Najciekawsze recenzje
Recenzje
Dostępność książki: X
Polecają X

W niemal co trzecim polskim domu nie ma książki. Raport o czytelnictwie

Autor: Małgorzata_Opiekun BiblioNETki

Data dodania: 2019-03-26 13:44

4 osoby polecają ten tekst.

63 proc. Polaków nie przeczytało w ubiegłym roku ani jednej książki, a zaledwie 9 proc. ma za sobą więcej niż siedem tytułów. Co więcej, 28% osób nie posiada w domu żadnej książki, a kolejne 7% ma tylko podręczniki.

Kobiety lubią czytanie bardziej niż mężczyźni, zwłaszcza te w wieku 40-59. Najczęściej czytamy w trakcie przemieszczania się i oczekiwania (np. u lekarza), najrzadziej - w weekendy i dni wolne. Być może już ponad połowa czytelników sięgnęła już w zeszłym roku po e-booki - wynika z badania czytelnictwa przeprowadzonego w 2018 r. przez Bibliotekę Narodową.

Pełny raport „Stan czytelnictwa w Polsce” znajdziecie tutaj.

Podziel się:

komentarzy: 29

Dodaj komentarz  

Pokaż: [drzewo komentarzy] [komentarze według daty dodania]

Użytkownik: mchpro 2019-03-26 14:51 napisał(a):

Odpowiedź na: 63 proc. Polak&o... | Małgorzata_Opiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

Cóż, to może być częściowe wyjaśnienie przyczyn wyborów dokonywanych przez Polaków...

Linka Odpowiedz

Użytkownik: antypater 2019-03-27 11:56 napisał(a):

Odpowiedź na: Cóż, to może być częściow... | mchpro Pokaż rodzica

Nie tylko przez Polaków. Demokracja działa, jak działa wszędzie. Czyli nie działa.

A sam wątpię, czy zwiększenie czytelnictwa w czymś by pomogło, jeśli na przykład te nieczytate masy zaczęły by czytać więcej odealnionego bełkotu, typu tego lewicowego ''naprawiania'' świata i uszczęśliwiania wszystkich na siłę.

Pozdrawiam

Antypater

I też należy pamiętać, że nie wszystko jest dla każdego, bo jak rzekł Zaratustra: ''Życie jest krynicą rozkoszy; lecz gdzie i ho­łota pija, tam wszystkie studnie są zatrute.''

Linka Odpowiedz

Użytkownik: SzaraczekOpiekun BiblioNETki 2019-03-26 22:33 napisał(a):

Odpowiedź na: 63 proc. Polak&o... | Małgorzata_Opiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

Nie znam ludzi, o których mówi ten sondaż. Licząc ludzi z pracy i innych środowisk, w których się przewijam, powiedziałabym, że przynajmniej te 63% (albo i znacznie więcej) czyta książki, większość ludzi posiada domowe biblioteczki. Bywam trochę w domach ludzi (prywatnie i w ramach pracy) i też mi się nie wydaje realna liczba 28%, które nie posiadają w domu żadnej książki..

Linka Odpowiedz

Użytkownik: lutek01 2019-03-27 00:53 napisał(a):

Odpowiedź na: Nie znam ludzi, o których... | SzaraczekOpiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

A ja znam. Naprawdę znam. Ludzi, którzy od lat nie sięgnęli po żadną książkę. I nie są to rubieże społeczeństwa, tak zwany margines czy wyłącznie pracownicy fizyczni. To ludzie, którzy po prostu nie czytają (bo nie lubią, bo im się nie chce, bo dom, dzieci, praca... (tak jakby czytający nie mieli domów, dzieci czy pracy).

Weź pod uwagę, że żyjesz w dużym mieście, ośrodku akademickim z tradycjami mieszczańskimi. I że otaczasz się ludźmi podobnymi di Ciebie, mniej więcej równymi pod względem aspiracji, statusu społecznego itd. Gdy spojrzy się dalej ponad perspektywę dużego miasta, wyniki tego sondażu widać gołym okiem. To tak jak ze średnimi zarobkami Polaków. W dużym mieście rynek pracownika i wygórowane wymagania, a wystarczy wyjechać kilkadziesiąt kilometrów na wschód i obraz rzeczywistości się zmienia. Na mazurskich wsiach czy na Białostocczyźnie jakoś tego rynku pracownika, o którym tyle się trąbi, nie widać. Tak to jest z uśrednianiem.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Marylek 2019-03-27 07:30 napisał(a):

Odpowiedź na: A ja znam. Naprawdę znam.... | lutek01 Pokaż rodzica

Ja też znam takich ludzi.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: jolekp 2019-03-27 07:49 napisał(a):

Odpowiedź na: Ja też znam takich ludzi. | Marylek Pokaż rodzica

Ja byłam takim człowiekiem. I wcale nie miałam poczucia, że cokolwiek w związku z tym tracę.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: livka 2019-03-27 12:40 napisał(a):

Odpowiedź na: Ja byłam takim człowiekie... | jolekp Pokaż rodzica

Nigdy nie rozumiałam i nie zrozumiem, dlaczego ludzie czytający książki czują się lepsi? Szczególnie czytający kryminały i inne dyrdymały... Wybaczcie, ale dla mnie taka lektura to taki sam zabijacz czasu jak telenowela, czy serial. Zwyczajna forma rozrywki, a nie powód do tego, by czuć się wyjątkowym.
Tak jak zostało napisane, jest wiele osób, które książek nie czytają, ale znakomicie realizują się w życiu, mają świetną pracę lub rozwijające pasje. Szczerze, to od jakiegoś czasu mam poczucie zmarnowanego czasu przy książkach i silne postanowienie, by rozsądniej wybierać tytuły... co zapewne się nie uda, bo jednak lubię relaks przy książce ;-)

Linka Odpowiedz

Użytkownik: antypater 2019-03-27 13:50 napisał(a):

Odpowiedź na: Nigdy nie rozumiałam i ni... | livka Pokaż rodzica

Ja się wcale lepszy od nikogo nie czuję z tego powodu, czyli czytania. Ja się czuję wewnętrznie wzbogacony.

Pozdrawiam

Antypater

Linka Odpowiedz

Użytkownik: lutek01 2019-04-02 01:07 napisał(a):

Odpowiedź na: Ja byłam takim człowiekie... | jolekp Pokaż rodzica

Ja częściowo też byłem takim człowiekiem. W szkole większości lektur nie przeczytałem, chociaż nawet chciałem, ale zawsze coś było ważniejsze. Nadrabiam za to dzisiaj. Czytam więcej i żałuję czasu spędzonego na marnych rozrywkach jak np. telewizja. Kiedyś nie miałem poczucia, że tracę, teraz wiem, że straciłem.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: bobogumizelka 2019-03-27 09:21 napisał(a):

Odpowiedź na: Nie znam ludzi, o których... | SzaraczekOpiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

Ja też znam takich ludzi. Mam przyjaciela, który od lat nie przeczytał żadnej książki, bo go to nie interesuje. Za to bardzo interesuje go fizyka kwantowa i kosmologia, dlatego hobbistycznie po pracy czyta mnóstwo artykułów naukowych, a potem nam o tym opowiada. Większości nie rozumiem. Mam znajomego, który nie czyta, bo nie lubi - mówi, że go to męczy. Za to regularnie chodzi do opery i filharmonii, sam kiedyś zajmował się muzyką. Mam koleżankę, która czytać nie lubi, a w wolnym czasie przygotowuje torty tak piękne, że aż trudno uwierzyć. Moja siostra czyta może jedną książkę rocznie, za to zjechała wiele krajów świata, była wolontariuszką na misjach i czerpie z życia pełnymi garściami.

Tu, na Biblionetce, spotykają się osoby, które lubią czytać, dla których książki są ważne. Ale nie każdy widzi świat tak jak my - i nie musi. Bo tak naprawdę czytanie to tylko forma spędzania wolnego czasu. To, że my czytamy, nie czyni nas lepszymi od tych, którzy nie czytają. Oburzamy się, że większość Polaków nie czyta - a czy gdyby opublikowano podobny raport, z którego wynikałoby, że w zeszłym roku większość Polaków ani razu nie poszło do operetki, to uznalibyśmy to za równie oburzające?

Pewnie za chwilę pojawią się głosy, że czytanie rozwija intelektualnie, więc to nie to samo co np. hobbistyczne robienie szalików na drutach. To prawda. Ale z drugiej strony czy ktoś, kto przeczytał całą serię Harlequin'ów rozwinął się bardziej niż ktoś, kto obejrzał ambitny film poruszający jakiś ważny temat?

Linka Odpowiedz

Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2019-03-27 12:07 napisał(a):

Odpowiedź na: Ja też znam takich ludzi.... | bobogumizelka Pokaż rodzica

"czy gdyby opublikowano podobny raport, z którego wynikałoby, że w zeszłym roku większość Polaków ani razu nie poszło do operetki, to uznalibyśmy to za równie oburzające?"


Już się z tego AszDziennik obśmiał:

"Żenujący brak kultury Polaków.
Badania wykonane na zlecenie Narodowego Stowarzyszenia Drzeworytników są bezlitosne dla Polaków. Aż 28% z nich nie ma w domu żadnego drzeworytu."


https://aszdziennik.pl/126083,zenujacy-brak-kultury-polakow-28-nie-ma-w-domu-ani-jednego-drzeworytu

Linka Odpowiedz

Użytkownik: bobogumizelka 2019-03-27 13:27 napisał(a):

Odpowiedź na: "czy gdyby opublikowano p... | LouriOpiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

O to mi właśnie chodziło - musimy pogodzić się z tym, "że część ludzi po prostu woli miedzioryt albo akwafortę" ;)

Linka Odpowiedz

Użytkownik: lutek01 2019-04-02 01:03 napisał(a):

Odpowiedź na: Ja też znam takich ludzi.... | bobogumizelka Pokaż rodzica

Nie do końca się z tym zgadzam. Owszem pójście do opery, na spektakl czy inspirująca praca z ciekawymi ludźmi na pewno bardzo rozwija, ale, umówmy się, ile osób ma na to szansę. Większość społeczeństwa jest odcięta od ww. dóbr kultury (za daleko, za drogo). O pracy też nie każdy może powiedzieć, że jest rozwijająca i ubogaca.

Książka jest dobrem kultury, które jest dostępne (jeszcze) dla każdego. W każdej gminie w Polsce jest biblioteka - mniejsza, większa, lepsza lub gorsza, ale jest. Nie trzeba płacić, można korzystać. Tu nie ma wymówek, że się nie da. Gdybyś chciał, tobyś czytał. Dlatego poziom czytelnictwa w Polsce jest dla mnie (chyba nie tylko) wskaźnikiem aspiracji i chęci rozwoju Polaków.

Miałem kiedyś taki epizod, że pracowałem z dziećmi (nauczanie początkowe). Rozmawiałem wtedy ze starszymi nauczycielkami, które skarżyły się, że dzieci nie potrafią się skoncentrować. Na przykład oglądając w szkole film (dla dzieci, oczywiście) nudzą się i nie chcą patrzeć w ekran. Ożywiają się tylko, kiedy coś się zaczyna dziać: ktoś kogoś goni, podnosi głos itp. Pedagodzy już wiedzą, że to skutek przebodźcowania młodych umysłów. To było 10 lat temu, kiedy posiadanie komórki przez 10 latka nie było czymś oczywistym, raczej rzadkim.

Teraz na co dzień uczę dorosłych ludzi, najczęściej młodych, choć nie tylko i zauważam, że ludzie nie umieją czytać. Chodzi tu co prawda o język obcy, ale to nie ma znaczenia, mechanizm pewnie jest ten sam: nie rozumiem, sięgam po telefon, który mi sprawdzi. Od razu, bez chwili zastanowienia, refleksji o co może chodzić. Ludzie nie czytają poleceń przy robieniu zadań. Często nie umieją pisać poprawnie maili ani na nie odpowiadać. Na 10 przypadków, kiedy wysyłam komuś materiały bądź linki przydatne w nauce (sam od siebie, nie będąc poproszonym) w 9 przypadkach nie dostaję żadnej odpowiedzi, nawet z jednym słowem "dziękuję". Kultura słowa jest w zaniku. Trzeba szybko, bo następne czeka (to akurat wyniesione z korporacyjnego stylu pracy; wiem, co mówię, bo to też przerabiałem). Tak działa teraz świat, niestety, i mogę wyjść na zgreda w stylu "oj, panie kochany, kiedyś to było!", ale niestety to jest widoczne. Ktoś mądry powiedział (nie pamiętam niestety, gdzie to czytałem), że świat jest w gorączce. Właśnie tak, i trudno dociec, czy nieczytanie jest tego przyczyną (może bardziej jedną z przyczyn) czy konsekwencją. I jeszcze przypomniał mi się fragment z biografii Szymborskiej, która zapytana przez kogoś, co sądzi o jakiejś sprawie, powiedziała: "nie wiem, jeszcze o tym nie myślałam". Bo żeby sobie wyrobić osąd, trzeba siąść, przeczytać, obejrzeć, posłuchać, zastanowić się. I tego właśnie brakuje. Nikt mi nie powie, że 60% Polaków, którzy nie czytają, słucha namiętnie oper Pucciniego i prowadzi przez skype'a dyskusje z przedstawicielami różnych kręgów kulturowych. Nie, większość odpala facebooka, telewizor bądź radio, bo to łatwe, a wszędzie ta sama sieczka.

I jeszcze chcę dodać, że nie wieszam psów na łatwej rozrywce - sam jej potrzebuję i regularnie się odmóżdżam programami drugiej lub trzeciej kategorii. Ale wszystko w granicach normy i proporcji. A jak te proporcje u większości wyglądają, pokazuje omawiana statystyka. Dlatego załamywanie rąk nad stanem czytelnictwa w Polsce uważam za jak najbardziej słuszne.

Tu ciekawy artykuł w temacie: http://wyborcza.pl/7,75517,24597816,martwisz-sie-o-kiepskie-wyniki-czytelnictwa-jestes-snobem.html#S.srodkowaRozrywka-K.C-P.-B.2-L.1.maly

Linka Odpowiedz

Użytkownik: bobogumizelka 2019-04-03 10:01 napisał(a):

Odpowiedź na: Nie do końca się z tym zg... | lutek01 Pokaż rodzica

Jasne - ja się z Wami zgadzam. Mnie chodziło bardziej o to, że wiele osób uważa sam fakt, że cokolwiek czytają za niezwykle nobilitujący. Kiedy patrzę na moich znajomych, to najbardziej ze swoim czytelnictwem obnoszą się Ci, którzy czytają Greya i inne czytadła. Potem jeszcze na facebook'u udostępniają posty z profilu "Inteligence is sexy", żebyśmy nie mieli wątpliwości z jakim wybitnym intelektualistą się zadaliśmy. Okazują swoją wyższość nad tymi, którzy czytać nie lubią, a ja uważam, że osoby, które podałam jako przykład w moim pierwszym poście są znacznie bardziej warte zainteresowania. Po prostu nie lubię tego, że wiele osób z miejsca uważa nie-czytelników za gorszych, a w wielu przypadkach to krzywdzące.

Trzeba też wziąć pod uwagę, że my czytamy, bo lubimy. Dla mnie czytanie książki to czysta przyjemność, czytam szybko, idzie mi to łatwo. Podejrzewam, że inni użytkownicy biblionetki mają podobnie - czy jest tu ktoś, kto czytać nie znosi, kto się przy czytaniu męczy, ale w imię swojego rozwoju na siłę w to brnie i ze łzami w oczach "pokonuje" kolejne lektury? Myślę, że nie. Ja dopiero niedawno odkryłam (po ponad 30 latach życia!), że są osoby, dla których czytanie jest po prostu trudną, męczącą czynnością. Które po przeczytaniu kilkunastu stron czują się po prostu zmęczone, którym idzie to bardzo powoli. Takiej osobie książka zbrzydnie, zanim akcja się zdąży zawiązać. I takiej osobie zupełnie nie dziwię się, gdy powie, że "praca, dzieci, dom" i ona nie ma już siły czytać. Bo dla niej to nie jest przyjemność i rozrywka, tylko jeszcze jedna praca.

Zanik kultury słowa również zauważam. Uczę studentów, to co mnie najbardziej zaskoczyło, to fakt, że dorośli ludzie nie umieją pisać. Nie mam tu na myśli pisania w jakimś wyszukanym stylu czy formułowania poprawnych zdań - studenci nie umieją pisać długopisem na kartce. Jestem jedyną osobą, która wymaga od nich przygotowania sprawozdania z laboratoriów na miejscu, odręcznie - co roku powoduje to protesty i jęki, a później cała grupa się męczy, trzęsą się ręce, a pod koniec zajęć dostaję komplet sprawozdań napisanych takim kulfoniastym pismem jak z 1 klasy szkoły podstawowej. Kiedy argumentuję, że przyda im się poćwiczyć, bo warto umieć pisać, pytają po co, skoro wszystko sobie teraz piszą na komputerze? Kto ma racje to czas oceni. Bo może to ja jestem reliktem przeszłości, może rzeczywiście w dzisiejszych czasach nikt normalny niczego ręką nie pisze? Może jest to umiejętności, która odejdzie do lamusa? Dzisiaj nikt już nie umie kaligrafować na glinianych tabliczkach, ale też nikomu tego chyba nie brakuje.

PS. Przyznam się od razu, że ostatnimi czasy ja również czytam głownie kiepskie czytadła. tak się składa, że nie mogę się skupić na niczym ambitniejszym. I nic w tym złego. Po prostu nie jest to powód do dumy i wywyższania się ;)

Linka Odpowiedz

Użytkownik: bookszpan 2019-03-27 12:14 napisał(a):

Odpowiedź na: 63 proc. Polak&o... | Małgorzata_Opiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

Co pierwsze przychodzi na myśl, to to, że gremialnie i systematycznie durniejemy jako społeczeństwo. Mniej skłonni jesteśmy do myślenia i jakiejkolwiek refleksji. Nie rozmawiamy, nie wymieniamy poglądów, a za jedyną istniejącą normę coraz bardziej uważamy tylko siebie samych. Dokonujemy samobójczych wyborów politycznych. Może się ta tendencja kiedyś odwróci, ale właściwie dlaczego miałaby? Trzeba się może pogodzić z tym, że czytający znów stają się marginesem (coraz cieńszym!), a czytający rzeczy naprawdę wartościowe, niesłużące tylko rozrywce - hybrydą. Ale może tak było zawsze i nie ma potrzeby demonizowania takich zjawisk? W końcu jeszcze sto lat temu analfabetyzm był rzeczą powszechną, a świat trwał.

Zdarza mi się uczestniczyć w festiwalach literackich, w których 99,9 procent uczestników to sami zainteresowani (autorzy, tłumacze), reszta to kilku wariatów, zwykłych czytelników brak. Można wręcz odnieść wrażenie, że ambitni autorzy stają się czymś w rodzaju zamkniętego kręgu, wtajemniczonego bractwa, że w coraz większym stopniu istnieją oni sami tylko dla siebie. A owe festiwale (i nagrody!) są swoistą kroplówką, która pozwala im trwać i utwierdzać się wzajemnie w sensie (chodzi w końcu także o wymiar czysto ekonomiczny) tego, co robią? Ale jak z kolei wytłumaczyć fakt, że rynek wydawniczy kwitnie, że podaż tytułów wciąż jest ogromna?

Linka Odpowiedz

Użytkownik: ktrya 2019-03-27 13:24 napisał(a):

Odpowiedź na: Co pierwsze przychodzi na... | bookszpan Pokaż rodzica

Bo żyjemy w społeczeństwie, które żyje w przeświadczeniu, że ma coś do powiedzenia - wszyscy chcą mówić, nie słuchać, więc piszą, nie czytając.

Już dawno przestałam się łudzić, że oczytanie automatycznie rozwija krytyczne myślenie. Nie dawno miałam dzień załamania, gdy zobaczyłam, co udostępniają moi oczytani i wykształceni (w tym wykładowcy akademiccy, którzy mnie na studiach uczyli czytać wszelkie komunikaty z krytyczną podejrzliwością) znajomi. Jedna osoba podpisywała się pod tendencyjnym artykułem krytycznie odnoszącym się do pewnego środowiska - nie weryfikując, czy takie działania rzeczywiście oni propagują i mają w swoim statusie. Nie sprawdziła, czy to, co tam uznano za chorobę, rzeczywiście nią jest.
Kolejny znajomy tego samego popołudnia emocjonalnie krytykował zjawisko opisane w artykule na stronie, która już na pierwszy rzut oka mówi, że jest pokroju Super express, gdzie nie liczy się rzetelność, aktualność, lecz sensacyjne nagłówki przyciągające czytelników. Pal sześć, że dał się wciągnąć, czasem te nagłówki są tak intrygujące, że człowiek kliknie, nawet będąc świadomym, że odpowiedzi na tytułowe pytanie w środku nie zastanie. Gorzej, gdy ktoś potraktuje komunikat serio, jak wspomniany znajomy i postanowi go przekazać dalej. Nie przyjdzie mu do głowy, by sprawdzić, czy opisana sytuacja miała miejsce, a jeśli tak, to kiedy i jak ją rozwiązano? Okazało się, że kontrowersyjne publikacje wycofano niemal 10 lat temu i wszyscy zapomnieli o sprawie, którą sensacyjny serwis postanowił po latach przypomnieć, a wraz tym skutecznie mamić swoich odbiorców, którzy publicznie będą lamentować nad poziomem kultury za granicą, tym samym tworząc jej fałszywy obraz.

Problem tkwi nie w tym, że ludzie nie czytają, w wielu przypadkach byłoby to nawet pomocne, bo nie budowaliby swojego światopoglądu na nierzetelnych treściach. Nawet nie w tym, co czytają, lecz jak czytają. Oni wszystko przyjmują jako gotową formę podawczą, a nie coś co wymaga jeszcze krytycznej obróbki. I najśmieszniejsze w tym jest to, że tak odbierają wiele komunikatów prasowych także ci, którzy uczą innych, jak nie dać się zmanipulować mediom.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: antypater 2019-03-27 13:53 napisał(a):

Odpowiedź na: Bo żyjemy w społeczeństwi... | ktrya Pokaż rodzica

''Bo żyjemy w społeczeństwie, które żyje w przeświadczeniu, że ma coś do powiedzenia - wszyscy chcą mówić, nie słuchać, więc piszą, nie czytając. ''

''Bunt mas'' pana Ortegi y Gasseta się tu kłamia.

Brawo Ktrya - BARDZO CELNIE.

Pozdrawiam

Antypater

PS. Plebs i tak by nie zrozumiał niczego z przeczytaniego tekstu. To ponad jego siły.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: ketyow 2019-03-27 14:54 napisał(a):

Odpowiedź na: Bo żyjemy w społeczeństwi... | ktrya Pokaż rodzica

Otóż to, sposób w jaki czytają, albo wręcz w jaki myślą i wyciągają wnioski... Ja również obserwuję dalece bardziej wykształconych od siebie, którzy nie mając wiedzy w danym temacie i tak zabierają głos ekspercki, żeby nie wspominać o dyskusjach pod prostymi do zweryfikowania (lub wręcz niewiarygodnymi na pierwszy rzut oka) fake newsami. Nie pomogą ani dyplomy, ani oczytanie, po prostu albo się robi użytek z szarych komórek, albo nie.

Natomiast wciąż uważam niski poziom czytelnictwa za coś złego, z trochę innych powodów. Jak wspomniałem, wierzę, że gdyby znaczna część społeczeństwa czytała, to polszczyzna w sieci po prostu byłaby lepsza. A dalej pobudki egoistyczne - miałbym z kim o książkach rozmawiać, a wydawcy mieliby pieniądze na wydawanie bardziej niszowych pozycji dla wąskiego grona odbiorców.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: ketyow 2019-03-27 12:54 napisał(a):

Odpowiedź na: 63 proc. Polak&o... | Małgorzata_Opiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

Myślę, że będzie tylko gorzej. Mamy czasy, w których czyta się tylko nagłówki artykułów w internecie, a piszący te artykuły posługują się fatalną polszczyzną. Obecnie nieznajomość podstaw ortografii to już nawet nic zaskakującego wśród młodego pokolenia nauczycieli. Co by o książkach nie mówić, to są jakimś wzorcem. Można nie czytać i pisać poprawnie, ale przypuszczam, że związek między brakiem czytania a znajomością języka jest. Spośród moich realnych znajomych czyta tylko kilka osób, zwykle kobiety.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: ktrya 2019-03-27 13:34 napisał(a):

Odpowiedź na: Myślę, że będzie tylko go... | ketyow Pokaż rodzica

Według Twojej teorii powinnam nie mieć problemu z poprawnością językową, a to niestety nieprawda. Ciągle uczę się reguł językowych jak wzorów w naukach ścisłych. Choć przeczytałam ponad 2000 książek, wciąż mam problem ze stylem. A problem tkwi w tym, że współczesne publikacje wcale nie są wzorcowe pod kątem językowym - wiele wydawnictw oszczędza na korekcie albo i tej brakuje kompetencji. Wiele książek, które czytam, świadomie łamie zasady, bawiąc się językiem, wydobywając jego nowe znaczenia i formy. A co do klasyki literatury, jeszcze może być jakimś wzorem, ale też coraz częściej sformułowania z niej zaczerpnięte uznawane są za archaizmy - tak więc powraca problem stylistyki.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: ketyow 2019-03-27 14:42 napisał(a):

Odpowiedź na: Według Twojej teorii powi... | ktrya Pokaż rodzica

Przeczytaj jeszcze raz co napisałem. Ja również nie piszę bezbłędnie, ale też nie wspomniałem, że czytanie powoduje bezwzględnie poznanie reguł pisowni. Natomiast spostrzegłem, że brak czytania książek przypuszczalnie przyczynia się do zaniku znajomości języka w społeczeństwie, szczególnie jeśli czytanie ograniczamy do komentarzy na Facebooku i fatalnej jakości artykułów, które raczej uwsteczniają i utrwalają niepoprawne formy. Książki też często nie mają porządnej redakcji, ale to samonakręcająca się spirala, bo czytelnicy z coraz gorszą znajomością języka, coraz rzadziej zwracają uwagę na niepoprawną pisownię.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: ktrya 2019-03-27 15:31 napisał(a):

Odpowiedź na: Przeczytaj jeszcze raz co... | ketyow Pokaż rodzica

Oczywiście, ale stwierdziłeś, że dostrzegasz związek między czytaniem książek a poprawnością językową. Ja tego związku niestety nie widzę. I ten brak zależności dopatruję się także w tym, że nierzadko poziom językowy blogów poświęconych książkom (jak i komentarzy tychże blogerów) bywa znacznie niższy niż blogów o tematyce absolutnie niezwiązanej z literaturą (choć oczywiście nie mam podstaw, że ci drudzy nie czytają w ogóle, istnieje duże prawdopodobieństwo, że jeśli czytają, to znacznie mniej niż ci pierwsi).

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Anna125 2019-03-28 00:46 napisał(a):

Odpowiedź na: 63 proc. Polak&o... | Małgorzata_Opiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

A mi żal, że ludzie nie czytają. Może gdyby robili to częściej, to żyłoby się łatwiej i przyjemniej. Czytanie to dla mnie wymiana myśli z autorem, choć jednostronna to warta poświęcenia czasu.
W polemice stając - to nie to samo, co gotować, podróżować, wolontariatować i czytać, lub czytać też. Pojedynczy człowiek jest słaby i dopiero przez historię, teksty pozyskuje moc zrozumienia, ogarnięcia, tego czego nie wie, nie wymyśliłby sam jeden, a i może poznać smaki (przez przepisy) i znaleźć się w miejscach, do których nie poleci/pojedzie.
Sprowadzanie czytania do jednej z pasji, to tak jakby sprowadzić człowieka do bycia w nieustającym, niezmiennym "tu i teraz" oraz do jego osobistych doświadczeń - wyłącznie, a przecież człowiek to istota społeczna, rozwija się przez kontakt i cały ten garb kultury i rozważań
Kłopot może jest z uwagą i czasem. Uwagę swoją rozmieniamy na drobne przyciągani przez rzeczy ważne i nieważne, a czas nie jest z gumy, decydujemy więc i lądujemy w różnych niszach

Linka Odpowiedz

Użytkownik: ktrya 2019-03-28 01:29 napisał(a):

Odpowiedź na: A mi żal, że ludzie nie c... | Anna125 Pokaż rodzica

Ale czy podobnie nie rozwijają też inne teksty kultury? Film, serial, teatr, gra? Oczywiście, że każdego człowieka dany tekst będzie mniej lub bardziej rozwijać, ale właśnie szkopuł tkwi w tym, żeby ludziom dać wybór w dobraniu najlepszej formy rozwoju, a nie ich bojkotować za to, że jednej z nich nie korzystają.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Anna125 2019-03-29 00:37 napisał(a):

Odpowiedź na: Ale czy podobnie nie rozw... | ktrya Pokaż rodzica

Pewnie, że inne formy też rozwijają Ktryo, lecz niestety kluczowe jest słowo, bo ono opisuje naszą rzeczywistość, jej odbieranie, buduje świat, płaszczyznę porozumienia. Przez słowa rozumiemy świat, innych i siebie. Nic lepszego człowiek nie wymyślił i to słowo uczyniło człowieka z przysłowiowej "małpy". Czy w innych formach też działa tak mocno? Chyba nie, ponieważ nie jest to praca u podstaw z pojęciami, lecz już odzwierciedlanie świata.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2019-03-29 08:17 napisał(a):

Odpowiedź na: Pewnie, że inne formy też... | Anna125 Pokaż rodzica

Chomiku, ja tak trochę offtopując - bardzo miło mi widzieć znowu na BNetce Twoje komentarze! Mam nadzieję, że to chwalebny powrót i podobnie powrócisz do czytania/oceniania książek, bo ostatnia ocena sprzed 2 miesięcy :)

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Anna125 2019-03-29 13:24 napisał(a):

Odpowiedź na: Chomiku, ja tak trochę of... | LouriOpiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

I ja mam taką nadzieję L.
Ciągle jeszcze świat kręci się dla zbyt szybko, próbuję hamować butami jak na sankach :)
Czytać czytam, acz nie kończę, więc i oceniać mi nie wypada.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: lachus77 2019-03-29 08:34 napisał(a):

Odpowiedź na: 63 proc. Polak&o... | Małgorzata_Opiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

Nie pełen raport, tylko pełny raport; pełen to może być np. kosz jabłek.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Rbit 2019-04-02 07:44 napisał(a):

Odpowiedź na: 63 proc. Polak&o... | Małgorzata_Opiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

"Natalia Fiedorczuk-Cieślak, pisarka, laureatka Paszportu “Polityki” za powieść “Jak pokochać centra handlowe”: (...) Przeczytanie przeciętnej książki jest równie pożyteczne, co skopanie ogródka, zrobienie ciasta, porysowanie z dzieciakiem, czy zaniesienie zakupów starszej pani sąsiadce. Równie pożyteczne - podkreślam. (...) Nie każdy ma hajs na książki. Nie każdego książki nauczą krytycznego myślenia (...) Książka to przedmiot, zwykły przedmiot. Nie róbcie z nich barykad lepszości, nie budujcie na nich lamelowych płotów mentalnych, grodzonych osiedli”.

Z ciekawego artykułu w temacie: https://noizz.pl/opinie/polacy-nie-czytaja-jak-promowac-ksiazki-zeby-to-mialo-sens/fjgfjzn

Linka Odpowiedz