Najciekawsze recenzje
Recenzje
Dostępność książki: X
Polecają X

Spójrz na świat inaczej

Autor: Method

Książka: Zbudź się: Żywot Buddy (Kerouac Jack)

Data dodania: 2017-11-15 12:25

Redakcja BiblioNETki poleca!

Pierwszych kilkanaście stron książki nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Byłem skłonny przyznać rację komentarzom wyczytanym wcześniej w Internecie, mówiącym m.in. o zbyt patetycznym tytule. Wszak treść tego przewodnika po buddyzmie, przynajmniej w początkowej fazie, rzeczywiście nie wiodła mnie ku „przebudzeniu”.

Moje wrażenie zmieniało się jednak w miarę upływu czasu i lektury kolejnych akapitów. Niektóre przemyślenia krystalizowały się w mojej głowie dopiero po odłożeniu książki, tak jakby potrzebowały czasu na wpasowanie się w odpowiednie miejsca. Te refleksje – jak brakujące puzzle kierowane niewidzialną ręką – wypełniały luki w rozumieniu dalekowschodniej filozofii i wiary.

Moim zdaniem esencja książki Kerouaca to następujący fragment: „Nirwana znaczy »wygaszony, zdmuchnięty«, jak wygaszony czy zdmuchnięty jest płomień świecy. Ale ponieważ nirwana Buddy jest poza istnieniem i nie zakłada istnienia ani nieistnienia płomienia, ani duszy nieśmiertelnej, ani w ogóle niczego, właściwie nie jest nawet nirwaną, nie jest płomieniem świecy, znanym jako samsara (ten świat), ani zdmuchniętym, zgaszonym płomieniem świecy, znanym jako nirwana (nie-świat), lecz przebudzeniem poza obojgiem tych arbitralnie ustanowionych pojęć”[1].

To meritum, ale żeby je „zrozumieć”, trzeba zapoznać się z licznymi przykładami nauk Buddy, które pojawiają się później. W tym miejscu ciekawa wydaje się interpretacja pojawiającego się na kartach książki słowa „sihibhuto”, co znaczy „wystygły”, a odnosi się bezpośrednio do medytującego proroka.

Autor, choć zafascynowany buddyzmem, jest chrześcijaninem. Dowiadujemy się o tym ze wstępu pióra A.F. Thurmana, będącego jednocześnie krótką notką biograficzną o autorze „Żywota Buddy”. Odniesienia do Jezusa Chrystusa pojawiają się tutaj częściej. Naturalne wydaje się również zestawienie egzotycznej – z punktu widzenia człowieka Zachodu – wiary z wiarą i tradycją chrześcijańską. I to nie tylko przez Kerouaca, ale przede wszystkim przez czytelnika. Możemy też przekonać się, jak wiele różnych idei istniejących w buddyzmie wchłonęła dzisiejsza popkultura. Motyw rzeczywistości jako swego rodzaju „fraktala” pojawia się m.in. w „Mrocznej Wieży” Stephena Kinga.

Założenia dalekowschodniej filozofii i wiary rozwijały się niezależnie od znanych nam koncepcji i poglądów o świecie. Stare indyjskie przesłania, liczące sobie tysiące lat, znajdują ujście w licznych fragmentach książki traktujących o naukach Buddy: „Człowiek nie staje się religijny dzięki temu, że krzywdzi żywe stworzenia. Nazywa się go religijnym wówczas, kiedy współczuje wszystkim żywym stworzeniom. Sami szukamy ucieczki od cierpienia, dlaczego zatem zadajemy je innym? (…) A zatem wszyscy oddani naszej sprawie muszą starać się żyć ze szczerym sercem i powstrzymywać się nawet od samych oznak nieżyczliwości dla innych istot żywych”[2].

Kerouac w fenomenalny sposób potrafi dotrzeć do odbiorcy z sednem zupełnie innej kultury. Ważny jest język, ale i świat symboli. Tłumaczenie z indyjskiego musiało być nie lada wyzwaniem, bo przecież założeniem autora było uzmysłowienie czytelnikowi, że istnieje inna od dotychczasowej perspektywa spojrzenia na otaczający nas świat. Brzmi skomplikowanie? W takim razie przestudiujcie z uwagą te słowa:

„Jedno wiemy o zmarszczkach na powierzchni morza, a co za tym idzie, o tym rzekomo istniejącym świecie, który widzimy niczym zmarszczki na powierzchni morza Istoty Uniwersalnego Umysłu: wiemy mianowicie, że te zmarszczki niosą trzy znaki istnienia. A z tych trzech znaków istnienia, niesionych przez zmarszczki, pierwszym jest Przemijalność, albowiem ich byt trwa krótko. Drugim jest Nieszczęście, albowiem ich istnienie jest burzliwe, niespokojne i wiecznie zmienne. Trzecim znakiem jest zaś Nierealność, albowiem fale nie mają same w sobie substancjalnego istnienia, będąc zaledwie manifestacją formy, którą przybiera woda pod wpływem wiatru. W podobny sposób ten świat fenomenów jest tylko manifestacją Istoty Umysłu, która przybiera taką, a nie inną formę pod naciskiem Niewiedzy”[3].

To fragment wyrwany z kontekstu i pewnie brzmi nieco dziwnie. Jednak nabiera znaczenia w konfrontacji z kolejnymi: „Anando (…) Kwiecie to jedynie łagodne eksplozje jego krótkotrwałej jaźni. Kiedy ktoś podsunie ci kwiaty pod nos, nad wyraz przenikalne cząsteczki kwiecia przemieszczają się w przestrzeni, trafiają na nieprzenikalny aparat odbiorczy w postaci twojego nosa i wtedy zdajesz sobie sprawę, że postrzegasz zapach. Lecz gdzie jest źródło tego zapachowego zjawiska? Anando, jest to po prostu czysty fałsz i złuda. A dlaczego? Dlatego że jeśli ten zapach ma swoje źródło w nosie, to czemu nos musi czekać, aż ktoś podsunie mu kwiaty, i dopiero wtedy wyczuwa ich woń? Gdyby miała ona swoje źródło w nosie, ów organ wyczuwałby ten zapach przez cały czas i zjawisko zapachu nie podlegałoby takim przypadkowym zdarzeniom i uwarunkowaniom, jak podsunięcie ci kwiatów. A zatem zapach musi mieć swoje źródło w kwiatach, ale w takim razie dlaczego potrzebny jest nos i jego uwarunkowania, aby wyczuć woń i rozpoznać ją jako taką?”[4].

Wspomniany tu Ananda to symbol dążenia do zrozumienia istoty rzeczywistości. Utożsamia typowo ludzkie cechy – takie jak ciekawość. Problem polega na tym, że w buddyzmie odrzuca się dążenie do „zrozumienia”. Liczy się droga do oświecenia, do szukania wewnętrznego „Esencjalnego Umysłu”. To wyraźna różnica między filozofią świata Wschodu a naszą cywilizacją, która wyrosła na bazie chrześcijaństwa i pragmatycznego Rzymu/Grecji. U nas nacisk kładzie się na wartości związane z „bliźnim”, „miłością” oraz ze światem „tu i teraz”. W skrócie – z tym, by żyło się lepiej w „Królestwie Niebieskim”. W „Zbudź się” te idee są tylko delikatnie zaakcentowane.

Książka pełna jest – na pierwszy rzut oka – banalnych treści. Ale to one powodują, że perspektywa spojrzenia na to, co wokół, może się nieco zmienić. Stąd taki, a nie inny tytuł pozycji. „Dlaczego ziemia jest niczym bańka mydlana? Anando, czy sensownie byłoby zapytać, czy środek bańki jest pusty albo wypełniony? Ziemia zbudowana jest z nieskończenie małych cząsteczek piasku, które można rozkładać na kolejne atomy, w nieskończoność, a każdy atom przypomina nasz i inne wszechświaty, toteż mędrcy wiedzą, że w jednej małej rzęsie ludzkiej powieki kryje się więcej wszechświatów niźli ziaren piasku na niezliczonych plażach Gangesu i w jego odnogach. Anando, lecz co się dzieje w owych rozległych i widmowych przestrzeniach? (…) Zastanów się nad naturą żywiołu ziemi. W prymitywnej, ordynarnej postaci pokrywa ona kulę ziemską, lecz w formie wysoce wyrafinowanej stanowi nieskończenie drobny pył wszechświata i wszystko, co widzą oczy, można zredukować do pierwotnych elementów ziemi, tak że wszystko, co widzimy, to ziemia”[5].

Mógłbym przytoczyć kolejnych kilkanaście cytatów. Przyjemność obcowania z myślami zawartymi w „Żywocie Buddy” zostawiam jednak wszystkim tym, którzy mają w planach przeczytanie go. Na koniec jeszcze jedna, ciekawa refleksja: „Powiadasz, że twoje ciało zawdzięcza swój wygląd nasieniu ojca? Lecz jak to jest możliwe, że z tkwiącego w mężczyźnie nasienia dziecko nie powstaje samoistnie? A może twoje ciało zawdzięcza swój wygląd matczynemu łonu? Gdyby tak było, to z kobiecych łon wszędzie i zawsze powstawałyby podobne ciała, ale łona muszą przecież czekać, aż zostaną zapłodnione. Więc może twoje ciało zawdzięcza swój wygląd pokarmowi? Gdyby tak było, to ciała mogłyby powstawać, jeśli sypałbyś pokarm do morza albo w kamienne łożysko. A zatem twoje ciało nie zawdzięcza swojego wyglądu żadnemu z tych elementów? Lecz przecież bez nasienia, łona i pokarmu twoje ciało nie mogłoby wcale powstać. W takim razie może twoje ciało zawdzięcza swój wygląd wszystkim tym trzem elementom jednocześnie? Otóż w rzeczywistości twoje ciało zawdzięcza swój wygląd wszystkim Siedmiu Wielkim Żywiołom, które uruchomiły narodziny i które się w nich połączyły i przemieniły, lecz te żywioły nie powstają w takiej kombinacji, ale poza nią, we własnej Jednej i Spokojnej Esencji. Twoje ciało jest zaledwie przewodnikiem znajdujących się wszędzie tajemniczych żywiołów, które doskonale mieszczą w sobie cielesną genezę, wzrost i reakcję, lecz same te żywioły pozostają niewzruszone i nienarodzone i nie podlegają zniszczeniu, kiedy ciało zostaje złożone na stosie pogrzebowym i spalone”[6]. Tutaj warto wyjaśnić, że Siedem Wielkich Żywiołów to ziemia, woda, ogień, powietrze, a także przestrzeń, percepcja i świadomość. Każdy z tych żywiołów jest szczegółowo opisany, a to kolejne ciekawe spostrzeżenia i wnioski płynące z doktryny buddyjskiej.

Ten tekst daje zaledwie szkic zawartości książki. Szczerze ją polecam nie tylko ze względu na ewentualne „przebudzenie”. Wydaje mi się, że nawet nie o to tutaj chodzi. Ciekawe jest po prostu spojrzenie na rzeczywistość wyrosłe w zupełnie innej kulturze. Trafność i prostota niektórych spostrzeżeń wprost zwalają z nóg i udowadniają, że ta sama kwestia, widziana różnymi oczyma, z różnych stron, pokazuje zupełnie nową jakość…


---
[1] Jack Kerouac, „Zbudź się. Żywot Buddy”, przeł. Maciej Świerkocki, wyd. W.A.B., 2014, str. 74.
[2] Tamże, str. 129-130.
[3] Tamże, str. 152.
[4] Tamże, str. 175-176.
[5] Tamże, str. 182.
[6] Tamże, str. 197-198.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Podziel się:

komentarzy: 0 | wyświetleń: 379

Dodaj komentarz  

- książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę

- do książki dodano opisy lub recenzje

- książka dostępna w naszej księgarni

- książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)

- książka znajduje się w Twoim schowku