Dodany: 2017-10-01 06:26|Autor: Pingwinek

Moje ulubione wiersze Agnieszki Osieckiej


(Czytatka zdradza co nieco.)

Wielka artystka. Zmarła, gdy byłam dzieckiem. I od dzieciństwa miewałam styczność z jej twórczością, nie zawsze to sobie uświadamiając. Teraz, kiedy przebrnęłam przez dwa tomy "Nowej miłości: Wierszy prawie wszystkich" (czy to pełny zbiór? może się orientujecie?), wreszcie czuję się naprawdę zaznajomiona z jej poezją. Oceniłam na 6.

"Biedna ta miłość,
cała się zmieści w filiżance kawy.
Smutna ta miłość,
niech się napije, kto ciekawy.

Mała czarna - tęsknota,
duża czarna - nadzieja.
Czy to można tak kochać,
kiedy nic się nie zmienia?

Filiżanka czarnej kawy
z maleńkim kruchym szczęściem.
Niecierpliwość, nuda zawiść,
filiżanka codziennie i częściej.

Filiżanka czarnej kawy
z okruchem smutku na dnie,
z pachnącą goryczką obawy.
Powiedz - nie będzie już ładniej?

Mała czarna - tęsknota,
duża czarna - nadzieja.
Czy to można tak kochać,
kiedy nic się nie zmienia?

Filiżanka czarnej kawy
z ukrytym na dnie cierniem,
na lenistwo, dla zabawy,
filiżanka codziennie i częściej.

Oceany czarnej kawy
zastygły między nami.
Rozbitkowie w filiżance kawy
mięciutkiej jak czarny aksamit.

Mała czarna - tęsknota,
duża czarna - nadzieja.
Czy to można tak kochać,
kiedy nic się nie zmienia...

Biedna ta miłość,
cała się zmieści w filiżance kawy,
smutna ta miłość,
niech się napije, kto ciekawy."
-> "Filiżanka kawy". Tęsknota i nadzieja. Niecierpliwość... Kruche szczęście, okruch smutku, gorycz obawy. Czy coś się zmienia?

"Już wieczorna godzina
zeskakuje z komina,
zaraz lampę słoneczną punktualny zgasi wiatr
i na ściany popatrzysz,
wszędzie chiński teatrzyk,
w roli głównej - kochany twój cień.

Dwa fotele - dziadygi
obgadują na migi
księżycowy śmiejący się pysk.
Mały czajnik pękaty
nagotuje herbaty,
herbaciane bulgocąc nonsensy...

Kot się łasi jak głupi,
pewnie znowu się upił,
może śnił mu się dziś dobry sen.
A bohomaz na ścianie -
jakiś pan i dwie panie -
dziś wygląda jak stary van Gogh.

Lecz poszedłeś o dziesiątej,
nagle zbrzydły wszystkie kąty,
a ten czajnik z herbatą ma po prostu krzywy garb.
Kot jest głupi jak cielę
i dziurawe fotele,
a ten obraz malował Gierasik...

No, a w chińskim teatrze
nie ma na co popatrzeć,
głównej roli już nie ma kto grać...
Może gadam od rzeczy,
lecz cóż warte są rzeczy,
kiedy rzeczom tym ciebie jest brak?"
-> "Herbaciane nonsensy". Znów brak mi Ciebie, choć przez chwilę wydawałeś się być tuż.

"Ja nie jestem jakaś taka nadzwyczajna,
taka ładna, taka mądra ani nic.
Nie mam pleców, protektorów, konta w bankach,
ale tak mi jakoś łatwo żyć.
Ja mam szczęście do wszystkiego,
do dobrego i do złego...
A dlaczego? Bo ja wiem...
Tak ni z tego, ni z owego
ja mam szczęście do wszystkiego,
bez chodzenia, bez proszenia, bez niczego -
ja ma szczęście dzień za dniem!
Inne płaczą, że ich nie chcą kochać chłopcy,
chociaż ładne, chociaż modne - taki pech...
A ja nie wiem, to jest dla mnie problem obcy,
bo mnie kocha na raz chłopców trzech!
Ja mam szczęście do wszystkiego,
do dobrego i do złego...
A dlaczego? Bo ja wiem...
Tak ni z tego, ni z owego
ja mam szczęście do wszystkiego,
bez chodzenia, bez proszenia, bez niczego -
ja ma szczęście dzień za dniem!
Aż tu nagle ktoś mnie spotkał bez uśmiechu
i nie spojrzał w moją stronę, jak na złość!
Jakby myślał o czym innym, jakby nie czuł,
że to dla mnie bardzo ważny ktoś...
Nie mam szczęścia do jednego,
do jednego, jedynego...
A dlaczego? Bo ja wiem...
Tak ni z tego, ni z owego
nie mam szczęścia do jednego,
nie mam szczęścia do miłego, najmilszego,
chociaż bardzo, bardzo chcę,
chociaż bardzo, bardzo chcę,
chociaż bardzo, bardzo chcę!"
-> "Ja mam szczęście do wszystkiego". Prócz najważniejszego...

"Są małe stacje wielkich kolei,
nieznane jak obce imiona,
małe stacje obcych kolei -
jakiś napis i lampa zielona.
Na takiej stacji, dawno już temu,
z daleka jadąc daleko,
widziałem dziewczynę w niebieskim szaliku,
jak piła gorące mleko.
Teraz tamtędy nigdy nie jeżdżę
i miasto moje daleko,
a myślę czasami o tamtej dziewczynie,
jak piła na stacji mleko.
I nieraz pragnę, aby tu była,
może to miałoby sens,
jak ona śmiesznie to mleko piła,
gapiąc się na mnie spod rzęs...
Mam swoje sprawy, inne podróże,
i nie tamtędy mi droga, lubię,
ulice wesołe i duże,
i neonowe światła na rogach.
Pewnie ma chłopca tamta dziewczyna,
może wybrała się w świat
albo po prostu - może jest głupia
jak jej siedemnaście lat.
Zresztą to przecież nie ma znaczenia,
mieszkam naprawdę daleko,
i tylko myślę czasami o niej,
jak piła na stacji mleko.
Może to dobrze, żeby tu była,
może to ma jakiś sens,
jak ona śmiesznie to mleko piła,
gapiąc się na mnie spod rzęs...
Są małe stacje wielkich kolei,
nieznane jak obce imiona,
małe stacje wielkich kolei -
jakiś napis i lampa zielona."
-> "Małe stacje". Włocławek Zazamcze...

"Nie mówimy o naszej miłości...
Ulicą pustą i długą
idziemy w gęstej mgle.
Godzinę pierwszą i drugą
wydzwania zegar przez sen.

Nie mówimy o naszej miłości.

A w porze zmierzchów czerwonych,
w godzinie czarnych drzew
spotkacie nas pochylonych
nad rzeką rudą jak krew.

Nie mówimy o naszej miłości.
Lubimy mosty, jak wy, czytamy wiersze, jak wy,
piszemy listy, jak wy, i jak wy kupujemy kwiaty.

Tyle słów powiedzianych za wcześnie,
tyle gestów, zamyśleń i spraw,
tyle znaczeń, przeznaczeń i westchnień,
tyle mitów i tyle prawd.

Nie mówimy o naszej miłości,
to przecież niczego nie zmienia,
nie mówimy o naszej miłości...
Uczymy się
teraz
milczenia."
-> "Nie mówimy o naszej miłości". Nie...

"Kiedy wyjdziesz na Nowy Świat,
na Krakowskie, na Rynek, na Freta,
choćbyś śpieszył się, złościł lub jadł,
nagle stajesz się jak poeta.
Nagle mylisz ulice,
nagle gubisz godziny,
bo wszędzie dookoła
warszawskie dziewczyny.

Warszawskie dziewczyny
od rana na szpilkach,
bo młodość jak chwilka,
to każda z nich wie.
Warszawskie dziewczyny
wydają pieniądze -
tu fryzjer, tam kino,
nie zawsze najmądrzej.
Wybaczcie dziewczynom,
warszawskim dziewczynom,
bo każda, choć nic dobrego,
kocha tego jedynego,
czy dobry, czy zły!

Gdy na niebie zabrakło gwiazd,
kiedy gruzy dymiły na Freta,
gdy nie było Warszawy wśród miast,
kiedy milczał jak głaz poeta,
zmartwychwstały ulice,
kamienice, ruiny,
wróciły do miasta
warszawskie dziewczyny.

Warszawskie dziewczyny
już teraz na szpilkach,
bo młodość jak chwilka,
to każda z nich wie.
Warszawskie dziewczyny,
tu kawa w Harendzie,
tam Fukier i wino,
a chłopcy są wszędzie.
Wybaczcie dziewczynom,
warszawskim dziewczynom,
bo każda, choć nic dobrego,
kocha tego jedynego,
czy dobry, czy zły!"
-> "Warszawskie dziewczyny". Lubię teksty o Warszawie!

"Że ty nie dla mnie jesteś ani ja dla ciebie,
że nie możemy rankiem gadać trzy po trzy,
że wspólnej gwiazdy próżno szukać nam na niebie,
że między ludźmi nie powiemy sobie «ty»,
że nie pójdziemy, tak zwyczajnie, gdzieś tam w gości,
że nic, co nasze, nie jest nasze - nawet my –
dlatego nie mów mi,
dlatego nie mów mi,
dlatego nie mów mi
o miłości!

Że to niestraszne, kiedy idziesz z tamtą panią
i to nie dziwne, że ja innych chłopców znam,
że nie poradzi na to diabeł ani anioł,
że każdy z nas ma własny los, oddzielny plan,
no i że trudno kochać mocniej, kochać prościej,
tak pięknie kochać, jak kochamy - ja i pan –
dlatego nie pisz mi,
dlatego nie pisz mi,
dlatego nie pisz mi
o miłości!

Że spotykamy się przypadkiem, przy niedzieli,
i że mówimy byle jak i byle co,
że każde słowo, zamiast łączyć, to nas dzieli,
że złą podróżą jest bez ciebie każda noc,
że więcej smutku z siebie mamy niż radości,
że nie pomaga, kiedy mówię: «w górę nos!» -
dlatego nie mów mi,
dlatego nie mów mi,
dlatego nie mów mi
o miłości!"
-> "Byle nie o miłości". Mów mi Ty i mów o NAS...

"Czy musimy być na ty?
Po co zmieniać rzeczy stan?
Popatrz, jak to ładnie brzmi:
stare słowa: «pani», «pan».

Nie mówiłeś do mnie «ty»,
gdy przybiegłeś kiedyś sam
i gdy ja szepnęłam ci -
«Proszę zostać, zmoknie pan».

Mówię: «zostaw»,
mówię: «przynieś»,
mówię: «wpadnij dziś po kinie»...
Czy nie ładniej było dawniej
mówić: «Kiedy znów pan wpadnie?».

Nie musimy być na ty,
tak jak drzewem nie jest ptak.
Drzewo pyta: «Czy pan śpi?»,
a ptak na to - «nie» lub «tak».

Mój telefon milczy, milczy,
nie masz czasu ani, ani...
Czy by było tak, najmilszy,
gdybyś mówił do mnie - «pani»?

Czy musimy być na ty?
Nie najlepszy był to plan.
Proponuję, by przez łzy
znów powtórzyć:
«pani»,
«pan»..."
-> "Czy musimy być na ty?". Czy to był dobry plan?

"Nawet nie chcesz mi się przyśnić,
nawet patrzysz już nie tak,
obcy ludzie niedomyślni
mówią: «Zostaw, sensu brak.
Po co biegać za chłopakiem,
i to jakim, byle jakim,
tyle lat...?»

Jak się wyleczyć z miłości?
Tego nie wiedzą, bo skąd.
Radzą mi z serca, ze złości
i tylko, i tylko ten błąd -

Jak oduczyć się patrzenia na zegarek,
odmierzania długich minut, wiecznych godzin?
Jak wyrzucić albo spalić listy stare,
jak odwrócić wzrok od drzwi, którymi wchodzisz?

Jak się wyleczyć z miłości?
Czy do Cyganki mam iść?
Jak odpowiedzieć najprościej
na śmieszne pytanie - jak żyć?"
-> "Jak się wyleczyć z miłości". Po co biegać za chłopakiem tyle lat? I to takim... Tym! Jedynym! Upragnionym!

"Na całych jeziorach - ty,
o wszystkich dnia porach - ty,
w marchewce i naci - ty,
od Mazur do Francji - ty...

Na co dzień, od święta - ty
i w leśnych zwierzętach - ty,
i w ziołach, i w grzybach,
w nadziejach, że to chyba - ty...

We wróżbach i kartach - ty,
na serio i w żartach - ty,
w sezonie i potem,
przed ptaków odlotem
na wielką tęsknotę - ty,
zawsze ty...

A w kącie kto stoi? - Ja.
Kto się niepokoi? - Ja.
W kuchennym lufciku - ja,
w paskudnym wierszyku - ja.

A rozum kto traci? - Ja.
Kto łzą się bławaci? - Ja.
I kto czeka z pieczenią
mazurską jesienią? - Ja.

Zielono od marzeń - my,
na kładce i w barze - my,
do pary, nie w parze
bezsenni żeglarze,
na całych jeziorach - my,
jednak my.

We wróżbach i w kartach - ty,
w strumyczkach Mozarta - ty,
u Prousta i Sartre'a - ty,
i w «Czarach i czartach» - ty.
W deszczowej udręce - ty
i w smutnej piosence - ty,
kto szczęścia ma więcej - ty...
Ty..."
-> "Na całych jeziorach - ty". W mojej głowie - tylko Ty, stale Ty, w całej mojej głowie Ty.

"Nie oglądam się za chłopakami,
chłopcy nudzą mnie.
Tylko czasem myślę wieczorami,
myślę sobie, że...

O - o - o
Żeby tak mieć kogoś,
żeby tak chcieć kogoś,
gdy przyjdzie zmrok,
to byśmy chodzili ze sobą,
i byśmy pieścili się z sobą,
i byśmy pieścili się z sobą
przez cały rok.

Żeby w kinie wziął za rękę
i na pamięć znał piosenkę
o Jimmy Joe.

Niechby czasem odprowadził,
w domu też by nie zawadził,
więc -
więc wzdycham wciąż:

O - o - o
Żeby tak mieć kogoś,
żeby tak chcieć kogoś,
gdy przyjdzie zmrok,
to byśmy chodzili ze sobą,
i byśmy pieścili się z sobą,
i byśmy pieścili się z sobą
przez cały rok."
-> "Nie oglądam się za chłopakami". Ciebie chcę!

"Malwy po chatach kwitną i bledną,
po sześciu latach nic już nie jest tragedią.
Ja przepraszam, że nie przyszłam
na ten dworzec wtedy tam.
Tłumaczyłam wszystko w listach -
nie pomogły listy nam.
Ja przepraszam, dziś bym przyszła
na ten pociąg siódma dwie.
Pod mostami rzeka Wisła
nie wie, jak się płakać chce...
Malwy po chatach kwitną i bledną,
po sześciu latach nic już nie jest tragedią.
Ja przepraszam, że się wściekłam
za ten wyjazd gdzieś tam, het.
Dziś za tobą bym pobiegła,
a ty - zaraz wet za wet.
Z budowlanym w Turoszowie,
sam rozumiesz, trochę żal,
więc odeszłam, poszłam sobie,
a dziś płaczę w siną dal...
Malwy po chatach kwitną i bledną,
po sześciu latach nic już nie jest tragedią.
Ja przepraszam za te słowa,
że ambicji ci jest brak,
że nie chciałam cię całować,
gdyś wyruszał w trudny szlak,
że wieszaki nieprzyszyte,
że kapryśny rankiem głos,
za zmartwienia nieprzeżyte
tak jak każe wspólny los...
Malwy po chatach kwitną i bledną
po tylu latach nic już nie jest tragedią."
-> "Po sześciu latach" ("Malwy"). Sześciu lat nie potrafię już sobie wyobrazić.

"Póki mam jeszcze
te ...dzieścia i kilka lat, pogadam z tobą do wiersza,
nie tak jak z bratem brat,
ale jak baba najszczersza.

Póki mam jeszcze
ten fason i pański gest,
i wierszyk nie skrzypi jak socha,
wygarnę: «Oj, kiepsko jest,
żeś ty się we mnie nie zakochał».

Póki mam jeszcze
te kolce –
jak jaki jeż –
to przyznam ci naturalnie,
że bez miłości też fajno jest,
lecz mogło być – jeszcze fajniej.
Fajno mieć pracę nieźle płatną,
z kumplami pogwarzyć przy wódce,
fajno wyjechać na lato,
jeziorem przewieźć się w łódce,
fajno w robocie mieć ten lwi pazur,
fajno zagapić się w nieba lazur,
fajno, że szczerze oddanych nam serc –
starczy na bruki od Kutna – do Kielc.
... Fajny jest Franek...
... Fajna jest Zocha...
... No i w ogóle – przyjemnie.
– Lecz gdybyś ty się zakochał,
gdybyś zakochał się we mnie,
gdybyś zakochał się we mnie..."
-> Bez tytułu. Zakochaj się we mnie... Będzie fajniej...

"Są takie noce od innych łaskawsze,
kiedy się wolno wygłupić,
wolno powtarzać «nigdy» i «zawsze»,
wolno słowami się upić.
Tylko nie wolno tej nocy pod różą
okraść, okłamać, oszukać,
bo się już będzie odtąd na próżno
bezcennej nocy tej szukać.

Szukam wiatru w polu,
zapomnianych słów,
śladu łez w kąkolu,
przedwczorajszych bzów.
Szukam wiatru w polu,
jak to trwa i trwa,
chociaż oczy bolą,
szukam w niebie dna.

Są takie noce od innych ciemniejsze,
kiedy się wolno rozpłakać,
wolno powtarzać słowa najświętsze,
mówić o wróżbach i znakach.
Tylko nie wolno tej nocy pod różą
okraść, okłamać, oszukać,
bo się już będzie odtąd na próżno
bezcennej nocy tej szukać.

Szukam wiatru w polu,
zapomnianych słów,
śladu łez w kąkolu,
przedwczorajszych bzów.
Szukam wiatru w polu,
jak to trwa i trwa,
chociaż oczy bolą,
szukam w niebie dna."
-> "Szukam wiatru w polu". Czy znajdę spełnienie?

"Tego listu jutro znów nie wyślę,
spalę, podrę, albo może zgubię.
Przecież ci się nie utopię w Wiśle,
ty wiesz dobrze – jak tak tylko mówię...
Nie wiem, która kwitnie w polu mięta,
a ja ciebie jeszcze – tak, pamiętam,
i o tobie myślę, myślę, myślę...
A tego listu – nie wyślę!

Niech będzie znów święto, jak przed laty,
niech będą jakieś słowa, jakieś kwiaty,
darujmy sobie dzisiaj stare grzechy,
to nie ukłony moje, to uśmiechy.

Czwarta zima przeszła mi bez ciebie,
czwarte lato drzemie w naftalinie,
nie wiem, który połamałam grzebień,
nie wiem, która woda Wisłą płynie.
Nie wiem, która kwitnie w polu mięta,
a ja ciebie jeszcze – tak, pamiętam,
i o tobie myślę, myślę, myślę...
A tego listu – nie wyślę,
nie wyślę..."
-> "Tego listu nie wyślę". Twój ruch? Ach, złudzenie.

"Jacyśmy byli,
przyjaciele moi,
czy nam o ważną sprawę szło?
O co się który z nas niepokoił,
czy o dobro, czy o zło?
Ja wam na to powiem godnie:
nie nosiliśmy się modnie
ani chcieliśmy wygodnie
sobie żyć...

A ja... a ja...
Co się nażyłam, to się nażyłam,
co się napiłam, to się napiłam...
co wymarzyłam, to mo-je!
Co przetańczyłam, to przetańczyłam,
co pogubiłam, to pogubiłam,
a co znalazłam, to mo-je!
Co przegapiłam, to przegapiłam,
a co zrobiłam, to mo-je!

Jacyśmy byli, przyjaciele moi,
czy nas pamięta jeszcze kto?
Czy nas legenda pięknie przystroi,
czy popłyniemy gdzieś na dno?
Myśmy żyli jak na wietrze,
myśmy żyli niezbyt grzecznie,
myśmy żyli niebezpiecznie,
ale jak!

Co się nażyłam, to się nażyłam,
co nawarzyłam, to nawarzyłam,
co naprawiłam, to mo-je!
Co zapłaciłam, to zapłaciłam,
co przebaczyłam, to przebaczyłam,
a co pamiętam - to mo-je!"
-> "A ja?" ("Co się nażyłam") - dla S. T. S.-u. Wielce to ja się nie nażyłam...

"Na kraniec siedmiu mórz,
na kraniec siedmiu zórz
przypłynął raz kapitan,
z księżycem się przywitał
i zapadł w sen,
i śnił...

Mija młodość jak woda,
czoło chmurzy się częściej,
a tu nagle - pogoda,
taka dobra pogoda na szczęście!
Nikt otuchy nie doda,
cienie kłębią się gęściej,
a tu nagle pogoda,
taka dobra pogoda,
odpowiednia pogoda na szczęście.
Coraz trudniej po schodach,
coraz puściej w kredensie,
aż tu nagle pogoda,
taka dobra pogoda,
odpowiednia pogoda na szczęście.

Z tysiąca szarych biur
zmęczony wyszedł chór,
odstawił w kąt liczydła,
wykąpał się w powidłach
i zapadł w sen,
i śnił...

Mija młodość jak woda,
czoło chmurzy się częściej,
a tu nagle - pogoda,
taka dobra pogoda na szczęście!
Nikt otuchy nie doda,
cienie kłębią się gęściej,
a tu nagle pogoda,
taka dobra pogoda,
odpowiednia pogoda na szczęście.
Coraz trudniej po schodach,
coraz puściej w kredensie,
aż tu nagle pogoda,
taka dobra pogoda,
odpowiednia pogoda na szczęście."
-> "Dobra pogoda na szczęście". Mija młodość jak woda, aż tu nagle - pogoda, taka dobra pogoda, odpowiednia pogoda?

"Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma,
bo czy warto po świecie się tłuc?
Pełna miska i radio «Poemat» -
zamiast płaczu, co zrywał się z płuc...
Pełna miska i radio «Poemat» -
zamiast płaczu, co zrywał się z płuc...

Dawne życie poszło w dal,
dziś - na zimę ciepły szal,
tylko koni, tylko koni,
tylko koni, tylko koni żal!
Dawne życie poszło w dal,
dziś - pierogi, dzisiaj - bal,
tylko koni, tylko koni,
tylko koni, tylko koni żal...

Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma,
cztery kąty i okna ze szkła.
Egzaminy i szkoła, i trema,
i do marszu orkiestra nam gra...
Egzaminy i szkoła, i trema,
i do marszu orkiestra nam gra...

Dawne życie poszło w dal,
dziś - na zimę ciepły szal,
tylko koni, tylko koni,
tylko koni, tylko koni żal!
Dawne życie poszło w dal,
dziś - pierogi, dzisiaj - bal,
tylko koni, tylko koni,
tylko koni, tylko koni żal...

Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma
i do szczęścia niewiele nam brak.
Pojaśniało to życie jak scena,
tylko w butach przechadza się ptak...
Pojaśniało to życie jak scena,
tylko w butach przechadza się ptak...

Dawne życie poszło w dal,
dziś - na zimę ciepły szal,
tylko koni, tylko koni,
tylko koni, tylko koni żal!
Dawne życie poszło w dal,
dziś - pierogi, dzisiaj - bal,
tylko koni, tylko koni,
tylko koni, tylko koni żal..."
- "Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma". Nostalgia.

"Go go gonić go...

Czy kto widział, jak biegnie króliczek ulicą?
Czy to widział kto,
czy to widział kto?
W naszym mieście szukali króliczka ze świcą,
aż dopadli go,
aż znaleźli go...

Zniknął za rogiem i przepadł jak szyszka,
ale nie płaczmy, bo,
ale nie płaczmy, bo,
nie o to chodzi, by złowić króliczka,
ale by gonić go,
ale by gonić go
ale by gonić go go gonić go...

Czy kto widział, jak dobrze tej małej w czerwonym?
Czy to widział kto,
czy to widział kto?
Kto nie widział, niech w oknie podniesie zasłony,
a zobaczy ją,
a zobaczy ją...

Zniknie za rogiem czerwona spódniczka,
ale nie płaczmy, bo,
ale nie płaczmy, bo,
nie o to chodzi, by złowić króliczka,
ale by gonić go,
ale by gonić go,
ale by gonić go go gonić go...

Czy wędrował kto drogą, co słońce odchodzi?
Czy wędrował kto,
czy wędrował kto?
Kto ciekawy - zapraszam do starej mej łodzi,
a zobaczy to,
a zobaczy to...

Zniknie za wodą twarz fantastyczna,
ale nie płaczmy, bo,
ale nie płaczmy, bo,
nie o to chodzi, by złowić króliczka,
ale by gonić go,
ale by gonić go,
ale by gonić go go gonić go...

Czy kto widział, jak biegnie króliczek ulicą...?"
-> "Gonić króliczka". Mnie chodzi o to, by złapać! Zostać złapaną! Whatever...

"Nie wiedziałam, że tak blisko
jest to wszystko,
to wszystko, o co chodzi...
Nie wiedziałam, że tej zimy
zatańczymy,
zatańczymy jak w ogrodzie...
Nie wiedziałam, że się ręce
z tego tańca
jak z wieńca
nie rozplączą,
nie wiedziałam, że się serca
nigdy więcej,
nigdy więcej nie rozłączą,
nie wiedziałam, że to można - tak bez tchu...

Nie wiedziałam, że ja także będę Ewą,
nie wierzyłam, nie czekałam, nie przeczułam w głębi snu,
że jeżeli gdzieś jest niebo, to tu, to tu.
Nie wiedziałam, że się serca tak ostudzą,
uwierzyłam, że umiera się parami,
nie wiedziałam, że się ludzie różnie budzą
jak okręty, nie te same, choć w tej samej wciąż przystani...

Nie wiedziałam, że to można - tak bez tchu...
Nie wiedziałam, że odfrunie, co się rzekło,
nie czekałam, nie cierpiałam, nie przeczułam w głębi snu,
że jeżeli gdzieś jest piekło, to tu."
-> "Jeżeli gdzieś jest niebo". Mam sentyment do tego utworu.

"Kup kilka róż i wiązankę złóż.
Każdy w życiu ma karnawał -
i pan, i stróż.
Kup nowy nos i piękniejszy głos.
Każdy w życiu ma karnawał,
gdy minie post.
Och, ho, koronę na głowę włóż!
och, ho, koronę na głowę włóż!

Płyń w górę rzek, na ostatni brzeg -
tam zaczyna się karnawał
co rok, co wiek.
Gdzieś na dnie dna też bal wielki trwa.
Każdy w życiu ma karnawał -
i ty, i ja.
Och, koronę na głowę włóż!
och, koronę na głowę włóż!

Niekochani i kochani,
odtrąceni i wybrani,
lokatorzy cudzych marzeń,
bohaterzy wielkich zdarzeń,
dzieci ziemi nieserdecznej,
w samotności niebezpiecznej -
raz popłaczmy się jak baba!
No i basta, i karnawał!

Góralu, czy... czy ci nie żal -
każdy w życiu ma karnawał,
choć też na bal!
Niech kwitnie len, jak niebieski sen
Niech nam kwitnie na karnawał
Błękitny trel!
Och, koronę na głowę włóż!
och, koronę na głowę włóż!

Niekochani i kochani,
odtrąceni i wybrani,
serca błyszczą jak kolczyki.
Jedźmy prosto do Afryki!
Nie czekajmy na pierwszego,
zróbmy wszyscy coś głupiego,
raz popłaczmy się jak baba!
No i basta, i karnawał!"
-> "Karnawał raz w życiu". Niech się dzieje mój karnawał!

"To był maj
pachniała Saska Kępa
szalonym, zielonym bzem.
To był maj
gotowa była ta sukienka
i noc się stawała dniem.
Już zapisani byliśmy w urzędzie,
białe koszule na sznurze schły,
nie wiedziałam co ze mną będzie,
gdy tamtą dziewczynę pod rękę ujrzałam z nim.

Małgośka, mówią mi
on niewart jednej łzy,
on nie jest wart jednej łzy.
Małgośka kochaj nas,
na smutki przyjdzie czas,
zaśpiewaj raz, zatańcz raz.
Małgośka tańcz i pij
a z niego sobie kpij,
a z niego kpij sobie, kpij.
Jak wróci powiedz: nie!
Niech idzie tam gdzie chce,
ej, głupia ty, głupia ty!

Jesień już
już palą chwasty w sadach
i pachnie zielony dym.
Jesień już
gdy zajrzę do sąsiada,
pytają mnie, czy jestem z kim.
Widziałam biały ślub, idą święta,
nie słyszałam z daleka słów.
Może rosną im już pisklęta,
a suknia tej młodej uszyta jest z moich snów.

Małgośka, mówią mi
on niewart jednej łzy,
on nie jest wart jednej łzy.
Małgośka, wróżą z kart,
on nie jest grosza wart,
a weź go czart, weź go czart!
Małgośka tańcz i pij
a z niego sobie kpij,
a z niego kpij sobie, kpij.
Jak wróci powiedz: nie!
Niech zginie gdzieś na dnie,
ej, głupia ty, głupia ty!"
-> "Małgośka". Nie jedna Małgośka głupia.

"Powiedziałam, że do ciebie przyjdę - nie przyszłam,
powiedziałam, że za ciebie wyjdę - nie wyszłam,
powiedziałam, że nie umiem zdradzić - umiałam,
powiedziałam, że się chcę poprawić - nie chciałam...
Tłumaczyłam, że nie zapominam - no, nie wiem,
raz już przecież była taka zima - bez ciebie...
Przysięgałam: «jesteś całym światem» - niemądrze,
obiecałam: «wrócę tu przed latem» - a skądże!

Bo ja tak mówiłam żartem,
dobry żart jest tynfa wart,
a ty oczy masz uparte,
ty budujesz domek z kart.
Czasem palnę coś w rozmowie,
żartem snuję jakiś plan,
a ty zaraz myślisz sobie,
przywiązujesz się nad stan.
Ty tak nie znasz się na żartach,
aż mnie czasem bierze złość!
Ja ci mówię - idź do czarta,
mam po uszy ciebie dość!

Powiedziałam, że już nie zadzwonię - dzwoniłam,
powiedziałam: «idź już lepiej do niej» - kręciłam,
powiedziałam: «nic już nie pamiętam» - a jakże!
Powiedziałam: «cóż, nie jestem święta» - to fakt, że
okłamałam ciebie tyle razy, mój miły,
jakoś na to nie brak mi fantazji i siły,
powiedziałam, że nie będę czekać - czekałam,
bo czasami chce się do człowieka - ja chciałam...

Tylko tak mówiłam żartem,
dobry żart jest tynfa wart,
a ty oczy masz uparte,
ty budujesz domek z kart.
Raz palnęłam coś w rozmowie,
tyś się zerwał i w tył zwrot.
Pomyślałeś widać sobie:
«Czas, by zmienić wreszcie port».
Gdy uskładasz już na bilet,
okręt zacznie fale pruć,
to w Koluszkach, w Mińsku, w Chile
ja cię znajdę, krzyknę: «Wróć!».

Potem powiem, że do ciebie przyjdę - nie przyjdę,
... nie wyjdę,
... a zdradzę,
... przesadzę,
... no, nie wiem,
... bez ciebie,
... niemądrze,
... a skądże!

Bo ja tak mówiłam żartem,
dobry żart jest tynfa wart,
a ty oczy masz uparte,
ty budujesz domek z kart.
Raz palnęłam coś w rozmowie,
tyś się zerwał i w tył zwrot.
Pomyślałeś widać sobie:
«Czas, by zmienić wreszcie port».
Gdy uskładasz już na bilet,
okręt zacznie fale pruć,
to w Koluszkach, w Mińsku, w Chile
ja cię znajdę, krzyknę: «Wróć!»."
-> "Mówiłam żartem". Jak nauczyć się żartować?

"Ze świata czterech stron,
z jarzębinowych dróg,
gdzie las spalony, wiatr zmęczony,
noc i front.
Gdzie niezebrany plon,
gdzie poczerniały głóg,
wstaje dzień.

Słońce przytuli nas do swych rąk
i spójrz - ziemia ciężka od krwi,
znowu urodzi nam zboża łan,
złoty kurz.
Przyjmą kobiety nas pod swój dach
i spójrz - będą śmiać się przez łzy.
Znowu do tańca ktoś zagra nam
może już,
za dzień, za dwa,
za noc, za trzy,
choć nie dziś.

Chleby upieką się w piecach nam
i spójrz - tam, gdzie tylko był dym,
kwiatem zabliźni się wojny ślad,
barwą róż.
Dzieci urodzą się nowe nam
i spójrz - będą śmiać się, że my
znów wspominamy ten podły czas,
porę burz.

Za dzień, za dwa,
za noc, za trzy,
choć nie dziś.
Za noc, za dzień
doczekasz się,
wstanie świt."
-> "Nim wstanie dzień". Kocham! Wspaniała, genialna Osiecka.

"Wyspiański to był jakby wieszcz,
więc kiedyś poczuł twórczy dreszcz,
i choć słuchaczy było mało,
to tak się w wieszczu odezwało:
«Róbmy coś, co by od nas zależało».
Róbmy coś, róbmy coś,
co by zależało od nas -
nie mów: «dość», po co złość,
po co te podróże do dna?
Po co wciąż szukać łat
w ulubionym krajobrazie,
jeszcze nam ciepły wiatr
dmuchnie w żagle, drogę wskaże!
Po co ten w murze hak,
życie przydać ci się może,
jeszcze nam huknie ptak,
jeszcze nam zaszumi morze!
Nie mów: «pas», jeszcze czas
na wytworną rezygnację,
jeszcze masz w sobie gaz,
jeszcze możesz raz mieć rację!
Krzep i głoś, koś i znoś,
smutna mina jest niemodna,
róbmy coś, róbmy coś
co by zależało od nas!
Aż tu: «dość» - wrzasnął gość
w nieodprasowanych spodniach,
«Niech mi ktoś wskaże coś,
co by zależało od nas»!
- Nie wiem co,
nie wiem jak,
ale coś tam chyba można!
Zróbmy coś,
żeby coś
zależało od nas!"
-> "Róbmy coś". Popieram!

"Dnia czternastego sierpnia 1973 roku wyszłam z domu
i dotąd nie wróciłam.
Ubrana byłam w spódnicę w kratę i białą bluzkę.
Na nogach miałam niebieskie pantofle.
Byłam z gołą głową.
Ktokolwiek wiedziałby o losie zaginionej,
proszony jest o powiadomienie najbliższego komisariatu MO.
Niewykluczone, że idąc, nuciłam następującą piosenkę:

Wszystko, co mam,
dwa pokoje z ogródkiem
długie noce, dni krótkie,
wszystko, co mam,
opierunek i wikt,
stertę nut, kilka płyt,
alkoholu kropelkę,
nitkę, guzik, pętelkę,
wszystko, co mam,
nawet kota i psa,
i piosenkę, co łka,
wszystko, co mam,
tanie i drogie,
wodę i ogień,
wszystko to, wszystko, co mam,
trochę grosza w kieszeni,
trochę w duszy jesieni,
o czym marzę i śnię,
o czym nie wiem i wiem,
studia wyższe, a jakże,
i talencik, a także
komplet zalet i wad,
... dzieścia i parę lat,
miejsce na ziemi i dziurę w niebie,
wszystko zamienię na ciebie.
A ty... ty nawet o tym nie wiesz..."
-> "Wyszłam i nie wróciłam". Wszystko, co mam, zamienię na Ciebie!

"Zajechał sierpień
na Wielkim Wozie,
zajechał przed mój dom,
spójrz, rumianek kłania się kozie
i dzwoni dzwon - bim bom.
A mnie się kłania
dwudziesty wiek
I w oczy patrzy kpiąco -
To nie dla niego piaszczysty brzeg
i wróżby w noc gorącą...
Gwiazdo, gwiazdo spadająca -
usłysz mnie,
gwiazdo, gwiazdo konająca -
ulecz mnie,
ja tak martwię się ogromnie,
lękam czegoś złego:
powiedz, czy on czuje do mnie
to, co ja do niego?
Gwiazdo, gwiazdo spadająca -
rozgrzesz nas,
gwiazdo, gwiazdo konająca -
pociesz nas.
Czemu, ach, czemu
włożyłam sweter,
chociaż do zimy het?
Ach, czemu dręczy katar poetę,
choć księżyc oknem wszedł?
Ach, babie lato, ach, babi śnie,
czyś przyszło nie za wcześnie?
Ach, czemu siejesz chłodem, gdzie
apetyt na czereśnie...
apetyt na czereśnie?"
-> "Apetyt na czereśnie" (inne tytuły: "Wróżby sierpniowe", "Gwiazda spadająca"), 29 września - Michała. Apetyt na...

"A ta szosa asfaltowa,
a ta droga siwa,
jarzębina rubinowa
smutnie głową kiwa.
Nocą słychać wśród asfaltu
jarzębin rozpacze,
lato przeszło, koniec rautu,
zima w drzwi kołacze.

Jarzębino, jarzębino -
lato było stare.
Jarzębino, jarzębino -
popatrz na zegarek.
Czas uciekać musi,
żeby księżyc krążył,
żeby rzeki mogły
łączyć się z rzekami,
żeby człowiek zdążył,
na ważny egzamin.
Jarzębino, jarzębino -
nie załamuj tak zielonych rąk.
Jarzębino, jarzębino -
to zwyczajnie minął jeden rok!

Po tej szosie asfaltowej,
po tej siwej drodze
śnieg pohula i odfrunie
stąd na jednej nodze.
Znowu pójdą siwą drogą
dziewczyna i chłopak,
i nikt nie wie, kto i kogo,
kto i kogo kocha.

Jarzębino, jarzębino!"
-> "Jarzębina" ("Jarzębino, jarzębino"), 28 października - Tadeusza. Całuj mnie pod jarzębiną.

"Serce mnie boli...
Serce mnie boli, bo mija czas,
A w majątku, w tym posagu biednym moim
nie przybywa nowych skarbów ani gwiazd:
Tylko rytmy i piosenki,
i nic więcej, i nic więcej:
To jest dobre w kabarecie,
a ja chciałabym na jesień
coś ciepłego, praktycznego tobie dać...
A tu - co?
A tu - wciąż:
Ta piosenka, ta poezja za dwa grosze,
te wierszyki, w których zawsze wiosna drży,
te szarotki, co przy sobie stale noszę,
i lusterka, co zmieniają w uśmiech - łzy...
Gdzie są te wody niebieskozielone
gdzie są te lata dobre,
co mi zostało - sam powiedz -
wszystko zmieniłam na drobne:
na słowiki wynajęte do piosenki,
na deszczyki, co w piosence walcem brzmią,
na księżyce, melodyjki, kantylenki -
ona kocha, i on bardzo kocha ją...
Serce mnie boli...
Serce mnie boli, żal pustych rąk...
Bo nic nie mam. Wszyscy wiedzą. Sami swoi.
Bez niczego znów przychodzę pod twój dom...
Tylko rytmy i piosenki,
i nic więcej, i nic więcej...
To, co miałam, pogubiłam,
zapomniałam, co mówiłam,
bardzo proszę, weź przynajmniej to, co mam:
Tę piosenkę, tę poezję za dwa grosze,
te wierszyki, w których zawsze wiosna drży,
te szarotki, co przy sobie stale noszę,
i lusterka, co zmieniają w uśmiech - łzy."
-> "Szarotki" ("Serce mnie boli"), 20 sierpnia - Bernarda. Próbowałam tworzyć poezję.

"W żółtych płomieniach liści
brzoza dopala się ślicznie.
Grudzień ucieka za grudniem,
styczeń mi stuka za styczniem.

Gdzieniegdzie jeszcze życie pełza
przy ziemi blisko jak przy matce,
maślaki stare toną we łzach
na mrozu łasce i niełasce.

I ja witałam nieraz kogoś,
chociaż paliły wstydem skronie,
i powierzałam Panu Bogu
to, co w pamięci jeszcze płonie.

Gęsi już wszystkie po wyroku,
nie doczekają się kolędy.
Ucięte głowy ze łzą w oku
zwiędną jak kwiaty, które zwiędły.

Dziś jeszcze gęsi kroczą szumnie
w ostatnim sennym kontredansie,
jak tłuste księżne, które dumnie
witały przewrót, kiedy stał się...

I ja witałam nieraz kogoś,
za chmurą, za górą, za drogą,
i ja witałam nieraz...

Ognisko palą na polanie,
w nim liszka przez pomyłkę gore.
A razem z liszką, drogi panie,
me serce biedne, ciężko chore.

Lecz nie rozczulaj się nad sercem,
na cóż mi kwiaty, pomarańcze...
Ja jeszcze z wiosną się rozkręcę,
ja jeszcze z wiosną się roztańczę!

I ty witałeś nieraz kogoś
za chmurą, za górą, za drogą...
i ty witałeś nieraz...

Wśród ptaków wielkie poruszenie,
ci odlatują, ci zostają.
Na łące stoją, jak na scenie -
czy też przeżyją, czy dotrwają?

I ja żegnałam nieraz kogoś
i powracałam już nie taka,
choć na mej ręce lśniła srogo
obrączka srebrna jak u ptaka.

I ty żegnałeś nieraz kogoś
za chmurą, za górą, za drogą,
i ty żegnałeś nieraz..."
-> "W żółtych płomieniach liści", 15 października - Jadwigi. Żadnych pożegnań, nie zniosę pożegnania!

"A jeśli ja szewcem jestem, jak wielu,
stateczną robotą się trudzę
i dbam też, by buty me doszły do celu,
z tą myślą się budzę...

A jeśli to mało, za mało ci jest,
mój Panie Królewski na chmurze,
pamiętaj, że wzory z uśmiechów i łez
na własnej garbuję skórze.

A jeśli ja owce pasę, zwyczajnie,
tłuścieją poddane mi stada,
szałasu mojego pożoga nie zajmie
i nie tknie zagłada.

A jeśli to za mało, za mało ci jest
i mówisz, że dalej byś zdążył,
pamiętaj, że czynię dzwoneczki z mych łez
i nie śpię, gdy stada śpią - już.

A jeśli artystą być mi pozwala
Ten, co się nie myli daremnie,
z materii najdroższej obrazy układam,
bo z ciebie,
i ze mnie... i ze mnie...

A jeśli Bóg myśli, że wiele mi dał,
to bierze On formę za temat,
bo przecież im piękniej, im piękniej ją gram,
tym bardziej
miłości nie mam."
-> "A jeśli" ("A jeśli ja szewcem jestem"). Nie umiem już pisać o uczuciach, czuję, sama jestem uczuciem.

"Kiedyś na pewno zrymuję to wszystko,
w arcysłowicze wleję refreny
i wiersz, co na rynku cenę ma niską,
buchnie przez radio albo ze sceny.

Gdy na dancingów stoczy się padół,
ciebie tam spotka w tangu lub twiście...
Szepnij panience wśród gadu-gadu:
«Znałem ją osobiście»."
-> Do diabła z karierą...

"Sprzedają puste dni
pracowitej dziewczynie,
którą kiedyś byłam.
Ona krąży,
zarabia,
zmierza,
a ja śpię
w posłaniu z pokrzyw.
Na starość
będziemy miały obie dość."
-> "Obie". Na starość? Już! Już nie od dziś!

"Jeszcze wczoraj pełna flasza,
Jeszcze wczoraj biały rum,
Jeszcze wczoraj - dobra nasza.
- dzisiaj tylko w głowie szum:
Co się polepszy,
to się popieprzy,
kroczek pod górkę,
trzy kroki w dół,
próżno rychtujesz
starą dwururkę,
kiedy już dawno
zabrakło kul.
Jeszcze wczoraj białe krosna,
jeszcze wczoraj dobra myśl,
jeszcze wczoraj twarz radosna,
no, a popatrz, no, a dziś:
Co się polepszy,
to się popieprzy,
kroczek pod górkę,
trzy kroki w dół,
próżno rychtujesz
starą dwururkę,
kiedy już dawno
zabrakło kul.
Jeszcze wczoraj dobra wola,
jeszcze wczoraj piękny plan,
no, a dzisiaj - hopla, hola,
a na dzisiaj - taki stan:
Co się polepszy,
to się popieprzy,
kroczek pod górkę,
trzy kroki w dół,
próżno rychtujesz
starą dwururkę,
kiedy już dawno
zabrakło kul."
-> "Co się polepszy". Co się polepszy, to się popieprzy :/

"Dozorca bramę otwiera,
pacierze senne ktoś gdera,
wracają z nocnej zmiany już.
Na niebie ślad porannych zórz,
przy kawie samotnej,
przy chlebie samotnym marzę...
Czasem chce się do człowieka,
kiedy szczęścia brak,
kiedy na nas nikt nie czeka
albo byle jak.
Czasem chce się do człowieka,
gdy się jest na dnie,
film nie pomaga,
książka to blaga, nie, nie, nie!
Bo nam chce się do człowieka,
knajpy znają nas,
musi minąć jakiś czas,
musi wyschnąć rzeka,
muszą zblednąć sny,
wtedy wrócą zwykłe dni.
Dozorca bramę zamyka,
ostatni przechodzień znika,
na strychu wielkie pranie schnie,
po cichu mysz okruchy je,
zasypiam zbyt wcześnie
i marzę już we śnie, we śnie...
Czasem chce się do człowieka,
kiedy szczęścia brak,
kiedy na nas nikt nie czeka
albo byle jak.
Czasem chce się do człowieka,
gdy się jest na dnie,
film nie pomaga,
książka to blaga, nie, nie, nie.
Nie pomoże żaden lekarz
ani głupia złość,
musi nadejść taki ktoś,
kto chce też do człowieka,
lepszy jest niż ty
i otworzy tobie drzwi..."
-> "Czasem chce się do człowieka". Może...

"Nie żałuj mnie
serdecznie tak,
bo na cóż mi ten żal.
W kochaniu, gdy
szczerości brak
- czy warto ciągnąć bal?
W szufladzie tej,
gdzie trzymasz mnie,
porządek chcesz, to zrób.
Ja wrócę tam,
gdzie sosny dwie,
początek moich dróg.
Księżycu płyń,
złe wody miń,
już na nas obu czas.
Wędrujmy tam,
zmierzajmy tam
tam gdzie kochają nas.
Błyszczało się,
śpiewało się
wśród koncertowych sal.
Lecz kiedy los
odbierze głos
- czy warto ciągnąć bal?
Na pierwszy znak
koledzy wszak
zadadzą drugi cios...
Za sławą, gdy
lekkości brak,
czy warto iść na stos?
Księżycu płyń,
złe wody miń
już na nas obu czas.
Wędrujmy tam,
zmierzajmy tam,
tam, gdzie czekają nas.
Bywało, że
rzeźbiło się
kanapę, krzesło, stół.
Dziś prace te
nie wchodzą w grę
i milczy serca pół.
Zbudowałbym
większego coś
lub sięgałbym do gwiazd.
Mam siły dość,
by znaleźć je
tam, gdzie kochają nas."
-> "Gdzie kochają nas". Wspomnienie...

"Nieutulony w piersi żal,
bo za jedną siną dalą – druga dal...
Nie spoczniemy,
nim dojdziemy,
nim zajdziemy
w siódmy las,
więc po drodze,
więc po drodze
zaśpiewajmy
chociaż raz!

Nienasycony w sercu głód,
bo za jednym nocnym chłodem – drugi chłód...
Nie spoczniemy,
nim dojdziemy,
nim zajdziemy
w siódmy las,
więc po drodze,
więc po drodze
zaśpiewajmy
jeszcze raz!

Niewytańczony wybrzmi bal,
bo za jedną siną dalą – druga dal...
Nieuleczony uśnie ból,
za pikowym czarnym królem – drugi król...

Niepocieszony mija czas,
bo za jednym czarnym asem – drugi as...
Nie spoczniemy,
nim dojdziemy,
nim zajdziemy
w siódmy las,
więc po drodze,
więc po drodze
zaśpiewajmy
jeszcze raz!

Czy warto było kochać nas?
Może warto, lecz tą kartą źle grał czas...
Nie spoczniemy,
nim dojdziemy,
nim zajdziemy
w siódmy las,
więc po drodze,
więc po drodze
zaśpiewajmy jeszcze raz!"
-> "Nie spoczniemy". Ileż kultowych fragmentów u pani Agnieszki... Nie spocznę, nim dojdę!

"Nie wierzę w to,
że wszystko było już,
pozwólcie mi
na jeszcze parę róż:
Jeszcze tylko raz pokochać,
ach, jeszcze jeden raz!
Nie pragnę wciąż
królewną z bajki być,
lecz serca dzwon
niech nie przestaje bić:
Jeszcze tylko raz pokochać,
ach, jeszcze jeden raz!
W tę nową miłość
pobiegłabym tak,
jak rusza w drogę
księżyc i ptak,
tę nową miłość
umiałabym wziąć,
tak jak się bierze
rumianki do rąk.
Nie wierzę w to,
że prześnił się mój czas,
pozwólcie mi
na jeszcze parę gwiazd:
Jeszcze tylko raz pokochać,
ach, jeszcze jeden raz!
Jeszcze tylko raz usłyszeć
szalony serca głos,
a potem - wielką ciszę,
a potem - noc..."
-> "Nowa miłość". A ja wciąż wierzę w TĘ miłość.

"Nie lubię takich,
co skąpi są w miłości
i oszczędzają serca skarb.
Ja wolę draki
niż smutne konieczności,
za szklankę wina
ja stawiam cały bar.
Oko za oko,
ząb za ząb,
serce za serce,
dłoń za dłoń,
słowo za słowo,
maj za maj,
a ty mi tylko, a ty mi tylko
siebie daj...
Ja może jestem za bardzo uczuciowa
i w pewnych sprawach - Szybki Bill,
lecz mówię cóż,
już taka słaba głowa,
czy warto nagle,
po diable zmieniać styl?...
Oko za oko,
ząb za ząb,
serce za serce,
dłoń za dłoń,
słowo za słowo,
maj za maj,
a ty mi tylko, a ty mi tylko
siebie daj...
Gdy byłam stara,
to miałam wątpliwości,
czy to wypada mówić - tak.
A dziś po prostu
ja kocham się w miłości,
jak w takim filmie
od osiemnastu lat...
Oko za oko,
ząb za ząb,
serce za serce,
dłoń za dłoń,
słowo za słowo,
maj za maj,
a ty mi tylko, a ty mi tylko
siebie daj..."
-> "Oko za oko". Ty mi tylko siebie daj...

"Poważnych panów dziś na serio się nie bierze,
nie, o nie,
dziewczyńskie serce dzisiaj rzuca się w ofierze
byle gdzie,
och, byle gdzie,
a taki pani jest w towarzystwie niby przykry guz,
bo liczy się, bo liczy się, bo liczy się
tylko
szpan i luz.
A co ma począć taki ktoś,
co nie ma luzu,
czy pośród gruzów
ma życie wieść?!
Czy wśród pamiątek snów początek ma wspominać
i nie pić wina,
i w ogóle cześć?
A co ma począć taki ktoś,
co nie ma szpanu,
czy według planu ma w kącie stać?
Czy się znajdzie na wokandzie jakaś ona,
powiedzmy żona,
co zechce nas?
Poważnych dziewczyn dziś na serio się nie bierze, nie, o nie,
i męskie serce dzisiaj rzuca się w ofierze
byle gdzie,
och, byle gdzie,
a taka panna jest w rodzinie niczym przykry guz,
bo liczy się, bo liczy się, bo liczy się
tylko
szpan i luz.
A co ma począć takie coś,
co nie ma luzu,
czy pośród gruzów
ma życie wieść?
Czy wśród pamiątek snów początek ma wspominać
i nie pić wina,
i w ogóle cześć?
A co ma począć takie coś,
co nie ma szpanu,
czy według planu ma w kącie stać?
Czy się znajdzie na wokandzie chłopak taki,
co - choć ma braki -
zrozumie was?
Miłości wielkie dziś na serio się nie bierze,
nie, o nie,
gorące sprawy się omawia na spacerze,
byle gdzie,
a jednak czasem być na serio to jest jakby plus,
gdy zmuli nas, zawiedzie nas i zmęczy nas
- słynny szpan i luz.
A co ma począć taki ktoś, kto nie ma luzu,
czy pośród gruzów
ma życie wieść?
Czy wśród pamiątek snów początek ma wspominać
i nie pić wina,
i w ogóle cześć?
A co ma robić taki ktoś,
kto nie zna szpanu,
czy według planu ma w kącie stać?
Czy się znajdzie na wokandzie jakiś obiekt,
na przykład człowiek,
i pojmie nas?
Czy się znajdzie na wokandzie jakiś obiekt,
na przykład człowiek -
po prostu człowiek,
ktoś taki, kto polubi nas!"
-> "Szpan i luz". Muszę posiąść szpan i luz, wrażliwość na nic.

"Trzeba mi wielkiej wody,
tej dobrej i tej złej,
na wszystkie moje pogody,
niepogody duszy mej.
Trzeba mi wielkiej drogi
wśród wiecznie młodych bzów
na wszystkie moje złe bogi,
niebogi z moich snów...

Oceanów mrukliwych
i strumieni życzliwych,
czarnych głębin niepewnych
i opowieści rzewnych.
Drogi białosrebrzystej,
dróżki nieuroczystej,
piachów siebie niepewnych
i ptasich rozmów śpiewnych!

I tylko taką mnie ścieżką poprowadź,
gdzie śmieją się śmiechy w ciemności
i gdzie muzyka gra, muzyka gra...
Nie daj mi Boże, broń Boże, skosztować
tak zwanej życiowej mądrości,
dopóki życie trwa, póki życie trwa...

Trzeba mi wielkiej wody,
tej dobrej i tej złej,
na wszystkie moje pogody
niepogody duszy mej
Trzeba mi wielkiej psoty,
trzeba mi psoty, hej,
na wszystkie moje tęsknoty,
ochoty duszy mej...

Wielkich wypraw pod Kraków,
nocnych rozmów rodaków,
wysokonogich lasów
i bardzo dużo czasu!

I tylko taką mnie ścieżką poprowadź,
gdzie śmieją się śmiechy w ciemności
i gdzie muzyka gra, muzyka gra...
Nie daj mi Boże, broń Boże, skosztować
tak zwanej życiowej mądrości,
dopóki życie trwa, póki życie trwa..."
-> "Wielka woda". Śmiech, muzyka - tak! tak! Żadnych życiowych mądrości...

"Jeszcze ci mówi «proszę pani»,
czule wybiera każdy film,
a ty nie słuchasz – ani, ani,
bo ty chcesz w łóżku być już z nim.
A kiedy wreszcie jest tak dobrze,
że lepiej już nie może być,
to mówisz jak w najgłupszej «Kobrze»,
ja nie chcę już na wiarę żyć...

Brak dystansu do romansu,
przeraźliwy pech,
brak dystansu do romansu
psuje każdy grzech.
On z awansu, ty z awansu,
mogłoby świetnie być, że ach,
ale kobieta traci szansę,
kiedy mężczyzna czuje strach.

Najpierw go naucz obcych słówek,
jak wiarygodność albo mit,
każ mu poczytać «Życie mrówek»,
coś poważnego puść mu z płyt...
Wszystko to wkute masz na pamięć,
lecz gdy odchodzi – puszczasz gaz...
Kto ci nad ranem poda ramię,
kto ci pomoże, która z nas?

Brak dystansu do romansu,
przeraźliwy pech,
brak dystansu do romansu
psuje każdy grzech.
On z awansu, ty z awansu,
mogłoby świetnie być, że ach,
ale kobieta traci szansę,
kiedy mężczyzna czuje strach.

Ludzie, zapiszmy się na kursa,
jak tu we dwoje dalej żyć,
jak tu oddychać usta w usta,
jak burą kawę rano pić?
Tak wyszkoleni kochankowie
pójdą przed siebie w byle co,
z różą na sercu, z blaskiem w głowie,
uodpornieni, że ho ho.

Brak dystansu do romansu,
przeraźliwy pech,
brak dystansu do romansu
psuje każdy grzech.
On z awansu, ty z awansu,
mogłoby świetnie być, że ach,
ale kobieta traci szansę,
kiedy mężczyzna czuje krach."
-> "Brak dystansu". Świetny wiersz. Ku przestrodze... Brak mi dystansu do (nie)romansu.

"Ja nie chcę spać, ja nie chcę umierać,
chcę tylko wędrować po pastwiskach nieba,
białozielone obłoki zbierać,
nie chcę nic więcej, nie chcę nic mniej.

Są jeszcze brzegi, na których nie byłam,
są jeszcze śniegi, których nie wyśniłam,
są pocałunki, na które czekam,
listy z daleka, drogi pod wiatr.

Ja nie chcę spać, ja nie chcę umierać,
chcę tylko wędrować po pastwiskach nieba,
białozielone obłoki zbierać,
niczego więcej mi nie potrzeba.

A chociaż nie ma tam brzegu mojego,
śniegów i nieba, nieba zielonego,
noc mnie nie nuży, dzień się nie dłuży,
być wciąż w podróży, w drodze pod wiatr."
-> "Ja nie chcę spać". Całkiem pogodnie.

"Dobrze się pan czuje?
To świetnie.
Właśnie widzę - jasny wzrok, równy krok,
jak w marszu.

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Moje prawo to jest pańskie lewo.
Pan widzi krzesło, ławkę, stół,
a ja - rozdarte drzewo.
Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie,
ode mnie widać niebo przekrzywione.
Pan dzieli każdą zimę, każdy świt na pół,
pan kocha swoją żonę.

Pora wracać, bo papieros gaśnie.
Niedługo, proszę pana, będzie rano.
Żona czeka, pewnie wcale dziś nie zaśnie,
a robotnicy wstaną.

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Migają światła rozmaitych możliwości.
Pan mówi: basta, pauza, pat,
i - pan mi nie zazdrości.

Lepiej chodźmy, bo papieros zgaśnie.
Niedługo, pan to czuje, będzie rano.
Ona czeka, wcale dziś nie zaśnie,
a robotnicy wstaną.

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Choć - gdybym chciała, bym się urządziła.
Już widzę: pieska, bieska, stół.
Wystarczy, żebym była miła.
Pan był także, proszę pana, na zakręcie.

Dziś pan dostrzega, proszę pana, te realia.
I pan haruje, proszę pana, jak ten wół,
a moje życie się kolebie niczym balia...

Pora wracać, bo już śpiewają zięby.
Niedługo, proszę pana, będzie rano.
Iść do domu, przetrzeć oczy, umyć zęby,
nim robotnicy wstaną."
-> "Na zakręcie". Przejmująca wypowiedź.

"Nadziejka, złodziejka
kradnie spokój i czas,
nadziejka, złodziejka
oszukuje nas...
Mówi, że będzie lepiej,
że miłość kupisz w sklepie,
że niebotyczne niebo
pochyli się nad Łebą,
i potanieje słońce nam
jak pajda chleba,
jak wódki sto gram!

Znikają co bielsze okręty,
mężczyźni stosują wykręty,
zaczyna się chodzić do wróża
i noc się polarna wydłuża,
siwieje nam serce i broda,
a ona - okrutna i młoda...

Nadziejka, złodziejka
kradnie spokój i czas,
nadziejka, złodziejka
oszukuje nas...
Mówi, że będzie lepiej,
że miłość kupisz w sklepie,
że niebotyczne niebo
pochyli się nad Łebą,
i potanieje słońce nam
jak pajda chleba,
jak wódki sto gram!

Maleją powoli przyjaźnie,
rozmowy się toczą jak kaźnie,
ulatnia się z półek musztarda,
w narodzie się krzewi pogarda,
zostanie nam świt na kolację,
i wiara, że ona ma rację!

Nadziejka, złodziejka
kradnie spokój i czas,
nadziejka, złodziejka
oszukuje nas...
Mówi, że będzie lepiej,
że miłość kupisz w sklepie,
że niebotyczne niebo
pochyli się nad Łebą,
i potanieje słońce nam
jak pajda chleba,
jak wódki sto gram!"
-> "Nadziejka, złodziejka". A jednak bratam się z nią.

"Gdzieś w hotelowym korytarzu krótka chwila,
splecione ręce gdzieś na plaży, oczu błysk,
wysłany w biegu krótki list,
stokrotka śniegu, dobra myśl -
to wciąż za mało, moje serce, żeby żyć.

Uciekaj skoro świt,
bo potem będzie wstyd
i nie wybaczy nikt
chłodu ust twych.

Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach,
kropelka żalu, której winien jesteś ty.
Nieprawda, że tak mało być,
że warto w byle pustkę iść -
to wciąż za mało, moje serce, żeby żyć.

Uciekaj skoro świt,
bo potem będzie wstyd
i nie wybaczy nikt
chłodu ust, braku słów,
uciekaj skoro świt,
bo potem będzie wstyd
i nie wybaczy nikt
chłodu ust twych.

Odloty nagłe i wstydliwe, niezabawne,
nic nie wiedzący, a zdradzony pies czy miś,
żałośnie chuda kwiatów kiść
i nowa złuda, nowa nić -
to wciąż za mało, moje serce, żeby żyć.

Uciekaj skoro świt..."
-> "Uciekaj, moje serce". Dobra myśl, wiara w przeznaczenie, nowa złuda - to za mało, żeby żyć...?

"Za każdą chwilę szczęścia
musimy płacić męką,
bo stuka tępy licznik
grzechów i uniesień.

Za bilet do radości,
za blady szczęścia listek
- gorzkie nędzne grosze,
stare łzy w walizce."
-> Tłumaczenie Emily Dickinson "For each ecstatic moment".

"Panie obłoczny, Panie z daleka,
prowadź mnie czule albo - zaniechaj...
Ja i tak dojdę, bo się wybieram,
a ty mnie nie znasz tu i teraz.

Dość.

Diabeł mnie szarpie, trzyma za uszy:
- Dokąd, wariatko, chcesz wyruszyć?
A ja gotowa, ja z halabardą:
Hej, droga wolna, Leonardo!

Dość.

Co to tak dzwoni, może to krowy
czy koniec świata... Nie ma mowy!
Trzeba wędrować, póki są drogi.
Ja się nie boję, mam dwie nogi.

Panie obłoczny, Panie z daleka,
prowadź mnie czule albo - zaniechaj..."
-> "Panie obłoczny". Oho! Prowadź mnie czule...

"Nie mieć sieczki w głowie,
nie mówić «bądź sobą»
i «uśmiech leczy».
Nie wierzyć w to!
Nie cieszyć się małym,
nie głaskać złotego promienia na sierści jamnika,
nie używać słów «czerwoni» i «czarni»,
raczej czytać «Czerwone i czarne»,
nie pisać sonetów po wódce,
nie pisać dzienników,
nie pisać not wydawniczych...
Pisać!
Nie łudzić się co do «N»
ani co do «B»,
nie mieć pretensji,
się nie babrać.
Nie cytować romantyków
ani innych,
nie drwić z Asnyka,
nie mówić «nie znoszę polityki»,
śledzić bacznie pierwsze strony gazet,
zadzierać
czasami
głowę do nieba.
Pozbyć się przyjaciół, których się nie cierpi,
nie brać udziału w konkursie na najmilszą gębę,
nie mieć szefa Tam ani tu,
nie przesadzać z prohibicją marzeń,
dbać o czystość bólu,
nie trzepać motyli po plecach, kiedy nikt nie widzi,
a nad ranem, o czwartej, wymagać od siebie więcej niż «umyj zęby».
Nie rodzić po ludzku,
być zwierzakiem kiedy trzeba,
nie zagłaskiwać młodych poetów,
a Swojej poezji -
nie obcinać warkoczy,
NIE KOCHAĆ bliźnich...
Kochać jednego jedynego człowieka pachnącego tobą
jak piesek,
któremu pachnie z pyszczka...
Pamiętać, że małe narody wsiadają do autobusów,
które je wiozą na śmierć.
Nie opowiadać dowcipów.
Oddać krew."
-> "Przysięgi na Nowy Rok" (Agacie). Parę postanowień by się przydało.

"Serce mnie boli...
Serce mnie boli, bo mija czas.
A w majątku, w tym posagu biednym moim
nie przybywa nowych skarbów ani gwiazd:
Tylko rytmy i piosenki,
i nic więcej, i nic więcej:
To jest dobre w kabarecie,
a ja chciałabym na jesień
coś ciepłego, praktycznego tobie dać...
A tu - co?
A tu - wciąż:
Ta piosenka, ta poezja za dwa grosze,
te wierszyki, w których zawsze wiosna drży,
te szarotki, co przy sobie stale noszę,
i lusterka, co zmieniają w uśmiech - łzy...
Gdzie są te wody niebieskozielone
gdzie są te lata dobre,
co mi zostało - sam powiedz -
wszystko zmieniłam na drobne:
Na słowiki wynajęte do piosenki,
na deszczyki, co w piosence walcem brzmią,
na księżyce, melodyjki, kantylenki -
ona kocha i on bardzo kocha ją...
Serce mnie boli...
Serce mnie boli, żal pustych rąk...
Bo nic nie mam. Wszyscy wiedzą. Sami swoi.
Bez niczego znów przychodzę pod twój dom...
Tylko rytmy i piosenki,
i nic więcej, i nic więcej...
To, co miałam, pogubiłam,
zapomniałam, co mówiłam,
bardzo proszę, weź przynajmniej to, co mam:
Tę piosenkę, tę poezję za dwa grosze,
te wierszyki, w których zawsze wiosna drży,
te szarotki, co przy sobie stale noszę
i lusterka, co zmieniają w uśmiech - łzy."
-> "Serce". Ponownie, nie za bardzo kumam.

"Ja nie znam oczu
tak obojętnych
jak twoje oczy
tamtego dnia,
gdy powiedziałaś,
żem nie tak świetny
i świat beze mnie
też urok ma...
A ludzie mówią,
że na tym świecie
niezły mi przypadł
w udziale czas,
złoty październik,
zielony kwiecień
i zapatrzony
w jeziora las.

Po tamte lata
wesoło sięgam.
Ach, czemu oko
cieszy się nie tak?

Ach, czemu nie tak
śpieszy się ręka,
czemu smak wspomnień
cierpki jak metal...
I kto dawny promień
wesołości rozciął -
Ten, kto cię ukarał
swoją nieczułością
w salonach mórz.
Nie brak mi barszczu
i w barszczu uszek,
stać mnie na wina
szklaneczki dwie,
stać mnie na bilet
do kina wzruszeń
i Bóg wie na co
jeszcze mnie stać...

Na naszą słabość i biedę,
niewolę serca i dusz,
na to, że nas nie zabiorą
do lepszych gór i mórz,
na czarnych myśli tłok,
na oczy pełne łez
lekarstwem miłość bywa,
jeżeli miłość jest,
jeżeli jest prawdziwa.

Na ludzką podłość i małość,
na oschły boże chłód,
na to, że nic się nie stało,
a zdarzyć miał się cud,
na szary, mysi strach,
bliźniego wrogi gest
ratunkiem miłość bywa,
jeżeli miłość jest,
jeżeli jest możliwa.

Na krajów nędzę i smutek,
na okazałość państwa,
policję, kłamstwo i nudę,
potęgę małych draństw,
na nocny serca ból,
że człowiek żył jak król,
zbawieniem miłość bywa,
jeżeli miłość jest,
jeżeli jest... możliwa."
-> "Jeżeli miłość jest" ("Ścigałem słońce"). Czy jest możliwa? Nw.

"Życie, kochanie, trwa tyle co taniec:
fandango, bolero, be-bop,
manna, hosanna, różaniec i szaniec
i jazda, i basta, i stop.
Bal to najdłuższy, na jaki nas proszą,
nie grają na bis, chociaż żal,
zanim więc serca upadłość ogłoszą -
na bal, marsz na bal!

Szalejcie aorty, gdy idę na korty,
roboto, ty w rękach się pal!
Miasta nieczułe mijajcie jak porty,
bo życie, bo życie - to bal.
Bufet, jak bufet, jest zaopatrzony,
zależy, czy tu, czy gdzieś tam.
Tańcz, póki żyjesz, i śmiej się do żony
i pij zdrowie dam...

Niech żyje bal,
bo to życie to bal jest nad bale,
niech żyje bal,
drugi raz nie zaproszą nas wcale.
Orkiestra gra,
jeszcze tańczą i drzwi są otwarte,
dzień wart jest dnia
i to życie zachodu jest warte!

Chłoporobotnik i boa, grzechotnik
z niebytu wynurza się fal,
widzi swą mamę i tatę, i żonkę,
i rusza, wyrusza - na bal.
Sucha kostucha, ta Miss Wykidajło
wyłączy nam prąd w środku dnia,
pchajmy wiec taczki obłędu jak Byron,
bo raz mamy bal!

Niech żyje bal,
bo to życie to bal jest nad bale,
niech żyje bal,
drugi raz nie zaproszą nas wcale.
Orkiestra gra,
jeszcze tańczą i drzwi są otwarte,
dzień wart jest dnia
i to życie zachodu jest warte!"
-> "Niech żyje bal". Rewelacja.

"Dom twój to klatka, klatka,
duszno mi tu w nim.
Kobieta i żona, matka -
to nie jest do mnie rym.

Bo we mnie drzemie tygrysica,
gdy czegoś chcę - to chcę!
Nie, to nie anioł, nie dziewica.
Na strzępy konwenanse rwę!
Ach, co tam żona,
co tam żona -
ona biżuterii tylko chce.
A ja - szalona,
szalona,
a to w miłości liczy się!
Bo we mnie drzemie tygrysica
i w każdej z moich pręg
namiętności jest krynica
i słychać rozkoszny jęk!

Nie dbam o twoje długi,
forsa - weź ją czort!
Szampana niech płyną strugi
aż tam, gdzie dziś mój port.

Bo we mnie drzemie tygrysica,
czyś kiedyś taką znał?
Twa garsoniera to piwnica,
ja wolę tej spelunki szał!
Ach, nie mów: «żona» -
co tam żona,
ona twych szynszyli tylko chce.
A ja szalona,
szalona,
a to w miłości liczy się!
Bo we mnie drzemie tygrysica,
nie wyjdziesz cało z gry.
Mnie byle co dziś nie zachwyca,
ja żądam, ja żądam - krwi!"
-> "Tygrysie tangi" ("Tango Łotrzyce", "Bo we mnie drzemie tygrysica"). Ja - szalona...

"Na szydełku, na szydełku, na szydełku
umiem robić i chustkę, i szal.
Ale czasem, gdy splącze,
zaplącze się nić
jednego mi robi się żal:
Czemu młodość trwa krótko
i znika we mgle?
Żyło się,
Było się...
I - adieu!

Były kwiaty i motyle,
ale chwilę, tylko chwilę.
Czy pamiętasz tę azalię?
Już umarła, a mnie żal jej...
Czy pamiętasz tę azalię?
Już umarła, a mnie żal jej...

Na szydełku, na szydełku, na szydełku
umiem zrobić i sweter, i koc,
ale czasem, gdy splącze,
zaplącze się nić,
samotna wydaje się noc...
Jeszcze tli się iskierka
gdzieś w sercu na dnie:
Żyło się,
Było się...
I- adieu!

Były walce i kadryle,
ale chwilę, tylko chwilę.
Czy pamiętasz tę azalię?
Już umarła, a mnie żal jej...
Czy pamiętasz tę azalię?
Już jej nie ma, a mnie żal jej..."
-> "Azalie". Młodą być - i żyć...

"Co to za wicher zwodzi mnie
I rad by duszę porwać moją?
Jak mała świeczka gaśnie świat
i nagie drzewa w oknach stoją.

Co noc z nadzieją albo bez
Zaglądam na dno szklanej kuli.
Ja powiem ci, jak bardzo chcę,
jak bardzo chcę, byś mnie przytulił.

Ja powiem ci, jak bardzo chcę,
jak bardzo chcę, byś mnie przytulił.

Ciebie jednego tylko mam
i właśnie ciebie tylko nie mam.
To dla mnie milczy młody ptak,
dla ciebie nie śpi cała ziemia.

Co noc z nadzieją albo bez
okruchy dawnych wspomnień łowiąc,
ja powiem ci, jak bardzo chcę,
jak bardzo chcę utonąć w tobie.

Ja powiem ci, jak bardzo chcę,
jak bardzo chcę utonąć w tobie."
-> "Co to za wicher". Dokładnie!

"Na łąkach kaczeńce,
a na niebie wiatr.
a my na wojence,
oglądamy świat.
Na łąki wrócimy,
tylko załatwimy
parę ważnych spraw.
Może nie ci sami,
wrócimy do mamy
i do szkolnych ław.

Deszcze niespokojne
potargały sad,
a my na tej wojnie
ładnych parę lat.

Do domu wrócimy,
w piecu napalimy,
nakarmimy psa.
Przed nocą zdążymy,
tylko zwyciężymy,
a to ważna gra!

Na niebie obłoki,
po wsiach pełno bzu,
gdzież ten świat daleki,
pełen dobrych snów!

Powrócimy wierni
my czterej pancerni,
«Rudy» i nasz pies.
My czterej pancerni
powrócimy wierni
po wiosenny bez!"
-> "Deszcze niespokojne" ("Ballada o pancernych"). Wielki hicior.

"Wiedziałem bez słów,
że wrócisz tu znów,
otworzę ci drzwi
i szepnę - to ty.
Jeszcze masz ten szary płaszcz,
jeszcze mnie na pamięć znasz,
ja też dobrze cię znam,
i także trochę starych rzeczy mam.

Dzień dobry to ty,
dzień dobry to my,
że starsi, to nic,
nieładni, to nic.
Pomóż mi odnaleźć ślad
dawnych dróg i dawnych lat,
nim ścieżki te znów zasypie wiatr.
Zasypie wiatr..."
-> "Dzień dobry to ty". Piękni i młodzi!!

"Za cieniem latawca swego
po niebie goń,
za śladem latawca swego
po ziemi goń.
Czy żagiel to, czy ptak,
czy dobry losu znak,
nie daruj go,
nie zagub go,
bo ważne by gonić...

Ani rąk, ani nóg nie żałuj,
chociaż on i tak nie będzie twój
na zawsze,
warto ścigać go.
Hej o hej, hej o hej!
Za chmurą goń,
za majakiem goń.
Swojej prawdy i tęsknoty broń.

Za prawdą, za prawdą swoją
po niebie goń,
za prawdą, za prawdą swoją
po ziemi goń.
Gdy prawda znika hen,
ty nie mów, że to sen -
lecz za nią goń,
jak śmigły koń,
bo w końcu naprawdę
znajdziesz prawdę.
Hej, o hej!
Póki jeszcze serce bije mocno.
Hej, o hej!
Goń latawce,
goń latawce.

Hej, o hej!
Czy to ważne, jak latawce nazwę -
ważne jest,
gdzie na niebie powstał ślad.

Ani rąk, ani nóg nie żałuj,
chociaż on i tak nie będzie twój
na zawsze,
warto ścigać go.
Hej o hej, hej o hej!
za chmurą goń,
za majakiem goń.
Swojej prawdy i tęsknoty broń.
aż znajdziesz prawdę.
Hej, o hej!
Póki jeszcze serce bije mocno.
Hej, o hej!
Goń latawce!
Goń latawce!
Hej, o hej!
Czy to ważne jak latawce nazwę -
ważne jest,
że ty jeden coś tu masz.

Masz naprawdę.
Lećmy do góry,
dalej niż chmury,
w niebo z purpury,
dalej niż chmury,
w niebo z purpury,
w niebo z purpury,
dalej niż wieczór i świt."
-> "Goń latawce". Będę bronić swych wartości.

"Jak pięknie, jak pięknie jest rano,
gdy jeszcze nie wszystko się stało,
i wszystko może się stać,
tylko brać, tylko brać, tylko brać...

Jak pięknie, jak pięknie jest wiosną,
gdy jeszcze nie wszystko wyrosło,
i wszystko może się stać,
tylko brać, tylko brać, tylko brać...

Jak pięknie, jak pięknie jest w maju,
gdy ryba się kąpie w ruczaju,
i wszystko może się stać,
tylko brać, tylko brać, tylko brać...

Jak pięknie bywa na wiosnę,
gdy ziarnko bawi się w sosnę,
kamień pod łodzią, łódź z powodzią,
koza śmieje się z osłem...

Jak pięknie, jak pięknie jest rano,
gdy jeszcze nie wszystko się stało,
i wszystko może się stać,
tylko brać, tylko brać, tylko brać..."
-> "Inny świat" ("Jak pięknie jest rano"). Obiecuję sobie i obiecuję: odkryć poranki.

"Wstaję rano, potem kawa i spacer,
czasem kino, jakaś książka po pracy,
czasem randka - mój Boże, cóż z tego?
Czasem dancing, to wszystko. Nic złego.

A ludzie mówią - ty uważaj,
ludzie nudzą - ty się strzeż,
ludzie radzą - nie udawaj,
przecież sama o tym wiesz.

Wczoraj widzieli cię z Grzegotą,
dziś Linkiewicz z tobą pił,
każdy pyta - kto to? Co to?
Cóż to za gusta, co za styl?

Ty się cieszysz złą opinią,
my widzimy to i owo,
bez powodu cię nie winią,
czasem starczy jedno słowo.
Ty się cieszysz złą opinią,
to się słyszy, tamto wie,
ty się cieszysz złą opinią,
to się może skończyć źle.

O mój Boże, co to będzie, co będzie,
co mam zrobić, co powiedzieć i komu?
Może płakać i skarżyć się wszędzie,
może lepiej nie ruszać się z domu?

A ludzie mówią - ty uważaj,
ludzie nudzą - ty się strzeż,
ludzie radzą - nie udawaj,
przecież sama o tym wiesz...

On znowu wczoraj dał ci kwiaty,
znów pod rękę z tobą szedł,
tobie tak zależy na tym?
Nowy skandal zrobić chcesz...

A ja się cieszę złą opinią,
niechaj mówią to i owo,
ja się cieszę złą opinią,
to zabawne, daję słowo.
Ja się cieszę złą opinią,
aż mnie pusty bierze śmiech,
ja się cieszę złą opinią,
zła opinia to nie grzech."
-> "Ja się cieszę złą opinią". No nie?

"Kiedyś byłem stary,
co tu kryć,
omijałem bary,
na cóż pić?
Miałem okulary,
jak mój szef,
piłem ziółka,
by nie wpadać w gniew.

Ale byłem stary -
mówię wam,
każdy dzień był szary,
każdy plan.
Dziś to się nie liczy,
wcale nie, nie,
bo poznałem
Genowefę B.

Kiedyś byłem smutny,
jak zły dzień,
chrusty czy zapusty,
ten sam cień.
Brałem coś na spanie,
taki los,
od płakania miałem
długi nos.

Ależ byłem smutny,
jak nie ja,
jak rybackie kutry,
kiedy mgła.
Dziś to się nie liczy
wcale nie, nie,
bo jest przy mnie
Genowefa B.

Kiedyś byłem głupi
jak zły rym,
byle żart bym kupił,
byle film.
Przy grającej szafie
był mój bal,
przechodzącej gapie
było żal.
Ależ byłem głupi -
mówię wam,
inny by się upił
albo wiał.
Dziś to się nie liczy,
wcale nie, nie,
bo mnie lubi
Genowefa B.

Na dojrzałość szarą
mamy czas,
zanim przyjdzie
po cóż mówić - pas.
W melancholię pustą
wpadać wstyd,
lepiej śnieżną chustą
witać świt.
Nie poganiaj losu,
kiedy śpi,
za młodością głosuj
w czasie gry,
a gdy z oczu ci popatrzy
zbyt źle,
spróbuj poznać
Genowefę B."
-> "Kiedyś byłem stary". Dobry rym.

"Kiedyś byłam stara,
co tu kryć,
omijałam bary,
na cóż pić?
Szorowałam gary,
piłam tran,
podczas kiedy szeryf
żył nad stan.

Ależ byłam stara -
mówię wam,
każdy dzień był szary,
każdy plan,
lecz to wszystko zapomniałam
raz-dwa
bo poznałam
Seweryna K.

Kiedyś byłam smutna,
jak zły dzień,
każdy żart mnie złościł,
każdy gest.
Sama w dużym łóżku,
co za los,
od płakania miałam
długi nos.

Ależ byłam smutna,
jak zły ton,
wszystkie moje lustra
szły na złom.
Dziś po świecie się nie tłukę
jak ćma,
bo znalazłam
Seweryna K.

Kiedyś byłam głupia
jak zły rym,
osioł by osłupiał,
a ty z nim.
Znałam po bułgarsku
jeden wic,
a poza tym
nie wiedziałam nic.

Ależ byłam głupia -
mówię wam,
dziś ze świecą szukaj
takich dam.
Lecz to wszystko przeminęło
raz-dwa,
bo mnie lubi
Seweryn K.

Na dojrzałość szarą
mamy czas,
zanim przyjdzie
po cóż mówić - pas.
W melancholię czarną
wpadać wstyd,
lepiej śnieżną chustą
witać świt.

Nie poganiaj losu,
kiedy śpi,
za młodością głosuj
w czasie gry,
a gdy z oczu ci popatrzy
dal zła,
spróbuj poznać
Seweryna K."
-> "Seweryn K.". Równie dobry!

"Wielki Boże białych koźląt,
czarnych owiec i Ameryk,
oddal od nas chmurę groźną
i pożaru żar.
Biednym dzieciom Twojej ery,
słabym dzieciom Twojej ery
podaj białą dłoń.

Ta dziewczyna, co tak płacze,
że sukienka nazbyt droga,
ten wodzirej, co wciąż skacze,
choć się skończył bal -
to zabawki Pana Boga,
to zabawki Pana Boga,
których trochę żal.

Ta kobieta, która nie śpi,
bo ją dręczy ciemna trwoga,
ten mężczyzna udręczony,
co hartował stal -
to zabawki Pana Boga,
to zabawki Pana Boga,
których trochę żal.

Tą kolędą z pretensjami
chcę ci dzisiaj dopiec,
bo też Ty się bawisz nami
jak niegrzeczny chłopiec.

Ten podróżny, co spostrzega,
że się nagle gmatwa droga,
ta tancerka, którą dusi
muślinowy szal,
ten, kto czuje, że już jutro
stanie przed nim dama sroga,
ten, kto wierzy,
że go czeka niebostrunna dal -
to zabawki Pana Boga,
to zabawki Pana Boga,
których trochę żal.

Tą kolędą z pretensjami
chcę ci dzisiaj dopiec,
bo też Ty się bawisz nami
jak niegrzeczny chłopiec."
-> "Kolęda z pretensjami". Chyba źle być jedynie zabawką.

"Wypłaczmy z oczu wszystkie łzy,
nie zostawiajmy nic na potem.
We troje płaczmy - ja i ty
i księżyc nad Sopotem.

Zerwijmy naraz wszystkie bzy,
nie zostawiajmy nic na potem,
najbezczelniejsze śnijmy sny,
gdy księżyc nad Sopotem lśni.

I pijmy miłość aż do dna,
nie zostawiajmy nic na potem.
Ty pij do śledzia, no, a ja -
pod księżyc, księżyc nad Sopotem.

Księżycu zielonozłoty,
księżycu rakietoblady,
ach, nie lecz mnie z tęsknoty,
na którą nie ma rady.

Więc pijmy miłość aż do dna,
nie zostawiajmy nic na potem.
Ty pij pod śledzia, no a ja -
pod księżyc, księżyc nad Sopotem.

Wypłaczmy z oczu wszystkie łzy,
nie zostawiajmy nic na potem.
We troje płaczmy - ja i ty
i księżyc nad Sopotem."
-> "Księżyc nad Sopotem". Skojarzenia mieszane.

"Już spakowałam twoje książki,
włożyłam do wielkiej paczki,
kupiłam sznur, niedługo wyślę.
Tamte pieniądze z białej szafki
oddałam, rzecz jasna, matce.
Prawie już o tobie nie myślę.

Czasem dzwonię w nieważnej sprawie,
na przykład: choruje pies.
Nic już nie wiem, nie pytam prawie,
i tylko ten stuk, ten stukot w głowie -
kto tam u ciebie jest?
kto tam jest,
kto tam jest...

Czyja grzechocze jak grzech
kostka lodu?
Kto tam u ciebie jest
od wschodu do zachodu?

Ręce mam teraz bardziej spokojne,
do miasta już tak się nie rwę.
Wciąż lubię wiatr i trochę czytam.
Myślę o śmierci, zanim zasnę,
bo to jest, być może, powrót.
Jestem wciąż niejasna, niesyta...

Czasem dzwonisz w nieważnej sprawie
i to prawdziwy test.
Nic już nie wiem, nie pytam prawie,
i tylko ten stuk, ten stukot w głowie -
kto tam u ciebie jest?
Kto tam jest..."
-> "Kto tam u ciebie jest" ("Kostka lodu"). Zazdrość mnie zżera.

"To, to się zaczyna, gdy z teczką po szkole
idzie się z dziewczyną do głowy po olej.
Ja kocham, ty kochasz, on kocha - lekcja miłości.
On kocha, ty kochasz, ja kocham - lekcja zazdrości.
Mówi się do wiersza, nad jeziorem hasa,
ale to dopiero pierwsza klasa.

To nie sztuka chłopca kochać, kiedy się zaziębi,
to nie sztuka przy księżycu w towarzystwie zięby,
to nie sztuka na wycieczce pod królewskie dęby,
ale powiedz jak go kochać,
ale powiedz jak go kochać,
ale powiedz jak go kochać,
gdy bolą go zęby?

To, to się zaczyna, gdy wyjdziesz na ganek
i zechcesz z dziewczyną witać każdy ranek.
Ja kocham, ty kochasz, on kocha - lekcja miłości.
On kocha, ty kochasz, ja kocham - lekcja zazdrości.
Światło, gaz, telefon, oszczędności, kasa,
ale to dopiero pierwsza klasa.

To nie sztuka chłopca kochać gdzieś tam w cichym porcie,
to nie sztuka na kolację mieć po jednym sporcie,
to nie sztuka, jak się burzy młoda krew w aorcie,
ale powiedz jak go kochać,
ale powiedz jak go kochać,
ale powiedz jak go kochać,
gdy się jest w komforcie?

To, to się zaczyna w grudniu albo w maju,
mówi się o piekle, mówi się o raju.
Ja kocham, ty kochasz, on kocha - lekcja miłości.
On kocha, ty kochasz, ja kocham - lekcja zazdrości.
Bywa, że to sekret albo pisze prasa,
ale to dopiero pierwsza klasa.

To nie sztuka chłopca kochać na Hożej w izdebce,
to nie sztuka pod Olsztynem na pieszej wycieczce,
to nie sztuka przy bigbicie i przy starej śpiewce,
ale powiedz jak go kochać,
ale powiedz jak go kochać,
ale powiedz jak go kochać,
kiedy on mnie nie chce?
Nie chce mnie!"
-> "Lekcja miłości". To nie sztuka.

"Moja młodość niedokończona,
moja młodość onieśmielona,
w leśnych ścieżkach zagubiona,
krótka, jak pierwszy sen...

Moja młodość niewygadana,
moja młodość jak noc nieznana,
dźwigająca od kołyski
szary tren, szary tren...

Mam wielki plan i pomysłów setki dwie,
ale młodość - patrzcie ją, nie chce już cieszyć mnie.
Tak chciałabym biec za młodością, Bóg wie gdzie,
ale ona nie chce już słuchać mnie, kochać mnie.

Moja młodość wciąż niby blisko,
moja młodość jest jak lotnisko -
przywołuje, obiecuje,
jeszcze nie, jeszcze nie...

Moja młodość półoszukana,
moja młodość, jak świeża piana,
miała wrócić, miała zostać
jeszcze noc, jeszcze dwie...

Mam wielki plan i patentów parę ton,
ale młodość - patrzcie ją, widzi już nieba skłon.
A ja chciałabym biec za młodością, Bóg wie gdzie,
tylko ona nie chce już słuchać mnie, kochać mnie.

Moja młodość jeszcze się zjawi,
twoja młodość tak ją zapali,
ze snu zbudzi, zaciekawi,
może tak, może nie...

Twoja młodość nieopierzona,
moją młodość już nie zieloną,
oszołomi i poskromi,
kto to wie, kto to wie...

Mam wielki plan, autostrady świetne znam,
daj mi rękę - dam ci świat, kto by chciał tańczyć sam.
Niech złączą się dwie młodości, Bóg wie gdzie
i powtórzą jeszcze raz: kocham cię, kocham cię..."
-> "Moja młodość". Moja młodość potrzebuje Twojej młodości.

"Tej dziewczynie, która czyta list wyblakły,
tej kobiecie, która milczy cały dzień,
tej, co stawia w noc bezsenną złe pasjanse
i ozdabia nadziejami ciemną sień...

Niech się niebo nie kojarzy tylko z deszczem,
niech się rzeka nie kojarzy z rzeką łez,
są na świecie dobre okna w dobrym mieście
i ta wiara, że w człowieku człowiek jest...

Nie jesteś sama,
nie jesteś sama,
uwierz w siebie,
uwierz w ludzi,
uwierz w nas.
Nie jesteś sama,
nie jesteś sama,
są gdzieś okna,
które płoną
cały czas.

Tej dziewczynie, która topi w czarnej kawie
te tęsknoty, których miała pełen skład,
tej kobiecie, która pali bardzo dużo
i w szufladzie przechowuje biały kwiat...

Niech się miłość nie kojarzy z pożegnaniem,
niech pogoda opromieni każdą myśl,
i niech przyśni się ktoś miły i czekany,
kto nadaje mleczną drogą taki list...

Nie jesteś sama,
nie jesteś sama,
uwierz w siebie,
uwierz w ludzi,
uwierz w nas.
Nie jesteś sama,
nie jesteś sama,
są gdzieś okna,
które płoną
cały czas.

Nie jesteś sama!"
-> "Nie jesteś sama". Uwielbiam!

"Nie lubię niedziel bez ciebie
i wolnych sobót i świąt,
jak smutny księżyc po niebie
wędruję z morza na ląd,
na ląd...

Po słonecznej stronie dnia
żyją tylko słowa dwa:
- ty i ja, to ty i ja,
a po ciemnej stronie drzew
mieszka żal i czarna krew
i ból, i gniew,
i łza.

Nie lubię deszczu bez ciebie
i długiej zimy, i mgły,
jak senna mucha po chlebie
wędruję głodny i zły,
i zły...

Po słonecznej stronie dnia
żyją tylko słowa dwa:
- ty i ja, to ty i ja,
a po ciemnej stronie drzew
mieszka żal i czarna krew
i ból, i gniew,
i łza."
-> "Nie lubię niedziel". Nie lubię życia bez Ciebie...

"Że nie dałaś mi mamo zielonookich snów -
nie żałuję,
że nie znałam klejnotów ni koronkowych słów -
nie żałuję,
że nie mówiłaś mi jak szczęście kraść spod lady
i nie uczyłaś mnie życiowej maskarady.
Pieszczoty szarej tych umęczonych dni
nie żal mi, nie żal mi.

Nie, nie żałuję,
przeciwnie, bardzo ci dziękuję, kochana,
żeś mi odejść pozwoliła,
po to bym żyła tak, jak żyłam.

Że nie dałeś mi szczęścia, pierścionka ani psa -
nie żałuję,
że nie dzwonisz po nocach - kochanie tak, to ja -
nie żałuję,
że nie załatwiasz mi posady sekretarki,
i że nie noszę twojej szarej marynarki,
że patrzysz na mnie jak teatralny widz -
to nic, to nic.

Nie, nie żałuję,
przeciwnie, bardzo ci dziękuję, kochanie,
za to, że jesteś królem karo,
że jesteś zbrodnią mą i karą.

Że w tym kraju przeżyłam tych parę trudnych lat -
nie żałuję,
że na koniec się dowiem - ot, tak się toczy świat -
nie żałuję,
że nie załatwią mi urlopu od pogardy
i że nie zwrócą mi uśmiechu jak kokardy.
Pieszczoty szarej tych udręczonych dni
nie żal mi, nie żal mi.

Nie, nie żałuję,
przeciwnie, bardzo ci dziękuję, mój kraju,
za jakiś czwartek, jakiś piątek, jakiś wtorek
i za nadziei cały worek.

Nie, nie żałuję,
przeciwnie, bardzo ci dziękuję
za to, że jesteś moim krajem,
że jesteś piekłem mym i rajem...
nie żałuję, nie żałuję, nie żałuję..."
-> "Nie żałuję". Nie?

"Są dziewczyny
nigdy niekochane,
znacie je –
ich czujne oczy ślą
spojrzenia złe,
znacie je –
nieśmiałe panie śmiałych snów,
autorki listów z liści bzu.

Są dziewczyny
przez was niekochane,
znacie je –
umieją śpiewać i
sukienki szyć,
znacie je –
ich czułe dłonie same śpią,
ich czułe serca o was śnią.

Noc,
niewesoła przyzwoitka z łona zła,
noc zamienia ich poduszki
w kocie łby,
takie czarne noce, takie jasne sny.
Dzień,
ach, jak długo wlecze się dziewczynom dzień,
rozwiązana już szarada
ledwo gra,
a godzina czwarta, piąta szósta – zła.

Są dziewczyny
przez was niekochane,
znacie je –
umieją śpiewać i
sukienki szyć,
znacie je –
ich czułe dłonie same śpią,
ich czułe serca o was śnią.

Noc,
niewesoła przyzwoitka z łona zła,
noc zamienia ich poduszki
w kocie łby,
takie czarne noce, takie jasne sny.
Dzień,
ach, jak długo wlecze się dziewczynom dzień,
rozwiązana już szarada
ledwo gra,
a godzina czwarta, piąta szósta zła.

Są dziewczyny
nigdy niekochane,
znacie je –
ich czujne oczy ślą
spojrzenia złe,
znacie je –
nieśmiałe panie śmiałych snów,
autorki listów z liści bzu."
-> "Nieśmiałe panie śmiałych snów". Jestem dziewczyną nigdy niekochaną i niepożądaną.

"Wyspiański to był jakby wieszcz,
więc kiedyś poczuł twórczy dreszcz,
i choć słuchaczy było mało
to tak się w wieszczu odezwało:
- Róbmy coś, co by od nas zależało.
Róbmy coś, róbmy coś,
co by zależało od nas -
nie mów - Dość! - Po co złość,
po co te podróże do dna?
Po co wciąż szukać łat
w ulubionym krajobrazie.
Jeszcze nam ciepły wiatr
dmuchnie w żagle, drogę wskaże!
Po co ten w murze hak -
życie przydać ci się może.
Jeszcze nam huknie ptak,
jeszcze nam zaszumi morze!
Nie mów - Pas! - jeszcze czas
na wytworną rezygnację.
Jeszcze masz w sobie gaz,
jeszcze możesz raz mieć rację!
Krzep i głoś, koś i znoś,
smutna mina jest niemodna.
Róbmy coś, róbmy coś
co by zależało od nas!
Aż tu - Dość! - Wrzasnął gość
w nieodprasowanych spodniach.
- Niech mi ktoś wskaże coś,
co by zależało od nas!
- Nie wiem co,
nie wiem jak,
ale coś tam chyba można!
Zróbmy coś,
żeby coś
zależało od nas!"
-> "Róbmy coś". Powtórka, w dalszym ciągu nie rozumiem.

"Tego listu jutro znów nie wyślę,
spalę, podrę, albo może zgubię.
Przecież ci się nie utopię w Wiśle,
ty wiesz dobrze – jak tak tylko mówię...
Nie wiem, która kwitnie w polu mięta,
a ja ciebie jeszcze – tak, pamiętam,
i o tobie myślę, myślę, myślę...
A tego listu – nie wyślę!

Niech będzie znów święto, jak przed laty,
niech będą jakieś słowa, jakieś kwiaty,
darujmy sobie dzisiaj stare grzechy,
to nie ukłony moje, to uśmiechy.

Czwarta zima przeszła mi bez ciebie,
czwarte lato drzemie w naftalinie,
nie wiem, który połamałam grzebień,
nie wiem, która woda Wisłą płynie.
Nie wiem, która kwitnie w polu mięta,
a ja ciebie jeszcze – tak, pamiętam,
i o tobie myślę, myślę, myślę...
A tego listu – nie wyślę,
nie wyślę..."
-> "Tego listu nie wyślę". No masakra jakaś, tutaj bez jakiejkolwiek zmiany interpunkcji. Redakcja out!

"Ulice miast, wielkich miast
i noc jaskrawa, noc,
pustynie plaż, miejskich plaż
i klaksonów gra.
Na pamięć znam miasta rytm
i świt kamienny, świt
i ciszę tych godzin złych,
których nie chce nikt.

O świcie każdy jest sam
wśród blednących miejskich gwiazd,
chłodnych miast.
W kominach gdzieś drzemią sny,
a ptaki szepcą - to świt,
a chmury już brudzą się
i wiesz, wiesz, jak to jest.
Najbardziej tu nie ma cię,
kiedy wstaje dzień.

Jesieni sto, wiosen sto
i bzy podmiejskie, bzy.
pijanych par pełna noc,
neonowe mgły.
Na pamięć znam miasta rytm
i świt kamienny, świt,
i ciszę tych godzin złych,
których nie chce nikt.

A chmury już budzą się
i wiesz, wiesz, jak to jest.
Najbardziej tu nie ma cię,
kiedy wstaje dzień,
a na dachy już spada mgła..."
-> "Ulice wielkich miast". Doświadczyć z Tobą świtu...

"Upływa szybko życie,
upływa szybko życie...

Upływa szybko życie,
jak potok płynie czas,
za rok, za dzień, za chwilę
razem nie będzie nas...
A nasze młode lata
popłyną szybko w dal,
a w sercu pozostanie
tęsknota, smutek, żal.

Na trudne ludzkie losy
pada i cień, i blask -
za dzień, za noc, za chwilę
razem nie będzie nas...
A potem nasze wnuki
opuszczą progi szkół,
zostanie blady głupiec,
opustoszały stół.

Powstaną nowe rzeki
i setki nowych miast,
za rok, za dzień, za chwilę
razem nie będzie nas...
Ale w pamięci wiernej
unieśmy w obcy świat
kochane, jasne twarze
przyjaciół z dawnych lat,
kochane, jasne twarze
przyjaciół z dawnych lat...

Upływa szybko życie,
upływa szybko życie,
upływa szybko życie,
upływa szybko życie,
upływa szybko życie..."
-> "Upływa szybko życie". Za szybko...

"Zaszumiało jesienią,
zapłakało jesienią,
zastukało jesienią do okien.
Zapłonęło czerwienią,
zaszkodziło marzeniom,
zadudniło, zawisło obłokiem...

Chociaż nie chce się wierzyć –
to od ciebie zależy,
ile będzie jesieni w tym roku.
Czy nas wiatrem zawieje,
czy zabierze nadzieję
i roztopi w zbyt wczesnym półmroku?

Czy uśmiechem jarzębin
krótkie dni nam odrębi
i przyjaznym odezwie się świerszczem,
czy się smutkiem zadławi
w czarnym kluczu żurawim
i niedobrym pożegna nas wierszem?

Czy zmokniętym szarakiem
pójdzie z deszczem na bakier
między drogi pożółkłe i sosny,
czy jabłuszkiem wesołym
będzie toczyć się kołem
i dotrwamy, przetrwamy do wiosny?

Zaszumiało jesienią,
zapłakało jesienią,
zastukało jesienią do okien.
Zapłonęło czerwienią,
zaszkodziło marzeniom,
zadudniło, zawisło obłokiem..."
-> "Zaszumiało jesienią". Wyjątkowa, błagam, by była wyjątkowa...

"Ach, to ty, znowu ty,
od lat znana mi,
od lat niezmieniona,
z tym kimś ładnie ci...
Co mi tam, co mi tam,
że ty przyszłaś z nim.
Ty z nim, a nie ze mną,
a ja - piję sam...
Za rok, za dwa
zbudzę się jak ze snu,
za rok, za dwa
nie on, a ja przyjdę tu...!
Wejdziesz w mój pusty dom,
w puste dni i pusto-noc,
tylko ty uwierz w to,
uwierz tak, jak ja!
Żyję ot, byle jak,
ten dzień, ważny dzień
przez próg nie przechodzi
i snów dobrych brak...
Co mi tam, co mi tam,
że ty przyszłaś z nim.
A mnie nic do tego
i śmiać mi się chce...
Za rok, za dwa
zbudzę się jak ze snu,
za rok, za dwa
nie on, a ja przyjdę tu...!
Wejdziesz w mój pusty dom,
w puste dni i pusto-noc,
tylko ty uwierz w to,
uwierz tak, jak ja!
Jak ja!"
-> "Żyję ot, byle jak". Uwierz w nas!

"Posłuchaj pan, panie podróżny,
co się zdarzyło na Próżnej.
Żyła tam Jagna dobra i czysta,
i chodził do niej Jan kancelista.
Akurat to była niedziela,
kręciła się karuzela.
Zabrał tam Jagnę kochanek czuły
i całkiem zmącił jej miły umysł.

Oczy tej małej - jak dwa błękity,
myśli tej małej - białe zeszyty,
a on był dla niej jak młody bóg...
Żebyż on jeszcze kochać mógł!

A lato, jak bywa w Warszawie,
młodym służyło łaskawie.
On ją zabierał nieraz na łódki,
a ona jego leczyła smutki.
Posłuchaj pan, panie wędrowny,
nastał ten dzień niewymowny:
odszedł bez słowa kochanek podły,
na nic się zdały płacz jej i modły.

Oczy tej małej - jak dwa błękity,
myśli tej małej - białe zeszyty,
a on był dla niej jak młody bóg...
Żebyż on jeszcze kochać mógł!

Pociągi odchodzą i statki,
ona nie wróci do matki.
Kto by uwierzył w całym Makowie,
że dla niej światem był jeden człowiek...
Przez niego więc siebie zabiła
ta, co z miłości tańczyła.
Bóg jej wybaczył czyny sercowe
i lody podał jej malinowe.

Oczy tej małej - jak dwa błękity,
myśli tej małej - białe zeszyty,
a on był dla niej jak młody bóg...
Żebyż on jeszcze kochać mógł!

Posłuchaj, niewierny kochanku,
co nienawidzisz poranków!
Wróci do ciebie jeszcze ta trumna,
gdzie leży twoja kochanka dumna.
Bo taki, co kochać nie umie,
przegra, choć wszystko rozumie.
Bóg cię pokarze swą nieczułością
za to, żeś gardził ludzką miłością!

Oczy tej małej - jak dwa błękity,
myśli tej małej - białe zeszyty,
a tyś był dla niej więcej niż Bóg...
Pokłoń się do jej martwych nóg."
-> "Oczy tej małej" ("Białe zeszyty"). Jak młody bóg...

"Anglików
Bardzo długie włosy
Czytelnie publiczne na prowincji
Dwudziestolecie międzywojenne
Etymologię
Filmy Felliniego
Gadać do utraty tchu
Hotele i mieszkanie w hotelu
Idealistów i idealistki
Jawność
Kluski i kluskopodobne
Lepić bałwana
Łazić po barach, samemu
Mieć dużo czasu
Nowy Jork
Obmawiać znajomych
Premiery teatralne
Pić we dwoje
Ręce gotyckie
Samotne podróże
Śmiech pusty
Tramwaje w nocy
Usypianie dziecka
Wodę w Jeziorze Nidzkim
Xerografy
Yeti
Zabawy kotów
Żaby"
-> "Lubię". Forma mnie przekonuje.

"Ascezy
Banałów
Cedzenia słów przez zęby
Dyskusji o sztuce, gospodarce, kulturze
Epatowania
Fanatyków
Godzić się z koniecznością
Haków
Iść wcześnie spać
Jeść na stojąco
Klawych ludzi
Lasu jesienią
Łapania za słowo
Mody
Niedzieli
Obmawiać kto ma ile pieniędzy
Prawdziwych mężczyzn
Ratować sytuacji
Stać na palcach
Śmierci i litości
Tłoku
Upozowanych chłopców
Wielkiej Gali
X-a
Inteligentów
Zabawiania sztywnych pań
Żoną być, uśmiechniętą na zawołanie."
-> "Nie lubię". Podobnie.

"Skoro stamtąd nikt nie wraca,
to kto wie -
może w końcu nie jest tam najgorzej?
Skoro stamtąd nikt nie wraca -
(jeden Dante, a i to pewnie plotki) -
skoro stamtąd nikt nie wraca,
to bo ja wiem -
może warto...
Może jednak pachnie tam jodłą,
może skóra z tęsknoty nie boli,
są żywe ryby, i anioły,
i szklanki ze szkła
i ty mnie
kochasz."
-> "Skoro stamtąd...". Czy nie zbyt naiwnie...?

"Nie wiedziałam, że tak blisko
jest to wszystko,
to wszystko o co chodzi.
Nie wiedziałam, że tej zimy
zatańczymy,
zatańczymy jak w ogrodzie,
nie wiedziałam, że się ręce
z tego tańca
jak z wieńca - nie rozplączą,
nie wiedziałam, że się serca
jak dwie gwiazdy
w jednych lejcach - nie rozłączą,
nie wiedziałam, że to można -
tak bez tchu...,
nie wiedziałam, że ja także będę Ewą,
nie wierzyłam,
nie czekałam,
nie przeczułam w głębi snu,
że jeżeli gdzieś jest niebo,
to tu, to tu, to tu.
Nie wiedziałam, że się serca tak ostudzą,
oszronią,
jak dwie szyby,
nie wiedziałam, że się ludzie
różnie budzą -
różnie budzą z jednej zimy...
uwierzyłam, że umiera
się parami
z błękitnymi oczami,
a jesteśmy okrętami -
nie ci sami,
choć w tej samej wciąż przystani.
Nie wiedziałam, że to można, tak bez tchu...
nie wiedziałam, że odfrunie co się rzekło,
nie czekałam, nie cierpiałam, nie przeczułam w głębi snu,
że jeżeli gdzieś jest piekło,
to tu, to tu."
-> "Jeżeli gdzieś jest niebo". W nieco innej wersji.

Nowa miłość: Wiersze prawie wszystkie: Tom 1 (Osiecka Agnieszka)
Nowa miłość: Wiersze prawie wszystkie: Tom 2 (Osiecka Agnieszka)
Najpiękniejsze wiersze i piosenki (Osiecka Agnieszka)
Kolory: Piosenki estradowe (Osiecka Agnieszka)
Listy śpiewające (Osiecka Agnieszka)
Sztuczny miód (Osiecka Agnieszka)
Imionnik z kwiatem (Osiecka Agnieszka)
Wada serca (Osiecka Agnieszka)
Żywa reklama (Osiecka Agnieszka)
Białe zeszyty: Piosenki na głos z fortepianem (Osiecka Agnieszka)
Śpiewające piaski (Osiecka Agnieszka)
Sentymenty (Osiecka Agnieszka)
Za chwilę (Osiecka Agnieszka)
Muzyka Adama Sławińskiego (Osiecka Agnieszka)
STS i nie tylko (Osiecka Agnieszka)
Apetyt na życie (Osiecka Agnieszka)
Strofki o miłości (Osiecka Agnieszka)
Strofki o miłości i przemijaniu (Osiecka Agnieszka)
Rock and roll (Osiecka Agnieszka)
Krakowskie anioły (Osiecka Agnieszka)
Małgośka (Osiecka Agnieszka)
Zielono mi (Osiecka Agnieszka)
Dawne zabawne (Osiecka Agnieszka)
Bukiet poezji miłosnej (antologia; Arnsztajnowa Franciszka, Asnyk Adam (pseud. El...y), Bieder Edmund i inni)

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 32051
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 6
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2017-10-01 19:03 napisał(a):
Odpowiedź na: (Czytatka zdradza co niec... | Pingwinek
O, i znowu mam co dorzucić!

To jest wiersz, dzięki któremu się Osiecką zachwyciłam; ile lat temu, nie powiem, w każdym razie bardzo, bardzo dawno:

Nie mam żalu do twojej dziewczyny
za dwa grosze, za grosik, za gram,
nie mam żalu do twojej dziewczyny,
nie mam żalu... A może i mam:

że przebiegła twoją drogę w samą porę
że ma oczy, co po nocach ci się śnią,
że to do niej pojechałeś w tamten wtorek
i że byłeś do wieczora tylko z nią.

Nie mam żalu do twojej dziewczyny,
że widzieli ją tutaj czy tam.
Ludzie plotą bez żadnej przyczyny,
nie mam żalu, a może i mam:

że wieczorem muszę czytać bardzo długo,
że nie lubię ani sobót, ani świąt,
że tymczasem ty się śmiejesz z tamtą drugą,
z tamtą drugą płyniesz z prądem i pod prąd.

Nie mam żalu do twojej dziewczyny,
w nowym życiu niech szczęści się wam,
nie mam żalu do twojej dziewczyny
nie mam żalu... a może i mam:

że stanęła pod twym oknem w takiej zorzy,
że wciąż widzisz na jej twarzy tamten blask,
że przede mną ty już serca nie otworzysz,
choć tańczyłeś kiedyś ze mną i nie raz!

Nie mam żalu do twojej dziewczyny,
że zamieszkasz w jej sercu nie sam,
że zarobisz na żarty i kpiny,
nie mam żalu... a może i mam!

("Nie mam żalu")

A ten dowodzi, że nie tylko o miłości A.O. umiała myśleć mądrze i trafnie:

Historio, historio,
cóżeś ty za pani,
że dla ciebie giną,
że dla ciebie giną
chłopcy malowani.

Orszaki, dworaki,
szum pawich piór!
Orszaki, dworaki,
szum!

Historio, historio,
czarna dyskoteko,
nie pozwalasz wytchnąć
ludziom ani wiekom.

Orszaki, dworaki...

Historio, historio,
ty macocho nasza
tak nam dałaś mało
oprócz ojczenasza.

Orszaki, dworaki...

Historio, historio,
cóżeś ty za matnia,
pchamy się na scenę,
a to jeszcze szatnia.

Orszaki, dworaki...

Historio, historio,
jaka w tobie siła,
żeś ty całe światy
z mapy poznosiła.

Orszaki, dworaki...

Historio, historio,
ty ballado gorzka
czemu stale rosną
twoje własne koszta

Orszaki, dworaki...

Historio, historio,
tania z ciebie dziewka,
miała być canzona,
a jest stara śpiewka.

Orszaki, dworaki...

Historio, historio,
tyle w tobie marzeń,
często ciebie piszą
kłamcy i gówniarze.

Orszaki, dworaki...

Historio, historio,
ty żarłoczny micie,
co dla ciebie znaczy
jedno ludzkie życie?

Orszaki, dworaki,
szum!
("Orszaki, dworaki")
Użytkownik: Pingwinek 2017-10-01 20:22 napisał(a):
Odpowiedź na: O, i znowu mam co dorzuci... | dot59Opiekun BiblioNETki
Tak czułam, że się wypowiesz ;)

Oba utwory i mnie się podobają. Wiesz, z tymi "szóstkowymi" autorami to jest trochę tak, że można by cytować i cytować, a czytatka już sama w sobie wyprodukowała się maxi ;)
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2017-10-01 21:41 napisał(a):
Odpowiedź na: Tak czułam, że się wypowi... | Pingwinek
Oj, tak! Połowę tych grubych dwóch tomów by można, i jeszcze nie byłoby za dużo...
Użytkownik: Pingwinek 2017-10-01 21:51 napisał(a):
Odpowiedź na: Oj, tak! Połowę tych grub... | dot59Opiekun BiblioNETki
A nie orientujesz się przypadkiem, czy te dwa tomy to pełen zbiór twórczości poetyckiej Osieckiej? Niepokoi mnie "prawie" w tytule i nie mam pewności, czy mogę oceniać wszystkie inne zbiory wierszy. Dramaty, powieści czy publicystyka to oczywiście inna para kaloszy - ale wiersze?
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2017-10-02 07:30 napisał(a):
Odpowiedź na: A nie orientujesz się prz... | Pingwinek
Mam wrażenie, że wszystkie, które wcześniej zostały opublikowane w tomikach + wszystkie, które pośmiertnie odnaleziono w papierach, niewykluczone natomiast, że nie uwzględniono publikowanych "luzem" w prasie, bo archiwa czasopism z lat 50-70 nie są scyfryzowane i spadkobiercy mogli na coś nie natrafić. Wydaje mi się, że gdzieś taką informację czytałam, ale chyba nie znajduje się ona w przedmowie, bo też byś zauważyła.
Użytkownik: Pingwinek 2017-10-02 17:56 napisał(a):
Odpowiedź na: Mam wrażenie, że wszystki... | dot59Opiekun BiblioNETki
Dzięki za wypowiedź. Szkoda, że przy wielu tytułach (w przypadku wielu autorów, często właśnie poetów) brak zawartości zbioru...
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: