Dodany: 15.06.2017 21:52|Autor: zsiaduemleko

O plamie z wiśni


Fakt, że nikt uczciwie nie bierze się już za ponowne wydawanie powieści Jacka Londona (podobnie jak Hemingwaya), nie przestaje mnie zastanawiać. Mój egzemplarz "Martina Edena" (który jeszcze w 2015 roku dostałem od anonimowego Mikołaja/Mikołajki, więc przy okazji i z tego miejsca dziękuję) według ceny okładkowej kosztował 580 zł, co już samo w sobie wiele mówi o roku wydania, choć jest w zadziwiająco dobrym stanie. Może problem tkwi w czymś, o czym nie wiem, ale niepojęte dla mnie jest, by byli chętni na drukowanie wypocin Sashy Grey, a już tak mocne i znane nazwiska, jak London i Hemingway pozostawały poza kręgiem zainteresowań wydawców. No dobrze, akurat Sasha Grey to również nośne nazwisko, ale wiecie, co mam na myśli – w tej chwili chodzi wyłącznie o poziom literacki. Tymczasem ani Ernesta, ani Jacka w księgarniach praktycznie nie uświadczysz. A jeśli już, to leżą tam jedynie w formie zakurzonych lektur z opracowaniem albo audiobooków – pewnie dlatego, że lektur nikt nie czyta (a jeśli już, to z pewnością ich nie kupuje), zaś audiobook łatwiej ukraść z Sieci. Ja bym sobie jednak życzył nowe, tradycyjne wydanie dzieł wspomnianych panów, bo nie należę do grona czytelników, którzy tym bardziej czczą książkę, im dawniej została ona wydana. Wolę, gdy mi się nie rozpada w rękach podczas czytania. Więc komu mam zrobić dobrze ustami, aby się wreszcie wziął na poważnie za wydawanie takich klasyków?

Być może kogoś tym zaskoczę (choć szczerze wątpię): głównym bohaterem "Martina Edena" jest Martin Eden. Młodzieniec na schwał, aktywny marynarz, przystojny, umięśniony i z opaloną szyją jak baleron. Taki, a nie inny tryb życia powoduje, że Martinowi doskwierają braki w podstawowej edukacji, ale na każdej wiejskiej potańcówce niunie i tak się do niego kleją, nawet nie musi się starać. A teraz polecimy nieco schematem: Eden się zakochuje, jednak tym razem nie w kolejnej robotnicy z fabryki, tylko w panience z wyższych sfer. Ruth – bo o niej mowa – jest czysta, wiotka, zwiewna, wykształcona, trzy lata starsza od Martina i zupełnie nie z jego ligi. Pała ona miłością do rzeczy uznanych i prowadzi przykładnie szlachetny tryb życia. To wrona kracząca jak inne. Nieszczęśliwie zakochany młodzieniec postanawia za wszelką cenę zdobyć serce (oraz całą resztę organów) Ruth, a przekonany o swoim prostactwie, podchodzi do sprawy nad wyraz ambitnie i niezwłocznie rusza w rejs na Morze Edukacji. Zaczyna także myć zęby, bo do tej pory jakoś o tym nie pomyślał, najwyraźniej przekonany, że ten przywilej przysługuje jedynie burżuazji.

"— I tyś napisał ten wspaniały »Cykl miłosny« dla niej… dla tej mizernej, przywiędłej samiczki!"[1]

Prostota charakteru Martina ostro tutaj kontrastuje z ogromną namiętnością oraz na wskroś romantycznym uczuciem, które wybucha w nim na widok Ruth. Ten zahartowany morską solą i ogorzały na policzkach młodzieniec prawie mdleje, gdy tymże policzkiem przyjdzie mu przypadkiem musnąć włosy ukochanej. Emfaza i zbytnia przesada będą nam towarzyszyły przez cały czas lektury, a Martin zacznie popadać w skrajne nastroje i wraz z postępami w nauce proporcjonalnie będzie rosło jego zadłużenie finansowe. Wyjścia ze swojej kiepskiej sytuacji bohater szuka w literaturze i natchniony postanawia zostać pisarzem. Od tej chwili przyjdzie mu walczyć na dwóch równie bezwzględnych frontach, by przebić się przez okopy i zasieki krytyków literackich oraz zdobyć bunkier miłości Ruth. Niewesoło być Edenem.

Niewesoło, bo prześwidrować się przez beton potencjalnych wydawców to zadanie nienależące do łatwych, więc w oczekiwaniu na jakikolwiek sukces wydawniczy Martin trochę biedę poklepie po tyłku, a pewnie wolałby poklepać Ruth (o ile przyszłaby mu do głowy tak obsceniczna myśl). Najczęściej odwiedzać będzie najbliższy lombard, na przemian zastawiając w nim rower oraz jedyny garnitur, a w wyniku przeintelektualizowania odetnie się od swojego codziennego życia, w którym coraz trudniej będzie mu odnaleźć jakiekolwiek radości. Bo potańcówki już nie bawią, proste i atrakcyjne dziewczęta nie stanowią wyzwania. Więc może chociaż Ruth dostrzeże jego starania? Cóż, może. Ale na razie jest tak wykształcona i błyskotliwa, że aż ma problem z zauważeniem, iż się (nie wiedzieć kiedy) w Martinie zakochała. Jeśli się w porę opamięta, jest szansa na szczęśliwe zakończenie. A jeśli nie, to chociaż właściciel lombardu może będzie zadowolony.

"— Ludzie nie umiejący pisać piszą zbyt wiele o tych, co pisać potrafią"[2],

więc postaram się ująć rzecz zwięźle. Fakt, że w "Martinie Edenie" brzmią echa autobiograficzne pominę, bo o ile wiem, London z tego słynął. Zatem co mógłbym dodać na temat tej powieści? Zwracam uwagę na nieśpieszne tempo historii. Opowieść od początku do końca wręcz się ślimaczy, choć chyba nie mam sumienia uznać tego za wadę. Ale ostrzec nieświadomych wypadało. Nie wypada natomiast po "Martinie Edenie" spodziewać się żywych zwrotów akcji, bo to nie ten rodzaj powieści. Mnóstwo tutaj wspomnianej emfazy, zarówno w słowach, jak reakcjach, dużo dramatyzowania i robienia z igły wideł – albo przynajmniej widelca (abym z kolei ja nie wpadł w przesadyzm). Nie brakuje również nieodzownej w tego typu literaturze dyskusji między bohaterami – tej inteligentnej dysputy oczytanych ludzi, w której koniecznie muszą przewijać się nazwiska najważniejszych filozofów epoki. Ale to opowieść przede wszystkim o ambicji, samozaparciu i romantycznej ze wszech miar miłości oraz dobra okazja do zastanowienia się, czy górnolotne cele mogą doprowadzić do sytuacji, gdy traci się twardy grunt pod nogami i kontakt z rzeczywistością. Bo tylko prostych, biednych ludzi cieszą nawet małe, proste rzeczy. Im wyżej w hierarchii, tym zakres dostępnych uciech mniejszy.


---
[1] Jack London, "Martin Eden", przeł. Zygmunt Glinka, wyd. Książka i Wiedza, 1988, str. 244.
[2] Tamże, str. 242.


[opinię zamieściłem wcześniej na blogu]


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 1048
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 3
Użytkownik: jolekp 19.06.2017 09:20 napisał(a):
Odpowiedź na: Fakt, że nikt uczciwie ni... | zsiaduemleko
Co do wydania, to na pewno było wznowienie w ramach jakiejś serii w stylu "Arcydzieła literatury światowej", w twardej okładce i ze złoceniami. Wiem, bo takie właśnie wydanie posiadam, nie pamiętam z którego roku, ale na pewno po 2000. Chyba powinnam to w końcu przeczytać ;)
Użytkownik: koczowniczka 19.06.2017 11:02 napisał(a):
Odpowiedź na: Co do wydania, to na pewn... | jolekp
Siedmioróg wydał „Martina Edena” w roku 2017. :)
Użytkownik: luckaminski 28.09.2017 19:48 napisał(a):
Odpowiedź na: Fakt, że nikt uczciwie ni... | zsiaduemleko
Zrozumiałeś tą książkę zbyt dosłownie. Nie stosuj ironii jeśli autor napisał inteligentniejsze dzieło niż Twoje zrozumienie go.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: