Dodany: 2018-08-27 18:03|Autor: misiak297

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Córka Ewy
Balzac Honoré de (Balzac Honoriusz)

3 osoby polecają ten tekst.

Ewa nudzi się w raju małżeństwa


Powieść Honoriusza Balzaka „Córka Ewy” poświęcona jest konfliktowi – posłużę się tu słowami Boya-Żeleńskiego – „między stylem miłości, tkwiącym jeszcze w epoce, kiedy bohaterowie pięknego świata nie mieli, prócz miłości, innego zatrudnienia, a straszliwymi warunkami nowoczesnego życia, w którym czynny i ambitny człowiek zaledwie ma dość sił, aby nastarczyć wszystkim koniecznym wydatkom energii”[1].

Niełatwe było życie sióstr de Granville – Marii-Eugenii i Marii-Anieli. Wychowane przez bezmyślną matkę, prawie musztrowane (zostały wszak „przeznaczone, aby znosić jakąś tyranię – tyranię miłości albo małżeństwa”[2]), chronione przed prawdziwym życiem na wszelkie sposoby, nie są do tego życia prawdziwie przygotowane. Nie wiedzą również zbytnio, czym jest małżeństwo. Balzak podsumowuje to na swój ironiczny sposób:

„Ewa nie wyszła z rąk Boga bardziej niewinna, niż te dwie dziewczyny, kiedy opuściły dom macierzyński aby udać się do merostwa i do kościoła, z prostym ale straszliwym zaleceniem, aby były we wszystkim posłuszne mężczyznom, przy których miały spać lub nie spać tej nocy. Wedle ich pojęcia, nie mogło im być gorzej w obcym domu, dokąd je przerzucano, niż pod dachom macierzyńskiego klasztoru”[3].

Ich mariaże okazały się korzystne pod względem finansowym, ale co z pozostałymi kwestiami? Maria-Eugenia trafia fatalnie – gotowa wyjść za pierwszego z brzegu, zostaje żoną mężczyzny, który nie dba o nią, nie ma też do niej szacunku. Jej siostrze przypada w udziale lepszy los: zostaje hrabiną Feliksową de Vandenesse. Co prawda jej mąż traktuje ją trochę jak „produkt” do urobienia, ale dzieje się to z korzyścią dla samej Marii-Anieli. Nie jest jednak przedmiotem owej powieści nader szczęśliwe małżeństwo de Vandenessów – jak zauważa Balzak: „Historia dobrych małżeństw jest jak historia szczęśliwych ludów, zamyka się w dwóch wierszach i nie ma nic literackiego”[4].

Wygląda to tak, jakby Marię-Anielę wypuszczono spod jednego klosza tylko po to, by zamknąć nad nią następny – przestronniejszy, przyjemniejszy, ale zawsze jednak klosz. Było jej tak dobrze w małżeństwie, że zaczęła się w nim nudzić:

„Zaczęła w końcu znajdować pewną monotonię w tak dobrze urządzonym Edenie. Doskonałe szczęście pierwszej kobiety w raju ziemskim przyprawiło ją o mdłości, jakie sprawia zbyt długie sycenie się słodyczami, i obudziło w hrabinie pragnienie, jak u Rivarola podczas lektury »Floriana«, aby spotkać jakiegoś wilczka wśród tej pasterskiej idylli. Oto, jak się zdaje, wiekuiste znaczenie symbolicznego węża, do którego Ewa zwróciła się prawdopodobnie z nudów. (…). Ale położenie pani de Vandenesse da się wytłumaczyć bez figur biblijnych: czuła w duszy olbrzymią niezużytą siłę, szczęście nie sprawiało jej cierpienia, spełniało się bez trosk i niepokojów, nie drżała o jego utratę, objawiało się co rano w tym samym niebieskim kolorze, z tym samym uśmiechem, z tym samym miłym słowem. Żaden powiew, nawet zefiru, nie marszczył tego czystego jeziora: pragnęłaby nieco sfalować tę taflę”[5].

Jej poczucie znudzenia skutecznie podbijają „życzliwe inaczej” przyjaciółki, wmawiając jej, że: „Z mężem wegetuje się moja droga, żyje się jedynie z kochankiem (…). Małżeństwo, moje dziecko, to nasz czyściec, miłość to raj”[6]. Wkrótce Maria-Aniela wikła się w romans z pisarzem o wielkich ambicjach. I ona, i Raul Nathan, zatracają się w uczuciu. A jednak on widzi przede wszystkim korzyści – taki związek mógłby mu ułatwić karierę. Sama hrabina de Vandenesse wydaje się mieć dla niego znaczenie drugorzędne – choć oczywiście nie jest to tak proste. Balzak wnikliwie, choć jak zwykle z niepozbawioną cierpkiego humoru ironią, przedstawia złożone uczucia. Ta historia rozgrywa się przecież w świecie – tak wytęsknionych przez Marię Anielę! – wilków. We Francji gra się o duże stawki – i trzeba wiedzieć, jak grać. Czy bohaterka zdoła się tego nauczyć?

Z Balzakiem jest jak z dobrym winem – warto go smakować powoli. Dołożę łyżkę dziegciu do tego szlachetnego trunku – szkoda, że sam Balzak im bliżej końca, tym bardziej przyspiesza akcję i zamiast budować kolejne sceny, opowiada na szybko, jakby zaczynało mu brakować czasu albo papieru. Niemniej jednak nawet w takim ujęciu jest się czym delektować. Historia, która wciąga, zdumiewa (ach, te układy, intrygi!), czasem poraża swoją aktualnością, to jedno. Ale język, świetny styl – to drugie. Bardzo wiele tu opisów (można powiedzieć, że zajmują większą część powieści), ale to małe perełki. Zobaczcie, jak wygląda pokój biednego niemieckiego muzyka o nazwisku Schmuke:

„Stary i pochylony wiekiem fortepian, z drzewa pomalowanego na czarny i złoty kolor, ale brudny, powycierany, poszczerbiony, ukazywał klawisze zużyte jak zęby starego konia i pożółkłe od oparów fajki. Na pulpicie małe kupki popiołu świadczyły, że poprzedniego dnia Schmuke gnał, na starym instrumencie, na jakiś sabat muzyczny. Podłoga pełna zaschłego błota, podartych papierów, fajczanego popiołu, niewytłumaczonych szczątków, podobna była do podłogi w niezamiatanej od tygodnia oberży. Oko bardziej wyćwiczone niż oko hrabiny byłoby tam znalazło objaśnienie życia Schmukego w łupkach kasztanów, w ogryzkach, skorupkach jajek, w talerzach stłuczonych przypadkiem i zawierających resztki Sauerkraut Owo niemieckie cmentarzysko szczątków tworzyło niby dywan zapylonych paskudztw, który chrupał pod nogami i spotykał się z kupą popiołu, spływającą majestatycznie od kominka z malowanego kamienia, gdzie tronowało zwęglone polano obok dogorywających dwóch żarzących się głowienek. Nad kominkiem zwierciadło, w którym twarze tańczyły sarabandę; obok z jednej strony wisiała wspaniała fajka, z drugiej stał chiński garnek, w którym profesor przechowywał tytoń. Dwa fotele, kupione gdzieś okazyjnie, podobnie jak chudy i płaski tapczan, jak zmurszała i pozbawiona marmurowego blatu komódka, jak kulawy stół, na którym widniały resztki skromnego śniadania, składały się na owo umeblowanie, równie skromne jak w wigwamie Mohikana”[7].

Bohaterowie Balzaka często muszą się zmierzyć z nagle nieprzystępnym i wrogim – choć niby tak dobrze znanym – światem. Warto poznać tę Balzakowską Ewę-hrabinę i jej historię straconych złudzeń.

[1] Tadeusz Boy-Żeleński, „Od tłumacza” [w:] Honore de Balzac, „Córka Ewy”, tłum. Tadeusz Boy-Żeleński, Wydawnictwo MG, 2018, s. 11.
[2] Honore de Balzac, „Córka Ewy”, dz. cyt., s. 23.
[3] Tamże, s. 22.
[4] Tamże, s. 37.
[5] Tamże, s. 39.
[6] Tamże, s. 43.
[7] Tamże, s. 121–122.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 429
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: