad głową ptak
- skoro
drewniany bakałarzu
sam nie żyłeś naprawdę
ani razu? -"
-> "Jesienią w ogródku mojej mamy".

"wszyscy się o coś modlimy
prostytutki o klientów
terroryści o szczęśliwy wybuch podłożonej bomby
stary pijak o wódczany wodopój
który skróci jego marny żywot

każdy się o coś modli

chłopi o deszcz dla pól usychających z pragnienia
letnicy o złotą pogodę
złodziej o ciemną bezksiężycową noc
rybak wypływający na spóźniony połów o jasny nów

wszyscy się o coś modlą

żołnierze jednej armii
o to żeby nie zostały wysłuchane modły
żołnierzy armii przeciwnej

syndyk o kryzys
który nakręci mu upadłościową koniunkturę
szefowie firm i koncernów
o hossę

każdy się o coś modli

grabarze o choroby o pomory
by dzięki temu mieć lepsze zbiory

.............................................

bezradny Pan Bóg targa w zamyśleniu brodę
i
z braku lepszego rozwiązania
nadstawia modlącym
swoje Głuche Ucho"
-> "Każdy o coś się modli".

"zabarwiam się obłokami
nasiąkam krajobrazami
oddycham przestrzeniami
zapachem lip i konwalii

rozwieram się na oścież
a wokół pogoda się święci
i wszystko co było złe
rozpływa się w niepamięci

i wszystko co niepokoiło
za rzekę za las ulatuje
sieją się w krąg promienie
i lato się zielnie latuje

uczmy się żyć od motyli
choć żywot ich chwilowy
lecz każda chwila dla nich
nad łąką tańcem godowym

tyle już drogi za nami
przed nami dróg jeszcze tyle
serce jak kwoka na jajkach
wciąż wysiaduje nadzieje"
-> "Kolejny obrót lata wokół Słońca".

"im wyżej marzeniem wzlatujesz
im niżej cierpieniem opadasz
im goręcej kochałeś
światła więcej skrzesałeś
przestrzeni nagromadziłeś
snów wyśniłeś
mostów zwodzonych
poprzerzucałeś między sercami

im więcej udało ci się oddzielić
wiary od pustki
ziarna od plewy

tym wyższe i bogatsze
cieplejsze jaśniejsze
bardziej wymyślne i przestrzenne
połączone z wieloma
będzie twoje niebo
którego jesteś
codziennym
mrówczym budowniczym"
-> "Litania mrówcza".

"na pełnym morzu już tyle lat
czekać na wiatr czekać na wiatr
gdy w uszach cisza morska dzwoni
tasować talię szarych dni

i nic do przodu nic do tyłu
przez starczą słomkę życie pić
choć rozpiąć żagle wyobraźni
wciąż w martwym punkcie martwo tkwić

sam sobie sterem okrętem sam
lecz głowę przysypaną masz
popiołem z fabrycznego nieba

i minął rok i mija dwa
a w mieście wciąż popielec trwa
sypie się proch na dachy kamienic"
-> "Martwa pogoda".

"ostatecznie
można się jakoś przyzwyczaić
do nieistnienia

już raz nie byłeś

jaki spokój od wszystkiego
święte bycze niebycie!

świat
obywał się bez ciebie
doskonale
jako i ty bez świata
aż do 1947
(gdy niczym ślepej kurze ziarno
przytrafił ci się pełny los
na loterii materii)"
-> "Miron B. z tamtego świata perswaduje mi na stole operacyjnym".

"przysiadł na mojej dłoni
czarny w żółte pręgi
to nic że chwilowy
za to jaki
piękny

rozłożył wachlarz
skrzydeł
z gracją nieopisaną
księżniczki na balu
zanim odfrunął
w nieznane

zostawiając szept
że nie w tym rzecz
aby życie długo trwało
lecz żeby sobą
choć przez chwilę
zachwycało"
-> "Motyl".

"tylko ten z życiem
żegnać
się nie musi
kto się z nim nigdy
nie witał

oto nagroda pocieszenia
za wieczność nieistnienia"
-> "Nagroda pocieszenia".

"kto oprócz was zrozumie
że przeżyłam wielką wojnę
a złamało mnie małe nieszczęście
kruche przyziemne stokrotki
które nie kłaniacie się
największym burzom
wyrywającym drzewa z korzeniami
a drżycie trwożnie
przed lada
powiewem"
-> "Obłąkana rozmawia ze stokrotkami".

"nigdy nie dowierzałem
że są z tej samej gliny co ja

jakie one są myślałem
przechodząc obok ich tajemniczej poświaty
jak zimowy przechodzień
obok oświetlonego okna

teraz uważnie przyglądam się
córeczce

wyrosła odnogą z mojej prawej komory serca
bawi się spokojnie w moim cieniu
jak oswojone tygrysiątko
które nie podrywa się nie biegnie w noc
gdy usłyszy zew

niewinne przebieranie się przeglądanie w lusterkach
podrygiwanie w takt muzyki to wszystko
nie zakłóca jeszcze naturalnego
zrównania płci które w niej się dokonało

jej ciało jest moim ciałem
leżymy w łóżku córeczka przytula się do mnie
gdy ją kąpię dotykam jej jak siebie
i ona nie zakrywa oczu patrząc na mnie

a więc kobieta to taki sam człowiek jak ja
- myślę
i jestem bliski odkrycia nieznanej mi przedtem
prawdy"
-> "Ojciec".

"gdy on już w myślach
zdążył się otrzepać
jak kogut
zbiec po schodach hotelu
wsiąść do pociągu
by czym prędzej
czmychnąć od niej
gdzie pieprz rośnie

ona
przytulając się do niego
z zamkniętymi oczami
zbudowała przez ten czas
dom
pachnący obiadem
i świeżymi dziećmi
do którego wbiegł właśnie
po schodach

w rzeczywistości
on i ona przespali się dziś z sobą
pierwszy raz

i leżąc
milczą o tym w dwu obcych
nieznanych sobie językach"
-> "On i ona".

"tracę poczucie humoru

oj to niedobrze wróży
na stare lata

czy warto
tak niebywale
serio traktować
tę chwilową podróż
dokoła siebie
i świata?"
-> "Ostrzeżenie dla samego siebie".

"pada pierwszy śnieg
i unosi się ku niebu
cicha muzyka dzieciństwa
myślę o rzeczach pierwszych
nie do powtórzenia
o zdarzeniach
czystych jak źródło
które mam już za sobą
usiłuję sobie przypomnieć / usiłuję przywołać
ich soczystość smak i zapach
pada pierwszy śnieg
stoję w oknie
i czuję się stary"
-> "Pada pierwszy śnieg".

"przytrafił ci się
jak ślepej kurze ziarno
pełny los
na loterii materii

w nagrodę otrzymałeś paszport ciała
bilet na przejazd karuzelą
dookoła życia

naprawdę nie powinieneś się dąsać
o tę drobną zapłatę - śmierć
którą uiścisz za los
na samym końcu"
-> "Pełny los".

"nadziejo matko głupich
bez ciebie śnieg smutno prószy
i śpiew ptaka pusto brzmi

z tobą nawet na krzyżu
wyrastają nam skrzydła
więc śnij się śnij

i nie odtrącaj - gdy do ciebie
po stromym murze
pniemy się jak bluszcz

niańką bądź nam
w ostatniej potrzebie
zieloną kołysanką łudź"
-> "Piosenka"/"Prośba".

"jakby nigdy nic brodzę już w smudze cienia
widząc jak zachodzi słonko ojca i matki
jakby nigdy nic przyjaciół paru leży na cmentarzach
jakby nigdy nic kwitną na nich kwiatki

jakby nigdy nic słońce świeci innym
i kto inny ze światem się zżywa
jakby nigdy nic żartujemy pijemy
choć przy stole wciąż kogoś ubywa

jakby nigdy nic kolejna jesień mija
jakby nigdy nic życie ucieka
jakby nigdy nic robię dobrą minę do złej gry
i z nadzieją na jutro czekam"
-> "Piosenka urodzinowa (I)" / "Smutna ballada na czterdzieste urodziny".

"w imię wolności - odrzucając na bok
w imię prawdy - odkrywając

uwalniając się i (z siebie)
zdzierając

coraz bardziej
obnażani przez
komputerów i szkiełek wiek
(aż opadnie z tajemnicy
ostatni listek figowy
i pozostanie goły intelekt
zjadający sam siebie
niczym wąż własny ogon)

nareszcie wyzwoleni
wbiegniemy w XXI wiek
jak na plażę nudystów
(gdzie nikt nie ma już nic
ciekawego do o d k r y c i a)
myśląc po cichu:
jak niewiele pozostaje z wolności
gdy wszystko wolno
jak pusta jest prawda
gdy dookoła gołość
podszyta nicością: pułapka
bez jednego
awaryjnego wyjścia"
-> "Plaża nudystów".

"raptem
rozpętała się
poranna burza budzika

łódź snu idzie na dno
ja rozbitek
wyrzucony na brzeg poranka
słucham jak człapie życie
wokół pieca
w rannych pantoflach żony

jeszcze przemyć powieki rozsunąć firanki
na oścież sześciu dniom tygodnia

świat nie jest
świat się zaczyna
od każdego poniedziałku
na nowo"
-> "Poniedziałek".

"słońce cofa się w popłochu
z dnia na dzień
ubywa mu mocy
i coraz wcześniej
o szyby trzepocze
ćma nocy

powraca owoc do nasienia
przechyla się ku jesieni ziemia
zachodzi mgłą lustro nieba
w tym lustrze niczym
odrzucone posmutniałe rzeczy
odbijamy się pomniejszeni

bo przekwitły w nas wonne metafory
i na dłoni usypana garść popiołu
z wszystkich uniesień/miłości majowych

bo grzechocą w nas już pola makowe
jak zamyślone nad marnością świata
filozofów zasuszone głowy"
-> "Przechyla się ku jesieni ziemia".

"jak ten czas zleciał
nawet nie zdążyliśmy się
obejrzeć
mówimy po latach

a przecież to nie było tak
on wlókł się
drąc nas jak topielców za włosy
stale pod prąd
obwieszonych sieciami dni
które wyławialiśmy
wodorostami
dziennych spraw
ciągnęliśmy za sobą całą rzekę
niczym galernicy
zaplątywaliśmy się w niej
na głowie domy
z wrzeszczącymi dziećmi
które rosły bardzo powoli
szliśmy na dno
i wynurzaliśmy się na powrót
mówiliśmy: już nie damy rady
marzyliśmy
kiedyż wreszcie
zobaczymy na horyzoncie
ten drugi brzeg"
-> "Przeprawa".

"na wypadek jesiennych chłodów
gospodarne kobiety
po kolana zanurzone w zmierzchu
zrywają do przetaków
soczyste kiście
zachodzących promyków

i nawleczone jak grzyby na sznurek
zawieszają koło pieca

czas już bowiem najwyższy
lato siarczyście spluwa w łapy
zarzucając na plecy
wory z pogodą

nocą coraz bezczelniej
podkrada się pod płoty jesień
żółtymi siekaczami
podgryza liściom szyje
zielona krew bryzga po całym ogrodzie

czasem zza chałupy
wyskoczy jaki rozespany chłopek z widłami
przeważnie bywa jednak już za późno

pod drzewami pokotem
walają się rozbebeszone trupy liści"
-> "Saga o podjesionce".

"pochwalony bądź
sobotni wieczorze
mała proletariacka wigilio

jabłonko tygodnia
pod którą spoczywamy wspólnie
po sześciu dniach stwarzania

za oknem słychać trzepanie chodników
miasteczko zwija żagle
by zawinąć do portu niedzieli

dłużej świecą się w oknach światła
nim wreszcie i im powieki
opadną ze zmęczenia

kamienice śpią spokojnie
nie zrywają się o trzeciej nad ranem
nie krzyczą przez sen

jest tak jakby co dopiero
przeszedł koło okien
święty Franciszek"
-> "Sobota".

"cicho nisko ukojnie

nie jest to
porywające piękno
strzelistych widoków
wyeksponowane
za szybą wystawową Tatr
i urwistych obłoków

lecz ukryte
zwinięte do środka mnie
malwowe piękno równinnych
krajobrazów serdecznych

czubek
góry zachwytu
zatopionej w wodach płodowych
słonecznych obłokach dzieciństwa
w nieważkich nadziejach młodości

omnia mea mecum porto

wszystko co najpiękniejsze
nosimy ze sobą
jak ślimak
zakotwiczone w sercu"
-> "Strony rodzinne".

"«Źle, źle zawsze i wszędzie,
Ta nić czarna się przędzie...»
(C. K. Norwid, «Moja piosnka II»)

nie czerń - lecz szarość wszędzie
ta nić szara się przędzie
ona za mną przede mną i przy mnie

ona rankiem w mej głowie
w dłoniach i w pierwszym słowie
niczym gołąb pocztowy powraca

szarą nicią przeszyty
i do świata przyszyty
tak jak guzik do szarego płaszcza

z szarej włóczki me myśli
zgrzebne dni i tygodnie
z szarej włóczki jesienie i lata

nawet wiersz cały z tęczy
nagły list radość szczęście
co jak wzór na kilimie się złocą

już za moment szarzeją
są jak fatamorgana
w zeschły liść się zmieniają i popiół

z szarych nici ten kłębek
który w szarą godzinę
sennie zwijam pod głowę podkładam

ludzie chorzy na szarość
mój los chory na szarość
mój dom moje miasto planeta

Boże cały ze złota
przędący w kołowrotku
czemu z siebie wysnuwasz nić szarą

Ojcze nasz wielobarwny
w akselbantach w brokatach
który błyszczysz i mienisz się cały

jeśli trochę nas lubisz
nachyl się nad wrzecionem
dorzuć włosów anielskich
do włóczki

bo w nas szarość w oddechach
szarość w snach i uśmiechach
szarość we łzach
modlitwie
i hymnie"
-> "Szara piosnka".

"można być
w kropli wody
światów odkrywcą

można wędrując
dookoła świata
przeoczyć wszystko"
-> "Światy".

"nie ruszając się z miejsca
można objechać pół świata

zdarzają się chwile tak gęste
że mieszczą się w nich lata"
-> "Teoria względności".

"z polskiej jesieni
w sam środek wiosny
spaść
gdzie cytryna słońca
i motyl dojrzewa

jakbym przeżywał drugą wiosnę
jakby mi ktoś garść czasu podarował

jakbym cofał się odwijał
łańcuch w studni przeszłość cofał
jakbym młodniał młodniał młodniał
prawie co dnia

2

tu gdzie
księżyc świeci do góry nogami
i wszystko jest na odwrót
włącznie ze stronami

gdyby się tak porządnie rozpędzić
to kto wie
może udałoby się
starzejąc
młodnieć
cofać w przeciwną stronę
do wskazówek zegara

do nitki dzieciństwa
połączonej pępowiną
ze wszystkim

tam się rozpłynąć
wtedy może wreszcie
udałaby się
Panu Bogu
starość!"
-> "W Australii gdzie wszystko do góry nogami".

"ptaki cieszą się jak jasna cholera
słońce pisze pierwsze miłosne listy na drzewach
otwierają się we wszystkie strony okna dali
rżą nieznane dróżki nawołując z oddali
o! wyskoczył kaczeniec spod ziemi
rozwarły się sezamy zieleni
otwieramy się i my zazieleniamy

zakochani właśnie przed chwilą
na zielony liść przysięgli sobie wieczną miłość
zapomniawszy że liść zielony
w proch się rozsypie na jesiennej dłoni
uroczyście płyną parkiem głowa przy głowie

jeszcze raz zawierzamy światu
na piękne oczy
na z(a)wodne kwietniowe słowo"
-> "Wierszyk do wiosennego sztambucha".

"jak wiele tam się stało
gdzie nic się nie działo
w rozmowie milczeń
zakończonej katastrofą
w nieodbytym spotkaniu
na umówionym peronie
na które
nie doczekały się kwiaty
w czyjejś dłoni
w ciszy bezsennej
pragnącej być wołaniem
w tej ciszy w której
raz za razem
eksploduje czyjeś oczekiwanie
niczym urwana gwiazda
rozświetlająca ciemności

kto napisze historię
zdarzeń poczętych
lecz przedwcześnie zgładzonych
jeszcze przed narodzeniem"
-> "W milczeniu".

"sąsiadujemy
ze sobą
zaledwie przez skórę

miedzę dla naszych
zaborczych miłości

sprasowani
w muszli ciemności
śliną śluzem
spermą potem
usiłujemy
zlepić z powrotem
dwoje naszych ciał
w Jedno

by choć na chwilę
zamilkła w nich samotność
zachwycona odzyskaną
Pełnią"
-> "W muszli nocy".

"widziałem ludzi zupełnie wolnych
biegli z kolorowymi balonikami planet
śmiali się kiwali do mnie rękami
pozdrawiając czy przyzywając do siebie
przez siatkę w zakładzie dla obłąkanych"
-> "Wolność".

"on menel
ona menelowa
oboje melepeci
że aż boli głowa

bezdomni obszarpańcy
których w potrzebie
przyhołubiła miłość
więc w siódmym niebie
przycupnęli w kątku
w namiętnym trójkątku
z flaszką jabola

całują się z nią
i z sobą
bez słowa

z góry
patrzy na nich
w karakułach pani
sycząc co za uliczni
bezwstydni klauni

a tak naprawdę
nie bez skrywanej zazdrości
bo choć pani ma wszystko
lecz nie ma miłości"
-> "Zimowa scenka wieczorowa na przystanku".

"Jeszcze w uszach dźwięczy i grom i dzwon:
Tak na alarm bił motorniczy!

Tu skręcał tramwaj, tam płytka rzeka
Zarośnięta rzęsą i szuwarem
Toczyła sennie fale.
Ja i Wala
Okrakiem dosiadamy armat w bramie,
W publicznym parku, gdzie stuletni dąb,
Budka z lemoniadą i z lodami
I w granatowej muszli muzykanci.

A ponad parkiem czerwiec promienieje.

Trąba trąbi, bębni bęben i flet piszczy,
Ale głos jak spod poduszki coraz cichszy,
Jak z półbębna, z półtrąby, z półfletu,
Z ćwiartki snu, z bardzo daleka...

My obydwaj
(w letnich płaszczach przerzuconych przez ramię
w sandałach, w marynarkach z kotwicami)
Jeszcze nie wiemy, kto z nas pozostanie
Żywy wśród żywych, a komu pisane
Zginąć. O losy, jeszcze nam nieznane!
A w domu czeka mleko gotowane,
I motyle na plecach siadają,
I jaskółki wysoko latają..."
-> Przekład z Arseniusza Tarkowskiego - "Tuż-przedwojenna fotografia".

(Prowadzę ostatnio kiepsko zorganizowane notatki z lektur... I zastanawiam się, czy to też z Barana? Ładne w każdym razie:

"Kobiety płaczą na zewnątrz,
żeby wszyscy widzieli.
Mężczyźni do środka,
żeby, broń Boże, nikt nie zauważył.")

Nasze najszczersze rozmowy (Baran Józef)
Dopóki jeszcze (Baran Józef)
Na tyłach świata (Baran Józef)
W błysku zapałki (Baran Józef)
Pędy i pęta (Baran Józef)
Wiersze wybrane (Baran Józef)
Skarga (Baran Józef)
115 wierszy: Wiersze z lat 1985-1993 (Baran Józef)
Zielnik miłosny (Baran Józef)
Majowe zaklęcie (Baran Józef)
Epifania słoneczna: (Wiersze wybrane) (Baran Józef)
Wiersze wybrane (1998) (Baran Józef)
Pod zielonym drzewem życia (Baran Józef)
W błysku - In a flash (Baran Józef)
Dom z otwartymi ścianami (Baran Józef)
Wyprawa po złote runo (Baran Józef)
Spotkanie = Begegnung (Baran Józef)
A wody płyną i płyną: Wiersze po roku 2000 (Baran Józef)
Zielnik miłosny i inne liryki (Baran Józef)
Borzęcin: Poezja i proza Józefa Barana (Baran Józef)
Szczęście w czapce niewidce i 99 nowych wierszy (Baran Józef)

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 70
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 2
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2019-05-15 17:36 napisał(a):
Odpowiedź na: (Czytatka zdradza co niec... | Pingwinek
O matko, wszystkie te zbiorki czytałaś? Zazdroszczę, u mnie w bibliotece tylko jeden był, dwa ostatnie kupiłam, ale tych wcześniejszych nie miałam okazji.
Ale i na podstawie tego, co czytałam, podtrzymuję: Baran całościowo na 5!
Użytkownik: Pingwinek 2019-05-15 18:57 napisał(a):
Odpowiedź na: O matko, wszystkie te zbi... | dot59Opiekun BiblioNETki
Tak, wszystkie podlinkowane. Do pozostałych niestety nie mogę dotrzeć :(
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: