Dodany: 20.12.2017 15:51|Autor: carmaniola

Czytatnik: dumki-zadumki

1 osoba poleca ten tekst.

Chrząszcze i wilki - Diego Vargas Gaete „Chrząszcze na wyginięciu”


„Może więc cisnąć do pralki tylko cztery kilogramy ubrań, czyli kilka par dżinsów, dwa swetry, pościel, bieliznę, którą wybiera za każdym razem, gdy zapowiada się jakaś romantyczna noc, i przy odrobinie szczęścia swoją ulubioną czarną spódnicę”[1].

Przyznam, że mocno mnie zafascynowały techniki prania Silvany Kunz, pani doktor biochemii, potomkini niemieckich emigrantów w Chile. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że zamiast prania ma się w perspektywie upojny wieczór z narzeczonym, wrzucanie do pralki wszystkiego, co pod ręką, jest ryzykowne. Nie tylko ze względu na nadmierne obciążenie urządzenia, lecz także z uwagi na efekt końcowy takiego prania. Tego się już niestety nie dowiedziałam, bo w wyniku awarii pralki doszło do zwarcia i pani doktor została porażona prądem. Wstrząs spowodował, że duch Silvany zaczął miotać się pomiędzy przeszłością i przyszłością wpadając od czasu do czasu w zupełnie iluzoryczne przestrzenie, w których królowały potężne araukarie i owady. Nie tylko tytułowe chrząszcze, bo nie brak tam również koników polnych, motyli, mrówek i pszczół.

„Silvana znajduje się w zbiorniku wypełnionym po brzegi lodem, który utrzymując się na powierzchni czerwonych wód, kieruje się w stronę wielkiego jak budynek drzewa. Jej włosy mają zapach miodu, a ręce świeżego mleka. (…) Nagle mrówki usadawiają się na jej brzuchu, a raczej na lodzie, który pokrywa jej brzuch, i poruszają się w kółko, jakby zaprogramowane…”[2].

Araukarie symbolizują zapewne Araukanię, obszar, uprzednio należący do wojowniczych Mapuczów, na którym w XIX wieku zaczęli osiedlać się m.in. niemieccy osadnicy – przodkowie Silvany ze strony matki – którzy niemało zasłużyli się dla rozwoju tego regionu. Kolejna fala imigrantów napłynęła po zakończeniu II wojny światowej a wśród nich było wielu nazistów uciekających przed sprawiedliwością – to jej przodkowie ze strony ojca. Niemcy przywieźli ze sobą do nowej ojczyzny nie tylko zdobycze cywilizacji i nauki, lecz również parę zwyrodniałych praktyk. Żyzna ziemia przyjęła je wszystkie. Trudno dziś określić, które z nich były/będą tragiczniejsze w skutkach.

Co do chrząszczy pojawiających na stronach książki – również w postaci znaków graficznych – można chyba uznać, że mają one pewne symboliczne znaczenie. Z jednej strony działalność człowieka zmieniającego naturalne środowisko zgodnie ze swoimi potrzebami doprowadza do niszczenia ekologicznych nisz umożliwiających egzystencję wielu stworzeniom, z drugiej… chilijski chrząszcz Ceroglossus magellanicus, owadzi bohater powieści, w przypadku zagrożenia wydziela intensywny i bardzo nieprzyjemny zapach, który odstrasza drapieżniki. W motcie do powieści znajduje się zdanie:

„Każdy na tym świecie ma swój własny sposób, by chronić samego siebie”[3].

Podobnie jest z ludźmi. Nie każdy jest stworzony do walki i bohaterskich czynów, lecz każdy pragnie chronić życie swoje i bliskich. Na wszelkie możliwe sposoby. Nieważne, że innym mogą się one wydawać się śmieszne, nieporadne czy odrażające – ważne by były skuteczne.

Alinearne i fragmentaryczne wspomnienia-widzenia, które splatają się z komentarzami trzecioosobowego narratora, pozwalają poznać życie przeszłe i przyszłe Silvany Kunz oraz historię jej przodków. Obrazy te dodatkowo uzupełniają wyimki z książki pt. „Dziennik z podróży: tajemnicza historia rodziny Kunzów”, która pozwala dotrzeć do głęboko skrywanych rodzinnych sekretów a w szczególności tego, który dotyczy zbrodniczych czynów, których przybysze z Niemiec dopuszczali się w podziemiach pewnej szkoły.

Książka jest podzielona na dwie dopełniające się części. Obie łączy straszna historia piwnicy znajdującej się w szkole założonej przez przodków Silvany Kunz. Pierwsza zatytułowana „Księżniczka” opisuje historię rodziny Kunzów, druga, zatytułowana „Warg” ukazuje nam losy mężczyzny, w którego żyłach płynie krew rodzimych Mapuczów. Myliłby się jednak ten, kto z nazwy wnioskowałby o agresywnym i przebojowym charakterze bohatera. Julio jest wycofany, bezbronny wobec tego, co niesie mu życie. Rozpaczliwie samotny – „nieuleczalnie samotny, przez co może być prześladowany aż do śmierci”[4] – wykluczony, skryty głęboko w wilczej jamie pogrąża się w świecie Internetu, gdzie wikła się w wyimaginowany związek z autorką pornograficznej witryny. Jego historię poznajemy przede wszystkim z maili pisywanych do owej pani tytułowanej „najsłodszą panienką”. Trzeciosobowy narrator dopełnia całość snując historię jego rodziny. Tu również nie brakuje fragmentów z „Dziennika podróży” oraz zabawnych instrukcji dotyczących sposobów na sprowokowanie wilka poprzedzających kolejne wydarzenia.

„Jeśli (…) zamierzasz sprowokować wilka, skuteczny sposób polega na zakazaniu mu wycia”[5].

Autor mistrzowsko operuje niedomówieniem i sugerując jedynie pewne wydarzenia zmusza czytelnika do samodzielnego snucia domysłów i budowania własnych wyobrażeń. Właściwie nic nie jest tam dopowiedziane i ukazane w jednoznacznym świetle. Humor jest czarny i gorzki. Całość sprawia wrażenie satyry, która ośmiesza i piętnuje stosunki i obyczaje społeczności chilijskiej. Można w niej doszukiwać się odniesień do dyktatury pinochetowskiej, która chroniła i wykorzystywała doświadczenia nazistowskich przestępców; można patrzeć przez tę powieść jak przez pryzmat na część historii Chile lub snuć wyobrażenia na temat kondycji psychicznej jego mieszkańców. Można też potraktować ją jako prześmiewczą i nieco absurdalną historię całkowicie wyssaną z palca. Niewątpliwie jest dobrze napisana i skutecznie przyciąga i podtrzymuje uwagę czytelnika.


- - -
[1] Chrząszcze na wyginięciu (Vargas Gaete Diego), przeł. Magdalena Antosz, Czytelnik, 2017, s. 9.
[2] Tamże, s. 62.
[3] Tamże, s. 7.
[4] Tamże, s. 99-100.
[5] Tamże, s. 158.

Tekst także na moim blogu: https://okres-ochronny-na-czarownice.blogspot.com


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 961
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 7
Użytkownik: adas 23.01.2018 10:17 napisał(a):
Odpowiedź na: „Może więc cisnąć do pral... | carmaniola
Niestety ja tu widzę głównie minusy. I jest to nie tyle słaba książka, bo rzeczywiście jest dobrze napisana, ale niestety powieść (czy na pewno? no właśnie) sprawia wrażenie nieledwie "żerowania" - to pewnie skojarzenie przez te wszystkie chrząszcze i inne owady - na temacie. Autorowi jakby zabrakło odwagi, by zmierzyć się z niedawną historią wprost, a jako przypowieść jest to nieprzekonujące i wtórne (przez tych wszystkich nazistów, przy czym nie neguję, że mogli być, i to nie tylko teoretycznie, wykorzystywani i przez reżim Pinocheta). Z całej tej książki, jak już opadnie zdziwienie formą, interesują mnie losy woźnego. Autor skupia się na jego synu, znowu - "niestety".

Moja mania skojarzeń mnie kiedyś zabije, ale w opisie niedawnych traum historycznych (ale też obecnych społecznych) z wykorzystaniem popkulturowych wzorców lepiej sobie poradziła autorka tego zbiorku To, co utraciłyśmy w ogniu: Opowiadania (Enríquez Mariana).
Użytkownik: carmaniola 26.01.2018 09:10 napisał(a):
Odpowiedź na: Niestety ja tu widzę głów... | adas
Ha! Znowu przegapiłam Twój komentarz. Przyznam, że ja z kolei, zastanawiałam się czy owe nawiązania do reżimu Pinocheta nie powstały już później, po napisaniu książki. Niemieccy emigranci, także ci przedwojenni - polecam książkę Tańczymy już tylko w Zaduszki: Reportaże z Ameryki Łacińskiej (Opryszek Szymon, Hawranek Maria) - byli zapewne niezłą inspirację do tej mrocznej historii. I dla mnie, była to przede wszystkim straszno-śmieszna opowieść. Wyeksponowanie potomków rodzin zamieszanych w ową odrażającą historię sprawiło, że ona sama stała się mniej czytelna, bardziej zagmatwana. To zarazem plus i minus. Może kiedyś otrzymamy od autora historię potraktowaną mniej enigmatycznie i zarazem bardziej serio. W każdym razie niezwykła forma i ten czarny humor przypadły mi do gustu. Trudno też odmówić Vargasowi Gaete sprawności w pisaniu.

A To, co utraciłyśmy w ogniu: Opowiadania (Enríquez Mariana) jeszcze przede mną. Widzę, że oceniłeś wysoko, więc będę szukać intensywniej. ;-)
Użytkownik: carmaniola 26.02.2018 20:04 napisał(a):
Odpowiedź na: Niestety ja tu widzę głów... | adas
Nie jestem pewna czy Marianie Enriquez chodziło o przywołanie prawd historycznych. Zwrócenie uwagi na problemy społeczne tak, owszem, ale nie wiem czy nie dlatego, że były po prostu doskonałym paliwem pod horrorowate opowiadania. Brrr...
Użytkownik: adas 27.02.2018 12:22 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie jestem pewna czy Mari... | carmaniola
Sobie zanotowałem coś takiego przy tej ksiażeczce (choć teraz euforii trochę już mniej w pamięci): Ogólnie Enriquez pisze najlepiej, kiedy ma fabułę. Im dłuższe, im bardziej zanurzone w argentyńskiej rzeczywistości, tym dla mnie lepsze. Odważę się napisać, że im mniej motywów z szeroko rozumianej popkultury, a więcej o brudniejszej - także dosłownie, ale i kolorem skóry - Argentynie, tym ciekawiej. Choć oczywiście potrafi przerazić także w zgodzie z gatunkowymi realiami (patrz trawestacja Cthulhu w brudnej rzecze, rozgałęzieniu La Platy w biednej dzielnicy/slumsach). Czyli - pierwsze trzy to dla mnie rewelacja, strachy są tu nie tyle oswojone, co wynikające z codzienności ("Brudny dzieciak") albo historii ("Zajazd"). "Zatrute lata" to nie wiem na ile wiarygodny obraz dorastania dziewczęcego, ale też ciekawy. Najlepsza dla mnie jest jednak "Pajęcza sieć", bo to już kompletnie ta inna Argentyna, amerykańska, tak chętnie pomijana przez "Europejczyków" z Buenos.
Użytkownik: carmaniola 27.02.2018 16:45 napisał(a):
Odpowiedź na: Sobie zanotowałem coś tak... | adas
Ja jeszcze nie wiem - zastanawiam się, które z tych opowiadań wywarło na mnie największe wrażenie. O podobaniu się, kiedy człowiekiem wstrząsają dreszcze, trudno mówić. Chyba najlepsze były właśnie "Brudny dzieciak" i "Pod czarną wodą", o którym wspominasz. W "Pajęczej sieci" zahacza też o Paragwaj, więc na pewno panorama szeroka. Na uwagę też zasługuje "Zielony czerwony pomarańczowy" o chłopaku, który ugrzązł w Sieci - to już wizja niewesołej przyszłości, albo raczej teraźniejszości, która przenika nie tylko do Argentyny, choć najwcześniej rozpoznana została w Japonii. To chyba straszniejsze niż duchy przeszłości. Ostatniego, tytułowego opowiadania zupełnie nie rozumiem - muszę przeczytać raz jeszcze. Nawet jeśli nie o zrozumienie w tych opowiadaniach chodzi, bo żadne nie kończy się puentą - właściwie zostają otwarte: coś miało miejsce a życie toczy się dalej.
Użytkownik: Monika.W 02.04.2024 10:13 napisał(a):
Odpowiedź na: Niestety ja tu widzę głów... | adas
Z dużym zainteresowaniem przeczytałam Waszą rozmowę.

Chyba jestem za głupia, aby znaleźć zalety w "Chrząszczach..." Mnie wymęczyła forma, na tyle - że te wszystkie niuanse umknęły.
A szkoda - bo zaciekawił mnie ten niemiecki wątek w Argentynie. Z waszej rozmowy wynika - że to większy i poważniejszy problem.
Użytkownik: reniferze 02.04.2024 10:55 napisał(a):
Odpowiedź na: Z dużym zainteresowaniem ... | Monika.W
Rzuciłam zaledwie jednym okiem na "Chrząszcze.." i uznałam, że forma nie jest dla mnie. Ale wspomniane przez carmaniolę dwie książki (reportaże i opowiadania), choć tak skrajnie różne, są naprawdę warte każdej poświęconej chwili.
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: