Najciekawsze recenzje
Recenzje
Dostępność książki: X
Polecają X

Miłość, słonecznik w dzbanku, samotne godziny

Autor: misiak297

Książka: Źródło (Hillar Małgorzata)

Data dodania: 2017-08-01 20:59

Redakcja BiblioNETki poleca!

7 osób poleca ten tekst.

Zapewne gdybyśmy mieli wskazać najważniejsze polskie poetki, to pomyślelibyśmy w pierwszej kolejności o Wisławie Szymborskiej, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Halinie Poświatowskiej czy zmarłej niedawno Julii Hartwig. A co z Małgorzatą Hillar - poetką znaną przede wszystkim ze swego wiersza (który trafił do wielu podręczników języka polskiego) o ludziach z drugiej połowy XX wieku, którzy rozbijają atomy, zdobywają kosmos i boją się własnych uczuć? Jeśli trafiłaby do takiego rankingu, to raczej nie do czołówki. Przyznam, że też niewiele wiedziałem o jej twórczości – poza wyżej wspomnianym wierszem znałem jeszcze kilka innych. Sięgnąłem po „Źródło” – wybór poezji Małgorzaty Hillar – i się zachwyciłem.

Na pierwszy rzut oka te wiersze sprawiają wrażenie prostych, oczywistych. Nawet może lekkich. Oto zakochana kobieta, szczęśliwa, spokojna, odkrywająca miłość, świat i samą siebie – właśnie poprzez uczucie. Miłość obezwładnia, stanowi sens życia.

„Kiedy wspomnę
pieszczotę twych rąk
nie jestem już dziewczyną
która spokojnie czesze włosy
ustawia gliniane garnki
na sosnowej półce”[1].

A jednak nie wszystko jest tu takie intymnie szczęśliwe. Spełnienie miłosne to nie jest finał spod znaku „żyli długo i szczęśliwie”. Wędruje się przez kolejne wiersze, aby znaleźć coraz więcej miłosnych niepokojów. Brak porozumienia, obawa przed rozstaniem, osobność zamiast miłosnej wspólnoty. Zdumiewająco często pojawia się też motyw śmierci – jak we wstrząsającym wierszu „Sen o wrzosie”, w którym między światami kobieta spaceruje ze swoim zmarłym ukochanym. Albo w innym utworze – „Dziewczyna”, w którym para spotyka się na cmentarzu, aby uciec przed światem i dostrzegają grób młodej dziewczyny.

„Może i ona
przychodziła na cmentarz
ze swoim chłopcem
Opierała się o słońce
mówiła o miłości”[2].

Nawet tam, gdzie – zdawałoby się - mamy do czynienia z miłosnym spełnieniem, pojawia się cień. Grzech. Swoista niekompletność. Samotność – i bez ukochanego, i w jego obecności. Pojawia się coś nieokreślonego, co trudno uchwycić, ale co staje się gorzkim rewersem miłości:

„Wargi twoje
mają cierpki smak
morskiej wody
którą nie można napoić się
nigdy”[3].

„Moje oczy
bez twych oczu
nieuważne, roztargnione
gubią po drodze
uzbierany świat

Wieczorem
są jak puste koszyki
które zawieszam
na księżycu”[4].

„Mówisz
Gdybyśmy byli razem
przynosiłbym ci rano
bułki i mleko
Mielibyśmy
wspólne drzwi
wspólne światło
wspólną noc

Lecz dzielą nas
klucze
schody
mieszkania
oczy mężczyzny
oczy kobiety
nawet płacząca wierzba na podwórku
pod którą nam nie wolno się całować”[5].

Miłość jest także trochę uzależnieniem, a trochę zagrożeniem:

Płynę w białej łódce
twoich ramion
przez głęboką ciemność […]

Wiem
powinnam wreszcie odejść

Lecz wciąż się boję
że utonę sama
w granatowych falach nocy
albo w białych falach dnia”[6].

„Źródło” pozwala poznać kolejne etapy miłości. Również tę spełnioną. Tymczasem codzienność – te obiecane bułki, jedne drzwi – często okazuje się dla miłości zabójcza. Brakuje wolności, brakuje przyrody, brakuje świeżości. Wszystko wydaje się statyczne i smutne, jak w wierszu „Dom”:

„Wiewiórka
malowana na szkle
nie poruszy rudą kitą

Zabita sosna
zamieniona w szafę
nie zaszumi

Ci dwoje chodzą
po błyszczącej podłodze
w przeciwne strony

Wciąż się mijają”[7].

W tej poezji tkwi wielka siła. Myślę, że to wynika z jej pozornej delikatności. Mogą zwieść symbole tych wierszy - gliniane dzbanki, słoneczniki, miękkość siana, upajający zapach macierzanki. Jest w tonie tych wierszy jakaś cisza, która jednak ujawnia silne emocje – drapieżne, destrukcyjne.

W dobrej poezji często można się odnaleźć. Być wewnątrz, w tych samych emocjach. Cieszę się, że wszedłem w ten świat stworzony przez Małgorzatę Hillar. Że wędrowałem z zakochaną dziewczyną przez wrzosowe pola pełne babiego lata. Że razem z nią obserwowałem gliniany dzban. Że wspólnie szukaliśmy kogoś, kto nie przyszedł, tęskniliśmy, marzyliśmy. Że tak jak ona spadałem na dno nocy.

[1] Małgorzata Hillar, „Źródło”, Wydawnictwo Glob 1985, s. 12.
[2] Tamże, s. 60.
[3] Tamże, s. 16.
[4] Tamże, s. 26.
[5] Tamże, s. 30.
[6] Tamże, s. 8.
[7] Tamże, s. 49

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Podziel się:

komentarzy: 0 | wyświetleń: 640

Dodaj komentarz  

- książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę

- do książki dodano opisy lub recenzje

- książka dostępna w naszej księgarni

- książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)

- książka znajduje się w Twoim schowku