Najciekawsze recenzje
Recenzje
Dostępność książki: X
Polecają X

Przemijają rzeczy, przemijają i słowa

Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Książka: Zapomniane słowa (antologia; Kozioł Urszula, Czyżewski Krzysztof, Ogórek Michał i inni)

Data dodania: 2017-09-10 16:33

Redakcja BiblioNETki poleca!

4 osoby polecają ten tekst.

Może dlatego, że nie muszę się tym zajmować zawodowo, fascynują mnie dzieje słów: ich geneza, przekształcenia znaczeniowe na przestrzeni czasu, wędrówki geograficzne; za każdym razem, kiedy czytam tekst napisany w jednej z polskich gwar regionalnych, korci mnie, żeby sprawdzić, jak ta czy owa nazwa brzmi w innym zakątku Polski, a kiedy jestem w obcym kraju, szukam w jego mowie ech innych znanych mi języków (co jest o tyle łatwe, że poza Europę nie wytykam nosa; gdybym miała do czynienia z chińskim lub suahili, pewnie nie znalazłabym pola do popisu…) i wyłapuję wyrazy, które stamtąd napłynęły do nas. Język zmienia się równie dynamicznie jak obyczaj. Ludzie z pokolenia moich dziadków nie wiedzieli – nie mogli wiedzieć, gdyż przedmioty noszące te nazwy miały wejść w użycie dopiero po ich śmierci – co to laptop, mikrofalówka czy depilator; słysząc słowo „komórka”, widzieli w wyobraźni zamykane na kłódkę ciasne pomieszczenie pod schodami lub w specjalnym parterowym budyneczku przylegającym do budynku mieszkalnego, „mysz” była dla nich tylko uprzykrzonym gryzoniem, a sieć – sprzętem, z jakim rybak wyprawiał się na połów. Sami z kolei używali słów, które jeszcze dla ich wnuków były czytelne i namacalne – w szafie mojej „miejskiej” babci wisiała lizeska, a „wiejskiej” – zapaska, dziadkowie golili się brzytwami, zaś jeden z nich do roboczych butów nosił onuce; w jednej i drugiej kuchni główne miejsce zajmował piec wyposażony w fajerki i sabatnik, w kącie za piecem stała balia z tarą, w pokoju na etażerce – podstawka mieszcząca kałamarz, obsadkę i stalówki. Wnuki moich rówieśników nie znają większości, a może już żadnej z tych nazw – kiedy natrafią na którąś w książce, będą musiały poszukać znaczenia w Wikipedii; wyszły z użycia rzeczy, wyszły i wyrazy, którymi je określano…

Takie właśnie terminy, oznaczające przedmioty lub pojęcia, które z jakiegoś powodu wypadły z obiegu, postanowiło utrwalić na papierze Wydawnictwo Czarne, prosząc kilkadziesiąt znanych postaci świata kultury i nauki o przypomnienie swoich „zapomnianych słów” wraz z krótką refleksją na ich temat. Czegoż tu nie ma! Buzdygan, dezabil, gumno, moderant, ordynus, pachciarz, plereza, szwajcarnia już za czasów mojego dzieciństwa nie brzmiały znajomo. Ale ancymonek, miglanc i urwis – ach, ileż to razy przedstawiciele starszego pokolenia raczyli nas tymi epitetami, kiedy coś spsociliśmy, a potem zaklinaliśmy się: „No, jak bonie dydy, nie mam pojęcia, skąd się ta dziura w spodniach wzięła!” albo, nie daj Boże, w obecności dorosłych powiedzieliśmy „psiakrew”! Fotografie kociaków (nie kociąt!) zdobiły najpierw okładki „Przekroju”, potem, w nieco mniejszym formacie, krzyżówki zamieszczane w tymże czasopiśmie. O bumelantach co i raz wspominano w codziennej prasie. Przedmioty z bakelitu (no właśnie, „pudełko na pchełki”*! Czy i pchełek nie należy już dziś zaliczyć do słów zapomnianych?) były w każdym domu, podobnie jak – przynajmniej na południu kraju – nakastliki. Na prywatki wyrywał się człowiek, lub sam je w domu urządzał, niemal zaraz po wkroczeniu w magiczny wiek nastoletni (pod warunkiem, że miał dość floty, by nakupić u prywaciarza oranżady i prażynek ziemniaczanych); wcześniej zabawiał się nalepianiem kalkomanii, gdzie popadnie, albo grą w klasy, chłopka czy gumę, bacząc, by się nie trafiła skucha. A babcia Pelagia, kiedy była w dobrym humorze, podśpiewywała sobie pod nosem: „Ja z tobą nie pójdę, boś ty saper, ja sapera naser mater…”, nie potrafiąc jednak sprecyzować, co mianowicie chciała saperowi przekazać narratorka piosenki.

Ileż jeszcze własnych zapomnianych słów do głowy się ciśnie! Gdyby je tak metodycznie zebrać, nie starczyłoby chyba dwóch czystych stron, które – przewidziawszy tę najwyraźniej typową reakcję czytelnika – pozostawiono na końcu książki.

Potrzebne są takie publikacje, bo w dzisiejszych pospiesznych czasach pojęcia i słowa wylatują z użycia tak szybko, że tekstów pozostawionych przez jedno pokolenie następne może już nie zrozumieć. Za sam zamiar i koncepcję należy się pomysłodawcom najwyższe uznanie. Szóstki nie postawiłam tylko dlatego, że niektórzy respondenci, zamiast wziąć na poważnie prośbę wydawcy, postanowili zaserwować czytelnikom stanowczo zbyt obszerne próbki własnej twórczości i/lub popisać się giętkością pióra, właściwy temat traktując po macoszemu. Ale i tak lektura była wyborna!


---
* „Zapomniane słowa” (red. Magdalena Budzińska), wyd. Czarne, 2014, s. 18.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Podziel się:

komentarzy: 4 | wyświetleń: 336

Dodaj komentarz  

Pokaż: [drzewo komentarzy] [komentarze według daty dodania]

Użytkownik: sowaOpiekun BiblioNETki 2017-09-11 19:03 napisał(a):

Odpowiedź na: Może dlatego, że nie musz... | dot59Opiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

Też mnie parę osób z lekka zirytowało „nienatematem”. A Ciebie kto?
Przez kawałek o buzdyganie łzami się popłakałam ze śmiechu.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2017-09-11 19:37 napisał(a):

Odpowiedź na: Też mnie parę osób z lekk... | sowaOpiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

Najbardziej nie na temat? Rudnicki i Dukaj. W dodatku stylu ani jednego, ani drugiego z nich nie lubię, więc mi te teksty zgrzytają jak piasek w zupie grzybowej. Natomiast Wolny-Hamkało, Czapliński i Bereś trochę przesadzili z objętością.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: sowaOpiekun BiblioNETki 2017-09-11 20:06 napisał(a):

Odpowiedź na: Najbardziej nie na temat?... | dot59Opiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

Ha, będę musiała zajrzeć i sobie przypomnieć, co tam kto jak. W takim zbiorze niby wiadomo, jednolitości/jednorodności nie ma się co spodziewać, każdy mówi o swoim i po swojemu... co w sumie stanowi właściwie dodatkowy atut :-). Ale też sprawia, oczywiście, że łatwiej wskazać, co/kto nam się podoba bardziej, co mniej bądź wcale. Przy kilku wypowiedziach – teraz pamiętam tylko Modzelewskiego i Geberta – ścisnęło mi się gardło i serce, ale nawet te z pozoru li-i-jedynie ucieszne podszyte są melancholią. Słowa jako cienie znikającego dyskretnie świata? Otóż i właśnie...

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Czajka 2017-09-14 11:28 napisał(a):

Odpowiedź na: Może dlatego, że nie musz... | dot59Opiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

No i kupiłam. :)

Linka Odpowiedz

- książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę

- do książki dodano opisy lub recenzje

- książka dostępna w naszej księgarni

- książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)

- książka znajduje się w Twoim schowku