Dodany: 2018-02-23 22:54|Autor: misiak297

Aaron szuka szczęścia, szuka zapomnienia


„– Myślę, że w tej chwili ja zdecydowanie tracę siebie.
– W jaki sposób, młody?
– Nie wiem. Może po prostu dorastam”[1].


Narrator powieści „More Happy Than Not. Raczej szczęśliwy niż nie” to Aaron Soto (przywodzący na myśl Holdena Caulfielda z „Buszującego w zbożu”). Chłopak dźwiga ciężki bagaż doświadczeń – w jego domu się nie przelewa, cieniem na życiu rodziny kładzie się samobójcza śmierć ojca. On sam ma za sobą próbę samobójczą: wyciął sobie uśmiech na nadgarstku. Jego życie zaczyna się powoli stabilizować – bo w tym szesnastolatku nadal jest trochę z dziecka (uczestniczy w dziwacznych osiedlowych zabawach w gronie rówieśników, uwielbia przygody komiksowych bohaterów, marzy o seksie, dzięki Genevieve odkrywa urok pierwszej miłości). Ważnym elementem tej historii (jak i biografii Aarona) jest Instytut Leteo , który oferuje kontrowersyjny zabieg polegający na zepchnięciu w niedostępne obszary pamięci pewnych wspomnień, zastąpienie ich innymi.

Nagle w życiu bohatera pojawia się Thomas – nieco egzotyczny, nietuzinkowy chłopak. Między nimi wytwarza się zarówno mnóstwo zrozumienia, jak i napięcia. Aaron zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, kim jest (słowo „gej” nie przechodzi mu przez gardło – mówi o sobie jako o „fanie facetów”) i komu naprawdę chciałby oddać serce. Jego uczucia do Thomasa zawierają sporo wdzięczności, ale też bardzo autentycznego zakochania („to najbardziej zagmatwany okres w moim życiu, a on jest pierwszą osobą, która skierowała do mnie wszystkie te właściwe słowa i kojarzy mi się z pierwszym dniem lata, gdy wychodzisz z domu bez kurtki, i z moimi ulubionymi piosenkami granymi w kółko”[2]). W końcu Aaron decyduje się wyznać mu prawdę. Jak stwierdza: „Thomas nie jest tylko kimś, kogo chcę mieć w swoim życiu – potrzebuję go, by pozostać szczęśliwym, by trzymać śmierć z dala, by ułatwić mi bycie sobą”[3].

Pewnie myślicie, że to kolejna młodzieżowa powieść LGBT. Jedna z wielu – bohaterowi czegoś w życiu brakuje, spotyka Tego Jedynego, znajduje odwagę bycia sobą i wzajemność w miłości, ale cały świat rzuca mu kłody pod nogi. Musi się zmierzyć z homofobią, z lękami swoimi, swojego chłopaka itp. Wszystko prowadzi albo do happy endu, albo do takiego „endu”, że trzeba się zaopatrzyć w chusteczki. Podczas lektury pomyślałem, że w zasadzie trudno jest napisać tego typu powieść, która nie byłaby wtórna. Sądziłem, że debiut Adama Silvery będzie kolejną miłą pozycją do przeczytania i zapomnienia – a potem nie do odróżnienia w gąszczu innych, podobnych.

No właśnie. Na to się zapowiada. A potem akcja nieoczekiwanie skręca, pojawiają się nowe elementy, nowe wyjaśnienia, ta proza nabiera zupełnie innego charakteru. Czytelnik myśli już, że wie wszystko, że właściwie może sobie darować dalsze czytanie, tak łatwo przewidzieć, jak rzecz się skończy – a tymczasem okazuje się, że nie. Cóż, w tym jest głębia. Co najważniejsze – to nie tani manewr w rodzaju „autor nie widział, co wymyślić, więc wszystko zamotał”. W tym jest logika. Tylko że to dopiero początek zaskoczeń. A potem – po tym uderzeniu czytelnika w twarz – robi się trudniej. Boleśniej. Wiele emocji kosztuje czytanie tej książki. Nie da się przejść obok Aarona i jego historii obojętnie.

Na skrzydełkach okładki „More Happy Than Not…” znajdują się same superlatywy – i te pochwały nie są przesadzone. Dawno nie czytałem książki dla młodzieży, która byłaby poprowadzona tak brawurowo, z takim pazurem i odwagą. To powieść bardzo uczciwa psychologicznie, a przy tym pomysłowa i pozbawiona zadęcia. W Aarona uwierzyłem od pierwszej chwili, kiedy się poznaliśmy – ani przez moment nie był dla mnie papierową postacią. Chce się temu chłopakowi towarzyszyć, współczuje się mu i rozumie jego dylematy. On daje się lubić.

W polskich księgarniach pojawia się coraz więcej pozycji dla młodzieży podejmujących tematykę LGBT – to ważne. Brakowało ich dotąd. Mogą one pomóc zagubionym młodym ludziom, często mają charakter terapeutyczny. Oczywiście, łatwo tu o pewną wtórność (jednak w rzeczywistości reakcje tak psychologiczne, jak i – na przykład – społeczne są bardzo podobne, same historie też mają podobny przebieg: tak je zazwyczaj pisze życie). Tymczasem Adam Silvera prezentuje historię całkowicie świeżą, nawet jeśli osadzoną w znanych ramach powieści o poszukiwaniu swojej tożsamości (nie tylko seksualnej), stawia pytania, na które w takiej literaturze rzadko było miejsce. „More Happy Than Not. Raczej szczęśliwy niż nie” to opowieść o trudnym dorastaniu, trudnym samooszukiwaniu, trudnej miłości, ale także o decyzjach, które trzeba podejmować – i których konsekwencje przerastają człowieka.

Aaron w ostatnim zdaniu powieści prosi: „Nie zapominajcie o mnie”[4]. Ja wiem, że go nie zapomnę.


--
[1] Adam Silvera, „More Happy Than Not. Raczej szczęśliwy niż nie”, tłum. Sylwia Chojnacka, wyd. Czwarta Strona, 2018, s. 180.
[2] Tamże, s. 214.
[3] Tamże, s. 210.
[4] Tamże, s. 393.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 939
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 1
Użytkownik: lutek01 2018-05-09 03:04 napisał(a):
Odpowiedź na: „– Myślę, że w tej chwili... | misiak297
W zasadzie w recenzji ujęte jest wszystko, co powinno, ale jednak dodam swoje trzy grosze.
Dałem tej książce najwyższą ocenę, bo:
- przedstawiła w nowatorski sposób motyw wyeksploatowany już- wydawałoby się - na wszystkie sposoby,
- w pewnym momencie książka się przełamuje, ze zwykłego czytadła obyczajowego robi się kawał porządnej prozy psychologicznej; doznałem nawet efektu występującego u mnie zwykle przy lekturze dobrych kryminałów - elementy wskakują na właściwe miejsca a ja się zastanawiam: jak mogłem tego wcześniej nie zauważyć???
- główny bohater jest nakreślony bardzo uczciwie, jest prawdziwy psychologicznie, rozwija się, dojrzewa, zmienia sposób myślenia i wypowiadania się i książka bardzo dobrze to oddaje,
- od pewnego momentu książka nie pozwala się oderwać od siebie (bałem się spojrzeć na zegar, która godzina, ale wiem, że zarwałem noc, a to znaczy u mnie, że książka musiała mnie wessać totalnie).
- Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu
- ponad wszystko dopatrzyłem się w tej historii czegoś w rodzaju apelu: Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu.
Polecam. Bardzo.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: