Dodany: 2017-11-04 15:00|Autor: Pingwinek

Utwory Jana Andrzeja Morsztyna


(Czytatka zdradza co nieco.)

Wypożyczyłam "Utwory zebrane" Morsztyna z pewnej filii... w ferie zimowe. Spodziewam się dostać po uszach za przetrzymanie egzemplarza. Niech mnie usprawiedliwi 1090 stron (i 34 noty biograficznej). Zabierałam się do lektury jak pies do jeża, ale jak zabrałam się w końcu konkretnie - książka nie okazała się najgorsza. Gdyby tak wypośrodkować oceny, to na mniej więcej 3+ - 4 chodzi po głowie, ale nie wszystko jednak trzyma poziom (dla porządku: podlinkowałam także "Lutnię" na 4, "Kanikułę" na 3, "Amintas" na 4, "Erotyki" na 4, "Wybór poezji" na 3+, "Jan Andrzej Morsztyn: Wybór poezji" na 3+, "Jan Andrzej Morsztyn: Antologia" na 3+, "275 wierszy" na 3+, "Nieobiecany kąsek" na 3+, "Cuda miłości" na 3+, "Epigramy swawolne" na 3+, "Ogród miłości" na 3+).

I ile cytatów!

"Nie tyle Puszcza Niepołomska zwierza,
Nie tyle ordy janczarskie żołnierza,
Nie tyle pszczółek ukraińskie ule,
Nie tyle włoskich kortegian gondule,
Nie tyle babskich strzał krymskie sajdaki,
Nie tyle gwoździ indyjskie karaki,
Nie tyle wrzecion brabanckie kądziele,
Nie tyle kółek młyn, co jedwab miele,
Nie tyle śledzi od północy morze,
Nie tyle różnych barw tęcza i zorze,
Nie tyle Loret toczonych pacierzy,
Nie tyle Wiedeń sieci i obierzy,
Nie tyle gdański port łaszków tatarki,
Nie tyle książek frankofortskie jarmarki,
Nie tyle wiosna kwiatków, lato kłosów,
Jesień owoców i organy głosów,
Gwiazd jasne niebo, piasku morskie brzegi,
Kropel spory deszcz, spłachcia gęste śniegi,
Nie tyle mają i jeziora trzciny,
Jak ja mam bólów dla mej Katarzyny."
-> "O sobie". Szkoda, że mojego Arkadiusza nic to nie obchodzi.

"Ten pasek we szkle, co jako na wieży
Znacząc godziny, nie przestając bieży,
Był kiedyś Tyrsis, którego wesoły
Wzrok Jagny spalił w piaszczyste popioły.
Świadczy i teraz piasek niestateczny,
Że kto się kocha, ma niepokój wieczny."
-> "Na zegarek ciekący". Kto się kocha, ma niepokój wieczny...

"Leżysz zabity i jam też zabity,
Ty - strzałą śmierci, ja - strzałą miłości,
Ty krwie, ja w sobie nie mam rumianości,
Ty jawne świece, ja mam płomień skryty,

Tyś na twarz suknem żałobnym nakryty,
Jam zawarł zmysły w okropnej ciemności,
Ty masz związane ręce, ja wolności
Zbywszy mam rozum łańcuchem powity.

Ty jednak milczysz, a mój język kwili,
Ty nic nie czujesz, ja cierpię ból srodze,
Tyś jak lód, a jam w piekielnej śreżodze.

Ty się rozsypiesz prochem w małej chwili,
Ja się nie mogę, stawszy się żywiołem
Wiecznym mych ogniów, rozsypać popiołem."
-> "Do trupa". Genialny sonet!

"O święta mego przyczyno zbawienia!
Któż cię wniósł na tę jasną Kalwaryją,
Gdzie dusze, które z łaski twojej żyją
W wolności, znowu sadzasz do więzienia?

Z którego jeśli już oswobodzenia
Nie masz i tylko męki grzech omyją,
Proszę, niech na tym krzyżu ja pasyją
I krucyfiksem będę do wytchnienia.

A tam nie umrę, bo patrząc ku tobie,
Już obumarła nadzieja mi wstaje
I serce rośnie rozgrzane piersiami.

Nie dziw, że zmarli podnoszą się w grobie,
Widząc, jak kiedyś, ten, co żywot daje,
Krzyż między dwiema wystawion łotrami."
-> "Na krzyżyk na piersiach jednej panny". Bardzo dobry.

"Lekko, motylu! Ogień to szkodliwy!
Strzeż się tej świece i tej jasnej twarzy,
W której się skrycie śmierć ozdobna żarzy,
I nie bądź swego męczeństwa tak chciwy.

Sam się w grób kwapisz i w pogrzeb zdradliwy,
Sam leziesz w trunnę i tak ci się marzy,
Że cię to zbawi, co się na śmierć sparzy.
- Ach! Jużeś poległ, gachu nieszczęśliwy!

Aleś w tym szczęśliw, że z pocałowaniem
I dokazawszy zawziętej rozpusty
Z twoją kochaną rozstałeś się świecą.

O! Gdybyż wolno równym powołaniem
Dla tej, której się ognie we mnie niecą,
Umrzeć, złożywszy pierwej usta z usty!"
-> "Do motyla". Umrzeć, złożywszy pierwej usta z usty - czyń mnie szczęśliwą, Areczku, choć od czasu do czasu...

"Chcesz-li żyć z wczasem i sobie z przysługą,
Ani się na głąb wydawaj z żeglugą,
Ani się nazbyt trzymaj w lotnym biegu
Miałkiego brzegu.

Kto środkiem idzie, a miary zażywa,
Wolen ubóstwa plugawego bywa,
Wolen smacznego z pierwszego pozoru
Zdradnego dworu.

Wysokie świerki częściej wiatry kręcą,
Cięższym upadkiem wyższe wieże lecą,
Prędzej na góry i podniosłe strony
Biją piorony.

W złym się spodziewa, w dobrym boi bycie
Odmiany, która nadgradza sowicie,
Kto ma odwagę ustaloną na to.
Tenże Bóg lato

Co zimę daje; jeśli-ć się nie wiedzie,
Nie trać nadzieje, nie tak zawsze będzie:
Podczas gra Febus; podczas, bitwy chciwy,
Ciągnie łuk krzywy.

Gdy-ć rzeczy nie w smak idą i oporem,
Mężnie się stawiaj i śmiałym uporem;
Gdy zaś wiać na cię szczęście pocznie nagle,
Opuszczaj żagle."
-> "Mierność" (Rectius vives, Licini). Podoba mi się.

"Nie smuć się, Janie, choć czas niespokojny
Z panną cię przywiódł do niechętnej wojny;
Nie smuć się, bracie, i w dobrej otusze
Czekaj pogody po tej zawierusze:
Słońce deszcz zwiedzie i po gromów trzasku
Wypogodzony szum będzie na lasku."
-> "Do Jana Szomowskiego". Czekam pogody po zawierusze, co mi zostało?

"Jeśli powabna gładkość ginie z laty,
Jej w czas użyczaj, niż przyjdzie do straty;
Jeśli nie ginie i taż zawżdy będzie,
Czemuś nie masz dać, czego nie ubędzie?
Póki cię w pychę młode lata wznoszą,
I póki-ć służą, i póki cię proszą,
Daj z dobrej woli, inaczej bogini,
Która płomienie w sercu skryte czyni,
Na moję prośbę skarze się tą karą,
Że będziesz chciwą wtenczas, gdy i starą:
Zmiękczy-ć to serce wtenczas, kiedy siwe
Włosy przyszedzą skronie urodziwe,
Wtenczas, gdybyś już prośbą nie gardziła,
Gdy sama będziesz za sobą prosiła,
Gdy cię żebraczką uczyni wiek stary,
Gdy-ć młodych gachów ustaną ofiary.
Nie czekaj kary, a tego, co ginie,
Zażyj, niż minie, okwitnie, upłynie."
-> "Pieśń". Jak zażyć życia?

"Jużeś ty u mnie dawno cudem i te
Gładkości twojej dziwy znamienite:
Cud są postępki, cud są wszystkie cnoty,
Dziw głos, dziw postać, dziw insze przymioty;
Lecz i to cudem mogę nazwać snadnie,
Że-ć tak każda rzecz, co wdziejesz, przypadnie.
Lubo francuskie przyodziejesz stroje,
Lubo niemieckie, lubo wolisz swoje -
Tamten przysięże, żeś z Paryża rodem,
Ten zaś, żeś Rakus suknią, i chodem.
Lubo rozpuścisz na wiatr złote kosy,
Lubo przeczeszesz w gładką muszczkę włosy,
Lub wdziejesz wieniec, lub tkankę z warkoczy -
Jednako zwiążesz i połowisz oczy.
Lubo twarz cale ukażesz, lub z zrzędy,
Nie z zimna, zamkniesz bawełnice wszędy,
Lubo się w miejskie powijesz rańtuchy,
Lub nawet w kapę z zbytniej wleziesz skruchy -
Wszytko-ć to pięknie, wszytko-ć się szykuje,
A serce panią, choć w maszkarze, czuje.
Owa co-ć panna przypnie, krawiec zrobi,
Wszytko-ć przystoi i wszytko cię zdobi;
Wolałbym przecię, moja droga Jago,
Nie w tych cię strojach widzieć, ale nago."
-> "Stroje". I śmiech, i łzy.

"Śniegi opadły i kruchymi lody,
Doczesnym mostem, nakryły się wody;
Zima ujęła po pięknej jesieni,
Skościała ziemia i z mrozem się żeni,
I świat osiwiał, a w starej postaci
Swój wiek kwitnący i swą gładkość traci.
Patrz-że, Jagusiu, i miej oko na to,
A luboś świeża i kwitniesz jak lato,
Czekaj swej zimy: i na cię mróz siwy
I śnieg na warkocz spadnie urodziwy;
Nie czekaj raczej, a jeśli siać a żyć
W czas zawsze lepiej, umiej czasu zażyć,
Który jak górny potok rączo płynie,
A zawsze lepszy ten, co już pominie;
Bo jako widzisz teraz oczywiście,
Że mróz pozdejmał i kwiecie, i liście,
Tak tobie ten kwiat, co podobny wiośnie,
Na ślicznych wargach i jagodach rośnie,
Spadnie, gdy cię czas zgrzybiały podetnie
I twe ustąpią późnym latom kwietnie,
A na miejsce tych, co świecą tak cudnie,
Miesiąców, przyjdą z listopadem grudnie."
-> Nie potrafię być kwiatem, nikt mnie nie zrywa.

"Pytasz: Jak się mam? Co za moje życie?
Takie, jak ty chcesz, to jest mianowicie
Żałości pełne, ciemnością nakryte,
Głodne pokoju i w troski uwite,
Skąpane we łzach, stałe w złym humorze,
Cichsze niźli noc, burzliwsze niż morze,
Ognia gorętsze, chłodniejsze niż mrozy,
Słabsze niż plewy, krętsze niż powrozy,
Lotniejsze niż ptak, jako żółw leniwe,
Spokojne jak wiatr albo srebro żywe.
Pytasz: Z kim miłą kompaniją wiodę?
Ja lament, serce ogień, oczy wodę
Od ciebie wziąwszy w wieczne towarzystwo,
Z nimi mieszkamy, to nasze myślistwo;
A przy tym skarga na twe obietnice
I bladość twarzy, i serca tęsknice.
Taki mój żywot, taka jest drużyna,
I co jest złego od strzał Kupidyna.
Ale ty, Jago, kiedy o mym zdrowiu
Pytasz, miejże wraz leki pogotowiu,
Bo tak i doktor wprzód pulsu spróbuje,
Pyta chorego, a potem ratuje."
-> "Stan". Zapytaj i uratuj.

"Dobranoc, dziewczę moje!
Już brudnym cieniem okryły się nieba
I zgasły słońca zachodnie podwoje,
Już się na smaczny sen udać potrzeba
I w nim utopić dzienne niepokoje.
Dobranoc, serce moje!

Dobranoc, dziewczę moje!
Aleć ty już śpisz, bo któż ci przeszkodzi?
Troska nie wstąpi na twoje pokoje,
Każda-ć noc cicho w miękkim pierzu schodzi,
Aż cię do siebie wzbudzą ranne stroje.
Dobranoc, serce moje!

Dobranoc, dziewczę moje!
A mnie zasię noc, nad zwyczaj wszech ludzi,
Niespokojniejsze wszczyna w sercu boje;
Twoja mię srogość o północy budzi:
W oczach, miasto snu, stoją słone zdroje.
Dobranoc, serce moje!

Dobranoc, dziewczę moje!
Ty śpisz, ja czuję, tyś w łóżku, ja kwilę
Pod niebem, z czego mękę mam we dwoje,
Patrząc na twój wczas, na moją złą chwilę.
Już śpijmy albo nie śpijmy oboje!
Dobranoc, serce moje!"
-> "Serenata". I tylko płakać...

"Nie wiem, jak cię wołają, czy Zosiu, czy Zusiu;
Słyszę tylko, że imię kończy się na siusiu.
Choćbyś się też pode mną nawet posiusiała,
Czyń co chcesz, byleś tylko pode mną leżała."
-> "Do jednej". Zabawnie.

"Bodaj ten zginął, moja Zosiu droga,
Kto z tobą żyje w jakiej nieszczerości;
Bodaj go szabla nie minęła sroga,
Kto znając ciebie, nie gore w miłości.
Przyznam się, że już ma dusza uboga
Wysmażyła się aż do samych kości;
Miejże dość na tym, albo jeśli w grobie
Chcesz mię mieć, niechże wprzód będę na tobie."
-> "Stanza do Zosie". Znów flirt.

"Gubimy ten czas, bez chyby gubimy,
Który nie w spólnym kochaniu trawimy!
Żal mi dni moich darmo przebieżałych
I w głupstwie moim nocy owdowiałych."
-> Z "Torquata Tassa Amintas" ("Komedia pasterska"). To nie zależy jedynie ode mnie...

"Kto się kochać chce, swej niechaj skromności
Służbę wypowie, a służy miłości.
Niech będzie śmiałym i niezbytym snadnie,
Przykrzy się, prosi, swarzy i ukradnie;
Niechaj nalega, a jeśli w tej mierze
Nie dosyć na tym, niech i gwałtem bierze."
-> Z "Torquata Tassa Amintas" ("Komedia pasterska"). Bez udziału obiektu miłości nie ma miłości...

"Mało ten robi, który nazbyt myśli."
-> Z "Torquata Tassa Amintas" ("Komedia pasterska"). Tak, jestem przykładem.

"SYLWIA
(...) kto w głowie
Ma rozum, woli niż śmierć dobre zdrowie.
DAFNIDA
Ach, nie wiesz jeszcze, czy nie chcesz dać wiary,
Co może w sercu zawzięty bez miary
Ogień miłości, w sercu, które czuje
Ludzkość i z niej się nie cale wyzuje,
Jak twe kamienne; bo gdybyś wierzyła,
Wżdy byś miłością tego nie gardziła,
Który cię nad zmysł, jako świadczyć muszę,
I nas swe zdrowie kocha, i nad duszę!"
-> Z "Torquata Tassa Amintas" ("Komedia pasterska"). Kocham Cię nad zdrowie i nad duszę!

"Ufaj do skonu, bo się często dzieje,
Że wtenczas wygrasz, gdy masz mniej nadzieje."
-> Z "Psyche" ("Z Lucjana, Apulejusza, Marina"). Ufaj, ha! Nie wiem nawet, czy ufać samej sobie...

(A w antologii "Fraszki to wszystko" rzucił mi się w oczy utworek "Albo tak [babie]", więc też zacytuję:

"Cóż z tym rzec, miła babko? Kumka żadną miarą
Nie chce cię uczcić i wstać, jak słuszna, przed starą.
Chociaż mi złote góry i smak obiecujesz,
Chociaż siwy łeb stroisz, siną twarz farbujesz,
Moje pyje by głuche, z twych obietnic szydzi
I kumka, chociaż ślepa, przecie babkę widzi."
-> Buuu... Z przypisów: "kumka" - "penis", "pyje" - "prącie".

Z kolei w zbiorze rodzimej poezji "Sto wierszy polskich" buzia ucieszyła mi się na widok "Niegłupiej", również zacytuję:

"Kiedy się lepiej zalecać, doktora
Pytała panna, z rana czy z wieczora?
Doktór powiada: Lepiej to osłodzi
Wieczór, lecz zdrowiu rano nie tak szkodzi.
Uczynię, mówi, według twego zdania:
Wieczór dla smaku, dla zdrowia z zarania."
-> Hehe!)

Utwory zebrane (Morsztyn Jan Andrzej)
Lutnia (Morsztyn Jan Andrzej)
Kanikuła (Morsztyn Jan Andrzej)
Amintas (Morsztyn Jan Andrzej)
Erotyki (Morsztyn Jan Andrzej)
Wybór poezji (Morsztyn Jan Andrzej)
Jan Andrzej Morsztyn: Wybór poezji (Morsztyn Jan Andrzej)
Jan Andrzej Morsztyn: Antologia (Morsztyn Jan Andrzej)
275 wierszy (Morsztyn Jan Andrzej)
Nieobiecany kąsek (Morsztyn Jan Andrzej)
Cuda miłości (Morsztyn Jan Andrzej)
Epigramy swawolne (Morsztyn Jan Andrzej)
Ogród miłości (Morsztyn Jan Andrzej)
Kwiaty ojczystej ziemi (antologia; Konopnicka Maria, Lechoń Jan (właśc. Serafinowicz Leszek), Lenartowicz Teofil i inni)
Pory roku: Wybór wierszy (antologia; Naruszewicz Adam (Naruszewicz Adam Tadeusz Stanisław), Karpiński Franciszek, Koźmian Kajetan i inni)
Fraszki to wszystko: Mała antologia dawnej fraszki polskiej (antologia; < autor nieznany / anonimowy >, Anonim-protestant, Bratkowski Daniel i inni)
Bóg czyta wiersze: Antologia poezji polskiej (antologia; Władysław z Gielniowa, Kochanowski Jan, Wujek Jakub i inni)
128 bardzo ładnych wierszy stworzonych przez sześćdziesięcioro ośmioro poetek i poetów polskich (antologia; Kołakowski Leszek, Kochanowski Jan, Szarzyński Sęp Mikołaj i inni)
Złota księga wierszy polskich (antologia; < autor nieznany / anonimowy >, Asnyk Adam (pseud. El...y), Baczyński Krzysztof Kamil i inni)
Sto wierszy polskich = Hundert polnische Gedichte [Wyd. Literackie] (antologia; Nowak Tadeusz (1930-1991), Asnyk Adam (pseud. El...y), Baczyński Krzysztof Kamil i inni)

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 573
Dodaj komentarz
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: