Najciekawsze recenzje
Recenzje
Dostępność książki: X
Polecają X

„JEŚLI KTOKOLWIEK WIE COKOLWIEK o CZYMKOLWIEK”, czyli SOWY w LITERATURZE - KONKURS nr 213

Książki i okolice> Konkursy biblionetkowe

Autor: asia_

Data dodania: 2017-12-01 21:50

1 osoba poleca ten tekst.

Przedstawiam KONKURS nr 213, który przygotowała Dot59.



„JEŚLI KTOKOLWIEK WIE COKOLWIEK O CZYMKOLWIEK”, CZYLI SOWY W LITERATURZE


„I jeśli ktokolwiek wie cokolwiek o czymkolwiek – powiedział sobie Miś – to tylko Sowa Przemądrzała – albo nie jestem Kubusiem Puchatkiem. A przecież nim jestem – dodał.”

(A.A. Milne – „Kubuś Puchatek”)



Przez Biblionetkowe konkursy przewinęły się już psy, koty, konie, niedźwiedzie, wilki, czajki, koguty, ryby, płazy i gady (zbiorowo), motyle, a nawet pająki, ale nie było jeszcze bardzo ważnego przedstawiciela Biblionetkowej fauny, czyli SOWY. Niniejszym nadrabiam ten brak i wybrawszy aż trzydzieści literackich sów (i poszczególnych ich gatunków), zapraszam wszystkich chętnych do ich wytropienia.
Jeśli w tekście padają imiona/nazwiska wyjątkowo ważnych postaci, oznaczam je literami X,Y,Z, mniej ważne inicjałami imion/nazwisk.
Za każdy fragment można otrzymać 2 punkty – odpowiednio po jednym za autora i tytuł (w przypadku utworów poetyckich tytuł wiersza, nie tomiku) - maksymalnie 60 punktów; liczba strzałów nieograniczona. Jeżeli więcej osób zdobędzie taką samą liczbę punktów, zostaną uhonorowane stosownym laurem w kolejności nadesłania finałowych maili.
Termin nadsyłania odpowiedzi upływa 17 grudnia (niedziela) o godz.23.59.
Odpowiedzi wysyłajcie na adres: dot59@wp.pl. W tytule podajcie swój nick biblionetkowy.
Jeżeli macie ochotę na podpowiedź, czy znacie dusiołka/ rodzica, dajcie znać w pierwszym mailu. Wszystkie dusiołki znajdziecie w moich ocenach (jeśli to wiersz, mam oceniony przynajmniej jeden zbiór poezji rodzica, w którym dany utwór się znajduje).
Odpowiedzi na maile spodziewajcie się głównie późnym popołudniem lub wieczorem.

Powodzenia!




Każdy wie, jak wygląda sowa. Czy to ogromny puchacz, czy maluśka sóweczka, posiada pewne cechy biologiczne predysponujące ją do szczególnego trybu życia…


1.


Olbrzymi puchacz, przytulony do pnia starego dębu, obudził się i nadstawił uszu. Bo ptak ten ma uszy, prawdziwe odstające uszy, jak u czworonogów, z tą tylko różnicą, że są one skierowane otworem nie naprzód, lecz w tył, z zewnątrz porośnięte pierzem. Nad każdym z nich sterczy pęczek dłuższych piór. Uszy te są zupełnie ruchome, tak że puchacz może je dowolnie zamykać, gdy śpi, lub otwierać, gdy wyrusza na łowy. Cóż to jednak za dziwaczne ucho z otworem w tyle? Nie jest ono tak złe, jak by się mogło wydawać. Puchacz lata bardzo szybko, gdyby więc ucho jego było otwarte ku przodowi, wpadałby w nie szybki prąd powietrza i ptak nic by nie mógł słyszeć.



…który obejmuje nocną aktywność i polowanie na różne drobne stworzonka, a w razie potrzeby zaatakowanie i większego zwierzęcia…


2.


Na Szetlandach sowy jadły głównie króliki. W prowincji Alberta skupiały się na myszach i nornikach. Wypluwki przebadane w Oregonie zawierały szczątki szczura śniadego. (…) Na lotnisku Johna F.Kennedy’ego w Nowym Jorku widziano, jak szczególnie agresywna sowa śnieżna schwytała dorosłego zdziczałego kota. W 2010 roku w prowincji Manitoba sowa śnieżna porwała miniaturowego yorkshire teriera (…).



… i nawet człowieka.


3.


Puszczyk uralski powinien wydawać się ogromny. Ale kształt, który siedział na cienkiej gałązce tuż przy pniu jodły, wcale taki wielki nie był. Po chwili wiedziałem dlaczego. To był puchaty młody. Nie przypominał tych znanych przeze mnie z książek młodych, które są szare. Był czarny. Ale nie kolor zaprzątał mi teraz głowę. Skoro jest tu jeden młody, to na pewno są jeszcze inne oraz... ich wielcy rodzice. – No, maluszku, gdzie jest twoja rodzina? – zapytałem młodego i jakiś diabeł mnie podkusił, żeby zahukać. Pomyślałem, że może jakiś dorosły odpowie lub nawet przyleci, i zahukałem, a raczej zabuczałem nisko jak puszczyk uralski.
Znacie takie uczucie, kiedy zrobicie coś głupiego i jak dotrze do Was, że jest to głupie, jest już za późno? Tak było wtedy. Zahukałem i zanim zrozumiałem, co zrobiłem, poczułem na plecach wzrok. Odwróciłem się i zrobiło mi się zimno. Kilka metrów przede mną, na wysokości twarzy, siedziała wielka samica. Była nastroszona i pochylona w moją stronę. Wyglądała na naprawdę wkurzoną. Każdy miłośnik ptaków wie, że puszczyki uralskie słyną z tego, że atakują w obronie młodych. Nie ma znaczenia, czy mają przed sobą orła, lisa, niedźwiedzia, czy człowieka. Wielgachnymi pazurami starają się trafić w głowę.
Na głowie miałem tylko czapeczkę. Musiałem przekonać samicę, że to buczenie to była pomyłka i nie zagrażam młodemu. Powoli, bez gwałtownych ruchów, cichutko się wycofałem.
Nie myślcie tylko, proszę, że puszczyki rzucają się z pazurami na ludzi, bo są złe albo wredne. Ich młode przez pewien czas są puchatymi stworkami, które zamiast zgrabnie latać i lądować na gałęzi, spadają na ziemię i później z trudem próbują się wygramolić wyżej i wyżej. Gdyby nie samice gotowe bronić maluchów przed każdym wrogiem, niechybnie zostałyby zjedzone. Taka obrona to wielkie poświęcenie, bo taki człowiek albo nawet orzeł jest większy od puszczyka uralskiego i można łatwo w konfrontacji stracić życie.



Nie dość, że lata nocą, to na dodatek wydaje dość szczególny głos…


4.


Sowa zahukała upiornie - przynajmniej R. sądził, że to sowa. Ornitologia nie była jego mocną stroną. Może to słowik zahukał... albo drozd?



5.


- Co to za dziwny odgłos?! - spytała nagle Ł. Nigdy jeszcze nie była w tak dużym domu i na samą myśl o tych wszystkich długich korytarzach, z rzędami drzwi wiodących do pustych pokojów, ciarki przebiegły jej po plecach.
- To tylko jakiś ptak, głuptasie - powiedział E.
- To sowa - powiedział P. - Wygląda mi na to, że trafiliśmy do prawdziwego raju
dla ptaków.



…toteż sowami czasem straszono dzieci…


6.


Zajęta wypędzaniem ćmy, nie zauważyła, że za jej plecami przemknął jakiś cień. Poczuła tylko chłodniejszy powiew i zauważyła, że płomień świecy zachwiał się i zamigotał, a spod knota skapnęło kilka kropel wosku. Ćma tymczasem znikła. Zapanowała przytłaczająca cisza.
— Co to było? — zapytała po chwili A.
— To była... — odparł S. po namyśle — sowa.
— I co, pożarła ćmę?
— Tak samo, jak pożre ciebie — rzekł S. — jeśli będziesz wychodzić bez opieki po nocy.



… postrzegano je jako jakieś niesamowite zjawiska…


7.


Podniósł głowę, kiedy przepłynął nad nim ciemny kształt. To czarna sowa patrolowała rowy w poszukiwaniu czegoś małego i piskliwego. W rozprysku lśniącej mgły uderzyła w ścianę, pozostawiając sowokształtną falę, która rosła i rozlewała się, aż dołączyła do kalejdoskopu wrzących form.
A potem ptak zniknął. Powierzchnia styku była przezroczysta i M. widział, że żadna sowa nie pojawiła się po drugiej stronie. I kiedy zastanawiał się nad tym, o kilka stóp od niego nastąpiło kolejne bezgłośne chlupnięcie i ptak wyfrunął, po czym nie przejmując się zupełnie podjął lot nad polami.



… albo nawet mylono z duchami…


8.


Za to później pani B. uraczyła nas niesamowitą historią. Była na tyle niepokojąca, że nie mogłem potem zasnąć. Opowiadała o nawiedzonym domu, o przerażających odgłosach i o… duchu! STUK, STUK, STUK – kroki ducha słychać było na korytarzu! Brr, aż zacząłem się trząść i sierść mi się zjeżyła! Muszę przyznać, że pani B. jest mistrzynią w opowiadaniu przerażających historii. W życiu tak się nie bałem! Naśladowała różne głosy i robiła straszne miny, aż zapominało się, że to tylko starsza pani, nieciekawa szara myszka. Dobrze, że historia miała szczęśliwe zakończenie! Duchem okazała się sowa.



… a w wierzeniach ludowych aż do naszych czasów kojarzono je ze wszystkim, co mroczne i przerażające:


9.


Mrok zgęstniał; reszty pańskiej wspaniałej biesiady
Leżą, podobne uczcie nocnej, gdzie na Dziady
Zgromadzać się zaklęte mają nieboszczyki.
Już na poddaszu trzykroć krzyknęły puszczyki
Jak guślarze: zdają się witać wschód miesiąca,
Którego postać oknem spadła na stół drżąca,
Niby dusza czyscowa; (…).



10.


- Co mamy nie wierzyć!... - przytwierdza drugi. - Mnie zdarzyło się jeszcze lepiej, jak matkę kocham. Pompuję ja raz, pompuję, pompuję - woda ani rusz nie chce lecieć. Spociłem się, zziajałem - a tu ani kropli. Naraz jak buchnie... Coś upadło na kamienie. Schyliłem się, patrzę: palec trupi, jak kość bielusieńki, a na palcu - sygnet.
 - Wziąłeś go?...
 - Jakiś ty głupi! Takie rzeczy brać - grzech! I nie tylko grzech, ale strach. Potem nieboszczyk spokoju nie daje, nachodzi w nocy, tarmosi i krzyczy: "Oddaj, coś zabrał!"...
- Cóżeś zrobił z sygnetem?
 - I sygnet, i palec zakopałem pod krzyżem na rozstajnych drogach o samej północy. Pojęcia nie macie, co się tam działo. Wicher dął i piaskiem kręcił; sowy hukały, nietoperze biły skrzydłami po głowie, a diabeł śmiał się: "Hi, hi, hi!... hi, hi, hi!..." Jak ciotkę kocham!



11.


Szli teraz szparko prawym brzegiem Olzy w kierunku Złotego Gronia.
Z nimi szła zmartwiała i parna cisza. W niebie mdlały gwiazdy, powlekały się martwym szkliwem, na horyzoncie gromadziły się czarne obłoki. W obłokach przewijały się ogromnie dalekie błyskawice i przepadały w czerni rosnącej nocy. Nad ziemią toczył się ciężko opasły, grubiański grzmot, wyzuty już z siły i grozy. Był podobny raczej do echa grzmotu.
Noc stawała się coraz bardziej duszna i męcząca. W piersiach brakowało tchu, pot zalewał oczy. W lasach trzepotały się listki jak małe ptaszki w sidłach. Zwierzyna kryła się w jamach, jedynie sowy latały nad głowami ludzi, a zbudzony puchacz jął ponuro hukać. Jakby złe moce zwoływał i na ludzi podjudzał.



12.


(…) Zmrok pada, wietrzyk wieje;
Ciemno, wietrzno, ponuro.
Wrona gdzieniegdzie kracze
I puchają puchacze. (…)



13.


(…) Rzucił się pan ze skały,
przeklął żonę i zupę...
i puchacze puchały
nad ha mężem, ha trupem.



Sowy fascynowały ludzi na tyle, że często obierano je sobie za totem lub godło…


14.


Wystawione przed namioty tarcze z herbami obwieszczały, kto w nich przebywa: złoty orzeł Seagarda, pole pełne skowronków Bryce’a Carona, kiść winogron Redwyne’ów, cętkowany dzik, czerwony wół, płonące drzewo, biały baran, potrójna spirala, fioletowy jednorożec, tańcząca panna, ostrokrzew, bliźniacze wieże, sowa uszata i wreszcie śnieżnobiałe tarcze herbowe Królewskiej Straży.



15.


Przez myśl przebiegł mu obraz sowy. Za mocne? Sowa jest drapieżnikiem, ale poluje tylko na małe zwierzątka. Kiedy kobieta ma silny totem, totem jej partnera musi być o wiele silniejszy. Żaden mężczyzna ze słabym totemem nie mógłby wziąć sobie partnerki, której totemem jest sowa. Ale skąd wiadomo, że Ona akurat nie będzie potrzebowała silnego partnera? Sowa zatem, zadecydował.



… i czyniono z nich motyw elementów dekoracyjnych…


16.


I obok tych wszystkich bezdusznych, pozbawionych smaku paskudztw wyobraźmy sobie jeszcze nieodzowne przedmioty dekoracyjne: palmy w kątach pokojów, poduszki na wszystkich kanapach, fotelach i pod nogami, ukryty w gobelinie ze scenami myśliwskimi futerał na szczotki na ścianie, srebrnego jelenia na biurku, z obsadkami wetkniętymi między rogi, odlany z brązu kałamarz w kształcie sowy, marmurową dłoń używaną jako przycisk do papierów, barwne zasłonki z korali, szklane ekrany przed kominkiem, pomysłowo i malarsko ozdobione wzorem z papierowych obrączek po cygarach, pogrzebacz z niklowaną rączką w kształcie kopyta kozicy, porcelanowe bociany, którym
pomiędzy skrzydłami zieleniły się rośliny pokojowe, posrebrzane żelazne czaple, w których dzioby wsuwało się bilety wizytowe, i wszystkie te plusze, filce, aksamity, którymi zasłaniano okna, ściany i meble, żeby wszędzie mógł się spokojnie gromadzić kurz i by, broń Boże, nigdzie nie dotarł ani jeden promień słońca... to był ów juste milieu, czyli, jak mawiano u nas - interior, dekoracje, wśród których żyły i wychowywały się pokolenia zamożnego mieszczaństwa.



17.


I uświadomił sobie, że słyszy tykanie.
Na ścianie wisiał zegar. Ktoś kiedyś wpadł na pomysł, który pewnie uznano za znakomity: żeby zrobić zegar w kształcie sowy. Kiedy kołysało się wahadło, jej oczy przesuwały się tam i z powrotem w sposób, który osoby spragnione rozrywki uznawały pewnie za zabawny. Po chwili oczy patrzącego zaczynały oscylować w tym samym rytmie.



… albo, o zgrozo, je same przerabiano na elementy dekoracyjne względnie użytkowe:


18.


Brzask już szedł i w lesie ptactwo budzić się zaczęło, kiedy Pietrzyk chatynkę babuleńki znalazł i w drzwiach niskich stanął.
Ubogo tam było, jeden stołek, komin, tapczan lichy, a zresztą zioła i zioła!
U pułapu, po ścianach, na ubitej ziemi, w koszykach, w płachtach, w wiązkach, w snopach całych — nic, tylko zioła!
Duszny, zmieszany zapach mięty, macierzanki, lawendy, rumianku, melisy i innych tysiąca, napełniał izdebkę jedyną, w której by się udusić było można od tych silnych woni, gdyby nie to, że strzechę miała na wylot na lazury nieba otwartą, i tylko w szczytach skrzydłami sowy krytą.



19.


W. zatrzymał się przed wypchaną sową, która górowała nad kominkiem.
– To ptaszysko wszystko widziało – powiedział.
– Szkoda tylko, że nasz jedyny naoczny świadek jest głuchy, niemy i ślepy – skwitował Angell.
– Milczący świadek – zaśmiał się komisarz i pogłaskał sowę po głowie.(...)
W chwili, gdy W. maksymalnie rozłożył skrzydła ptaka, coś się od nich oderwało i upadło na ziemię. W pierwszym momencie komisarz pomyślał, że pociągnął zbyt mocno i uszkodził sowę, ale
potem schylił się i podniósł z podłogi metalowe kółko z dwoma kluczami.
Jeden z nich był stary i mógł pasować do szuflady w komodzie albo do skrzyni. Drugi był mniejszy i wyglądał jak kluczyk od kłódki. Śledczy w milczeniu wymienili spojrzenie, a malujący się na twarzy
W. zachwyt natychmiast im się udzielił. Być może znaleźli to, czego szukali sprawcy i co uczyniło z nich morderców.
– Twój milczący świadek właśnie stał się kluczowym świadkiem – powiedział w końcu Angell, przerywając ciszę.



20.


Na szczycie drążka umieścił puchacza i wbił tykę mocno w ziemię, tuż przy jałowcu. Z torby wydobył coś w rodzaju namiotu z lekkiej zielonkawej tkaniny i rozstawił na patykach, nadając jej kształt jakby rozszerzenia krzaka; na szczycie przytwierdził pęk sosnowych gałęzi. Wsunęli się obydwaj do środka, zasunęli wejściową szparę.
— Usiądź jak najwygodniej i nie ruszaj się! Myśliwi na cietrzewich tokach siedzą w budkach z gałęzi, na mrozie, czasami sześć godzin — to ciężkie; trzeba cierpieć, bez ruchu. Nam tyle czasu nie trzeba. Tyka nazywa się w starym języku łowieckim stark, a nasza kryjówka szaterek. Teraz wyszukaj w tkaninie parę okrągłych otworów i wyglądaj!
— A na co polujemy?
— W ten sposób można polować na jastrzębie, wrony, sroki, sójki. Nie znoszą one puchacza i ledwie go dojrzą, napadają z wrzaskiem. Kiedyś miałem żywego w tym celu i przez jedną jesień zastrzeliłem różnych rabusiów sto kilkadziesiąt sztuk.



Dla niektórych sowy były elementami nostalgicznego pejzażu:


21.


(…) To prawda, kiedy kwitnie manzanita
A zatoka jest niebieska w wiosenne poranki
Myślę niechętnie o domu między jeziorami
i o niewodach ciągnionych pod litewskim niebem.
Budka kąpielowa gdzie składałaś suknię
Zmieniła się na zawsze w abstrakcyjny kryształ.
Jest tam ciemność miodowa koło werandy
I śmieszne małe sowy i zapach rzemieni. (…)



22.


Znajdowały się tam też gniazda jastrzębia gołębiarza i kani, więc przesiadywałem dzień po dniu ukryty na skraju bagniska i czekałem, aż szczęśliwy strzał rzuci mi ptaka do stóp. Nie znałem w owym czasie zmęczenia ani zniechęcenia lub poczucia upływu czasu, przeto wieczór każdego dnia zastawał mnie stojącego wśród jeziornej trzciny, w wodzie sięgającej do kolan i czekającego na zloty kaczek.
Po takich wyczynach sen był twardy i zdrowy, w ogrodowych świerkach pokrzykiwał puszczyk, a derkacz wypełniał cały okrąg ziemi swym monotonnym wołaniem. Przed wschodem słońca budziła mnie kukułka albo dudek. Żyłem tedy chyba nie inaczej, niźli żyli osobnicy przynależni do prymitywnych ludów, wszystkimi zmysłami oddani otaczającym ich zjawiskom i dalecy od jakichkolwiek medytacji.



…a dla innych potencjalnymi obiektami godnymi uwiecznienia w sztuce…


23.


W dni, gdy F1 nie było w domu, przed kolacją lub w czasie dłuższej przerwy na reklamy, pytałem F2: — Jak tam obrazki?
Jeżeli była w dobrym humorze, odpowiadała: — Chodź, pokażę ci. — Szliśmy wtedy do pokoju obok i wśród przyborów krawieckich cioci, nożyczek i rozrzuconych ścinków materiałów, które sprawiały wrażenie, że we wnętrzu panuje bałagan, w mdłym świetle małego żyrandola razem oglądaliśmy najnowszy obrazek.
— Piękny, naprawdę piękny, F2 — chwaliłem szczerze jej dzieła i w tym samym momencie czułem nieprzepartą chęć dotknięcia jej, jej pleców, ręki. W sklepach papierniczych z towarami z importu w Sirkeci kupowałem F2 ładne zagraniczne szkicowniki, papier i farby.
— Namaluję wszystkie gatunki ptaków w S. — mówiła. — F1 sfotografował wróbla. On będzie następny. Lubię tak sobie malować. Myślisz, że na balkon mogłaby przylecieć sowa?



… albo nawet przedmiotem narkotycznych wizji.


24.


W otoczonej wzgórzami miejscowości Huatla de Jiménez uczestniczył w rytuale: wśród kwiatów i zapalonych świec żuł grzyby derrumbes. Wizja zbliżała się po półgodzinie: T. śmiał się i śpiewał.
- E. – mówił – widzę kolorową bramę, chcę przez nią wejść, ale czekam na ciebie. Chodź, chodź szybko!
E. D. żadnej bramy nie widziała, Ricardo, mistrz ceremonii, próbował H. z niej wydostać, lecz H. nie pozwalał.
- Zostawcie mnie w spokoju. Nie przeszkadzajcie, naciskam właśnie pedał w samolocie, lecę, lecę, jestem w kosmosie. Och, jak mi dobrze! Brak mi muzyki, włączcie Vivaldiego. Ach, jak tu pięknie, widzę tysiąc sówek, siedzą na złotym tle, a jedna trzyma pod skrzydłami dwie małe.



Od czasów starożytnych Greków, którzy uczynili sowę atrybutem bogini Ateny, stała się ona symbolem mądrości, i choć czasem sowią inteligencję kwestionują rozmaici zazdrośnicy i żartownisie…


25.


(…)
- Widzieć zawsze wszystkim wspak 
To nie chluba, 
Sowo luba. 

Możeś mądra - niech tak będzie, 
Lecz twą mądrość kryje cień, 
A tymczasem słychać wszędzie: 
Każda sowa głupia w dzień!



26.


Potrafiła wprawdzie napisać swe własne imię SOWA PSZEMONDŻAŁA, potrafiła napisać PONIEDZIAŁEK tak, żeby było wiadomo, że to nie jest Wtorek, i zupełnie dobrze potrafiła czytać, gdy nie zaglądało się jej przez ramię i nie mówiło przez cały czas „No i co? No i co?” (…)



… albo tacy, którym się nie udaje wykorzystać sów do własnych celów…


27.


Problem z sowami polegał na tym, że były okropnie głupie, nawet jak na ptaki. Cholernie trudno było je zmusić choćby do odwrócenia głowy, bez względu na to, jak mocno F. ściskał w garści ich maleńkie, wyszarpujące się zaciekle duszyczki.
Właśnie toczył taką walkę i myśl o śnie wydawała mu się tak odległa, jakby był on czymś, co zdarzało się wyłącznie innym ludziom i miało na zawsze pozostać poza jego zasięgiem.
Nagle jednak przestało być ważne, w którą stronę patrzy sowa, a nawet w którą stronę chce patrzeć.



… to nawet nieufni w końcu mogą nabrać zaufania do tych miłych ptaków i uwierzyć w ich mądrość…


28.


Było ciemno, zapadła noc, znalazłam schronienie w starej wieży; mieszkał tam stróż i sowa. Nie ufałam żadnemu z nich, zwłaszcza sowie: podobna jest do kota i posiada tę wadę, że jada myszy; ale można się omylić i ja się właśnie omyliłam, gdyż była to szanowana, wyjątkowo wykształcona, stara sowa wiedziała więcej od stróża, a tyle samo co ja. Młode sowiątka o byle co awanturowały się. „Tylko nie gotujcie zupy na kołku od kiełbasy”, mówiła stara i były to najsurowsze słowa, jakie mogła powiedzieć, bo tak bardzo kochała swoją własną rodzinę. Nabrałam do starej sowy takiego zaufania, że zapiszczałam ku niej ze szpary, w której siedziałam; zaufanie to spodobało się jej, zapewniła mnie, że się będzie mną opiekowała, żadnemu zwierzęciu nie pozwoli mi zrobić krzywdy ani mnie zjeść, zachowa mnie dla siebie samej, gdy będzie zima i nastaną trudności z wyżywieniem.
Sowa była we wszystkim bardzo mądra, opowiadała mi, że stróż potrafi hukać tylko na swym rogu, który nosi u pasa. „Wyobraża sobie, że jest sową z wieży. Myśli, że jest czymś wielkim, a jest niczym – po prostu zupą z kołka od kiełbasy!” Prosiłam ją, by mi dała przepis na tę zupę, wówczas objaśniła mnie: „Zupa z kołka od kiełbasy – to tylko takie sobie ludzkie powiedzenie; rozumieć to można rozmaicie, a każdy sądzi, że jego objaśnienie jest najlepsze, a wszystko to razem nic nie znaczy.”
„Nic!” – krzyknęłam. Uderzyło mnie to ogromnie. Prawda jest nie zawsze przyjemna, ale prawda jest zawsze czymś najwyższym, to samo powiedziała stara sowa.



… zwłaszcza kiedy się im przedstawi odpowiednie argumenty:


29.


Z czasem przekonasz się, że sowy to najdworniejsze, najmniej samolubne i najwierniejsze stworzenia na świecie. Nie wolno sobie z nimi pozwalać na zbytnią poufałość ani na grubiaństwo. Nie wolno też ich ośmieszać. Ich matką jest Atena, bogini mądrości, i chociaż one same często skore są do błaznowania, żeby nas rozśmieszyć, to zachowanie takie znamionuje tylko i wyłącznie prawdziwą mądrość. Żadna sowa nie mogłaby nosić imienia Arcio.



I pamiętajmy, że gdyby przez przypadek sowy zmieniły swoje zwyczaje, może to oznaczać zapowiedź czegoś naprawdę niezwykłego:


30.


- I ostatnia wiadomość. Obserwatorzy ptaków donoszą o bardzo dziwnym zachowaniu krajowych sów. Choć normalnie sowy polują w nocy i nie widzi się ich w ciągu dnia, z setek doniesień wynika, że dzisiaj sowy latały we wszystkich kierunkach od samego rana. Specjaliści nie są w stanie wyjaśnić, dlaczego sowy tak nagle zmieniły swoje zwyczaje. - Tu spiker pozwolił sobie na uśmiech. - To bardzo tajemnicza sprawa.
Podziel się:

komentarzy: 12 | wyświetleń: 604

Dodaj komentarz  

Pokaż: [drzewo komentarzy] [komentarze według daty dodania]

Użytkownik: asia_ 2017-12-01 21:57 napisał(a):

Odpowiedź na: Przedstawiam KONKURS nr 2... | asia_ Pokaż rodzica

Idzie zima, wiele ptaków odleciało do ciepłych krajów, ale sowy nie boją się chłodów. Można je więc spotkać także w grudniowym konkursie.

Zapraszamy!

Spośród uczestników tego konkursu wylosowany zostanie zdobywca powieści Dziewięć kręgów nieba Mingmei Yip. Zasady losowania: tutaj.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2017-12-03 21:33 napisał(a):

Odpowiedź na: Przedstawiam KONKURS nr 2... | asia_ Pokaż rodzica

Na razie na konkursowe nocne ptactwo czai się dwoje ornitologów. Czyżby pozostali potencjalni konkursowicze bali się sów? Na papierze są niegroźne, zaręczam, a w razie czego oferuję wsparcie (słowne)!

Linka Odpowiedz

Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2017-12-05 12:53 napisał(a):

Odpowiedź na: Na razie na konkursowe no... | dot59Opiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

W drugim fragmencie odczytuję:

"zawierały szczątki szczura śniadANIOWego" zamiast "śniadego" - chyba już pora na obiad ;D

Linka Odpowiedz

Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2017-12-05 20:42 napisał(a):

Odpowiedź na: W drugim fragmencie odczy... | LouriOpiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

W barze dla krasnoludów, koniecznie! :-D

Linka Odpowiedz

Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2017-12-08 19:14 napisał(a):

Odpowiedź na: Przedstawiam KONKURS nr 2... | asia_ Pokaż rodzica

Nad identyfikacją sów biedzi się szóstka tropicieli; każdy z dusiołków został już rozpoznany co najmniej raz, ale większość przynajmniej trzykrotnie - stąd wniosek, że namierzyć się dadzą. Wciąż jeszcze nie jest za późno, by do konkursu przystąpić, więc zapraszam potencjalnych znawców pierzastej fauny. I pamiętajcie, że zawsze służę autorskimi mataczeniami!

Linka Odpowiedz

Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2017-12-12 22:41 napisał(a):

Odpowiedź na: Przedstawiam KONKURS nr 2... | asia_ Pokaż rodzica

Straszna cisza na forum! Tyle jest pięknych i tajemniczych sów, a Wy nic? Tu też mogę nieco pomataczyć!

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Anna125 2017-12-12 23:10 napisał(a):

Odpowiedź na: Straszna cisza na forum! ... | dot59Opiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

Fragmenty są cudne.
Już przyrzekłam sobie wziąć udział w Twoim kolejnym konkursie i wtedy „zamęczyć” Ciebie pytaniami i innymi takimi sobie komentarzami. Teraz czasu mam minus dziesięć dni. Sama zastanawiam się jak to możliwe. Kwantowa rzeczywistość w skali makro. Bez sensu. Końcówka roku.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Pani_Wu 2017-12-13 17:13 napisał(a):

Odpowiedź na: Straszna cisza na forum! ... | dot59Opiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

Nadmiar mataczeń także bywa utrudnieniem ;)
Tak, czy inaczej - utknęłam.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2017-12-13 17:46 napisał(a):

Odpowiedź na: Nadmiar mataczeń także by... | Pani_Wu Pokaż rodzica

Co ułatwić? Pozostaję do usług :-)

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Pani_Wu 2017-12-13 22:05 napisał(a):

Odpowiedź na: Co ułatwić? Pozostaję do ... | dot59Opiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

Opis nr 16 ogromnie mi się podoba, ale nie mogę go namierzyć.
24 za to mnie przeraża, ale i fascynuje, co nie przekłada się na rozjaśnienie chmur nad głową.
27 mnie załamuje.
Dla 11 zdeptałam górskie szlaki, bezskutecznie.
:)

Linka Odpowiedz

Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2017-12-13 22:50 napisał(a):

Odpowiedź na: Opis nr 16 ogromnie mi si... | Pani_Wu Pokaż rodzica

11 - rozejrzyj się po tych górach za krzepkim góralem :-)
16 - najłatwiej szukać w zamożnym (bardzo zamożnym i szanowanym) mieszczaństwie z miasta, które cztery razy w ciągu pierwszej połowy XX wieku zmieniało przynależność państwową (i dwukrotnie znajdowało się w tych samych granicach, co miejsce urodzin bohatera oraz rodzica 11. Ale rodzic 16 mówił zupełnie innym językiem niż każdy z tych dwóch. Oni by się zrozumieli nawzajem, a jego ani w ząb, i vice versa)
24 - hm, po grzybkach pewnie by się rozjaśniło, ale że grzybków nie ma, to może trochę przypraw? Jedna ostra i paląca, druga słodka i pachnąca (rym wyszedł przypadkiem :-).
27 - można się załamać, bo metaforycznie jest tam tak groźnie, jakby nad światem latała ogroooomna sowa - taka wielka, że ludzie i inni humanoidalni obywatele (nawet tacy, co mają dwa metry wzrostu i cztery płuca) byliby przy niej mali jak myszki - i cały czas machała skrzydłami :-).

Linka Odpowiedz

Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki wczoraj, 23:14 napisał(a):

Odpowiedź na: Przedstawiam KONKURS nr 2... | asia_ Pokaż rodzica

Drodzy ornitolodzy,
przypominam, że konkursowe sowy fruwają jeszcze przez dobę z małym kawałkiem, tak więc jeśli ktoś jeszcze wpadnie nocą na trop którejś z nich, niech pisze śmiało - odpowiem rano.

Linka Odpowiedz