Najciekawsze recenzje
Recenzje
Dostępność książki: X
Polecają X

Dokąd idziesz

Autor: RenKa76

Książka: Exodus (Orbitowski Łukasz)

Data dodania: 2017-12-01 17:02

Redakcja BiblioNETki poleca!

3 osoby polecają ten tekst.

Każdy z nas ma czasami takie chwile – chciałby rzucić wszystko w diabły i wyjechać w te mityczne Bieszczady. Zostawić za sobą kulejący związek, wrzeszczące dzieci, kredyty, szefa, co to nic nie rozumie, gderających rodziców, rachunki i raty… Narzucić kurtkę, wziąć kasę i w pociąg. Nie ma mnie. I żadnego „żegnaj” czy choćby „do zobaczenia”. Znikamy. Wymazujemy się z życia. Kto o tym nie marzył? A Janek nie marzy. Janek wybiera z banku pieniądze, ładuje plecak, kupuje pierwszy lepszy bilet, w dworcowej toalecie tnie na kawałki karty do bankomatu i dowód osobisty. Jeden ruch ręką, spłukanie wody – nie ma Janka. Jest człowiek podążający ciągle przed siebie, bez celu, bez sensu, byle dalej, byle zapomnieć, zniknąć, wylogować się z miejsca zwanego „moje życie”. Ucieka? Czy po prostu materiał się zmęczył? Żeby się o tym przekonać, trzeba przeczytać najnowszą książkę Łukasza Orbitowskiego – „Exodus”.

Można ją nazwać „powieścią drogi”. Ale ja mam inne skojarzenie, religijno-kolejowe. Każdy jej rozdział to stacja. Ta, wiadomo, może być przesiadkowa, może być docelowa, może być też zapadła w jakiejś głuszy, gdzie nikt rozsądny nie wysiada. Janek ma ich cztery – Berlin, mieścinę w Słowenii, senne ulice Lublany i grecką wysepkę. Stacje, jak to stacje – różnią się w zależności od miejsca. Ale jedno je łączy: nie są miejscem, gdzie się zostaje. Są przerywnikiem w podróży, odskocznią do dalszej drogi, początkiem albo końcem. Janek nigdzie dłużej nie zagrzewa miejsca, jest ciągle w zawieszeniu, nigdzie nie przynależy, chociaż ciągle przecież gdzieś jest. A co ma do tego religia? Kto czytał Biblię, ten wie – tam też są stacje. Jest ich czternaście. Żaden z Janka Jezus, ale nie mogę zaprzeczyć, że jego podróż jest w swej istocie pokutą. O jego życiu dowiadujemy się tak jakoś pomiędzy; pomiędzy jednym a drugim machem papierosa, pomiędzy wygaszoną a rozświetloną stroną ulicy, pomiędzy jednym a drugim językiem Janek snuje opowieść o swojej rodzinie, swojej przeszłości, swoich klęskach i radościach. Powoli, jakby mimochodem, zaczynamy rozumieć, że ta podróż może być ucieczką. Albo pokutą właśnie, bo na pewno nie odkupieniem win. Są winy, których nie da się wymazać jak nieudanego obrazka. Janek z każdym pokonywanym kilometrem zstępuje coraz niżej i niżej. To nie wędrówka z piekła do nieba, to powolne zsuwanie się coraz głębiej w doły inferna. A na końcu nie czeka go żadna Eurydyka, tylko jego własne poczucie winy…

Ten exodus jest więc peregrynacją? A dlaczego nie. W końcu samo słowo „exodus” można tłumaczyć na trzy sposoby: jako emigrację, wyjście albo opuszczenie. I każdy pasuje do Janka. Wychodzi z życia, opuszcza bliskich, emigruje gdzie oczy poniosą. Johnny Walker po prostu. Jest więc exodus peregrynacją, tak jak żyły wychodzące z serca na okładce książki (SQN, 2017) po bliższym przyjrzeniu się okazują się rzekami na mapie Europy. To, co widzisz zależy od tego, kim jesteś i na co patrzysz… Sam Janek nie jest postacią sympatyczną. Kilka dni temu czytałam wywiad, w którym Orbitowski przyznał się, że wcale swojego bohatera nie lubi. Bo i nie bardzo jest kogo lubić – to człowiek czasami bezwolny, mazgajowaty, ciapowaty i uzależniony od innych; niby chce dobrze, ale wychodzi jak zawsze. I egoista. Zaimek „ja” odmienia we wszystkich możliwych przypadkach i we wszystkich możliwych konfiguracjach. Ja zasługuję na karę, ale ja od kary uciekam, bo ja się boję. A przecież nie ma czego się bać – gorzej już jest.

Bardzo lubię twórczość Orbitowskiego. Dzieli nas tylko jeden rok, a to niewiele. Jesteśmy z jednego pokolenia: oglądaliśmy „Pszczółkę Maję”, „Gwiezdne wojny” na kasetach VHS, pamiętamy kolejki i szarość, a potem zachłyśnięcie się wolnością. Kształtowały nas te same filmy i książki, więc teraz posługujemy się podobnym kodem kulturowym, używamy tych samych klisz i odwołań popkulturowych. Kiedy go czytam, łapię się na tym, że jego skojarzenia są czasem moimi skojarzeniami. To naprawdę niesamowite uczucie wiedzieć, że autor czytał te same komiksy, w tym samym miesiącu biegł do kina na „Trainspotting”, tak samo mało go obchodziły skoki pod Wielką Krokwią. I chociaż jego nowy bohater na bohatera wcale się nie nadaje (co więcej – ja też go niespecjalnie lubię), warto przeczytać „Exodus”. To historia o ucieczce, która nie miała prawa się udać, bo od samych siebie nie uciekniemy. To historia o ludziach – ludziach smutnych, stłuczonych jak stare kubki, obitych i niepełnych. To historia o miejscach, o których nie pisze się w przewodnikach; o miejscach jak zaklęte rewiry, o miejscach-potworach zżerających własne dzieci. To smutna historia. Z każdą kolejną kartką robi się coraz smutniej, i ciemniej, i straszniej. Ale ja lubię smutne historie. Chociaż tego Janka już niekoniecznie…


[Recenzję opublikowałam również na swoim blogu Brudnopis, na funpage'u, Facebooku, portalu Lubimyczytać.pl i Granice.pl]

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Podziel się:

komentarzy: 2 | wyświetleń: 630

Dodaj komentarz  

Pokaż: [drzewo komentarzy] [komentarze według daty dodania]

Użytkownik: Klosterkeller 2017-12-04 16:49 napisał(a):

Odpowiedź na: Każdy z nas ma czasami ta... | RenKa76 Pokaż rodzica

Bieszczady nie są mityczne, ale poza tym bardzo dobra recenzja. :-)

Linka Odpowiedz

Użytkownik: wwwojtusOpiekun BiblioNETki 2017-12-04 17:00 napisał(a):

Odpowiedź na: Bieszczady nie są mityczn... | Klosterkeller Pokaż rodzica

Są mityczne w sensie "mit Bieszczad", czyli miejsca, gdzie można wyjechać po rzuceniu wszystkiego.
A może bardziej by pasowało archetypiczne?

Linka Odpowiedz

- książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę

- do książki dodano opisy lub recenzje

- książka dostępna w naszej księgarni

- książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)

- książka znajduje się w Twoim schowku