Dodany: 2010-05-17 11:54|Autor: kocio

Nie tylko papier...> Czytniki

Spotkania "Książka elektroniczna - zagrożenie czy szansa" na targach książki w PKiN


Cóż, chyba muszę potraktować to forum jako dotyczące ogólnie książek elektronicznych, choć formalnie jest o eClicto, bo niby gdzie indziej?...

Na targach książki w PKiN odbyła się seria spotkań "Książka elektroniczna - zagrożenie czy szansa", zorganizowana przez eLib.pl ( http://elib.pl/konferencja.html - coś chyba się popsuły linki na BiblioNetce?). Uczestniczyłem w całości, żeby się zorientować jak polski rynek wydawniczy podchodzi do nadchodzącej rewolucji.

Już sam tytuł jest dosyć wymowny (mogło być przecież np. "Książka elektroniczna - jak się przesiąść?") i, niestety, oddaje w pełni postawę wydawców. Niewielu ich tam się pojawiało, a jeśli już się odzywali, to albo nie mieli nic do powiedzenia, albo prezentowali elastyczność stalowego pręta do zbrojeń...

Przykro mi to stwierdzić, bo poszedłem nie po to, żeby sobie potwierdzić zdanie (być może zbyt radykalne), tylko je zrewidować. Potwierdziło się w całej rozciągłości, z jednym tylko wyjątkiem - W.A.B. zaprezentowało ostrożną, ale daleką strategię wprowadzania książek elektronicznych do swojej oferty. I to tyle dobrego.

Nikt nie wróży, żeby papierowa książka miała zniknąć, co najwyżej stanie się produktem luksusowym lub sentymentalnym, podobnie jak płyty winylowe. Wielu czytelników lubi to medium i będzie go jeszcze kupować. Aczkolwiek trudno powiedzieć co będzie jak pojawią się czytniki książek elektronicznych i oferta przestanie być czysto symboliczna.

W zeszłym roku podobno był tylko jeden czytnik (pewnie właśnie eClicto), w tym była premiera innego polskiego czytnika i objawiła się firma sprzedająca z 10 innych modeli, a na stoiskach podobno 30% wydawców oferowała po ok. 10% swojej oferty w formie elektronicznej. To znaczy, że jesteśmy na etapie wsadzania dużego palca o wody, żeby sprawdzić czy nie za zimna.

Jeśli chodzi o czytelników sprawa jest oczywista - z wielu względów chcą nowego medium. Chyba nawet szkoda przypominać, żeby nie zabrzmiało jak parada frazesów. Ciekawą odmianą była nietypowa prezentacja... Stowarzyszenia Elektryków Polskich, gdzie pani inżynier opowiadała, jak dzięki czytnikowi nie musi na budowę nosić stosu książek z dokumentacją i katalogu elementów. To istotne, pamiętając, że to nie jest specjalizowany czytnik schematów, tylko model popularny.

Autorzy są tak trochę niepewni, a trochę entuzjastyczni wobec nowej technologii, ale raczej nie mają syndromu lękowego. Im młodsi, tym chętniej, ale właściwie autorów właściwie mamy po swojej - czytelników - stronie.

Ciekawa i symptomatyczna była jednak prelekcja autorki, która miała opowiadać o stosunkach z wydawcą. Wydawca - symboliczne - nie przyszedł. Autorka zaś zapytana przeze mnie o prawo autorskie (zwykle twierdzi się, że to dla ich dobra, i egzaminuje z jego znajomości odbiorców) stwierdziła, że nie bardzo rozumie umowy i są gotowe schematy przygotowane przez wydawców, i tego się trzyma. Przeżyłem szok, gdy potem wspomniała, że skończyła... studia prawnicze! Więcej - mówiła, że autor jeśli cokolwiek zasugeruje, to wydawcy odbierają to jako wtrącanie się.

Czyli mamy system feudalny - wydawcy rządzą, a czytelnicy i autorzy są jak niechciani petenci! Prawo autorskie więc to de facto prawo dystrybutorskie. Źle to wróży polskiemu rynkowi. Wydawcom paradoksalnie też.

Ilustruje to sytuacja na spotkaniu z prawnikiem: Krzysztof Siewicz spytał na wstępie, czy ktoś ma jakieś konkretne pytanie i zgłosiła się reprezentantka wydawcy. Spytała jak powinni zabrać się za zgłoszenie naruszenia swoich praw, ponieważ znaleźli na jakimś z serwisów, że elektroniczna wersja ich papierowej książki została pobrana ok. 3 tys. razy. Pytanie prelegenta - a czy państwo notujecie zmniejszenie sprzedaży? - Nie, rośnie! Sala zachichotała, a prelegent stwierdził, że musieliby najpierw wykazać w sądzie, że ponieśli z tego tytułu jakąś stratę.

Z kolei w czasie dyskusji o roli wydawcy było nas raptem z 10 osób. Może to że już wieczór, ale spodziewałem się chociaż gorącej dyskusji. Nic z tego. Wszyscy 3 wydawcy, jacy przyszli (!), dostali dużą porcję argumentów, z którymi nawet nie próbowali dyskutować. Niby to fajnie, ale w praktyce oznacza, że mają głęboko w nosie argumenty.

Skutek będzie taki, że w chwili, gdy przyjdzie fala elektroniczna, a to się określa w horyzoncie 3-5 lat, oni będą zajęci albo drukowaniem jak gdyby nigdy nic, albo dochodzeniem swoich praw przeciw użytkownikom rozpowszechniających wersje elektroniczne (często sami takowej nie oferując). Wielu upadnie lub zostanie wykupionych, nieliczni zdążą się obudzić na czas i w panice zaczną budzić się w nowym świecie. Bo im więcej uwagi i środków poświęca się obronie status quo w obliczu wielkiej zmiany, tym mniej ma się determinacji i środków, żeby inwestować w przyszłość.

Nowa sytuacja może wyglądać tak, że rolę wydawców i księgarzy przejmą wielkie korporacje multimedialne oraz operatorzy komórkowi lub kablówki, ponieważ oni mają bazę technologiczną oraz najbliższy dostęp do użytkowników i ich urządzeń elektronicznych. Myślę, że nie jest żadnym przypadkiem, że przez cały czas padało słówko "content", a nie np. "treść", "tytuły" ani tym bardziej "utwory". To świadczy nie tyle o braku dbałości o język polski, tylko o tym, że perspektywę jakiegokolwiek myślenia o książkach elektronicznych narzucają zagraniczne korporacje (z kręgu przemysłu elektronicznego właśnie).

Nie podoba mi się perspektywa takiego prostego scenariusza dalszego, jeszcze mocniej scentralizowanego monopolu wydawniczego. Nie jest to oczywiście jedyna możliwa droga, ale na podstawie tych około 17 godzin prelekcji i dyskusji ta wizja mi się narzuca (zresztą jeden z autorów też o tym mówił).

A co wy sądzicie o tej, bardzo już bliskiej, przyszłości książki?
Wyświetleń: 3161
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 2
Użytkownik: moreni 2010-05-17 12:37 napisał(a):
Odpowiedź na: Cóż, chyba muszę potrakto... | kocio
Postawa wydawców, jaką tu nakreśliłeś, bardzo mnie rozczarowuje. Liczyłam na jakieś nowe rozwiązania (chociażby system internetowej, abonamentowej dystrybucji ebooków) a wychodzi na to, że największym źródłem jakichkolwiek ebooków jeszcze długo pozostanie chomikuj.pl.:( Wychodzi na to, że środowisko książkowe tak bardzo skostniało, że mimo płaczu nad ciężką sytuacją na rynku nikomu nie chce się podejmować nowych wyzwań. Jeśli pójdzie tak dalej, to pewnie w internecie i dystrybucji książek elktronicznych odnajdą się małe witryny prowadzone przez grupki pisarzy. O ile znajdą się jednostki na tyle charyzmatyczne...
Użytkownik: kocio 2010-05-17 12:53 napisał(a):
Odpowiedź na: Postawa wydawców, jaką tu... | moreni
Znajoma orientująca się nieco w rynku książki stwierdziła, że wydawnictwa po prostu przestały zatrudniać nowe (młodsze) osoby - nie dopytałem czemu - a ci starsi chcą głównie doczekać emerytury.

Na szczęście twoja wersja też ma sens - w obliczu marazmu może się objawić jakieś wydawnictwo spoza układu, a może nawet będzie to rozszerzenie oferty któregoś dystrybutora czytników. To może zwiększyć konkurencję.

Ostatecznie jednak i tak trzeba będzie się zmierzyć z globalizacją oraz kanałami elektronicznymi takimi jak wspomniani operatorzy dostępu do sieci (kablówki, sieci komórkowe), albo Google (dystrybuują oparty skądinąd na Linusie system Android, który sprzedaje się na większej ilości telefonów niż sławny iPhone, no i ruszyli z ogromnym repozytorium Google Books), tudzież producenci konsol podłączanych do domowych centrów rozrywki, bo tam na ekranie wystarczy z czasem dodać nowe menu.

Zacznie się od tego, że cena któregoś czytnika spadnie do 1,- PLN plus abonament. eClicto już zjechało w dół, ale dopóki się nie pojawi abonament z urządzeniem zawartym w cenie jeszcze w Polsce nie stanie się pewnie nic wielkiego.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: