Dodany: 2019-04-30 13:39|Autor: LouriOpiekun BiblioNETki

Dragi: Dla Ciebie, dla rodziny


Walka pokoleń trwa, różnice w widzeniu świata i filozofiach życiowych pomiędzy rodzicami i dziećmi są coraz większe. Czy jest coś, co może zasypać tę przepaść, co połączy pokolenia? Powieść Huberta Selby'ego Jr. "Requiem dla snu" daje dość zaskakującą odpowiedź: niestety tak - takim mostem może być nałóg.

Sara Goldfarb jest żydówką, kultywującą tradycje przodków w diasporze amerykańskiej. Mąż umarł dawno, a jedynymi jej radościami są oglądane z wytężoną uwagą teleturnieje, seriale oraz reklamy, które potem można omówić z przyjaciółkami na krzesełku przed blokiem. No i pozostaje jeszcze jej wielka nadzieja, nadzieja na spełnienie pokładanych nadziei i na posiadanie wnucząt - syn Harry. Który właśnie zamknął matkę w garderobie i zabiera jej ukochany telewizor do pobliskiego lichwiarza, by zdobyć kasę na kolejną działkę heroiny. Ale nie, on wcale nie jest uzależniony, jest po prostu wrażliwy i nie może znieść tego dennego świata. Rozumie go tylko przyjaciel Tyrone C. Love, z którym wspólnie strzelają po kablach. A potem równie wrażliwa, niechętna miałkości współczesnego świata, piękna Marion, którą weltschmerz skłania do przygrzania - najlepiej ze szkicownikiem w ręku, przy dźwiękach Mahlera. Tę trójkę łączy wielkie marzenie - skręcić pół klocka dyna-mitycznego towaru, rozrobić go (trochę zostawić dla siebie) i puścić w obieg z dobrym przebiciem - a potem założyć kawiarnię artystyczną. I tak uniezależnić się od kręcenia wałków, byle zdobyć kasę na działkę - czy to przez zastawianie telewizora matki, jak to robi Harry, czy przez naciąganie psychiatry, z którym się romansuje, jak Marion. Interes zdaje się mieć szansę powodzenia, tylko... o dyna-mityczny towar coraz trudniej, a samemu też coraz częściej trzeba sobie przywalić działkę, aby znieść stresy życia. "Choroba ułatwiała im wiarę w każde kłamstwo potrzebne do tego, by wierzyć i móc dalej poddawać się chorobie i ulegać jej kaprysom; do tego stopnia że nie dopuszczali do siebie myśli że są jej niewolnikami lecz przeciwnie uważali się za całkowicie wolnych ludzi"[1].

Ważne jednak, by mieć marzenia i je realizować, prawda? Do Sary dzwoni ktoś ze stacji telewizyjnej, nadającej teleturnieje, by zaprosić ją do wystąpienia w telewizji - po wypełnieniu przez nią kwestionariusza. Sara wpada w zachwyt: zdobywa uznanie i uwagę przyjaciółek, marzy o sobie po drugiej stronie szklanego ekranu, bo: "Nie chodzi o nagrody, Harry. Nie ma najmniejszej różnicy, czy wygram, czy przegram, czy tylko podam dłoń prowadzącemu. Ale dzięki temu mam bodziec by wstawać rano z łóżka. Mam powód by się odchudzać i zadbać o zdrowie. Mam powód, by spróbować się wcisnąć w czerwoną sukienkę. Mam powód by się uśmiechać. Już się nie boję jutra"[2]. I to cały problem, że czerwona sukienka z dnia bar micwy Harry'ego już na nią nie pasuje - trzeba więc schudnąć. I tak Sara wpada w szpony nałogu: polecony lekarz przepisuje jej tabletki dietetyczne - amfetaminę.

Selby zdaje się przedstawiać skrajnie różne pokolenia rodziców i dorosłych dzieci - a jednak coś je łączy - i tym czymś jest uzależnienie: pozornie od narkotyków, ale także od telewizji, luksusu, potrzeby bliskości. Okazuje się, że każdy może paść ofiarą nałogu - a to, co daje nadzieję, potrafi także niszczyć. A prędzej czy później środek do realizacji marzeń staje się celem. Harry z przyjaciółmi buduje zamki na piasku, snując wizje porządnego życia, wolnego od banału i przyziemnej troski o pieniądze na codzienne potrzeby. Lecz proza życia dogania ich, nie pozwala bezboleśnie żyć w świecie ideałów i wzniosłych planów, a jedyne lekarstwo, które znają, okazuje się być trucizną. Analogicznie Sara - choć pragnienia ma dość przyziemne, choć jest skrajnie nienowoczesna i nabiera się na każdą sztuczkę marketingową (dzisiaj idzie to coraz dalej, także w dietach i cud-kuracjach przepisywanych przez coraz bardziej bezczelnych konowałów), chętnie dopuści do samozatraty, jeżeli tylko na horyzoncie złudnie błyśnie pokusa realizacji skrytych pragnień.

Tylko jak wiele można poświęcić, by zrealizować swe marzenia?
Jak wiele ohydy jest się w stanie wchłonąć, jeśli wydaje się, że to cena marzeń?
Jak głęboko da się radę zabrnąć w oszukiwanie innych i samego siebie, by wciąż myśleć, że realizuje się swe marzenia?

[1] Hubert Selby Jr, "Requiem dla snu", przeł. Elżbieta Gałązka-Salamon, wyd. Niebieska Studnia, 2010, s. 210.
[2] tamże, s. 160.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 242
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: