Dodany: 2019-05-01 15:32|Autor: dot59

Autor: dot59Opiekun BiblioNETki
Czytatnik: Czytam, bo żyję

Czytatka-remanentka IV 19


W tym miesiącu ponadrabiałam nieco czytelniczych zaległości, więc i czytatka obszerniejsza, i notatki dłuższe.

Labirynt zła (Luceno James) (3,5)
Sentyment do „Gwiezdnych Wojen” znów dał o sobie znać, a ponieważ zostało mi do przeczytania jeszcze kilka tytułów, usytuowanych czasowo wokół trzech pierwszych epizodów głównej sagi, wzięłam ten, który okazał się najłatwiej dostępny. „Labirynt zła” bezpośrednio poprzedza wydarzenia opisane w „Zemście Sithów”, stanowiąc finisz wojen klonów. Dowiadujemy się z niego, w jaki sposób wicekrólowi Nute’owi Gunrayowi udało się wymknąć z oblężenia Cato Neimoidii przez wojska republikańskie, jaką rolę odegrał w tym hrabia Dooku, jak doszło do inwazji na Coruscant i rzekomego porwania Palpatine’a, oraz dlaczego nie było wówczas na miejscu Anakina i Obi-Wana. Proporcjonalnie jest tu jednak trochę za dużo strzelanek, pogoni i ucieczek – nawet jak na powieść przygodową – a trochę za mało relacji międzyludzkich (czy raczej „międzyistotowych”, bo przecież gwiezdne społeczeństwo tworzą nie tylko ludzie).

Śliski interes (Ćwirlej Ryszard) (4)
No i zaliczyłam przedostatnią wizytę w wydziale kryminalnym poznańskiej KW MO. A właściwie ostatnią, bo zostało mi już tylko „Jedyne wyjście”, w którym Milicja Obywatelska, jak również SB, od dawna nie istnieją, a bohaterowie cyklu są o kilkanaście lat starsi, niż w „Masz to jak w banku”.
Ta historia natomiast rozgrywa się w dość krótkim odstępie czasowym od „Śmiertelnie poważnej sprawy”, której echa – w postaci choćby wzmianek o awansach, ale nie tylko – przewijają się przez całą fabułę. A jest ona bogata w wydarzenia: tu zwłoki znalezione w zaspie, tam nieboszczyk wykradziony z grobu, gdzie indziej zagadkowy proszek schowany w magazynku zakładów odzieżowych oraz trafiająca na rynek fałszowana wódka… Trup ściele się dość gęsto (zbytecznym byłoby dodawać, że choć przestępcy są wyjątkowo perfidni i bezwzględni, to żadnej z naszych ulubionych postaci nie stanie się większa krzywda), a nitki łączące wątki poszczególnych śledztw tak się plączą, że sprawa, czy raczej cały pakiet spraw, wydaje się nie do rozwiązania. A jednak się udaje, choć Teoś swoją ignorancją i pazernością, a Mirek pragnieniem pomocy przyjacielowi – choćby z ominięciem prawa – sporo po drodze psują. Peerelowskich smaczków – te kolejki, te kartki, ten omijany na wszelkie sposoby zakaz spożywania alkoholu przed trzynastą! – wciąż jest co niemiara, pośmiać się też po drodze zdarza. Miła rozrywka.

J.R.R. Tolkien: Wizjoner i marzyciel (Carpenter Humphrey) (5)
Solidna, rzetelna, przystępnie napisana i maksymalnie bezstronna, o co niełatwo, zwłaszcza jeśli się jest wielbicielem talentu portretowanej postaci, i zwłaszcza, gdy ta postać obdarzona była cokolwiek trudnym charakterem. Tolkien siedzący w fotelu z fajeczką, spoglądający mądrym wzrokiem stary mistrz, któremu kłaniali się w pas czytelnicy najwspanialszej baśni świata, to jedno. Tolkien – mąż i ojciec żyjący niejako obok rodziny, spędzający wolny czas na męskich dyskusjach intelektualnych, a zaharowaną żonę z czwórką dzieci zostawiający w domu; Tolkien, złoszczący się na przyjaciół za krytyczne słowa pod adresem prezentowanych im dzieł, handryczący się to z jednym, to z drugim wydawcą o warunki wydania, ale sam nie zawsze dotrzymujący zobowiązań (zwłaszcza terminów) – to drugie. Nie pozłacany posąg, ale żywy człowiek. Czego więcej można chcieć od biografii?

Proszę mnie przytulić (Wechterowicz Przemysław, Dziubak Emilia) (4)
Przeczytana w pięć minut (bo właściwego tekstu, w przeliczeniu na znaki, pewnie mniej niż w jednym solidnym artykule prasowym) sympatyczna bajeczka dla dzieci o dwóch niedźwiedziach, tacie i synku, które biegają po lesie i przytulają wszystkich spotkanych jego mieszkańców i gości (w tym myśliwego, któremu podczas przytulania profilaktycznie konfiskują strzelbę), ot tak, dla przyjemności. Jako, że w bajce jest wszystko możliwe, niedźwiedzi uścisk nie doprowadza do żadnego uszczerbku na ciele drobnej zwierzyny w rodzaju zajączków czy łasiczki, a dusiciel anakonda nie pokazuje misiom, jak mocno on sam potrafi „przytulić” zdobycz; wszyscy wyściskani nabierają dobrego humoru i czeka ich udany dzień. Miłe i z pozytywnym przesłaniem, ale nie wyobrażam sobie przeczytania tej bajki przez dziecko bez odpowiedniego komentarza ze strony dorosłego: bo co, jeśli przeświadczone o czarodziejskiej mocy przytulania zapragnie uściskać psa sąsiada, biegającego bez kagańca? Albo da się zwabić do piwnicy takiemu miłemu obcemu panu, który stoi w bramie i tylko czeka, żeby przytulić jakiegoś malucha? A rysunkowe niedźwiedzie, choć uroku odmówić im nie sposób, mogłyby mieć bardziej naturalne proporcje (na jednej z ilustracji przypominają tańczące krowy…).


Nie zgadzam się (Petterson Per) (?)
Mam problem z tą książką. Bo z jednej strony jest w niej wszystko, co w literaturze do mnie trafia – nieco mroczna atmosfera zamkniętej społeczności, zagmatwane relacje międzyludzkie, reminiscencje bohaterów z lat dzieciństwa, rozwikłana tajemnica sprzed lat – i nie ma niczego, co by mnie szczególnie raziło: kiepskiego stylu, nadmiaru wulgaryzmów czy fizjologicznych opisów. A z drugiej – całość nie trafia do mnie zupełnie. Może za sprawą narracji (nie mam nic przeciwko mieszaniu epizodów bieżących z retrospektywnymi ani przeciw relacjonowaniu wydarzeń, czy to przeszłych, czy aktualnych, na przemian z perspektywy różnych osób, ale żeby jeszcze do tego w imieniu jednej postaci przemawiała raz ona sama, raz narrator zewnętrzny, to już za wielki chaos), a może z powodu nie całkiem klarownej fabuły (czytelnik nie dowiaduje się dwóch rzeczy, bez których znajomości w zasadzie nie jest w stanie dociec, dlaczego popsuły się relacje między Tommym i Jimem, za to w finale ni stąd, ni zowąd poznaje pewien szczegół, który ani niczego nie wyjaśnia jemu samemu, ani dla bohaterów nie ma znaczenia, tym bardziej, że i tak ta informacja do nich nie dotrze). Niższa ocena, tzn. poniżej 4, byłaby krzywdząca; ale z drugiej strony, na 4 oceniłam wiele pozycji, które budziły we mnie większe emocje, bardziej się dały zapamiętać. Na razie bez oceny, bo nie umiem się zdecydować, co będzie sprawiedliwsze.

Kaukasis: Kulinarna podróż po Gruzji i innych krajach Kaukazu (Hercules Olia) (4)
Przerywnik lekturowy w postaci kulinarnej podróży po Gruzji i okolicach okazał się interesujący w aspekcie poznawczym – autorka podaje sporo informacji z zakresu wykorzystania składników i genezy poszczególnych potraw, szczegółowo opisuje sposoby przyrządzania. Jeśli chodzi o same dania, większość z nich jest mocno pracochłonna i wymaga zastosowania dużej ilości składników, w tym u nas rzadko używanych lub wcale niedostępnych (melasa z granatów, sumak, kozieradka błękitna, portulaka, śliwki ałycze, owoce berberysu, pasta tamaryndowa itd.). Ale jeśli komuś taka akurat kuchnia odpowiada, to nie przeszkoda. Mnie odpowiada nieszczególnie – nie przepadam za połączeniami mięsa/ryb z owocami, obecnością mięty w daniach słonych, a kolendry w czymkolwiek – i w tym aspekcie lektura okazała się o tyle kształcąca, że już wiem, czego nie jeść w gruzińskiej restauracji, jeśli się tam kiedyś znajdę :-).


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 164
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 3
Użytkownik: misiak297 2019-05-01 15:42 napisał(a):
Odpowiedź na: W tym miesiącu ponadrabia... | dot59Opiekun BiblioNETki
"(czytelnik nie dowiaduje się dwóch rzeczy, bez których znajomości w zasadzie nie jest w stanie dociec, dlaczego popsuły się relacje między Tommym i Jimem".

Czytałem tę książkę dobrych parę lat temu, więc słabo pamiętam, ale czy tam nie chodziło Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu Zrobiło to na mnie wrażenie.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2019-05-01 16:30 napisał(a):
Odpowiedź na: "(czytelnik nie dowiaduje... | misiak297
A owszem, ale mnie to zupełnie niczego nie tłumaczy. To jest tak opisane, że są dwie możliwości Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu, z których żadna mnie do końca nie przekonuje.
Użytkownik: misiak297 2019-05-01 17:45 napisał(a):
Odpowiedź na: A owszem, ale mnie to zup... | dot59Opiekun BiblioNETki
Dla mnie to jest jednak wariant a. Może oni faktycznie byli ze sobą szczerzy, ale znaleźli się w sytuacji naprawdę podbramkowej, gdzie instynkt bierze górę. A sytuacja, w której jeden się tłumaczy - już na stabilnym lądzie - mogła wszystko jeszcze bardziej zagmatwać. Dla mnie to jest bardzo wiarygodne pod względem emocjonalnym.

Wiesz, według mnie autor nie powiedział niczego wprost celowo - i chyba właśnie w niedomówieniach tkwi też siła tej prozy.
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: