Dodany: 08.07.2018 13:19|Autor: Agnieszka-M4

Zagadka wciąż nierozwiązana


Wydarzenia, które rozegrały się w nocy z 16 na 17 lipca 1918 roku w domu kupca Ipatiewa w Jekaterynburgu, obrosły już legendą, a w Rosji nawet rodzajem kultu religijnego. Ostatni car rosyjski, Mikołaj II, jego żona, pięcioro dzieci oraz towarzysząca im do końca służba zostali brutalnie zamordowani przez bolszewików. Dostępne dziś materiały archiwalne i publikacje naukowe na ten temat są na tyle liczne, że udzielenie odpowiedzi na pytanie: "Jak do tego doszło?" nie przysparza trudności; przebieg wydarzeń możemy zrekonstruować w miarę dokładnie. To nie oznacza bynajmniej, że temat został wyczerpany. Dalej niejasne jest najważniejsze: dlaczego w ogóle doszło do tych tragicznych wydarzeń?

Nie chodzi tutaj o okoliczności polityczne, które stanowiły tło egzekucji, bo one akurat są oczywiste: zdaniem Lenina przetrwanie rodziny carskiej – nawet na emigracji – mogło zagrozić tworzonym podwalinom władzy bolszewickiej. Prawdziwą zagadką pozostaje natomiast postawa samego cara od początku jego panowania (1894 r.) i pewne uwarunkowania psychologiczne czy charakterologiczne. Kluczem do rozwiązania tej zagadki mógłby stać się właśnie carski dziennik, opracowany w języku polskim przez Leona Kozłowskiego już w 1924 roku. Okazało się jednak, że nie tylko nie pomógł mi on w odnalezieniu odpowiedzi na nurtujące mnie wątpliwości, ale wprowadził w jeszcze większą konfuzję.

Mikołaj II spisywał swoje dzienniki sumiennie przez wiele lat. Polskie wydanie obejmuje wybrane wpisy z okresu 1890-1917. Krótkie, schematyczne, ale systematycznie sporządzane notatki prowadzą nas przez kolejne etapy życia autora: najpierw beztroski stan kawalerski, następnie nagłą chorobę i śmierć ojca, ślub z niemiecką księżniczką, koronację, narodziny dzieci, a w końcu przez coraz bardziej komplikującą się sytuację polityczną. Ktoś, kto poszukuje pogłębionej refleksji cara na temat otaczającej go rzeczywistości, mocno się rozczaruje. Mikołaj spędza czas odwiedzając rodzinę, przyjmując gości, wizytując oddziały wojskowe, polując, spacerując, a przy tym codziennie obsesyjnie rejestruje informacje dotyczące pogody. Raczej nie czyta ani bardziej wymagających pozycji, ani prasy. Intelektualistów traktuje z obrzydzeniem. Przyjmowanie raportów od urzędników państwowych czy zajmowanie się sprawami administracji to dla niego uciążliwy obowiązek.

Nie ukrywajmy - dziennik byłby sam w sobie przeraźliwie nudny i miałki, gdyby nie zaopatrzono go w stosowny komentarz historyczny i nie zestawiono z innymi dokumentami z epoki oraz wspomnieniami osób towarzyszących rodzinie carskiej. W gruncie rzeczy ważniejsze od tego, co zawiera, jest to, czego nie zawiera. Aluzje do wydarzeń politycznych i społecznych są rzadkie i powierzchowne – rzecz tym bardziej niezrozumiała, że przecież rok po roku car otrzymywał kolejne sygnały o nadciągającej burzy – burzy, która miała nie tylko wywrócić jego kraj do góry nogami, ale doprowadzić do tragicznej śmierci najbliższych. Czy nie rozumiał tych sygnałów? Czy wypierał je ze świadomości? Czy nie wierzył, że cokolwiek może realnie zagrozić jego absolutnej władzy? Jakim słowem określić stan ducha i umysłu oraz zachowanie monarchy? Beztroska? Naiwność? Bezmyślność? Niedoinformowanie? Głupota? Warto przytoczyć fragment, który jest w tym kontekście dość charakterystyczny: "O audiencji (...) Lwow, monarchista z przekonań, opowiada, co następuje: »Spodziewałem się, że zastanę cesarza przytłoczonego troską, cierpiącego za ojczyznę i naród, a zamiast tego wyszedł do mnie jakiś wesoły, beztroski jegomość w malinowym kitlu i szerokich szarawarach, sznurem przepasany«. Rozmowa pasowała do kostiumu i nastroju. Do głębi wstrząśnięty audiencją Lwow tego samego dnia dostał rozstroju nerwowego"[1]. Jan Gondowicz we wstępie do wydania dziennika z 1998 roku pisze: "Żaden władca europejski nowszych czasów nie otrzymał w czasie swojego panowania tylu wymownych ostrzeżeń przed nadchodzącą tragedią i żaden też nie szedł, lekceważąc je wszystkie, ku zgubie z niewzruszoną obojętnością lunatyka"[2].

Dzisiejsza historiografia chyba nie bardzo wie, jak sprawiedliwie i obiektywnie ocenić Mikołaja II i prowadzoną przez niego politykę. Na liście głównych zarzutów znajdują się na pewno uparte trwanie przy samodzierżawiu, pogarda dla idei monarchii konstytucyjnej, lekceważenie dążeń niepodległościowych Polaków, Finów i innych, przyzwolenie na brutalne tępienie opozycji, a nawet zbytnie uleganie rozhisteryzowanej żonie. Z drugiej strony, z dziennika oraz innych dokumentów wyłania się obraz człowieka, który nieszczególnie rwał się do władzy. Nie dostrzega się na przykład w jego wspomnieniach głębszego żalu za utraconym tronem. W czwartek 2 marca 1917 roku (według kalendarza juliańskiego) odnotowuje: "Z rana przyszedł Ruzski i przeczytał mi swą dłuższą rozmowę z Rodzianką. [...] Potrzebna moja abdykacja. (...) dla zbawienia Rosji i utrzymania spokoju w armii na froncie należy zdecydować się na ten krok. Ja się zgodziłem. (...) O godz. 1-szej w nocy wyjechałem z Pskowa pod przygniatającym wrażeniem: wszędzie zdrada, tchórzostwo i oszustwo"[3]. Ostatnie słowa cara są znamienne. Nawet Leon Kozłowski, który ewidentnie z nim nie sympatyzuje, odnotowuje w kontekście rewolucji lutowej 1917 roku całkowite osamotnienie władcy: "(...) kiedy wybuchła rewolucja, nikt cara nie bronił; i generalicja, i nawet wielcy książęta stanęli po stronie rewolucji, myśląc, że ona też zadowoli się usunięciem Mikołaja i utworzeniem konstytucyjnej monarchii z Aleksym na tronie i W. Ks. Michałem jako regentem. (...) Cesarz, który przez lata wojny pod wpływem niepowodzeń i trosk postarzał się i podupadł, coraz bardziej wpadał w stan rezygnacji (...) stracił wiarę w zwycięski koniec, nie wierzy w swoje własne rozkazy i słowa, i z pokorą poddaje się losowi"[4]. Być może, gdyby postawa cara od początku była bardziej samodzielna, zdecydowana i otwarta, dzieje Rosji i całej rodziny potoczyłyby się inaczej. Problem polegał na tym, że najwyraźniej monarcha ani intelektualnie, ani z charakteru nie był zdolny do zmiany swojego nastawienia. Nie pomagał też brak rozsądnych i odpowiedzialnych doradców, którzy od początku stanowiliby oparcie dla młodego i niedoświadczonego cara. Zamiast nich w jego otoczeniu spotykamy raczej typowe dworskie pijawki i indywidua w typie Rasputina. Wśród licznych opinii historyków na temat Mikołaja znalazłam też i taką, że był to – owszem – władca fatalny jak na swoje czasy, ale jednocześnie z natury człowiek dobry, religijny, wyjątkowo przywiązany do bliskich. Potwierdza to relacja jednego ze stróżów pilnujących rodziny carskiej w Jekaterynburgu – określił on byłego monarchę jako człowieka "prostego i dobrego"[5], znoszącego cierpliwie i pokornie warunki, w jakich się znalazł. Nawet w tragicznych dla siebie okolicznościach Mikołaj potrafił z uznaniem wyrażać się o przeciwniku politycznym. W lipcu 1917 roku pisał o Aleksandrze Kiereńskim: "W chwili obecnej człowiek ten stanowczo znajduje się na swoim miejscu. Im większą mieć będzie władzę, tym będzie lepiej"[6]. Czy jednak względnie dobry charakter wystarczy do tego, aby być dobrym władcą? Niestety, zdecydowanie nie.

Wszystko to zebrane razem sprawia wrażenie dość przygnębiające, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, że konsekwencje opisanego stanu rzeczy poniósł nie tylko monarcha, ale i piątka jego dzieci, których główną winą było to, że urodziły się w niewłaściwej rodzinie w niewłaściwych czasach. Szczątki zamordowanych Romanowów odnaleziono i zidentyfikowano w dwóch etapach: w 1991 i 2007 roku. Wszyscy zostali pochowani z honorami w Petersburgu, a Kościół prawosławny czci ich dziś jako świętych. Jakim człowiekiem naprawdę był Mikołaj II, tego prawdopodobnie nie dowiemy się nigdy. Z dziennika, tak skrupulatnie prowadzonego, niestety nie wyczytamy niemal żadnych wskazówek, które pozwoliłyby nam poznać jego rzeczywiste oblicze.



---
[1] "Dziennik cara Mikołaja II", przeł. Leon Kozłowski, wyd. Iskry, 1998, s. 317.
[2] Tamże, s. 8.
[3] Tamże, s. 348.
[4] Tamże, s. 343.
[5] Tamże, s. 363.
[6] Tamże, s. 356.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 475
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: