Najciekawsze recenzje
Recenzje
Dostępność książki: X
Polecają X

Dziewczyny, wypijmy za starość!

Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Książka: Najlepsze chwile w życiu (Haran Maeve)

Data dodania: 2018-06-30 13:04

Redakcja BiblioNETki poleca!

4 osoby polecają ten tekst.

Gdybym miała wybierać na podstawie wyglądu okładki, po tę powieść bym pewnie nie sięgnęła; na turkusowym tle kwiaty w różnych odcieniach różu i fioletu plus trzy zardzewiałe klucze, do tego rozbiegane, nierówne litery w tej samej kolorystyce… ani chybi romansidło! Ale zostałam zachęcona do lektury przez właścicielkę książki, która twierdziła, że to naprawdę nie to, co się wydaje, i maleńkim fragmentem okładkowej notki: „Pokoleniu, które chciało zmienić świat, trudno zaakceptować fakt, że się starzeje. Co więc zostaje?”[1]. Czy, należąc do wspomnianego pokolenia, można było obok tego pytania przejść obojętnie? Postanowiłam się więc zapoznać z bohaterkami, z którymi, jak się rychło zorientowałam, pewnie bym się jakoś dogadała mimo diametralnej różnicy doświadczeń (bo jednak urodzić się, dorastać, startować w życie w brytyjskiej klasie średniej i w drugim pokoleniu peerelowskiej inteligencji to coś zupełnie innego…).

Poznały się „pierwszego dnia studiów, ponad czterdzieści lat temu”, jako „cztery pełne nadziei osiemnastolatki z długimi grzywkami, w krótkich spódnicach i wysokich butach”[2], a teraz już przekroczyły wiek emerytalny (dla Brytyjczyków urodzonych w latach 50.-60. XX wieku to 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn), ale wciąż nazywają siebie „dziewczynami” i wciąż wybierają się raz w miesiącu na kawę, wino i babskie pogaduszki. Kim są dzisiaj, to znaczy w roku 2014, kiedy rozgrywa się akcja powieści?

Claudia uczy francuskiego w szkole średniej, jej mąż, Don, wykłada nauki polityczne. Razem z nimi mieszka dwudziestoośmioletnia córka Gaby, która mimo dość dawno już skończonych studiów wciąż szuka swojej drogi zawodowej i, co tu dużo mówić, od czasu do czasu wymaga wsparcia finansowego rodziców…

Ella owdowiała tuż przed przejściem na emeryturę. Czas pochłania jej dbanie o dom, w którym była z Laurencem tak szczęśliwa, i „pilnowanie działki sąsiadów, którzy żyli życiem ludzi o trzydzieści lat młodszych”[3]. Po dawnych latach zostały jej tylko wspomnienia, fotografie, no i córki: niezamężna, lecz najwyraźniej zadowolona z życia Cory oraz Julia – mężatka, a jednak bardziej od matki samotna, bo jej małżonek Neil całymi dniami siedzi w pracy, by mogli żyć na odpowiednim poziomie, a nastoletni synowie tkwią w koszmarnie drogiej szkole z internatem…

Laura, niepracująca żona współwłaściciela dobrze prosperującej firmy, matka pary dwudziestoparolatków: Belli i Sama, nie miała dotąd trosk innych niż przyszłość dzieci, które – niezainteresowane karierą biznesową – doświadczają na rynku pracy problemów typowych raczej dla niższych warstw społecznych. Aha, i namiętność w jej małżeństwie jakoś ostatnio ostygła, toteż z okazji 25 rocznicy ślubu przygotowuje dla Simona niespodziankę mającą ożywić wspomnienia z młodości…

Sal wybrała życie w pojedynkę, bo praca redaktorki ekskluzywnego czasopisma dla kobiet jest bardzo absorbująca. Coś za coś – nie ma rodziny, ale za to mimo przekroczonej sześćdziesiątki zachowała nienaganną figurę, a swoim wolnym czasem i pieniędzmi dysponuje, jak jej się podoba. Trochę ją niepokoją „spadająca z roku na rok sprzedaż i pokazujące niewielki spadek badania czytelnictwa”[4], ale ma nadzieję, że uda się to ograniczyć; wystarczy, że dyrekcja wydawnictwa po dwudziestu latach wreszcie zwiększy budżet i nie będzie nalegać, by Sal stała się „providerem uniwersalnego contentu na platformy”[5]…

Kiedy po raz kolejny sześćdziesięcioparoletnie „dziewczyny” wychodzą z greckiej winiarni, gdzie tym razem Sal, Ella i Laura podtrzymywały na duchu Claudię, której w szkole dano do zrozumienia, że „nie nadąża za postępem”[6], nie przypuszczają, iż dla każdej z nich życie szykuje coś mniej lub bardziej zaskakującego. A czy ta niespodzianka okaże się darem czy przekleństwem – to już zależy trochę od nich samych, trochę od innych ludzi, którzy, chcąc lub nie chcąc, wmieszają się w sprawę, no i, rzecz jasna, od przyjaciółek, zawsze gotowych wesprzeć tę, która akurat pomocy potrzebuje! Tak czy inaczej, każda z nich będzie mogła nabrać pewności, że po sześćdziesiątce życie kobiety się nie kończy… co najwyżej w pewien sposób się zmienia. I że cokolwiek by się wydarzyło, „jeśli wszystko inne zawiedzie, będą miały przynajmniej siebie”[7].

Historie tych czterech sympatycznych bohaterek zawierają prawie wszystkie motywy, jakie można sobie wyobrazić, słysząc hasło „kobieta po sześćdziesiątce”. Problemy z dorosłymi dziećmi lub z bardzo sędziwymi rodzicami; nuda w związku, wdowieństwo lub opuszczenie przez męża, usidlonego przez młodszą o 30 lat „lafiryndę”; zwolnienie z pracy w wieku, w którym już prawie dla żadnego pracodawcy nie jest się pożądanym nabytkiem lub próba znalezienia pracy po wielu latach przerwy; nieumiejętność opanowania „nowych technologii” lub zwykła niechęć do korzystania z nich; zmiana mieszkania na tańsze i wygodniejsze, a co za tym idzie, konieczność adaptacji w nowym środowisku; no i a to kłopoty z pamięcią, a to poważniejsze choroby… Drugoplanowe postacie dorzucają do tej mozaiki również sporo aktualnych kwestii, by wymienić tylko życie ponad stan (w wersji dla człowieka z aspiracjami lub dla osoby w podeszłym wieku niekontrolującej swojej pozycji finansowej), sytuację zawodową dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków, zmuszonych „walczyć na śmieciówkach z wykańczającymi kosztami utrzymania i pracą do siedemdziesiątki”[8], czy stosunek Brytyjczyków do imigrantów.

Wszystko to udało się autorce połączyć w zgrabną, płynną, bezpretensjonalną i niepozbawioną humoru – na szczęście nie w tej skrajnej, uwielbianej przez wyspiarskich satyryków, lecz niestrawnej dla nikogo innego prócz ich rodaków, odmianie! – opowieść, która ma tylko jeden mankament fabularny (pod koniec akcja zaczyna gnać na skróty, by zwolnić dopiero w uroczej, choć odrobinę przesłodzonej, finałowej scenie) i jeden techniczny (widoczny w paru miejscach konflikt podmiotu: „Regularnie spotykały się w (…) winiarni, której ściany zdobiły marnej jakości murale przedstawiające lubieżnych pasterzy goniących za nimfami. Wcale nie wyglądały, jakby zamierzały uciekać”[9]; „Wychodzę na trochę – powiedziała do leżącej pod kołdrą postaci. Nie poruszyła się, nie zarejestrowała jej obecności. Nie miała siły mierzyć się jeszcze z tym”[10]). Większość czytelniczek – bo to kobiety są adresatkami tej powieści, choć osobiście uważam, że żadnemu mężczyźnie taka lektura by nie zaszkodziła, a wręcz przeciwnie, może pomogłaby w dostrzeżeniu problemów, z jakimi zmaga się jego żona czy matka, przekroczywszy określoną barierę wieku – pewnie nawet tych usterek nie zauważy, przejęta losami Claudii, Elli, Sal i Laury, w których bez trudu (pomijając może realia ekonomiczne) odnajdzie echo zdarzeń z życia własnego lub kogoś z bliskich.

Toteż niewiastom po pięćdziesiątce polecam ją bez wahania, dedykując sobie i im toast wzniesiony przez bohaterki w ostatniej scenie: „Za starość! (…) Niech się dzieje!”[11].


---
[1] Maeve Haran, „Najlepsze chwile w życiu”, przeł. Dobromiła Jankowska, wyd. Marginesy, 2016; tekst z okładki.
[2] Tamże, s. 12.
[3] Tamże, s. 30.
[4] Tamże, s. 46.
[5] Tamże, s. 47.
[6] Tamże, s. 14.
[7] Tamże, s. 557.
[8] Tamże, s. 13.
[9] Tamże, s. 11.
[10] Tamże, s. 181.
[11] Tamże, s. 557.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Podziel się:

komentarzy: 0 | wyświetleń: 364

Dodaj komentarz  

- książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę

- do książki dodano opisy lub recenzje

- książka dostępna w naszej księgarni

- książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)

- książka znajduje się w Twoim schowku