Dodany: 2019-05-07 20:11|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Czytatnik: Czytam, bo żyję

3 osoby polecają ten tekst.

Tym razem nie powieść


Zbiory opowiadań mają pewną cechę, która w oczach czytelnika może być równocześnie ich zaletą i wadą. Zaletą – bo świetnie się sprawdzają jako lektura na raty, kiedy nie ma się czasu na przeczytanie za jednym zamachem więcej niż kilkunastu czy w najlepszym razie kilkudziesięciu stron; kończy się tekst, zamyka książkę bez dręczącego poczucia niepewności, co będzie dalej, i w stosownej chwili znów otwiera, przechodząc do innej scenerii, innych postaci, innej opowieści. Ale jest to też i wada, bo ten brak tęsknoty do bohaterów i ich losu może sprawić, że odłożona na bok książka nieprędko wróci w nasze ręce. Tak, jak w moim przypadku Czarny warkocz (Fleszarowa-Muskat Stanisława); nie spieszyło się z oddaniem, bo własny, więc leżał i leżał do chwili, gdy potrzebowałam czegoś, co mi wypełni czas na kwadrans, może dwa. Zdążyłam już zapomnieć paru szczegółów poprzednio przeczytanych opowiadań, ale zerknąwszy w notatki, przypomniałam sobie, co trzeba.

W przypadku tego rodzaju pozycji zawsze wystawiam ocenę średnią z ocen dla poszczególnych tekstów, bo nawet u mistrzów gatunku raczej mi się nie zdarza, by wszystkie co do jednego oceniać identycznie.

Tutaj cztery opowiadania zasłużyły na pełną szóstkę: „Prawdziwy, wielki płacz” (skoncentrowany na kilku stronach dramat zniewolonego zwierzęcia – nie ukrywam, że gatunek zwierzęcia ma dla mnie istotne znaczenie! – widziany oczami dziecka), „Oskarżona” i „Śmierć gangstera” (w obu kapitalnie ukazana dwoistość ludzkiej natury: są takie zdarzenia, które potrafią wyzwolić żądzę krwawej zemsty w kimś zupełnie łagodnym i nieszkodliwym; są takie emocje, wobec których nawet bezwzględny morderca bywa bezbronny…) i tytułowy „Czarny warkocz” (piękny, wzruszający tekst wspomnieniowy).
Na 5,5: „Przyszedł z morza” (poruszające przypomnienie, że czasem przez całe życie żałujemy odwagi, której nam zabrakło w jednej jedynej chwili; fabuła ograniczona do dwóch scen, w których praktycznie nic się nie dzieje – a ile w tym napięcia!).
Na 5: „Gospoda pod Sutjeską” (świetne postacie: para głównych bohaterów wzorowana na doskonale znanej parze aktorskiej, w tle charaktery fikcyjne, wcale nie mniej wyraziste; trochę rozwleczony wątek tłumacza i jego dziewczyny, ale za to końcówka z historią właścicielki gospody – rewelacyjna); „Tak równi, jak nigdy dotąd” (okupacyjno-holokaustowy temat wówczas jeszcze nie tak popularny, a dramaturgia doskonała); „Wszystko jedno gdzie” (współczesna dekonstrukcja mitu Judyma; Marek najwyraźniej naczytał się „Ludzi bezdomnych” i chce realizować swoje powołanie wzorem ich bohatera, ale Gaby nie jest tak bezwolna jak Joasia, no i żyje w połowie XX wieku. Więc ona będzie szczęśliwa, a on… Doskonała adaptacja stylu – kiedy bohaterowie wspominają utwór Hemingwaya, narracja wpada w typowo hemingwayowską frazę) i „Trzech miłych Agaty” (świetna scenka rodzajowa z dyskretnym morałem: „nie sądź po pozorach!”).
Na 4,5: „Nic niezwykłego” (bardzo realistyczny obrazek z życia prowincji) i „Ostatni rozdział” (humorystyczno-nostalgiczna miniatura z bohaterem dokonującym niespodziewanej rejterady przed własną przeszłością).
Na 4: „Sam pod niebem, czyli bolesna fikcja literacka” (krótkie i wyraziste, pełne niedomówień – choć podejrzewam, że czytelnikowi z końca lat 60 narodowość głównego bohatera, jak też zwyczajowy ładunek jego samolotu nie wydawały się aż tak zagadkowe – a wrażenia… popsute łopatologicznym podtytułem).
Na 3: „Małe, nagie pisklę” (stylistycznie i językowo prawie bez zarzutu – ”prawie”, bo niepomiernie irytuje mnie nadmiar wyrazów pisanych rozstrzeloną czcionką – a fabuła nieprzekonująca).

Sumarycznie wychodzi pełna, mocna piątka

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 146
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 1
Użytkownik: misiak297 2019-05-07 21:01 napisał(a):
Odpowiedź na: Zbiory opowiadań mają pew... | dot59Opiekun BiblioNETki
Dziś już większość szczegółów tych opowiadań uleciała mi z pamięci. Ale zostało wrażenie - bardzo ładnej, miejscami naprawdę bardzo dobrej prozy. Ilekroć czytam Fleszarową, zdumiewa mnie, jaka przepaść dzieli tę obyczajową literaturę popularną (bo to jest literatura popularna) od dzisiejszej.

A tak swoją drogą, to mówiłem, że Ci się te opowiadania spodobają:)
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: