Dodany: 2017-10-30 12:52|Autor: Aivalar

Przyroda karmi i zabija


Kto by pomyślał, że na pograniczu życia i śmierci twoim jedynym ratunkiem będzie dopiero co poznana osoba...

Ben ma przeprowadzić ważną operację, z kolei Ashley spieszy się na własny ślub. Kiedy trudne warunki pogodowe uniemożliwiają wyloty z lotniska w Salt Lake City, oboje decydują się wynająć awionetkę, by dotrzeć do domów na czas. Nie docierają jednak do celu. Budzą się pośrodku niczego, jeśli nie liczyć gór i ogromnej ilości śniegu. Nikt nie wie, że wsiedli do awionetki, dlatego są zdani wyłącznie na siebie.

Powieść Charlesa Martina od razu skojarzyła mi się z filmem „Alive, dramat w Andach”. Przyznaję, że niezbyt często mam do czynienia z tematyką survivalową – ostatnio spotkałam się z nią przy okazji „Zjawy”, zarówno w wersji literackiej, jak i filmowej (obie zdecydowanie polecam). Książka „Pomiędzy nami góry” zainteresowała mnie od razu, choć przeczuwałam, że fabuła prawdopodobnie będzie nieco „lżejsza” niż w wymienionych wcześniej tytułach. Przeczucie mnie nie zawiodło.

Nietrudno się domyślić, że skoro dwójka głównych bohaterów znalazła się na pustkowiu, za towarzystwo mając jedynie psa – owszem, pies podróżował awionetką – autor skupia się na sferze emocjonalnej, na adrenalinie, strachu i obawach, co dalej. Szala przechyla się lekko na stronę Bena, ponieważ to on jest tutaj narratorem i to w głąb jego psychiki możemy zajrzeć. Charles Martin całkiem nieźle poradził sobie z wymagającym zadaniem, jakim było wyważone i przekonujące oddanie uczuć targających postaciami. Nastrój książki udzielił mi się niezwykle łatwo; prawdę powiedziawszy trudno było mi się powstrzymać przed zajrzeniem na koniec, żeby sprawdzić, czy bohaterom uda się przeżyć. Ponadto od podszewki poznajemy osobiste przemyślenia Bena, w szczególności jego relacja z żoną jest bardzo dobrze nakreślona, choć nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że tak idealne związki nie istnieją. Może jestem pesymistką i się mylę. W każdym razie za serce chwycił mnie motyw dyktafonu, wykorzystywanego przez Bena, by mówić do żony.

Nie nudziłam się w trakcie czytania, choć mogłoby się wydawać, że akcja nie jest zbyt skomplikowana czy dynamiczna. Z ogromną ciekawością śledziłam zmagania Ashley i Bena, dla których przetrwanie każdego dnia, a nawet godziny stanowiło wyzwanie niemal ponad siły. Czekałam tylko, aż stanie się coś, co udowodni, że wychodząc cało z katastrofy lotniczej, jedynie oszukali przeznaczenie. Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu

Trudno mi ocenić, na ile fabuła jest wiarygodna. Widziałam zarzuty, że to niemożliwe, by Ashley i Ben w ogóle przeżyli rozbicie awionetki, a co dopiero dali sobie radę na takiej dziewiczej przestrzeni. Choć brzmi to paradoksalnie, mimo wszystko uważam, że mogli skończyć dużo gorzej. Z mojego punktu widzenia dużo bardziej nieprawdopodobny wydaje się finał tej powieści niż umiejętności przetrwania bohaterów. Charles Martin rewelacyjnie opisuje ich zmagania, a przy tym znakomicie ujmuje dwojakość górskiego krajobrazu, który w takich okolicznościach zarówno poraża pięknem, jak i katuje dwójkę opuszczonych, zapomnianych przez świat ludzi. Autor przypomina, że natura rządzi się swoimi prawami – przy czym jednocześnie potrafi zachwycać i cholernie przerażać.

Choć poniekąd to Ben gra pierwsze skrzypce, moją ulubioną postacią niemal natychmiast została Ashley. Błyskotliwość, dystans do siebie, inteligencja, a przede wszystkim hart ducha tej kobiety robią duże wrażenie. Jej towarzysz niedoli również mnie do siebie przekonał; z takim facetem mogłabym zgubić się wszędzie, bo wiedziałabym, że jakoś sobie poradzimy. Choć w powieści nie brakuje momentów grozy, a w paru miejscach łezka zakręciła mi się w oku, to jednak jest też świetny humor, który idealnie rozładowuje napięcie. Czasem trudno mi było powstrzymać uśmiech, a raptem kilka stron później zaczynałam ponownie martwić się o przyszłość bohaterów.

„Pomiędzy nami góry”, mimo tak wyraźnego akcentu survivalowego, to w istocie bardzo dobra, bardzo przejmująca powieść obyczajowa. Co prawda pewne elementy okazały się zbędne, jednak trudno mi mówić o niej źle, skoro uczucia, jakie we mnie wzbudziła, wciąż są żywe. Charles Martin na tle gór przedstawił wyjątkowo uderzający obraz człowieka – człowieka, który w obliczu najgorszego potrafi znaleźć w sobie wewnętrzną siłę cieplejszą niż ogień i twardszą niż lód.


[Recenzję opublikowałam również na swoim blogu oraz innych portalach]


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 621
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: